kwietnia 06, 2020

Wyzwania czytelnicze - dlaczego uważam, że to bez sensu?

Dzisiaj chciałam się podzielić moimi refleksjami w temacie sensu zabawy w wyzwania czytelnicze. Czasami youtube poleca mi treści o takiej tematyce, ale wydaje mi się, że nie zawsze warto czytać "na ilość" - choć bywało, że i ja próbowałam stawiać sobie takie cele. Dla osób, które nie są w temacie - wyzwanie czytelnicze to taki challenge - zakładamy sobie, że w ciągu danego miesiąca czy roku przeczytamy określoną ilość książek (zwykle kilkanaście-kilkadziesiąt). Czy to rzeczywiście jest efektywne i pożyteczne?

wyzwania książkowe - czy to ma sens? Czy warto czytać 10 x książka pdf kiedy można przeczytać jedną?


Sama mam niezdrową tendencję do czytania kilku książek naraz, ale postanowiłam w końcu zastopować. Takie czytanie powoduje tylko, że każdą z nich miele przez znacznie dłuższy okres, niż by to miało miejsce podczas czytania tylko jednej czy dwóch. W dalszej części wpisu także do tego nawiąże, ale po kolei.


Wyzwanie czytelnicze - kiedy to nie ma sensu?


Jeśli tak jak ja czytacie dużo książek tego typu, pewnie także w swoim idealnym scenariuszu widzicie możliwość przeczytania jak największej ilości w krótkim czasie - w końcu tyle książek jeszcze czeka aż czegoś się z nich nauczycie, a czas ucieka ;v Zauważyłam, że w moim przypadku takie podejście kompletnie rozprasza proces przyswajanie aktualnej wiedzy. Zamiast skupiać się na obecnej lekturze, zastanawiałam się ile jeszcze tego gunwa muszę przeczytać, żeby posiąść akceptowalny poziom mądrości. Nie skupiałam się na tym co właśnie czytam, tylko odczuwałam stres, że już koniec miesiąca, a z 5 książek, które planowałam przeczytać, nie skończyłam jeszcze pierwszej. Myślałam sobie, że im więcej tym lepiej, czytasz za mało - trzeba przyspieszyć.

Nie uważam samej idei za coś głupiego - to samo w sobie jest pewnie ciekawym doświadczeniem, jednak pojawienie się tego trendu może nam narzucać pewnego rodzaju presję i czytanie staje się koniecznością i wyścigiem, a nie przyjemnością i rozwojem. W szczególności kiedy zabieramy się właśnie za książki "rozwojowe" - poradniki czy książki naukowe. Zastanówmy się po co właściwie czytamy książki psychologiczne, naukowe, rozwojowe, poradnikowe? Cześć z nich zapewne jest pisana w taki sposób, albo porusza taką tematykę, że czytanie ich to czysta przyjemność. Wydaje mi się jednak, że ich głównym celem jest coś innego niż sama rozrywka.

Wprowadzanie w życie nowych nawyków czy zasad to długotrwały proces. Sama wiedza nabyta w ciągu kilku, czy nawet kilkunastu dni czytania nie wystarczy, żebyśmy umieli sprawnie wprowadzić ją w życie. W szczególności, kiedy zakres materiału jest obszerny.

Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego niektóre poradniki "nie działają"? Są napisane przez nieodpowiednią osobę? Nie wykluczam istnienia kiepskich książek - ale podejrzewam, że ma tu też miejsce zjawisko czytania bez brania pod uwagę czasu potrzebnego, żeby przyswoić i wprowadzić w życie zawartą w nich wiedzę.



Szybkie czytanie czy zdrowe czytanie?


Nie mam zbyt dużej wiedzy na temat technik szybkiego czytania, ale z tego co wiem polega ono na stosowaniu różnych technik, które nie tylko przyspieszają sam proces, ale także sprawiają, że więcej zostaje w głowie, żeby zminimalizować ryzyko pomijania dużej części informacji (np. wskazywanie paluchem tekstu, naprzemienność - lewy palec kiedy jesteśmy praworęczni, żeby zaangażować drugą półkulę mózgu itp.). Być może jest to potrzebne, kiedy musicie czytać nudne teksty albo się wam śpieszy.

Myślę jednak, że szybkie czytanie nie wyklucza czytania "zdrowego", czyli takiego, które nie jest wyścigiem i sprawi, że poznana wiedza zostanie jakoś wykorzystana. Z tego co wiem szybkie czytanie zwiększa koncentrację w momencie czytania - ale z drugiej strony może też zachodzić zjawisko wybiórczości uwagi. Myślę, że można to pogodzić pod warunkiem, że nie odbywa się to za zasadzie czytania kilku książek jedna po drugiej w jak najszybszym czasie, a rozpracowania jednej lektury, z uwzględnieniem np. wracania do fragmentów, które wydawały się niezrozumiałe, albo wymagają powtórki. Niektórzy tłumaczą, że szybkie czytanie to oszczędzanie czasu - jednak o ile nie czytamy w sposób rozkojarzony, tak że na jedną stronę tracimy 20 minut, to nie warto się aż tak śpieszyć. Wychodzę z założenia, że jeśli książka zawiera wartościową wiedzę, to powinniśmy jej poświęcić tyle czasu ile indywidualnie potrzebujemy, żeby wszystko zrozumieć i mieć szansę przetestować.

Jeśli chodzi natomiast o czytanie kilku książek naraz, co zwykle dość często praktykowałam, też uważam, że to kiepski pomysł. Miałam w zwyczaju zaczynać kilka książek jednoczeście, zwykle z troszkę innych dziedzin. Jedna dobra książka poradnikowa/naukowa to już spoko nowości do przyswojenia i trzeba poświęcić na to określoną ilość czasu, a co dopiero kiedy mnożymy to wszystko razy 5 książek. Męczył mnie już stosik pozaczynanych pozycji - nie było tyle czasu, żeby każdej poświęcić tyle czasu i uwagi ile trzeba. Teraz mam zasadę, że mogę czytać maksymalnie 3 naraz - 2 naukowo-rozwojowe (ale najlepiej jedną) i jedną fabularną, która ma być tylko rozrywką.




Lepiej czytać więcej książek niż nie czytać wcale


Rzeczywiście, z tym się zgodzę. Choćby przez samą ekspozycję i kontakt ze słowem pisanym i z mądrymi rzeczami, mózg dostaje jakąś stymulacje, istnieje szansa że część informacji zostanie nam w głowie, poza tym przyswajamy ortografię, interpunkcję, poznajemy być może nowe słownictwo.

Według mnie wyzwania czytelnicze mają sens w przypadku czytania książek fabularnych. Wówczas nie musicie się niczego uczyć ani wprowadzać w życie, a jedynie dobrze się bawić. Myślę też, że większość osób organizuje sobie książkowy challenge własnie na takiej literaturze. Jeśli natomiast chodzi o poradniki - być może są osoby, które lepiej sobie radzą z czytaniem na czas i umiejętnym wykorzystaniem tego w praktyce, choć ciężko mi w to uwierzyć, bo wprowadzenie w życie JEDNEGO nowego nawyku, to czasem tygodnie czy miesiące pracy i prób oszukania swojego układu limbicznego.

Jeśli czytacie na ilość, bo to dla Was jakaś wartość i wybieracie książki mniej wymagające i angażujące, to takie wyzwanie książkowe nie powinno robić krzywdy. Chociaż uważam też, że stwarzanie sobie dużej presji niesie jakieś niebezpieczeństwo późniejszego niezadowolenia jeśli np. przeczytacie mniej niż planowaliście. Ale książki naukowe, poradnikowe, rozwojowe czy jakiekolwiek inne, które mają na celu nauczyć czegoś więcej niż ortografii i interpunkcji, wymagają odpowiedniej ilości czasu i uwagi - myślę, że zdecydowanie lepiej jest mielić jedną taką książkę kilka miesięcy i czuć, że rzeczywiście miała wpływ na nasze życie, niż zaliczyć ich w tym samym czasie 20, i z każdej wynieść jakieś śmieszne ochłapy wiedzy i zmian.


A więc mam dla was wyzwanie czytelnicze 2020 - przestajemy czytać na czas i przerabiamy każdą książkę dopóki nie będzie w pełni zrozumiana :D


Starsze wpisy:

- Jak zacząć pisanie pamiętnika i czemu to pożyteczne?

- Jak poprawić pamięć i koncentrację, a także pracę mózgu innym sposobem niż tigerami, kofeiną i żeńszeńkiem

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 gnome household , Blogger