maja 28, 2019

Roślinna rutyna #1 - Dostałam rośliny z robalami, czym nawożę i kąpiel Vandy

Na instagramie wyraziliście chęć czytania tego typu wpisów, więc postanowiłam spróbować. Będę opisywać tu najaktualniejsze sprawy badylowe - postaram się tu opisywać co akurat robię z roślinami, pokazywać nowości, wplatać tu jakieś mikro porady i tak dalej.



W najbliższych dniach będę pracować nad filmem, w którym pokażę moją kolekcję. Mam już ponad 130 roślin, a prawdopodobnie ta liczba jeszcze się odrobinę zwiększy. Od razu ładnie proszę o zostawienie MI TAM subka, bo jakoś nie mogę się przebić przez te głupie algorytmy.

W tym tygodniu dostałam następujące roślinki z wymian:





Co do wymian, 3 razy niestety zdarzyło mi się dostać roślinę z robalami. Oczywiście wszystkich tych wymian było chyba z 50, wszystkie były bardzo udane, ale czasami zdarzają się nieprzyjemności. Pierwsza i chyba najgorsza taka wymiana była jeszcze zimą. Jakaś babeczka wystawiła do oddania ogromnego krotona. Był większy ode mnie. Udało mi się doprosić Łukasza, żeby poszedł ze mną odebrać, sama bym nie uniosła. Na miejscu okazało się, że badyl jest cały pokryty przędziorkiem. To było już na tyle zaawansowane stadium, że cały był w pajęczynkach. Zamiast pokazać swoją domniemaną asertywność, wzięłam go. Liczyłam jeszcze, że może jakoś zrobię oprysk, może na klatce, a jak nie wyjdzie, to chociaż zatrzymam kilka gałęzi, które będę leczyć. Koniec końców badyl wylądował w koszu od razu, bałam się ryzykować taką inwazją przędziorka w domu. Może gdybyśmy mięli większe mieszkanie i dałoby się go odizolować i zapakować w worek, ale tu, bez szans. Drugi raz dostałam hibiskusa z wciornastkiem, ale to była niewielka roślina, która od razu została spryskana Polysectem i poszła do komory gazowej - i żyje sobie bez problemu. Ostatni incydent, to był jakiś wiszący sukulent, który z kolei miał początek inwazji wełnowca. Podobnie jak badyl nr 2, poszedł od razu pod oprysk i ma się dobrze. Uważajcie na wymianach, nie chodzi nawet o to, że ktoś próbuje was oszukać i wcisnąć wam gówno, ale czasami ludzie nawet sobie sprawy nie zdają, że mają jakieś pasożyty na roślinach. Staram się zawsze izolować je albo profilaktycznie pryskać na początku.

Dziś wszystkie rośliny dostaną nawozu - użyję Florovitu, który wygląda trochę jak biohummus, ale to nawóz mineralny. Pachnie jak sos barbecue :D Zawsze leje 2 razy więcej nawozu niż podają na opakowaniu, bo sklepowe nawozy to trochę takie lury. Za kilka dni z kolei będę nawozić je koncentratem do róż (4zł w biedrze), on ma trochę bogatszy skład niż Florovit.



Dziś jest też dzień moczenia storczyków i zraszania łosich rogów. Pozostałym roślinom poza laniem nawozu, będę robiła suszę w doniczkach. To fajny sposób na ograniczenie inwazji ziemiórek. Te małe kurwie ostatnio wlatują mi już do herbaty, więc czas się za nie zabrać. Już się sporo złapało na lep, podsuszanie ziemi załatwi larwy, a lepy ograniczą ilość dorosłych osobników.




Tak kąpie łosie rogi, storczyka vandę i małą oplątwe:



Vanda to nowy nabytek, długo o niej marzyłam i w końcu się udało. Była trochę zmaltretowana, ucięłam uschnięte korzonki i liście, wymoczyłam, i wisi. Kwiaty niestety już przekwitają, ale ten storczyk podoba mi się nawet bez kwiatów, więc nie narzekam.

W kolejnym poście opowiem Wam trochę o pewnym paprocio-podobnym kaktusie, którego w przeciwieństwie do paproci, nie da się zabić!

Na dziś tyle wystarczy, za tydzień będzie kolejny taki post!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger