marca 20, 2020

Rzeczy, których (może) nauczy nas pandemia

Obecna sytuacja zmusiła Polskę do używania mydła, dezynfekowania rzeczy i pozostania w domach (chociaż wciąż widzę osoby, które olewają temat i twierdzą, że koronawirus nie istnieje). Jestem ciekawa jak bardzo moglibyśmy zmniejszyć ilość zachorowań na grypę i przeziębienia, gdybyśmy zawsze działali w taki sposób jak teraz. Pomimo że SARS-CoV2 to zupełnie inna bajka niż wirusy powodujące przeziębienia, ograniczanie zachorowalności na nie wygląda właściwie tak samo. Wierze, że chociaż część z nas zachowa "nawyki" zapobiegawcze wypracowane podczas epidemii.



Higiena jest spoko

Robimy śmieszki z ludzi, którzy rzucili się na mydła, a być może powinniśmy się z tego cieszyć. Czy przed epidemią Wasze mycie rąk wyglądało w taki sposób jak teraz? Ja, szczerze mówiąc, nie zawsze stosowałam się do tych zaleceń (bo w sumie ich nie znałam). Niedopuszczalne jest dla mnie nieumycie rąk po skorzystaniu z toalety, ale paradoksalnie bardziej istotne teraz wydaje mi się mycie ich po powrocie do domu, co nie zawsze robiłam. A przecież wcześniej dotykałam różnych ludzi, przedmiotów, klamek i telefonu. Moje mycie rąk było też trochę krótsze niż powinno. Być może zamiast szukać sposobów jak wzmocnić odporność, na pierwszym miejscu powinniśmy wypracować nawyki, takie jak higiena po każdym kontakcie z innymi człowiekiem, trzymanie rąk z daleka od twarzy itp.


Jak nie zachorować? Nie przebywaj wśród chorych

Proste, prawda? No chyba jednak nie ;v Zwykle choruje 2-3 razy do roku, pomimo że staram się ubierać ciepło i dbać o odporność. Niesamowicie wkurwia mnie, gdy ludzie nie szanują mojego zdrowia i mają ze mną kontakt kiedy są chorzy. Dla nich to nie jest istotne, że mnie zarażają, to ja mam potem problem, kiedy muszę zmieniać plany i tracić czas. Wkurza mnie to tym bardziej, że pomimo moich próśb żeby odwoływać zajęcia jeśli ktoś jest chory, sytuacja jest lekceważona "bo to tylko lekki katar, no już bez przesady". Kiedyś miałam podobne podejście i byłam z tych, co to myślą, że choroby biorą się z wiatru i braku szaliczka, a nie z drobnoustrojów przenoszonych przez ludzi. Zauważyłam też, że moja choroba trwa 2-3 razy krócej kiedy spędzam ją w łóżku, a nie w pracy, co się zwyczajnie bardziej opłaca. Gdybyśmy wszyscy traktowali przeziębienia jak koronawirusa, to zima i jesień przestałyby być kojarzone z wszechobecnych chorowaniem.


Dezynfekowanie rzeczy chroni nie tylko przed koronawirusem

Co jakiś czas mam w zwyczaju myć klamki i uchwyty w domu, doszło to tego spryskiwanie roztworem alkoholu. Cieszę się, że teraz wszyscy to robią, podobnie jest z telefonami i klawiaturami. Te miejsca są bardzo często dotykane przez różne ręce i jeśli ktoś jest przeziębiony, to przy nieodpowiedniej higienie zostawi po sobie ślad.


Warto mieć niewielkie zapasy

Ludzie, którzy mają w zwyczaju gromadzić jakieś zapasy, albo robią przetwory i mrożonki, śpią pewnie spokojniej i nie rusza ich strach, że trzeba gnać do marketu po taczkę makaronu. Być może nie warto przesadzać, ale dobrze jest pilnować, by środki czystości, higieniczne i zawartość domowej apteczki mieć regularnie w zapasie. Dobrze jest też zainteresować się domowymi kiszonkami, sosami itp. To fajna opcja na wypadek nie tylko takiej nagłej epidemii, ale także bardziej osobistych problemów. Wszelkie próby zwiększenia samowystarczalności takie jak domowe ogródki, kury, zbieranie ziół na pewno też mają teraz swoje plusy.


Umiejętność sprawnej adaptacji

Kiedy wirus był jeszcze bezpiecznie daleko od Polski, miałam bardzo ambitne plany - zawalony grafik godzinami stażu, pracą, zleceniami. Miałam zarobić określoną ilość hajsu, prowadzić badania i nadrabiać zaniedbane kontakty. Nie spodziewałam się nagłego uziemienia, które zmusiło mnie do całkowitego przeformułowania planu działania. Ważne jest, by wyjść z tej fazy irytacji spowodowanej niemożliwością kontynuowania dotychczasowego życia i umieć stworzyć zastępczy plan, który pozwoli przetrwać ten czas produktywnie. Zachęcam do zerknięcia w poprzedni tekst, jeśli jeszcze nie czujesz, że masz plan. Jest naprawdę dużo rzeczy, które możemy w tej chwili robić, a na które nie będzie czasu, gdy sytuacja wróci do normy. Czasami zastanawiam się, co by było gdyby wybuchła kolejna wojna albo z kranów przestałaby płynąć woda. Jakbym się wtedy zachowała, żeby przetrwać. Czy w ogóle bym sobie poradziła?


Zabezpieczenia i praca zdalna mogą ratować tyłek

Nagłe zamknięcie niektórych miejsc pracy i konieczność siedzenia w domu wywołały w wielu ludziach panikę związaną z brakiem zapasów, strachem o szybujące w górę ceny, niemożliwością zarabiania. Ja się o to nie boję, wcześniejsze oszczędzanie i możliwość zarabiania po części zdalnie sprawia, że czuję się bezpieczna. Nie każdy zawód da się wykonywać przez internet i niestety niektórzy ludzie wciąż muszą ryzykować swoją obecnością w miejscu pracy. Ale chyba gorzej mają ci, którzy nie mogą pracować, a ich specyfika pracy uniemożliwia zarabianie online.

Pomyśl w przyszłości o tworzeniu oszczędności, które pozwolą przeżyć np. pół roku bez pracy. Jeśli pozwala ci czas, szukaj dodatkowych zleceń przez Internet, nawet takich niezwiązanych z twoim zawodem. Czasami znalezienie pracy zdalnej jest trudne, ale są różne strony pokroju Goodcontent, gdzie można dorobić na przykład na pisaniu tekstów. Poza tym obecnie można także pracować przy prowadzeniu cudzych Fanpejdży, Instagramów, blogów i w sklepach internetowych.


Trzymajcie się ciepło robaki <3

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 gnome household , Blogger