marca 10, 2020

Artefakty - zima 2019/2020

Dawno nie było! Cóż, ciężko mi było zebrać rzeczy, które pojawiły się u mnie w czasie tych kilku miesięcy, więc uznałam, że wybiorę te najciekawsze.


Odkurzacz Ilife

Od jakiegoś czasu planowałam kupić takiego robota, bo mam już dość nieustannego odkurzania, które nigdy się nie kończy. Mam kota więc jest to czasami dramat. Odkurzać musiałam każdego dnia, syf robił się już po kilku godzinach. Zrobiłam dość duży research - robotów na rynku jest już naprawdę dużo. Byłam trochę sceptyczna nastawiona, bo kilkanaście lat temu mieliśmy w domu jakiegoś "Robocopa", który był niestety bezużyteczny. Na szczęście dzisiejsze roboty to zupełnie inna bajka. Długo szukałam swojego modelu. Mam 35 metrów mieszkania, więc zależało mi tak naprawdę tylko na tym, żeby wciągał syf i się nie rozwalił. Nie zależało mi na żadnych dodatkowych funkcjach typu mop, mapowanie terenu, wirtualna ściana, sterowanie aplikacją etc. Wybrałam najtańszą opcję z tych robotów, które jeszcze zalicza się do takich, które "ujdą". Mój model to Ilife v4 - czyli dość stara wersja bez żadnych udoskonaleń. Jest na pilota, ale ma też przyciski na sobie. Zapłaciłam za niego jakoś ponad 500 zł w polskim sklepie (a więc całkiem sporo, jak za dość stary model, który podobno czasami był na promkach za 3 stówy). Mam go już około 3 miesiące. Jestem zadowolona, ale teraz rzeczywiście widzę sens w kupnie odkurzacza, który jeździ według mapy, a nie na oślep. Mam na tyle małe mieszkanie, że radzi sobie z dokładnym odkurzaniem, ale czasem działa mi na nerwy, gdy jedzie w czyste miejsce, omijając takie, które jeszcze wymaga odkurzania. Ostatecznie gdy pojeździ  godzinkę, jest poodkurzane w miarę dokładnie, ale przy większej przestrzeni to by się raczej nie sprawdziło. Myślę, że warto wydać chociaż ten tysiąc cebulionów za odkurzacz z mapą.

Ale wracając do mojego modelu - nie obija się o ściany, zwalnia wcześniej, nie spadnie ze schodów, bo ma czujnik, ale to u mnie i tak bez znaczenia. Kiedy go kupiłam mówiłam sobie "on odkurza codziennie, a ja raz w tygodniu, żeby poprawić po nim". I się zaskoczyłam po jego pierwszym odkurzaniu, bo to raczej on poprawił by po mnie, nie na odwrót ;v. Tak zupełnie na poważnie - od 3 miesięcy odkurzałam sama tylko raz, na samych listwach. Jeśli ma odpowiednio umożliwiony dostęp do różnych zakamarków, odkurza naprawdę dokładnie, także w kątach. Mieści mi się pod biurkiem i pod ławą, niestety utyka pod kiblem i muszę go ratować.

Opróżniam pojemnik codziennie, czasami co 2 dni i zawsze mnie zaskakuje ile brudu produkuje moje mieszkanie. Gdyby kotów było więcej...



Gablotki


Dorwałam też takie dwie urocze kaszty zecerskie (tak się to chyba nazywa). Od wielu miesięcy nie mogłam ich nigdzie dostać, a jeśli już, to były strasznie drogie. A uratował mnie olx i lokalna grupa roślinna. Na olxie dorwałam tą jasną za jakieś 2 dychy, z kolei druga trafiła do mnie za jakąś dychę od uroczej pani z łódzkiej grupki roślinnej, która chciała się jej pozbyć. Ta jaśniejsza wymaga malowania, bo nie podoba mi się jej kolor. Obie będą służyć jako gablotki na kamyczki i inne pierdoły.




Rośliny

Ostatnio trafiło do mnie jak zawsze sporo roślin - choć wielu się też pozbyłam. Straciłam już rachubę co pokazywałam a czego jeszcze nie, więc nie będę się już powtarzać. A niżej między innymi moja variegata, która wypuściła nowy liść :d




Wreszcie mam duuuużą monsterę deliciosę, którą kupiłam od jednej babeczki z okolic. Niedawno się ukorzeniła i rośnie już samodzielnie. Niedługo dostanie podporę i mam nadzieje, że urośnie potwór.




Książki

Póki co czytam tylko książki naukowe okołopsychologiczne (może ze strachu, że kończę studia, a za mało wiem?;v). Trafiły do mnie następujące tytuły:


Póki co nie będę nic o nich mówić, bo jeszcze nie przeczytałam, ale może zasłużą na oddzielne wpisy kiedyś. To by było na tyle, hejoszka!


Starsze wpisy:

- Jak prowadzić dziennik?

- Co myślę o grammar nazi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger