lutego 27, 2020

Obecna pielęgnacja włosów i mała akualizacja

Obecna pielęgnacja włosów i mała akualizacja
Odkąd zapuściłam włosy do wymarzonej długości, straciłam motywację do dbania o nie. To w sumie  dobrze, bo włosy przestały być dla mnie najważniejsza wartością życiową (xD). Poza tym, dzięki hennie, ich stan nadal jest bardzo dobry pomimo kulejącej pielęgnacji. Odechciało mi się póki co domowego mycia, z bólem serca muszę przyznać, że zdarza mi się myć włosy familijnym płynem do ciała. Moja jedyna pielęgnacja obecnie, to mycie co 2 dni, instalowanie odżywki, olejowanie jak mi się przypomni (czyli może raz w miesiącu) i hennowanie odrostu. Mam w domu 6 odżywek, które wykorzystuje w zależności od tego na jakim efekcie mi zależy - wszystko wyjaśnię poniżej.


Odżywki Anwen

Aktualnie je testuję, nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Mam 3 wersje dla średnioporów. Póki co nie widzę w nich efektu wow jaki dają mi Tołpy, ale anwenówki nie mają sztucznych oblepiaczy. Póki co najbardziej lubię wersje proteinową, ale proteiny raczej nigdy nie działają na mnie źle, więc ciężko sobie wyrobić jakąś opinię.


Tołpa

Składy tych kosmetyków nie są idealne, ale wszystkie Tołpy zawsze mocno zwiększały mi objętość i powodowały, że włosy były ciężkie i mięsiste. Mam jedną Tołpę pod ręką i używam jej, kiedy potrzebuję efektu wow - przed jakimiś imprezami albo eventami, kiedy muszę wyglądać lepiej niż zazwyczaj. Nie wiem skąd to wynika, może jest w nich tak dużo oblepiaczy. Składy mają lepsze i mniej silikonowe niż standardowe drogeryjne odżywki, a działają nieporównywalnie lepiej niż wszystko inne. Nie miałam jeszcze Tołpy, która by tak na mnie nie działała.





Sesa

Wróciłam do niej po latach. To mój ulubiony olej do włosów, jego zapach kojarzy mi się z dawnymi latami włosomaniactwa. Jest taki nostalgiczny. Kojarzy mi się z jakimś egzotycznym płynem do mycia kibla. Mimo, że go tak uwielbiam, nie mam wystarczającej motywacji by używać go chociaż raz w tygodniu. W zasadzie aktualnie nie umiem nawet wskazać jakie efekty daje mi olejowanie. Robię je jak mi się przypomni, w biegu i trzymam olej dość krótko na głowie. Pamiętam, że kiedyś spałam mając go na głowie, albo chodziłam z nim przynajmniej kilka godzin w ciągu dnia.

Jeśli jednak zmuszę się do użycia go, to mam wrażenie, że robię sobie jakąś aromaterapię. Czuję się po prostu przyjemnie kiedy go czuje, choć wiem, że dla innych ten zapach jest dość uciążliwy i irytujący.


Capitavit

Moje włosy dawno osiągnęły wymarzoną długość. Wydawałoby się zatem, że wcierki w ogóle nie są mi już potrzebne. I rzeczywiście trochę tak jest, choć używanie ich to nie tylko zapuszczanie, ale ogólne wzmacnianie cebulek. Capitavit jest wcierką ziołową na alkoholu. Nie jestem zwolennikiem używania ich bez przerwy, również używam kiedy sobie przypomnę, a czasami leci jedynie na bejbiki wokół czoła.





Vis Plantis

Kiedyś pisałam o nich recenzję. To było dość dawno, a ja nadal męczę te same opakowania. Używam ich prawie za każdym razem, gdy myję włosy, z małymi przerwami, a one nadal uparcie nie chcą się skończyć. To bardzo tanie odżywki z przyzwoitym składem. Używam ich jako zwykłe emolienty - płyn do mycia na skalp, a jedna z tych odżywek na długość. Sprawdza się to całkiem spoko, nie traktuje ich jako jakieś super odżywcze produkty, raczej jako szybkie natłuszczaczo-nawilżacze.

Henna

Używam zgromadzonych zapasów Miksologii, hennuję tylko odrost, ale planuję za jakiś czas odświeżyć henną całe włosy. Całkowicie przestałam bawić się w chelatowanie, wymyślanie jakichś dziwnych dodatków do mieszanki. Nie mam do tego głowy. Używam henny, aceroli i wody (dawniej mieszanki lubiłam łączyć z samodzielnie zmielonym senesem, robiłam też bogate napary bazowe z wielu ziół...). Strasznie żałuje, że tak dużo teraz pracuję, pamiętam że hennowanie było dla mnie dużą frajdą, samo przygotowywanie mieszanki i siebie do aktu hennowania było jakieś takie rytualne xD. Kiedy to piszę, to aż czuje zapach tataraku i kusi mnie, żeby spróbować przywrócić stare hennowe nawyki.

Myślę, że odkąd coraz rzadziej hennuje włosy i nie przykładam uwagi do ogólnej pielęgnacji, ich stan powoli się pogarsza. Ostatnio porównywałam moje zdjęcia sprzed roku i te robione niedawno i widzę, że wyglądają dużo biedniej, choć na codzień tego nie odczuwam. I liczę, że to w końcu zmotywuje mnie do wdrożenia lepszej pielęgnacji, która łącznie działała na moje włosy jednak trochę lepiej niż całkowita olewka i henna na odwal raz na 2 miesiące.





Starsze wpisy:

1. Roślinna rutyna

2. Moje sposoby na olejowanie włosów

lutego 24, 2020

Obecna pielęgnacja twarzy - aktualizacja

Obecna pielęgnacja twarzy - aktualizacja
Hejoszka, ostatni wpis tego typu wleciał bardzo dawno temu, więc czas na małą aktualizację. Moja pielęgnacja twarzy jest teraz strasznie nieregularna - czasem grzecznie wykonuje wszystkie kroki, a innego dnia nie mam ochoty nawet umyć twarzy czymś poza wodą. Moja motywacja do codziennego powtarzania tych kroków bardzo kuleje i sama nie wiem co mogę zrobić, żeby wyrobić sobie jakieś nawyki dbania o skórę. Chyba przy moim obecnym stylu życia nie jest to możliwe. Opiszę Wam czego aktualnie używam.


Złuszczanie

Raz w tygodniu wchodzi peeling z Lavery, raczej udaje mi się zachować regularność. Nie przepadam za peelingami z cząsteczkami, bo niestety nie widzę po nich żadnego efektu złuszczania. Ten nie jest wyjątkiem. Kupiłam na próbę i wykorzystam, ale czasami muszę i tak potrzeć twarz mokrym ręcznikiem, żeby pozbyć się suchych skórek.



Mycie 

Do mycia twarzy używam Pianki Eco Lab (wersja odmładzająca) i szamponu Babydream, w zależności od tego czy jestem akurat pod prysznicem, czy myję samą twarz. Szampon trzymam pod prysznicem i używam go kiedy biorę kąpiel. Staram się myć twarz rano i wieczorem, ale w praktyce zwykle robię to tylko rano i nie codziennie, bo czasami mi się nie chce. To moje 2 ulubione produkty myjące - pianka jest genialna jeśli chodzi o konsystencje, a szampon - ma ten charakterystyczny zapach kosmetyków dla dzieci, który uwielbiam, ale przy tym dobry skład, w porównaniu z innymi markami.




Tonizowanie

Ciężko mi się do tego zmusić, nie lubię tego kroku. Używam toniku z Eco Lab, który jest trochę niewygodny przy nakładaniu, w przypadku gdy nie używam do tego wacików. A nie używam ich, bo według mnie marnują za dużo produktu i wole nakładać go samą ręką. Z tego powodu lepiej się u mnie sprawdzają mgiełki albo żele.



Nawilżanie

Zacznę od maseczek. Pierwszą z nich jest maska z Eco Lab. Tego kroku także zwykle nie pomijam, robię ją 1-2 razy w tygodniu i uwielbiam. Przede wszystkim za to, że nie zasycha na skorupę więc nie trzeba jej ciągle zwilżać. Ładnie pachnie i widocznie nawilża. Czasem trzymam ją 20 minut i zmywam, ale zdarza się, że zostawiam na twarzy i idę spać. Drugą maską jest maseczka z perełkowcem japońskim, przepis macie TU. Ostatnio straciłam ochotę na używanie jej, bo to maska na bazie alg - śmierdzi rybą i zasycha na twarzy, przez co muszę się męczyć z mgiełkami zamiast zrelaksować.

Jeśli chodzi o krem, aktualnie wróciłam do Bielendy. Nie przepadam za nim, ale szukałam czegoś na szybko. Jak skończę, to planuje kupić jakiś krem z Resibo.




Oleje

Czasami na krem, albo zamiast niego używam oleju z dzikiej róży albo mazidła z Polnego Warkocza. Olej zwykle leci na noc, mazidło czasem nakładam w dzień. Zawiera tarczycę bajkalską i moja skóra bardzo go lubi, ale niestety nie do końca odpowiada mi jego dziwny imbirowo-geraniowy zapach. Nie jest jakoś super uciążliwy i szybko zanika, ale działa mi na nerwy.




Starsze wpisy:

1. Cztery rzeczy, które poprawiają mi humor

2. Przegląd surowców ciekawych surowców kosmetycznych


Copyright © 2016 gnome household , Blogger