maja 11, 2020

Nie płacz, uśmiechnij się, wszystko będzie dobrze, czyli jak nie pocieszać

W dzisiejszym wpisie opisałam bardzo ważny dla mnie problem - jak nie pocieszać ludzi, i dlaczego to takie ważne. Chyba spora część z nas była wychowana w kulturze aktywnego banowania wszelkich niepożądanych emocji. Od małego nieświadomie wpaja nam się to przy każdej możliwej okazji. Kiedy dziecko zalicza glebę słyszy "nie rycz, bądź facetem". Kiedy stresuje się przed sprawdzianem z pszyrki, nadchodzą słowa "nie bój się". Dlaczego ma się nie bać? Przecież dzieje się coś co wydaje mu się rzeczywistym zagrożeniem!

jak pocieszyć koleżankę


Ja jestem na to wszystko bardzo wrażliwa. Ponieważ sama nie cierpię jak się nie szanuje tego co czuję. Nie chcę, żeby to co przeżywam było przez ludzi bagatelizowane i spłycane.

Nie chciałabym żeby ten wpis został odbierany personalnie - to nie ludzie, którzy tak reagują są źli, a sposoby na pocieszanie, których nas nauczono. Ja sama także często łapię się na tym, że nieświadomie palnę coś, z czym tak mocno walczę. Bo to jest tak mocno zakorzenione w nawykach, że nie uda się z dnia na dzień zmienić tych reakcji.

Zacznijmy po kolei.


Banowanie uczuć, czyli które emocje wolno przeżywać



Bardzo często pocieszanie przybiera formę nieświadomego akcentowania niektórych nastrojów jako niepożądanych, złych, niepotrzebnych i szkodliwych. "Nie złość się", "Nie płacz", "Nie bój się", "Nie stresuj się", "Nie martw się", "Nie gniewaj się", "Uspokój się". Rozumiem z czego to się bierze - z potrzeby mówienia czegokolwiek "właściwego", co mogłoby choć trochę poprawić nastrój osoby, do której kierowane są te słowa. Pytanie tylko, dlaczego staramy się ten nastrój poprawiać i dlaczego poprzez zaprzeczanie istnieniu przykrych emocji?

Nastroje i emocje pojawiają się w umyśle po pojawieniu się bodźca, który je wywołał - a więc różnych problemów, niejasności, wypadków, dyskusji, kłótni, myśli, i innych wydarzeń (nawet niekoniecznie takich realnie zagrażających/przykrych ale wynikających z nieadekwatnej interpretacji). Oczywiście dotyczy to także emocji "dobrych", ale skupiam się dziś na tych "złych" - pomijając fakt, że nie ma czegoś takiego jak złe i dobre emocje.

Emocje są zależne od tego jak ten bodziec zostanie zinterpretowany przez układ limbiczny, jakie neuroprzekaźniki zostaną wypuszczone do organizmu - a więc opiera się na pobudzeniu fizjologicznym ciała. Założenie, że jesteśmy w stanie nagle poprawić czyjś nastrój lub pozbyć się jakiejś przykrej emocji jest błędne, ponieważ nie możemy fizycznie ingerować w fizjologię zupełnie obcego organizmu (za pomocą takich metod jak polecenia i rozkazy w szczególności). Zmierzam do tego, że słowa "nie bój się", nie są w stanie zahamować pracy wytwarzających się wówczas hormonów, które wprawiają ciało w stan gotowości i pobudzenia. Zaprzeczanie tym emocjom (a więc sugestie, że nie ma się czym martwić, czego bać, czym stresować itp.) to za mało, żeby organizm zrozumiał, że rzeczywiście nie ma żadnego zagrożenia i przestał produkować hormony potrzebne do skutecznego reagowania na to zagrożenie.

Skoro ktoś się martwi, złości, boi - oznacza to, że ma realny ku temu powód, choć niekoniecznie adekwatny do zagrożenia (ale to nie znaczy, że powinno się ten powód kwestionować). Akceptacja i pozwolenie na przeżywanie także przykrych emocji są bardzo ważne i sprawiają, że człowiek czuje się lepiej zrozumiany. Nie trzeba się też bać, że nasze wsparcie bez klasyków w stylu "nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem", "nie ma się czego bać" jest wybrakowane - wręcz przeciwnie, pozwólmy ludziom przeżywać wszystkie emocje. To pozwolenie nie oznacza jednocześnie zostawiania ludzi z ich problemami na lodzie - ale jest różnica między akceptacją i pomocą w przeżywaniu/rozwiązywaniu problemów, a bagatelizowaniem ich stwierdzeniem, że to nie jest powód do strachu, płaczu i stresu.

Jeśli chodzi o emocje, odsyłam jeszcze do wpisu jak radzić sobie ze złością.



Uśmiech lekiem na całe zło



Społeczeństwo wychowuje nas w przekonaniu, że trzeba się uśmiechać, być wesołym, mieć dobry humor. Że nie wypada pokazywać negatywnych emocji, a uśmiech sprawi, że wszystkie problemy znikają. Bardzo tego nie lubię - nie lubię dostawać tego typu poleceń, choć wiem, że są one kierowane w dobrej intencji.

Uśmiech nie sprawia, że burzliwe emocje znikają, a problemy, które je wywołują magicznie się rozwiązują. Takie zakrywanie ich uśmiechem i pozornie dobrym humorem, może co najmniej zamieść je pod dywan, ale one prędzej czy później wyjdą, albo nadal będą tkwić w naszym umyśle - tyle że odbierze się nam potrzebę ich wyrażania wprost.

Choć jest to nieświadome bagatelizowanie tego, że negatywne stany emocjonalne TEŻ SĄ POTRZEBNE i mają swoją funkcję, istnieje kilka doniesień o tym, że uśmiech może wpływać na stan fizjologiczny ciała i działa to na zasadzie 'oszukiwania" mózgu emocjonalnego. Chodzi o to, że układ limbiczny rozpoznaje uśmiech jako bodziec towarzyszący dobremu humorowi i dzięki temu ma szansę zmienić stan fizjologiczny ciała - zahamować wytwarzanie kortyzolu, adrenaliny itp. Czy to rzeczywiście ma taką moc, że działa? Być może, ale nadal nie uważam, że powinno się tą wiedzę wykorzystywać do ucieczki od mówienia o przykrych odczuciach i rozwiązywania problemów. Wywołanie uśmiechu (ale nie za pomocą słów "uśmiechnij się", a raczej obejrzenie czegoś śmiesznego albo zarzucanie sucharem) można raczej wykorzystać w celu lekkiego rozładowania napięcia/zmniejszenia mocnego pobudzenia silnymi negatywnymi emocjami. Nie po to, żeby uniknąć przykrego tematu, ale by móc spokojniej, mniej agresywnie/panicznie i konstruktywnie porozmawiać.


Bagatelizowanie problemów - przecież nie ma się czym przejmować



Pomijając kwestię akceptacji dla cudzych stanów emocjonalnych, pojawia się jeszcze kwestia porównywania i tworzenia rankingu problemów (bo są problemy ważne i głupie, pamiętajcie). Gargamel kilka lat temu w jakimś filmie użył przykładu, który zawsze dobrze tu pasuje - "Zgwałcili Cię? Ale innych gwałcą więcej.". Pomijając już celowe i cyniczne komentarze, które otwarcie uderzają w czyjeś powody do smutku czy złości, czasami i w dobrych intencjach możemy komuś sprzedać taką radę. 

Przecież mogło być gorzej, prawda? Przecież trzeba się cieszyć, że nie skończyło się czymś gorszym. Nie. Nie trzeba. 

Żaden problem nie jest głupi i mało ważny jeśli powoduje w nas negatywne emocje - to już kwestia tego co możemy z tym zrobić i czy emocje jakie odczuwamy są adekwatne do skali problemu.

I pewnie - wdzięczność jest "terapeutyczna". Ale wskazywanie, że inni mają gorzej to nie jest dobra rada nastawiona na akceptację i zrozumienie.



Rozumiem co czujesz, też tak mam 



Nie, nie rozumiesz i nie masz. Nawet jeśli twój problem jest lub był podobny, nasze umysły inaczej go interpretują, pojawiają się inne emocje lub inne ich natężenie, inne konsekwencje tego problemu.

Ale nie to jest tu istotne. Istotne jest to, że osoba zwracająca się o pomoc, potrzebująca wygadania się, oczekuje prawdopodobnie wsparcia w JEJ problemie, a nie twojej historii radzenia sobie z podobnym problemem (chyba że otwarcie cię o to poprosi, żeby np. odnieść to do własnego i lepiej sobie z nim poradzić). Osoba, która zwraca się do nas z problemem i słyszy w odpowiedzi "a u mnie to było tak..", " ja też tak mam", może poczuć, że jej problem nie jest w rzeczywistości istotny. Bo przecież opowiada o problemie, a w odpowiedzi musi słuchać opowieści o problemach innych.

To często taka pułapka, bo wydaje nam się, że nasze osobiste przeżycia mogą być dla kogoś sygnałem, że nie jest samotny w tym co właśnie przeżywa lub że nasze doświadczenia mogą być pomocne. Prawda jest taka, że zwykle nie możemy przez to dowiedzieć się co dokładnie się stało, jakie emocje i myśli wywołało, bo już bez zastanowienia próbujemy dzielić się własnymi rozwiązaniami. Nie sugeruję, że to świadczy o tym, że takie osoby mają gdzieś cudze problemy, ale raczej, że wychodzą z założenia, że taki sposób pocieszania jest dobry.

To założenie, że człowiek poczuje się lepiej jeśli będzie wiedział, że nie jest jedynym, który coś takiego przeżywa, też jest zgubne. Bo dlaczego zakładamy, że cudze problemy będą dla kogoś pocieszające?

Jeśli chcesz pokazać komuś, że akceptujesz i rozumiesz co przeżywa (choć to drugie nigdy nie jest do końca możliwe), to to nie jest dobry sposób. Lepszym byłoby skupienie się w pełni na problemie głównym i ewentualnie dzielenie się własnymi jeśli zajdzie taka potrzeba/wyjdzie prośba.




Przewidywanie przeszłości - wszyscy wiemy że zawsze wygrywa dobro



"Wszystko się ułoży" - bardzo często chcemy w ten sposób zwrócić uwagę, że nieprzyjemne doświadczenia miną i trzeba je przetrwać. To także niby niepozorne słowa otuchy, a ja uważam, że ludzie trochę nie zdają sobie sprawy, że to duża odpowiedzialność. Być może nie wszyscy są tak wyczuleni na takie obiecanki, bo przyjęło się, że tak się mówi i już. Ale co jeśli nie mamy racji? Jeśli nic się nie ułoży i nie będzie dobrze?

Nie znamy przyszłości i być może okaże się, że będzie tylko gorzej albo nic się nie poprawi. Tego typu słowa są przez nas używane, żeby wzbudzić nadzieję i bardziej optymistyczne podejście. Nadzieja i optymizm są bardzo ważne, nie będę temu zaprzeczać. Ale czy rzeczywiście się pojawiają, gdy słyszymy "będzie dobrze?". Bo w mojej głowie pojawia się jedynie odpowiedź "Skąd wiesz? Dasz mi to na piśmie?"



Na dziś tyle psioczenia wystarczy. Dodam jeszcze tylko, że jeśli zauważyliście u siebie takie zachowania, to da się nad tym pracować. Tak się nauczyliśmy, można się tego nauczyć od nowa - i ćwiczyć tak długo, aż stanie się to normalną reakcją. Czyli niewykluczone, że nawet kilka lat! Nie chodzi też o to, żeby w 100% się przed tym hamować, ale raczej żeby ograniczyć ilość takich reakcji.
I dobrze jest to ćwiczyć właśnie na problemach, które odbieramy jako "nie aż tak poważne", bo są mniej obciążające - niekiedy potrzebny jest sposób na to jak pocieszać po stracie bliskiej osoby, kogoś w obliczu jakiejś poważnej tragedii czy choroby. Wtedy może być ciężko.

Wkrótce pojawi się druga część tego tematu, a w niej opiszę:

  • Jak pocieszać ludzi bez bagatelizowania uczuć
  • Jak poprawić komuś humor inaczej niż klasycznym "rozchmurz się"
  • Dlaczego wartościowanie problemów jest szkodliwe

Starszy wpis:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 gnome household , Blogger