kwietnia 01, 2019

Moje sposoby na olejowanie + ulubione oleje

Olejowanie było moim rytuałem już kilka lat temu w gimnazjum, kiedy dopiero odkrywaliśmy włosomaniactwo. Mało kto wtedy wiedział o istnieniu tego zabiegu. W ciągu tych kilku lat przetestowałam chyba wszystkie oleje świata - a także maceraty i olejki fejkowe (silikonowe). To wszystko było podyktowane moją chorą potrzebą zapuszczenia włosów do pasa. Jeśli jesteście na bieżąco to wiecie, że udało mi się to osiągnąć dopiero niedawno - za sprawą henny i chujowej ubogiej pielęgnacji (w porównaniu z tym co robiłam kiedyś). Obecnie olejuję bardzo rzadko. Mam wystarczająco długie i pogrubione henną włosy - nie mam więc takiej motywacji jak kiedyś. Kiedyś żyłam dla włosów, dziś muszę się zmuszać, żeby nałożyć odżywkę. Staram się jednak co jakiś czas zrobić olejowanie. Na podstawie tych kilku lat eksperymentów, opisze Wam moje ulubione oleje i metody olejowania.

jakolejowacwlosy


Zacznę od tego, że stosunkowo niedawno ktoś wymyślił olejowanie na podkład - pierwszy raz usłyszałam o tym jakieś 2 lata temu. Podkład to w skrócie zainstalowanie na włosach czegoś co nawilża zanim nałożymy olej - bo olej sam w sobie włosów nie nawilży. Całe życie olejowałam suche brudne włosy - i to sprawdza się najlepiej do dziś. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze - albo nie odkryłam jeszcze dobrych nawilżaczy, albo moje włosy nienawidzą nawilżania. Albo raczej ja nienawidzę tego jak się układają po nawilżaniu. Sypkość, proste jak druty, przyklap. Tak było zawsze i jest nadal, więc mogę co najwyżej przemycać humektanty w hennie, domowym szamponie albo jakiejś masce. Pomimo, że warto używać podkładu pod olej, u mnie się to zwyczajnie nie sprawdza. Dlatego wciąż wolę używać oleju solo - mam gdzieś że ich wówczas nie nawilżę, przynajmniej będą się sensownie układały. Nie odradzam Wam oczywiście podkładów nawilżających - sugeruję, że jeśli jakiś efekt Wam się nie podoba, to nie trzeba na siłę w to brnąć. Olejowanie bez podkładu też jest korzystne dla włosów. A poza tym, podkład może być też proteinowy :D

Dawno temu chciało mi się bawić w lekkie podgrzewanie olejów - i nakładanie ich w pierwszej kolejności na skórę. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że to strata czasu, w końcu ciepły olej nałożony na skalp i włosy bardzo szybko przestaje być ciepły, nie wiem czy te kilka sekund ciepła w czymkolwiek pomoże. Nigdy nie zawiązywałam włosów w folię i turban, zawsze robiłam cebulę albo warkocza i starałam się wytrzymać najdłużej jak się da. Kiedy nie musiałam na drugi dzień wychodzić do szkoły, spałam z olejem. Później chciało mi się coraz mniej - będąc już na studiach przypominałam sobie o oleju godzinę przed planowanym prysznicem, więc był na głowie tylko tą godzinę.

Popełniałam też inną zbrodnię - nie emulgowałam olejów. Nie musiałam. Nigdy specjalnie nie miałam problemu ze zmyciem oleju. Zdarzały się co prawda małe wpadki - np. twarde masło shea robi u mnie cuda, ale gdy je rozpuszczę i nałożę na włosy, to niestety i potrójne mycie nie chce tego domyć - wnioskuję, że dzieje się tak dlatego, że masła zaschniętego nakładam mniej, bo trwa to dłużej, i nie docieram nim do każdego włosa. Poza tym wyjątkiem domywałam włosy szamponem bez emulgowania. Sytuacja trochę się zmieniła, gdy przestałam używać rypaczy - papka z mąki, odżywka czy inne lekkie myjadło średnio radzą sobie z taką ilością tłuszczu. I to też kolejny powód dlaczego olejuje tak rzadko. Bo nie chce mi się później emulgować - za dużo z tym zachodu :D


Sposoby olejowania:


  • Na suche (brudne) włosy - najprostszy sposób, ale odradzam jeśli używacie silikonów, lakierów i stylizatorów. Wtedy takie produkty prawdopodobnie nie zdążyły się w całości wykruszyć/odparować i blokują olejowi wejście do włosa. Ja nie używam tego typu rzeczy, więc wybieram taki sposób. 
  • Na mokre (czyste) włosy - najpierw myjemy włosy, potem na jeszcze wilgotne nakładamy olej. Próbowałam kilka razy, ale mycie włosów dwa razy to dla mnie zbyt duży wysiłek. Mimo wszystko wydaje mi się, że ten sposób jest chyba lepszy, bo czysty włos - bez sebum, daje olejowi łatwiejszy dostęp. 
  • Na pokład nawilżający - zanim nałożymy olej, na włosy lecą nawilżacze - woda z miodem/cukrem, panthenol, gliceryna, kwas hialuronowy, glut lniany lub inne.
  • Na podkład proteinowy - zanim nałożymy olej na włosy leci np. keratyna, elastyna, żelatyna, ewentualnie cysteina (aminokwas). Można je rozmieszać z wodą, żeby łatwiej się nakładało.



Emulgowanie

Polega na nałożeniu na poolejowane włosy odżywki na jakiś czas - emulgatory zawarte w kosmetyku wiążą olej, przez co łatwiej spływa on z włosów. Odżywka ma też delikatne detergenty, więc to dodatkowa pomoc. Tak jak napisałam wyżej - nie jest to konieczny zabieg jeśli używacie silnych detergentów - a nawet delikatnych, które po prostu radzą sobie z domywaniem oleju. I warto też wypróbować czy samo emulgowanie nie zmyje oleju - bez konieczności używania innego detergentu. W końcu odżywki też fajnie myją, tym bardziej gdy się je dłużej potrzyma na głowie.


Moje ulubione oleje do włosów to:

  • Masło shea - numer jeden. Wystarcza na tak długo, że prędzej wyrzucę niezużyty zjełczały olej niż dam radę go wykorzystać w całości - i mówię o czasach, gdy olejowałam co dwa dni, a nie raz na jakiś czas. Używam go bez rozpuszczania - nabieram odrobinę, rozpuszczam w palcach i na włosy. Jest dość toporny i gęsty, ciężko go rozsmarować na włosach. Jeśli chcecie żeby dotarł do wszystkich włosów polecam rozpuszczać, ale wtedy trochę ciężej go zmyć. Ma cudowny zapach, i zwiększa mi objętość włosów. Czasami używam go też na koncówki - nie przetłuszcza ich i nie świeci się jak inne oleje. Niewielka ilość oleju jest raczej nie zauważalna na włosach, dlatego tak się trzeba namęczyć z jego nakładaniem podczas olejowania.
  • Sesa - używałam jej z 9 lat temu, byłam uzależniona od tego zapaszku Domestosa o poranku ;v sesa ma w sobie dużo oleju kokosowego, dlatego lubi zamieniać się w kulkę (zwykle nie zastyga w całości, część zamienia się w kulkę i pływa w pozostałej części oleju). Ma lekko zielonkawy odcień, ale nie barwi tak mocno jak np. Khadi. Używałam jej na włosy i skórę i to był jeden z moich ulubionych olejów. Zdecydowanie bardziej ją lubię niż Khadi. Niedługo chyba zamówię ją ponownie. 
  • Olej rydzowy - specyficzny zapaszek, ale bardzo dobrze mi się sprawdza. Jest rafinowany, to olej marketowy kuchenny. 
  • Khadi - miałam dwa - jakiś z amlą i jakiś na porost. Dokładnych nazw nie pamiętam, ale to były już te oleje w nowej serii butelek. Ten na porost wypadał lepiej, z amlą bardzo barwił. Są w stanie płynnym w przeciwieństwie do Sesy. Mimo wszystko wypadły trochę gorzej. Po sesie był efekt wow, tu bez szału. 
  • Macerat łopianowy - kiedyś używałam oleju łopianowego z Green Pharmacy, potem zaczęłam sobie taki robić samodzielnie. Wszystko opisałam we wpisie o MACERATACH

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger