kwietnia 18, 2020

Dlaczego sukcesy twoich znajomych są sukcesem także dla ciebie i jak się pozbyć zazdrości

Kiedy przygotowywałam się do tego wpisu, sprawdziłam co na ten temat najczęściej ludzie wyszukują w google. Jak nie zazdrościć przyjaciółce? Kiedy zazdrość staje się niebezpieczna? Dlaczego jestem zazdrosna o sukcesy innych? W dzisiejszym wpisie opowiem jak radzić sobie z zazdrością związaną właśnie z osiągnięciami innych oraz - w przypadku gdy uważacie, że to nie jest żaden problem - powiem dlaczego według mnie jednak jest.

zazdrość a poczucie własnej wartości i jak nie zazdrościć przyjaciółce


Czy zastanawialiście się kiedyś skąd się wzięły takie dziwne emocje jak zazdrość i zawiść w odniesieniu do cudzych osiągnięć? Znacie to uczucie, gdy poprawia się humor na wieść o czyjejś porażce?

Zapewne każdy z nas w jakimś stopniu odczuwał kiedyś coś podobnego. Nie mówię dziś o zazdrości w związku, a raczej takim "ukłuciu", gdy widzimy jak średnio lubiana znajoma (a nawet przyjaciel czy członek rodziny) wydaje książkę, dostaje się na studia na Harvardzie, bierze ślub, rodzi dziecko albo wymyśla szczepionkę na koronawirusa. Albo odwrotnie - to dziwne ciepełko w serduszku, kiedy okazuje się, że znajoma zawaliła egzamin, dostała naganę od szefa, albo ośmieszyła się publicznie. Nie sugeruję oczywiście, że każdy jest nadal na takim etapie postrzegania cudzych sukcesów i porażek, ale być może kojarzycie uczucia, o których mówię.

Dzisiaj opowiem Wam, jak pozbyłam się tych uczuć poprzez odmienne postrzeganie cudzych przeżyć, a tym samym poczułam się lepiej i bezpieczniej wśród ludzi osiągających sukcesy - a w dodatku, sama zaczęłam na tym korzystać. Ale zanim do tego dojdzie - trochę prywaty.

Odkąd pamiętam miałam niewielkie predyspozycje do odczuwania zazdrości - w szkole, na studiach, wśród znajomych, przyjaciół albo ludzi, których niespecjalnie darzyłam sympatią. Nigdy otwarcie tego nie zakomunikowałam, ale gdzieś tam w środku czułam się lepiej, kiedy komuś podwijała się noga. Takie odczucia pojawiały się u mnie mimowolnie - po prostu były i nie miałam na nie wpływu. Przybierałam pozycję prześmiewczą lub obronną kiedy jakieś wydarzenie było przez mój mózg interpretowane jako zagrożenie albo powód do radości. No właśnie, dlaczego cudzy sukces był przeze mnie interpretowany jako zagrożenie i konkurencja? Kiedy teraz o tym myślę, ciężko mi w to uwierzyć, jednak tak po prostu się działo - nie dochodziła do mnie informacja, że na świecie (jeszcze przez jakiś czas) wszyscy się pomieścimy.

Pojawianie się tego typu uczuć na początku prowadziło u mnie do wykorzystywania takich informacji w jakichś niecnych celach - choćby i do obgadywania mniej lubianych ludzi. Później, kiedy stawałam się trochę bardziej świadoma, zaczęły się pojawiać wyrzuty sumienia - frustrowało mnie, że pojawia się u mnie zazdrość np. o osiągnięcia czy życie najlepszej przyjaciółki, której nigdy bym przecież źle nie życzyła, z resztą na logikę, nie było to w moim interesie bym jej źle życzyła. A jednak zazdrość się czasami pojawiała - o lepszą ocenę, o chłopaka, o urodę, o mniej dotkliwe (w mojej ocenie) problemy życiowe.

To oczywiście miało swoje granice - nie czułam żadnej satysfakcji kiedy na przykład ktoś tracił pracę i wiedziałam, że ma teraz problem z utrzymaniem się, albo na przykład umierał komuś członek rodziny - musiałabym być zwyczajnie psychopatką, żeby w takich chwilach odczuwać radość. To tylko pokazuje, że wcale nie jesteśmy złymi zawistnymi ludźmi, a zazdrość nie jest uczuciem, które odczuwamy z premedytacją i którego jakoś specjalnie potrzebujemy. Czasem pojawia się samoistnie i nie jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić.


Być może było to wywołane przez jakieś "wyuczone wzorce"

"Dostałaś tylko 3? A co dostała Martynka, pewnie 5?"

"Twój syn jest taki grzeczny i mądry, a zobacz tylko na tego naszego gamonia..."

Kojarzycie to?

Nie bez powodu chyba wzięły się te memy o zawiści i potrzebie "psucia innym" u typowego Polaka. Polemizowałabym czy to jest konkretnie cecha Polaków, a nie ogólnie ludzi, ale może coś w tym jest.


Powodów do odczuwania zazdrości może być naprawdę wiele, możemy też wmawiać sobie, że "nic nas to nie obchodzi", ale takie nieprzyjemne uczucia mimo wszystko lubią nadal się pojawiać i uprzykrzać nam życie, a my nieświadomie zaczynamy odczuwać jakąś niechęć do osoby x.



Zazdrość a poczucie własnej wartości, czyli twoja wygrana nie musi oznaczać czyjejś przegranej



To nie powinno działać tak, że będziemy czuć się dobrze jedynie w sytuacji, gdy sami jesteśmy na górze, a ktoś inny traci. Budowanie pozytywnej samooceny na takim rusztowaniu to złudzenie. Rozsypie się przy kolejnej okazji, gdzie to ktoś inny "wygra", powie coś bardziej elokwentnego, czy będzie miał lepszą stylówkę na domówce. Porównywanie się z innymi to temat na zupełnie inny wpis (i temat "zazdrość a samocena" wymaga małego rozszerzenia), ale to bardzo ważne bym o tym przypomniała.

Nie sprawdzałam czy istnieją badania potwierdzające, że zazdroszczą tylko osoby z niską samooceną, dlatego nie będę stawiać takich wniosków. Być może jest to dużo bardziej złożony problem. Napiszę jedynie, że odbieranie osiągnięć w kategorii niezdrowego wyścigu i konkursu nie jest właściwe i korzystne dla nikogo. I zrozumienie tego być może będzie wyjściem do zbudowania pozytywnej samooceny w bardziej skuteczny sposób.

Jej się udało, a mi nie, i co teraz? Czy jestem już teraz dożywotnio zdyskwalifikowana z robienia rzeczy?



Zazdrość a poczucie winy


To nie tak, że osoba, która zazdrości, jest tą złą, zawistną koleżanką, która na końcu filmu zawsze obrywa. Odczuwanie zazdrości o czyjeś sukcesy może potem prowadzić do takich właśnie refleksji - "czy ja jestem złym człowiekiem skoro źle im życzę?", "co ona mi takiego zrobiła, że wkurza mnie jej nowa praca?", "przecież całkiem ją lubię, jak to teraz o mnie świadczy?".

To jest dobry znak, że takie refleksje się pojawiają. Bo świadczy to o jakimś poziomie świadomości o pojawiających się w nas procesach. I pozwala coś z tym zrobić.



Czy zazdrość można wyleczyć?


Zazdrość to nie choroba, więc jak to leczyć? U mnie zazdrość pojawia się już coraz rzadziej i jest mniej dotkliwa - bo automatycznie analizuję już cudze osiągnięcia i porażki w taki sposób, by wyciągać z nich korzyści. Czasami jednak musimy nauczyć się funkcjonować z jakąś upierdliwą emocją. U mnie zazdrość nadal czasem naturalnie występuje - ale teraz postrzegam ją już w zupełnie inny sposób i staram się wynosić z niej naukę. Coraz częściej łapię się na tym, że po przeanalizowaniu takiej wywołującej zazdrość sytuacji, mój humor mocno się poprawia, bo widzę kolejną osobę, która coś osiąga i łamie schematy, że w naszym kraju to się nie da, że w takim wieku się nie da, że w ogóle się nie da. Każdy cudzy sukces to dla mnie tylko kolejne potwierdzenie, że wszystko można. Dawniej kiedy jakieś wydarzenie z czyjegoś życia wywołało u mnie zazdrość, nabierałam do takiej osoby rezerwy, miałam z tyłu głowy taką niewypowiedzianą informację "tej pani unikamy, ok?" - czy to nie jest absurdalne? Zamiast czerpać inspirację i uczyć się od ludzi, którym już się udało, zabieramy sobie ta możliwość i karmimy się jakimiś uspokajającymi formułkami, że "na pewno komuś obciągnęła" albo "ma bogatych rodziców". Nie odpowiem wam na pytanie, czy zazdrość można wyleczyć, za to pokaże kilka sposobów na to jak stopniowo się jej pozbywałam.



Jak się pozbyć zazdrości?


Żeby coś mogło się zmienić, trzeba uświadomić sobie kilka rzeczy- dlaczego nie warto zazdrościć innym i jak to wygląda od strony technicznej. Jeśli wam to ułatwi sprawę, można sobie to rozpisać. Zerknijcie do wpisu o tym jak pisać pamiętnik tak, żeby działało


1) Każdy cudzy sukces staram się postrzegać w kategorii "da się". Jeśli mi ciężko, zadaję sobie kilka pytań.

Ktoś założył firmę, urodził dziecko, wygrał konkurs, kupił dom? Co to dla mnie znaczy? Że da się zakładać firmy, rodzić dzieci, wygrywać konkursy i kupować domy. 


Dlaczego powinnam cieszyć się z tą osobą i nie odsuwać jej od siebie? Bo może przekazać mi wiedzę, której nie mam. Bo to jakimi ludźmi się otaczam, wpływa na mój rozwój. Bo mogę wybrać, czy chcę mieć wokół siebie ludzi, którzy się nie rozwijają albo ciągną mnie w dół, czy może ludzi ambitnych, przedsiębiorczych, dobrych i kreatywnych, których obecność będzie wpływać na mnie pozytywnie.

Analogicznie - cudze porażki mogą również być lekcją dla nas.


2) Empatia. Wzbudzanie w sobie empatii i współczucia może ułatwić złagodzenie satysfakcji, kiedy komuś podwinie się noga. Jak ta osoba musi się teraz czuć? Jak ja czułabym się będąc teraz w jej skórze? Czego potrzebowałabym w tej chwili od ludzi? Czasami można sobie pomóc i wyobrazić sobie, że ta porażka doprowadziła do jakichś bardzo przykrych, nawet nierealnych skutków - np. czyjś zawalony egzamin przypuszczalnie doprowadził do przemocy domowej. Czy wiedząc, że nielubiana koleżanka została skatowana przez ojca, nadal cieszymy się z jej niepowodzenia? Empatia to jest naprawdę skuteczna broń przeciwko złości i zawiści.


3) Uświadomienie sobie, że to wszystko jest procesem związanym z tym jak nasz mózg odbiera wydarzenia i że można go nieco oszukać i z czasem zmienić nawykowe reakcje. Stopniowo nauczy to nas jak radzić sobie z zazdrością. To że tak często pojawia się ta emocja chociaż wcale jej nie chcemy, świadczy o tym, że wyznawane przez nas "prawdy" przyzwyczaiły nasz układ nerwowy do reagowania na różne sytuacje w taki a nie inny sposób. Zmiana tych ograniczających przekonań i wykorzystywanie wyżej wymienionych sposobów będzie wyrabiać inne nawykowe reakcje, co w efekcie powinno sprawić, że takie uczucia będą już automatycznie inaczej interpretowane.


4) Świadomość, że powiedzenie "z kim przystajesz, takim się stajesz" to najprawdziwsza prawda. W punkcie 1 już do tego nawiązałam. Może brzmi to okrutnie, ale tak to już jest że przebywanie w konkretnym środowisku sprawia, że mimowolnie i naturalnie pobieramy od niego jakieś wzorce i cechy. Dlatego w naszym interesie jest otaczać się ludźmi, którzy są ambitni, zaradni, pracowici i nastawieni na rozwój. Zazdrość po prostu się nie opłaca. Co jest dla nas lepsze? Odcinanie się od ludzi, którym zazdrościmy, czy trzymanie ich przy sobie, czerpanie od nich wiedzy i wykorzystywanie jej? Być może to nieco egoistycznie, ale z praktycznego punktu widzenia zazdrość po prostu odcina nam niektóre możliwości rozwoju.


Czasami wydaje się jednak, że ludzie są także ofensywnie nastawieni do nas - i że to nie my "zaczęliśmy" grę. Tyle że najczęściej to zwyczajne złudzenie i ograniczające przekonania. Jeśli nie mamy realnego dowodu na jakieś celowe działanie przeciwko nam, jeszcze nie musimy takiej osoby odsuwać. Oczywiście to ma swoje granice, nie chcę żeby ktoś zinterpretował to tak, że trzeba trzymać przy sobie ludzi, którzy są dla nas toksyczni w imię uczenia się od nich życia na siłę. 



Czy zazdrość może być dobra?


Ponownie - pomijam kwestię zazdrości w związkach. Zastanawiałam się czy zazdrość o czyjeś osiągnięcia mogłaby być w jakimś sensie pozytywna i adaptacyjna. I chyba nie potrafię wskazać pozytywu innego poza tym, że dzięki uświadomieniu sobie jej i tego jak każe nam myśleć i interpretować pojawiające się wydarzenia, mamy możliwość te interpretacje zmienić i odbierać rzeczywistość bardziej rozwojowo. Nie jako zagrożenie. Być może ma ona też sens jeśli rozumiemy ją w kategoriach wzbudzania motywacji do działania poprzez obserwowanie jak dobrze idzie "konkurencji". Tyle że czym innym jednak jest zdrowe inspirowanie się czyimś działaniem, a czym innym obniżony z tego powodu nastrój. Według mnie można się motywować do działania bez konieczności wzbudzania i przeżuwania negatywnych emocji.


To był długi wpis, ale czuję, że udało mi się wyczerpać temat. Jakie macie doświadczenia z zazdrością?


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 gnome household , Blogger