marca 14, 2020

Rytualne hennowanie - dzień pielęgnacji i mini spa

Pisząc niedawny post o mojej kijowej pielęgnacji, sama siebie zainspirowałam przypominając sobie te wszystkie fajne rzeczy, które miałam, gdy przykładałam się do henny - zapachy, efekty, satysfakcję nie tylko z samych efektów, ale i miło spędzonego czasu, uczenia się nowych ziołowych mikstur i pracy, którą wkładałam w ich przygotowywanie. Uświadomiłam sobie, że od wielu miesięcy moje hennowanie, to zbiór pewnych automatycznych, szybkich ruchów, zupełnie pozbawionych jakiegokolwiek zainteresowania i pasji. W razie pytań pod odsyłam do wpisów jak farbować włosy henną? - najczęstsze pytania, jak pogrubić włosy oraz zielone włosy po hennie. Opisałam w nich jak używać henny i jakie efekty daje henna.

jak farbować włosy henną


Po powrocie z uczelni, gdzieś między zmywaniem garów, a rozwieszaniem prania, w biegu robiłam mieszankę na odrost - biedną breje na samej kranówce. Bez wkładania w nią odrobiny serca i uwagi. Nie chcę żebyście wzięli mnie za jakąś wariatkę - to w końcu tylko farbowanie włosów. Mimo to kiedy przypominam sobie jak wyglądało ono u mnie jeszcze rok temu, odczuwam nostalgię. To był rytuał. To było staranne przygotowywanie ziół, robienie mieszanki, gotowanie bogatego wywaru. Następnie stopniowe łączenie wszystkiego w jedno. Potem nadchodziła przedhennowa pielęgnacja - chelatowanie, oczyszczanie włosów, olejowanie czoła, karku i uszu. Potem samo nakładanie ziół. To wszystko trwało naprawdę długo, ale miało swój urok. Dziś hennę robię w biegu. Z obrzydliwym mysim odrostem żyje 2 miesiące zanim zmotywuję się do działania. Nie przykładam się do tego. Nie mam na to czasu. I nie czerpię z tego przyjemności.

Generalnie staram się skupiać na ważniejszych rzeczach i nie marnować zbyt wiele czasu na pielęgnację. Nie chcę żeby moim jedynym osiągnięciem życiowym było posiadanie ładnych włosów. Kiedyś, gdy byłam nastolatką, marnowałam cały swój czas na research dotyczący tego jak pogrubić włosy, jak przyspieszyć porost włosów, jakie odżywki są najlepsze, jak robić wcierki - to wszystko było moją obsesją. Ale teraz z kolei doświadczam innej skrajności - znudzenia tym tematem i robienia wszystkiego w biegu bez "doświadczania tego".

Stąd zrodził się ten pomysł. Hennowanie dawało mi pewnego rodzaju spokój. Działało na mnie jak domowe spa. Uspokajało mnie. Było aromaterapią. Stwarzało okazję do zadbania także od resztę ciała. A później przychodził czas kiedy podziwiałam efekty. Postanowiłam, że chce to odzyskać. Że postaram się znaleźć 1 dzień w miesiącu, kiedy będę mogła się temu w całości poświęcić i będzie to ważniejsze niż praca, rodzina i nauka. Bo to będzie robienie sobie dobrze, pielęgnacja i odpoczynek w jednym. A skoro tak zależy mi na oszczędzaniu czasu, to mam nadzieję że uda mi się ten rytuał połączyć także z innymi zabiegami dla ciała i umysłu.

Po niedawnym poście na grupce wiem, że sporo osób też miało podobny problem, zatem przejdźmy już do rzeczy, bo byłam tak dobra, że wszystkie kroki Wam opisałam i może też odzyskacie trochę chęci into pielęgnacja. Oczywiście nie musicie kopiować 1:1 podanych przepisów, używajcie tego co macie pod ręką.


Krok pierwszy: staranne przygotowanie mieszanki

Mindfulness jest coraz bardziej w modzie. Czasami staram się robić rzeczy uważnie, ale kiedy mam zapracowany dzień, to po prostu wymaga ode mnie niesamowitych pokładów energii. Postanowiłam zrobić bardzo bogatą i naładowaną dobrem mieszankę z wielu ziół i innych składników. Z naciskiem na uważne dotykanie, wąchanie i mieszanie! Bazę wodną do henny będę robić z wielu ziół - część z nich będę gotować, a część (te bardziej wrażliwe) zaparzę.

1) Składniki bez zaparzania/gotowania: 60 g henny Miksologia, 10 g senesu, miód, kurkuma, kozieradka, pół łyżeczki aceroli, mielona babka płesznik, neem.

2) Składniki do wywaru: torebka gotowej mieszanki ziół do włosowego wywaru, łyżka kobylaka, łyżka łopianu, łyżka tataraku.

3) Składniki do naparu: torebka rumianku, łyżka pokrzywy, łyżka bylicy bożego drzewka, łyżka brzozy, łyżeczka kozieradki, łyżka senesu.

Wywar gotowałam 15 minut po zagotowaniu, napar zalałam wrzątkiem. Potem zostawiłam oba do ostygnięcia. Kiedy wywar osiągnął temperaturę, która już nie parzy dłoni, odcedziłam wywar i napar i połączyłam je. Przygotowałam wszystkie sypkie produkty i stopniowo dolewałam po łyżce fazy wodnej. Oczywiście sporo płynu mi zostało, ale przyda się jeszcze później, do płukanki na drugi dzień. Kiedy mieszanka miała odpowiednią konsystencję, zawinęłam w woreczek i ręcznik, i odstawiłam w pobliżu włączonego kaloryfera. Postanowiłam, że będzie tam stał około 5 godzin.



Krok drugi: Międzyhennowa pielęgnacja twarzy


W międzyczasie zrobiłam sobie peeling i postanowiłam zrobić 2 maski zanim zacznę zajmować się włosami. Wymieszałam maseczkę z TEGO przepisu z olejem z dzikiej róży i tonikiem z EcoLab. Wyszło mi algowe błotko, które nosiłam jakieś 15 minut zanim zdążyło zaschnąć. Potem zmyłam je z twarzy i umyłam pianką przed nałożeniem drugiej maski. Następnie weszła maseczka z EcoLab, jej konsystencja to taki krem, który nie zasycha, a lekko się wchłania, więc nie zmywałam jej w ogóle - zrobiłam to dopiero kiedy zaczęłam ogarniać włosy.




Krok trzeci: Przedhennowa pielęgnacja włosów i oczyszczanie


Zaczęłam od olejowania. Kilka godzin przed nakładaniem henny zainstalowałam na głowie olej Sesa. Niedawno we wpisie wspominałam, że uwielbiam jego dziwaczny zapach, w końcu wykorzystałam okazję, by go użyć.

Następnie umyłam głowę rypaczem i w ramach chelatowania, a może też w nadziei, że troszkę rozjaśnię włosy, zrobiłam maseczkę z kwasem jabłkowym. Na 3 łyżki maski, dodałam 1,5 łyżeczki kwasu i trzymałam na głowie jakieś 20 minut. Ponownie umyłam rypaczem tuż przed hennowaniem.



Krok czwarty: Hennowanie przed snem


Moim zwyczajem jest, że hennę zawsze nakładam bezpośrednio przed spaniem. Nie lubię chodzić w dzień z błotem na głowie - rzadko mam takie dni, kiedy nigdzie nie wychodzę, a poza tym to strasznie niewygodne. Spod czapki wycieka błotko, spływa po szyi i to strasznie irytuje. Dlatego zabezpieczam się mocno chusteczkami pod czapką, kładę na poduszkę ręcznik i idę spać. Wtedy nie dość, że nie męczę się z henną, to jeszcze pracuje ona na moich włosach dość długo i ma szansę w nie dobrze wejść. Nałożyłam więc błotko, a z tej ilości, którą przygotowałam zostało mi trochę mieszanki. Wylądowała w zamrażarce i będzie wykorzystana na przyszły odrost. Rano zmyłam wszystko z włosów, to też idealny pretekst żeby rozbudzić się prysznicem.

Kolor na długości już mi się chyba nie zmienia, a odrost o dziwo nie wyróżnia się jakoś mocno od starszych partii. W ogóle samo farbowanie odrostu henną to coś czego nie lubię, bo czuję wtedy że włosy na długości czują się niesprawiedliwie potraktowane xD.Po hennie z reguły chodzę 3-4 dni bez mycia włosów, bo kompletnie nie produkują wtedy sebum. Miło było to zrobić dobrze i nie na odwal :D


Starszy wpis:

- Sposoby na delikatne mycie włosów



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 gnome household , Blogger