marca 26, 2019

4 rzeczy, które poprawiają mi humor

4 rzeczy, które poprawiają mi humor
Ostatnio nie mam czasu na nic. Nie sądziłam, że kiedyś dopadnie mnie ten problem, bo cierpiałam raczej na nadmiar czasu, który w paskudny sposób marnowałam. Uczelnia, praca i blog pochłaniają mi obecnie większość czasu, a ja i tak robię sobie krzywdę i ciągle szukam kolejnych dziedzin, które można sobie jeszcze wepchnąć do życia. Wpadłam więc na pomysł, żeby podzielić się rzeczami, które umilają mi tą niewielką resztę czasu - bo niestety zbyt duża ilość zajęć sprawia, że notorycznie myślę, zastanawiam się i analizuję jaką drogą iść, a to z kolei prowadzi do wielu obaw. Istnieje kilka takich czynności, które bardzo mnie relaksują i czuję się po nich trochę lepiej, mam mniej czarnych wizji w głowie, jestem bardziej zmotywowana do działania.



Kupowanie, przesadzanie, mycie i pielęgnacja roślinek

To obecnie najbardziej pożądane czynności. Gdy mam możliwość zdobyć jakieś nowe rośliny, przepływa przeze mnie fala radości :D Mam ich obecnie bardzo dużo i pielęgnacja ich staje się powoli pewnym rytuałem, który niesamowicie mnie odpręża. Po dniu spędzonym na myciu wszystkich kilkudziesięciu roślin, połączonym ze sprzątaniem i układaniem ich na nowo, jestem lekko zmęczona, ale to zmęczenie jest takie satysfakcjonujące i oczyszczające. Po takim dniu jestem w stanie zrobić sobie jedzonko, otworzyć książkę i wreszcie nie myśleć - o niczym. A takich "odmóżdżających" chwil mi obecnie bardzo brakuje w życiu.


Pamiętnik

Prowadzenie pamiętnika, to w ostatnich miesiącach jedno z ważniejszych zajęć jakie sobie organizuję. Mam w tym celu kupiony ogromny stukilowy zeszyt złożony z 500set kartek, po to, żeby nie musieć ciągle latać po nowe zeszyty - piszę dość dużo. Nie opisuję jedynie swoich przeżyć - ten zeszyt pełni rolę także mojego grafika, plannera, brudnopisu na opowiadania, wishlisty i wielu innych rzeczy w jednym miejscu. Idealnie sprawdza się jak mój osobisty autopsycholog, kalendarz i książka do przyjemnego wspominania minionych tygodni. Zauważyłam, że spisywanie wszystkiego co mi siedzi w głowie bardzo pomaga mi się pozbyć natrętnych myśli i jakoś uporządkować życie. Nie krępuje się przed przekleństwami i obelgami. Mam bardzo dużo zajęć i zainteresowań, a przez to nieustanny natłok męczących myśli, które wcinają mi się w tracie robienia konkretnych rzeczy - czytam książkę a tu nagle rozprasza mnie myśl o tym, że muszę dziś powtórzyć szwedzki i skończyć wpis na bloga. Piszę wpis - i nagle zaczynam się zastanawiać, czy coś było zadane na zajęcia. Mam uczelnię, pracę, bloga i milion rzeczy, których sama powoli nie jestem w stanie ogarnąć. Ten zeszyt bardzo pomaga, szczególnie w planowaniu mojej pracy w social mediach tak, by to jakoś pogodzić z resztą czynności. Czuję się trochę oczyszczona po pisaniu. Nie jest to oczywiście pełne "oczyszczenie" umysłu, ale wyrzyganie wszystkich myśli i planów ma na mnie duże działanie terapeutyczne.


Gry komputerowe 

Jeśli kiedykolwiek, ktokolwiek sugeruje Wam że gry nie są odpowiednie dla dorosłych bab, to radzę usunąć go ze swojego życia ;V Ja gram w zasadzie tylko w Lola - ale uwielbiam to od lat, choć teraz mam na to mniej czasu. Granie jest jedną z tych czynności, które wymagają skupienia - dzięki temu jestem zbyt zajęta, by myśleć o innych sprawach, ale to skupienie nie jest z drugiej strony męczące. Zdarza się co prawda, że trafią się w meczu tacy gracze, że mój humor jeszcze bardziej się pogorszy, ale zwykle sama czynność niesamowicie mnie relaksuje.



Sprzątanie i inne prace domowe

Choć bardzo często nie mogę się do nich zmobilizować, to jeśli już mam taki dzień, że zabieram się za wielkie sprzątanie, odkrywam, że to mi się całkiem podoba. Sam ruch połączony z efektem jaki to przynosi w domu bardzo poprawia mi humor i pozwala się trochę odmóżdżyć. Moja motywacja do sprzątania spada na drugi dzień, gdy widzę jak błyskawicznie pojawia się syf, dlatego tak czy inaczej nie jestem w stanie dawać sobie z tego radości codziennie. Muszę mieć odpowiedni dzień, żeby to mi dawało jakąś przyjemność, a nie tylko zmęczenie.


Być może warto by się było zainspirować, którymś z tych sposobów - może nie tylko na mnie zadziałają. Powodzenia i miłego dnia :D

Starsze wpisy:

- Aktualizacja wystroju mieszkania 

- Domowa odżywka do paznokci 

marca 22, 2019

Masz prawo do własnej opinii - a ja mam prawo ją ignorować

Masz prawo do własnej opinii - a ja mam prawo ją ignorować
Jak zwykle - tego typu posty powstają najczęściej pod wpływem konkretnego zdarzenia, na tyle irytującego, że aż motywuje mnie do pisania :D Bardzo często spotykamy się w internetach z opiniami. Opinie są wszędzie. Pytasz o to gdzie przyciąć roślinkę? Zaraz się dowiesz, że ściana którą widać w tle ma nieodpowiedni kolor. Wtedy piszesz "fajnie, ale nikt nie pytał, a mi się taka podoba". I się zaczyna! Cenzura! Brak wolności słowa! Na co się tak oburzasz? Przecież ktoś bardzo grzecznie wyraża opinię na temat chujowości Twojej ściany. Wrzucasz coś do sieci, to licz się z krytyką!



Ostatnio spytałam na jakiejś grupce czym najlepiej pomalować ceramiczne doniczki, których kolor mi się nie podoba. Chodziło mi oczywiście o rodzaj farby, która utrzyma się na takiej śliskiej powierzchni. Byłam autentycznie w szoku, że dorosłe baby zaczęły mnie atakować - bo malowanie białej doniczki jest ZŁE. Dlaczego jest złe? A no bo one lubią biały, wiadomo.

To jest ten typ człowieka, który nie pytany o opinie, nasra Ci nią w twarz, a gdy pokażesz, że Ci się to gówno nie podoba, oskarży Cie o cenzurę - w końcu skoro pokazujesz się w internecie, to ludzie mają pełne prawo na Ciebie srać. Jak wyjdę sobie z domu w sukience z dekoltem, to rozumiem, że ktoś ma prawo mnie wymacać? Totalnie się z tym nie zgadzam - to że wrzucam coś do sieci nie oznacza, że mam się liczyć z krytyką. Szczególnie, że takie osoby jedynie opiniują - to nie ma nic wspólnego z krytyką konstruktywną, o której tak głośno trąbią.  Ja sobie zdaję sprawę, że ludzie są różni. Że nie każdemu podobam się ja i to co pokazuje w internetach. Przyzwyczaiłam się już do negatywnych komentarzy. Ale nadal - zwyczajnie ciężko mi pojąć co siedzi w głowach tych osób. Wrzucam coś do sieci i spodziewam się negatywnego odbioru - on zawsze będzie się pojawiał. Spodziewam się go, ale nie muszę go akceptować, liczyć się z nim, a najlepiej jeszcze podziękować i się ładnie uśmiechnąć.

Czy osobiście mielibyście odwagę coś takiego powiedzieć obcemu człowiekowi? Internet to niesamowite miejsce. Tak łatwo jest kogoś obrazić, nie ma żadnych konsekwencji. Nie ma żadnej bariery, która hamuje przez takim bezpośrednim chamstwem.

Prawo do własnej opinii nie jest jednocześnie prawem do obrażania ludzi - jeśli komuś się wydaje, że komentowanie wyglądu czy koloru dywanu jest konstruktywne to pozostaje mi tylko współczuć. Usprawiedliwianie swojej chorej potrzeby dowalenia innym, tym że my mamy PRAWO, jest niepoważne. Oczywistym dla mnie jest, że jeśli ktoś nie pytany o zdanie mówi nam, że mamy brzydkie włosy, beznadziejny tatuaż albo chujowy styl, nie ma na celu nam pomóc. Jego jedynym celem jest zaspokojenie swojej potrzeby wkurwiania ludzi i dowartościowania się. No ale przecież ma prawo.

Dlatego uważam, że to słynne utarte powiedzonko dotyczące wolności słowa jest mocno nadużywane w nieadekwatnych sytuacjach. Jest idealną tarczą dla ludzi, którzy mogą w ten sposób usprawiedliwić swoje chamstwo i brak tolerancji.

Nie musicie zgadzać się z tym, co mówią o Was ludzie. Nie musicie się pokornie godzić na hejt skierowany w Waszą stronę, tylko dlatego, że działacie publicznie. O ile Wasze działania nie niosą krzywdy innym, nie ma usprawiedliwienia na jakąkolwiek krytykę tych działań.


Starsze wpisy:

- Nie lubię życzeń

- Jak bezużyteczna była dla mnie szkoła

marca 20, 2019

Elastyna do włosów? - jak jej używam

Elastyna do włosów? - jak jej używam
Dawno nie testowałam nic nowego na włosach, pomyślałam więc, że może wykorzystam na nich resztkę elastyny. Zapraszam więc do zerknięcia w efekty mojego eksperymentu. Podam Wam też kilka alternatywnych przepisów na wypadek, gdyby ktoś nie miał weny :D

Zanim opiszę własne efekty, kilka słów na temat możliwego wykorzystania elastyny. Najprościej jest ją wykorzystać jako dodatek do gotowej maski/odżywki do włosów. Kilka kropel dodaje się do porcji kosmetyku i używa się jej tak jak to mamy w zwyczaju. Elastyna może być też wykorzystana w podkładzie pod olej - możemy nałożyć samą elastynę lub wymieszać ją z wodą i produktami nawilżającymi (miód, glutek lniany itp). Pamiętam, że kiedyś czytałam też o płukankach z elastyną, ale wydaje mi się że to trochę marnowanie jej. Ogólnie możecie ją wykorzystać jak Wam wygodnie. Do masek, odżywek, do szamponów, w formie podkładu i czego tam jeszcze chcecie.


Włosy po masce z elastyną:

elastynadowlosow


Ja wymieszałam ją z tanią odżywką no name bez silikonów i trzymałam na włosach około 20 minut. Ładnie się świecą na górze - końcówki mam już trochę przerzedzone więc ciężko z nich wykrzesać coś więcej. Ogólnie jestem zadowolona. Może to dlatego, że zaniedbałam ostatnio równowagę peh i nie pamiętam, kiedy miałam na głowie jakieś proteiny.


Poniżej mam jeszcze 4 przepisy na domowe maseczki z elastyną, w razie gdybyście nie mięli pomysłów z czego je zrobić:


Domowy Olaplex - podrasowana opcja

- Łyżka odżywki bez silikonów
- 1/5 łyżeczki cysteiny
- Kilka kropel elastyny


Maska - szampon

- 2 łyżki mąki żytniej
- Zimna woda - około pół szklanki (lub 3/4)
- Kilka kropel elastyny


Maska - podkład

- Kilka kropel elastyny
- 3 łyżki rzadkiego gluta lnianego
- Łyżeczka miodu


Bez gotowej odżywki

- Żółtko jajka
- Kilka kropel elastyny
- Dwie łyżki ulubionego oleju
- Kapsułka witaminy E


Odsyłam do innych wpisów włosowych:

Jak zapuścić włosy?

- Jak pogrubić włosy za pomocą henny?

marca 18, 2019

Sposoby na tanie powiększanie dżungli

Sposoby na tanie powiększanie dżungli
No hej. Wpadłam na pomysł, żeby podzielić się kilkoma sposobami na zdobywanie roślinek bez konieczności wywalania w błoto całej wypłaty. Mam obecnie około 30 roślin które nie kosztowały mnie nic, albo zostały wymienione za jakieś odnóżki czy stare doniczki. Zapraszam :D


Lokalne grupy wymiankowe

Ostatnimi czasy to mój ulubiony sposób. W ciągu ostatnich dwóch tygodni przybyło mi kilkanaście nowych gatunków - całych roślin lub odnóżek z wymiany w moim mieście. A przy okazji pozbyłam się starych doniczek i roślin, które przestały mi się podobać. Najbardziej dumna jestem przede wszystkim z ogromnego grubosza, którego pokazywałam Wam w Artefaktach, oraz z platycernum - cudownych łosich rogów, których pozbywała się jedna dziewczyna. Są cudowne - ciężko mi uwierzyć, że nie byłam do końca przekonana czy w ogóle je chcę i jechałam po nie trochę na siłę. Gdy tylko je zobaczyłam, zakochałam się od razu i chcę więcej :D Z wymianek dostałam też odnóżki hoyi, cissusa, scheflerę, storczyka i inne. A także kilka butli nawozów :D



Portale ogłoszeniowe

To zdradziecki temat dla mnie, bo większość darmowych roślin jakie znajduję, jest z innych miast. A perełek można znaleźć tam tyle, że jak mi się coś spodoba, to kupuję. Ale kilka razy trafiłam naprawdę na okazje życia - niektórzy sprzedają za grosze rośliny, które chodzą po parę stówek. Ważne jest po prosu zaglądanie w interesujące nas kategorie kilka razy dziennie, bo jak już się coś ciekawego pojawia, to chętnych jest sporo.



Bloki, urzędy i przychodnie

Kilka razy zdarzyło mi się pytać sprzątaczki albo aptekarki, czy nie zechcą podzielić się odnóżką jakiegoś chwasta. Raz nawet spytałam gościa w portierni na uczelni, ale nie chciał mi dać odnóżki diffenbachi. No wiecie, w moich wyobrażeniach ludzie, których proszę o odnóżkę są na tyle miłosierni, że mówią "oh, odnóżkę? bierz w całości!". W praktyce jest pół na pół, nie każdy się godzi, ale zdarza się. Kiedy będę miała więcej wolnego planuję zrobić sobie całodniową wycieczkę po okolicznych blokach i popytać ludzi, którzy wystawiają rośliny na klatkę. Trochę cebula, ale jestem ciekawa ile osób odeśle mnie z kwitkiem, a ile rzeczywiście by się podzieliło badylem. Będę oczywiście szukać perełek, a nie roślin, które już mam. Niedawno np. byłam w bloku, gdzie na każdym piętrze wisiały hoye, filodendrony i inne rzadsze rośliny - a wszystkie zabiedzone, zakurzone i aż się prosiło żeby je uratować z tego miejsca, ale nie miałam czasu szukać właściciela :D


Markety

W marketach rośliny są bardzo tanie. Kosztują czasami po parę cebulionów. Jeśli nie chcecie się bardziej wysilać, to warto śledzić co tygodniowe oferty, bo bardzo często rzucają tam jakieś totalne perełki za grosze!



Śmietniki

Nie chcę zabrzmieć jak jakiś żul, ale generalnie jeśli nie macie jakichś blokad w sobie, to na śmietnikach często można znaleźć różne perełki. W moim świecie nie ma takich ekskluzywnych śmietników, ale czasami jak widzę na grupach co ludzie przynieśli, to aż mnie dupa boli z zazdrości. Półtora metrowy ficus lyrata? Ogromny wilczomlecz? Drewniany kwietnik? Na pewno bałabym się brać meble z obawy przed jakimiś pluskwami, ale jeśli bym kiedyś spotkała jakiegoś ładnego chwasta, to bym bez wstydu zabrała :D Tylko pamiętajcie, żeby sprawdzić czy nie ma robali. Polecam (XD) też śmietniki marketów - np. Biedronki. U mnie znowu odległy temat, bo są zamknięte, ale w niektórych sklepach nie są i każdego tygodnia ląduje tam stos roślin, których nie wykupili. Procedury mają takie, że nie mogą rozdać, albo mocno przecenić, tylko wszystko wywalić - a to już mnie trochę boli. Czuję się trochę nieswojo pisząc o takich rzeczach, ale wbrew pozorom wiele osób tak robi. Po co pozwalać roślinie zdechnąć w śmieciach, skoro można dać jej nowy domek?


To tyle - mam nadzieje, że uda Wam się zdobyć jakieś roślinki niskim kosztem. :D


Starsze wpisy:

- Pełna naturalność nie istnieje nawet w moim świecie

- Przegląd ciekawych surowców kosmetycznych 

marca 13, 2019

Domowa odżywka do paznokci - eksperyment

Domowa odżywka do paznokci - eksperyment
[Na wstępie przypominam o GRUPIE  dotyczącej tworzenia domowych kosmetyków.]

Zwykle wrzucam na bloga przepisy, których efekty już chociaż w jakimś stopniu znam. Tym razem jest inaczej, bo odżywka powstaje poniekąd w trakcie pisania tego postu i jest moim eksperymentem. Nie mam pojęcia czy używanie jej cokolwiek pomoże, ale postaram się aktualizować tu informacje. Nigdy jeszcze nie robiłam odżywek do paznokci.

odzywkadopaznokci


Żeby to miało jakikolwiek sens, postawiłam sobie zasadę, że odżywkę będę "nosić" na paznokciach co najmniej 30 minut kilka razy w tygodniu. W przeciwieństwie do odżywek w formie lakierów, ta niestety nie zastygnie i nie będzie tak przyjemna w używaniu.

Większość stron proponuje wzmacniać paznokcie za pomocą soku z cytryny, oleju rycynowego i witaminy E. Nie bardzo wiem na czym ma się opierać działanie pierwszego składnika, ale wykorzystam pozostałe dwa. A oprócz tego kilka innych składników, które mają o wiele większe szansę pomóc. Tym razem mój przepis będzie jednorazowy, bo przeterminował mi się konserwant.

Główny przepis:

- Łyżeczka ziemi okrzemkowej
- Kropla elastyny
- Szczypta cysteiny
- Woda
- Łyżka oleju rycynowego


Przepis podrasowany (bonus dla dłoni):

- Łyżeczka ziemi okrzemkowej
- 2 łyżeczki naparu ze skrzypu
- Kropla/kapsułka witaminy E
- Kropla elastyny
- Szczypta cysteiny
- Kropla kwasu hialuronowego/panthenolu
- Łyżka oleju rycynowego


Przygotowanie:

Wszystkie składniki odmierzamy, wrzucamy do miseczki i dokładnie mieszamy. Jeśli jesteście zbyt leniwi żeby robić napar, użyjcie wody.

Mam zamiast wsmarować taką papkę w całe dłonie, by je przy okazji odrobinę nawilżyć i zrobić peeling. Maczam czyste paznokcie (bez lakieru) w tej odżywce i przez 3 minuty wmasowuję ją w płytkę paznokcia. Następnie całość wsmarowuję w całe dłonie i staram się to na nich mieć przez 20-30 minut. Założyłabym lateksowe rękawiczki, ale nie mam :D Później zmywam ręce samą wodą. I coś takiego będę powtarzać co kilka dni.

Głównym składnikiem jest ziemia okrzemkowa - nie mam zielonego pojęcia, czy coś takiego ma szansę jakoś w paznokcie wniknąć. Raczej ciężko mi w to uwierzyć, ale mam jej tak dużo, że już nie wiem jak ją wykorzystać. To samo tyczy się skrzypu. Jeśli odżywka nie zadziała na paznokcie, to przynajmniej będę mieć zadbane dłonie. Mocno liczę jednak na działanie elastyny i cysteiny. To dwa najważniejsze składniki odżywki - wchodzące w grupę proteinową, więc nie polecam ich pomijać.

Pierwsze wrażenie na plus - nie ma to jak dbać o dłonie odżywką do paznokci xD. A tak serio - dłonie mam arcy mięciutkie, czyściutkie i nawilżone, a na paznokciach efektów jeszcze nie zobaczę. Ważne jest żeby dodać sporo oleju, bo wtedy błotko zasycha na dłoniach i może przynieść odwrotny efekt. W razie czego warto zwilżać wodą w trakcie. Będę informować na bieżąco!



Starsze wpisy:

Dlaczego trzeba kastrować zwierzęta

- Płynna baza maseczkowa do nasączania płacht

marca 08, 2019

Twój kot nie pragnie poznać smaku rodzicielstwa - czyli dlaczego kastracja jest taka ważna i co warto o niej wiedzieć

Twój kot nie pragnie poznać smaku rodzicielstwa - czyli dlaczego kastracja jest taka ważna i co warto o niej wiedzieć
Dziś wreszcie jakiś koci temat - a właściwie nie tylko koci, ale poświęcony zwierzakom domowym w ogóle. Mowa o kastracji oraz o tym jak ważny jest to zabieg - nie tylko dla naszych prywatnych zwierząt, ale dla nas wszystkich. Podobnie jak z wypuszczaniem kotów samopas, moje zdanie co do kastracji jest podobne - według mnie brak kastracji niesie przykre konsekwencje nie tylko dla Twojego zwierzęcia, ale ma wpływ na środowisko i pogłębianie bezdomności. Jest jak domino - każda niby niewinna ciąża nierasowego kota lub psa przyczynia się do tego, że zwierzęta będące już na świecie tracą szansę na dom, ale do tego jeszcze wrócę. Zanim się rozkręcę, może przejdźmy do samego nazewnictwa.



Kastracja a sterylizacja

Zwykle ludzie myślą, że kastruje się jedynie kocury, ale to nie do końca tak jest. Przyjęło się, że sterylizacja to podwiązanie jajowodów lub nasieniowodów, natomiast kastracja to usunięcie narządów rozrodczych - czyli w przypadku kotek jajników i całej macicy, a w przypadku kotów całych jąder. Warto jednak zwrócić uwagę na konkretne nazewnictwo tych zabiegów, gdyż w niektórych gabinetach weterynarii wyrażenia "kastracja" i "sterylizacja" są synonimiczne - może się więc zdarzyć, że zamiast kastracji, weterynarz wykona sterylkę, albo usunie jedynie jajniki, bez macicy. Konkretna nazwa zabiegu usunięcia wszystkich narządów rodnych u samic to owariohisterektomia, samo usunięcie jajników to z kolei owariektomia. Warto także upewnić się czy weterynarz będzie usuwał całe narządy czy jedynie je podwiązywał. Z punktu widzenia zdrowotnego kastracja to ten bardziej korzystny dla kota zabieg - sterylka chroni jedynie przed ciążą, kastracja natomiast wyklucza wszelkie możliwe choroby związane z usuniętymi narządami - takie jak na przykład ropomacicze czy nowotwory tychże organów. Oprócz ochrony przed zapłodnieniem, ma więc szansę przedłużyć zwierzakowi życie poprzez eliminację możliwych śmiertelnych chorób.



"Moja kotka chce zostać mamą i musi nią być chociaż raz"

Nie, nie chce i nic nie musi. Kot nie rozmnaża się po to, żeby cieszyć się dzieciaczkami. Nie twierdze, że kocice to złe matki, ale mają jednak trochę inne priorytety niż ludzie. Uwierzcie - Wasze koty mają w dupie to czy zostaną rodzicami czy nie. Nie myślą sobie "ojej, a może już czas założyć rodzinę". Wykastrowany kot nie będzie rozpaczał, że jest pozbawiony płodności, w ogóle nie będzie o tym myślał. Bardzo często słyszę mity, że kotki albo suki muszą mieć co najmniej jeden miot, bo jak nie to...No właśnie, co? Będzie im smutno? Będą krócej żyły? Nie będą mogły wziąć wnuków na kolanka? Te okropne brednie powodują, że zwierząt jest coraz więcej, a dla rozmnażactwa szuka się usprawiedliwienia.



Zwierzęta po kastracji tyją

Gospodarka hormonalna może i się zmienia, ale nie zmienia się układ pokarmowy. Każdy kot/pies karmiony syfem będzie tył i nie ma znaczenia czy jest kastrowany, sterylizowany czy nie. Zdrowe zwierze karmione dobrą mięsną mokrą karmą albo barfem w odpowiedniej ilości, i które ma zapewnione minimum ruchu, zwyczajnie nie ma szansy utyć. Czy wszystkie osoby, których koty od lat żrą specjalnego Royala dla kastratów, mogłyby mi wyjaśnić czemu ich zwierzęta są w kształcie kuli? To kolejny szkodliwy mit. To nie kastracja odpowiada za otyłość. To nasz brak wiedzy w zakresie żywienia zwierząt powoduje, że zwierzęta są grube. Obwiniacie kastracje za grzechy zbóż w suchych karmach, mleczka i ziemniaków z obiadu.


"Zabieg kastracji jest niebezpieczny"

Każdy zabieg chirurgiczny niesie za sobą niewielki procent powikłań. Większość ludzi obawiających się kastracji nie ma wystarczającego zaufania, że weterynarz wykona zabieg dobrze. Warto jednak wiedzieć, że to są naprawdę pojedyncze przypadki, że coś pójdzie nie tak. A zdecydowanie większym niebezpieczeństwem są choroby na jakie narażone są zwierzęta. O ilu śmiertelnych przypadkach zabiegu kastracji słyszeliście? Ja o żadnym. Regularnie natomiast widuję zdjęcia usuniętego ropomacicza, nowotworu listwy mlecznej i innych. To trochę jak z samolotami. Boimy się, że j*ebnie, a tymczasem dużo więcej ludzi ginie w wypadkach drogowych. Najważniejsze jest wybranie dobrej kliniki i weterynarza. Osobiście wolę zaryzykować i mieć kota, któremu kastracja być może przedłuży życie, niż pozwalać na cierpienie związane z brakiem kastracji.

Oprócz samych chorób dochodzą także bardzo bolesne ruje - nie wiem jak to wygląda w przypadku suk, ale ruja dla kotki to niesamowicie stresujący i ciężki okres. Są niespokojne, drą się cały dzień, ich organizmy wariują. Sama kopulacja też nie jest niczym przyjemnym zważywszy na agresywne zachowanie samców oraz budowę członka. Poza tym zastanawia mnie, dlaczego ludzie uważają kastrację za zło, za to złe nie wydaje im się to, że ich zwierze nie może zaspokoić popędu seksualnego. Koty które chodzą samopas może i tego problemu nie mają, ale domowe niewychodzące zwierzęta odczuwają popęd, którego nie mogą w żaden sposób zaspokoić. Masturbacja raczej nie jest im dobrze znaną metodą ;V.


Jakie są skutki braku kastracji?

Takie, że schroniska i fundacje pękają w szwach, polskie gatunki objęte ochroną niedługo wyginą, a jadąc przez typową polską wieś co kilka kilometrów mija się gnijące truchło kota. Ludzie rozmnażający koty i co gorsza - wypuszczający je samopas kompletnie nie dbają o to jakie szkody powodują wśród naszej fauny. Każdego dnia jeden kot zabije lub uszkodzi kilka zwierząt, nie będąc nawet głodnym - część z nich to ptaki i zwierzęta pod ochroną. A potem pójdzie rozdać trochę spermy, albo posłuży za inkubator i wyprodukuje kilkA kolejnych inwazyjnych dla naszej przyrody stworzeń, które po roku zrobią to samo. I tym sposobem za kilka lat nie zobaczycie za oknem nawet głupiego wróbla. Kotów jest za dużo i nie są naturalnym dla Europy gatunkiem. Zanim pojawią się tu krzykacze ze swoimi rysiami i żbikami coś sobie wyjaśnijmy - to w przeciwieństwie do kota domowego, są lokalne gatunki, których liczba jest znacznie mniejsza, nie mówiąc już o tym, że zwykle polują na większe ofiary niż małe gryzonie czy ptaki. Ile widzicie żbików przeciętnego dnia? A ile widzicie kotów domowych?


Kiedy kastrować zwierzęta?

Im wcześniej tym lepiej. W przypadku kotek najlepiej zrobić to przed pierwszą rują i nie dopuścić do jej pojawienia się - bo pierwsza ruja także nie jest kotu do niczego potrzebna, a nadaje się jej jakąś magiczną moc. Pierwsza ruja może się w niektórych przypadkach pojawić nawet w 5-6 miesiącu życia. Najbezpieczniej zapisać zwierze na zabieg właśnie między 5 a 8 miesiącem życia, w skrajnych przypadkach kastruje się jednak nawet 3 miesięczne koty.


Nie kastrowanie zwierząt nie rasowych jest złe. Ich celowe rozmnażanie jeszcze gorsze. Jeśli ktoś robi to nieświadomie, jestem w stanie to zrozumieć. Jeśli zdaje sobie sprawę z tego że to szkodzi, ale posiadanie "własnych małych kotów" jest ważniejsze niż ogólne dobro zwierząt - pozostawiam bez komentarza. Miłego wieczoruu :D


Inne kocie wpisy na blogu:

- Dlaczego nie wypuszczam kota samopas

- Jak samemu zrobić kotu żarcie - dieta barf

marca 04, 2019

Płynna maseczka do nasączania płachty

Płynna maseczka do nasączania płachty
Czas na domowy płyn do masek w płachcie! Jeśli nie chcecie kupować gotowców, które generują tak dużo śmieci, to będzie to dla Was jakaś alternatywa. Płyn jest bardzo prosty do zrobienia, można go komponować według własnych upodobań, ale jak podam Wam przepis ze składników, które akurat miałam pod ręką. Zapraszam!



Maseczka zawiera sporo antyoksydantów, ma więc lekkie działanie przeciwstarzeniowe i rozjaśniające. Zawiera sporo składników odżywczych i regenerujących. Jednocześnie nie ma w sobie żadnych olejów, gdyż zależało mi, żeby składniki aktywne miał bezpośredni dostęp do skóry i nie był blokowane przez olej - to może nie ma tak dużego znaczenia w przypadku kosmetyków, które będą na skórze wiele godzin, tu jednak liczy się czas. Dopiero po ściągnięciu płachty nakładam krem lub olej. Podana ilość wystarcza na kilka użyć - można oczywiście zrobić sobie większą ilość.

Na blogu jest też inny przepis i coś więcej na temat zero waste płacht - tutaj.

Składniki:

- Napar z zielonej herbaty - 80 ml
- Wyciąg z owoców rokitnika - 5 ml
- Wyciąg z owoców mandarynki - 5 ml
- Wyciąg z wąkroty azjatyckiej - 5 ml
- Wyciąg z jeżówki - 5 ml
- Konserwant (dawka jaką podaje producent)


Przygotowanie:

Robimy mocny napar z zielonej herbaty i studzimy go. Dokładnie odcedzamy i łączymy z resztą składników. Przed użyciem nasączamy płachtę około 15 ml takiego płynu (warto wcześniej zmoczyć ją wodą o wycisnąć, wtedy zmarnujemy mniej płynu). Trzymamy na twarzy około 25 minut - i nie zmywamy. Po zdjęciu mokrej płachty, zabezpieczamy twarz kremem lub olejem.

Jeśli nie macie konserwantu, możecie zrobić sobie jednorazowy płyn - na około 10 ml naparu dodać łącznie 5 ml wyciągów. Mi się nie chce robić jednorazowych masek, wolę mieć gotowy produkt.

Starsze wpisy:

- Przegląd ciekawych surowców kosmetycznych #1

- Artefakty - luty 2018

marca 01, 2019

Artefakty - luty 2019

Artefakty - luty 2019
W końcu nadszedł czas na Artefakty tego miesiąca! Znowu sporo nowości, ale nie tylko. Myślałam, że w tym miesiącu niewiele Wam pokaże, a jednak pod koniec złapał mnie znowu szał badylowy, bo pojawiło się sporo okazji nie do ominięcia i efektem jest spora ilość nowych roślin. Coraz bardziej nietypowe gatunki się u mnie pojawiają :D Na szczęście przeprowadziłam też niewielką wymianę roślin, które mi się nie podobały i były u mnie z litości. A więc:



Duuuużo książek

Zamówiłam sobie sporo ciekawostek - trochę psychologicznych/rozwojowych pierdół i fabularne. Te ostatnie to "Rozjemca" i druga część "Dawcy przysięgi" Sandersona oraz "Achaja" Ziemiańskiego. Mam też Murakamiego. Najciekawsze z  tych "psychologicznych" to "Siła Nawyku", "Pułapki umysłu", "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem" oraz "Relacje na huśtawce". Prawdopodobnie nie będę robić całych recenzji, ale na pewno będę się nimi chwalić na moim INSTA STORY.



Duuuużo roślinek 

Zrobiłam jedno zamówienie z Jucca.pl, ale wyczaiłam też super okazje z kilku ogłoszeń na olxie. Oprócz tego dostałam też kilka nieukorzenionych szczepek z "łódzkiej wymiany". Czekam jeszcze na dwie roślinki, które chyba przyjadą jutro. Mam więc selloum (które teraz nazywa się jakoś inaczej) i Little Hope, monstere karstenianum i raphidore tetrasperma, begonie tamaye, kilka gatunków hoyi, przecudowne epipremnum cebu blue (które też jakoś inaczej się chyba nazywa), cissusa i ogromnego grubosza "Hobbita", którego dostałam za moje stare syngonium. Teraz naprawdę mam ambitny plan żeby nie kupować nowych roślin - a przyjmować jedynie jakieś za free albo na wymianę. Zobaczymy jak bardzo mi to nie wyjdzie xD





Babydream szampon

Kupiłam go z myślą o myciu twarzy, będę używać go za jakiś czas, jak skończy mi się biała glinka. Do włosów się dla mnie nie nadaje, zostawia jakąś taką dziwną szorstkość, odbiera blask i robią mi się po nim kołtuny. Myję też nim ręce zamiast mydła - od którego całkiem już chcę odejść, bo choćby to mydło było najbardziej naturalne jak się da, ma zbyt wysokie dla skóry ph.




Serum z pachnotki i witaminą C


Przepis na to cudo podałam jakiś czas temu TUTAJ. Jeśli macie problemy z wypryskami, trądzikiem i innymi problemami skórnymi, to totalnie polecam to serum albo chociaż sam olej z pachnotki. Nie będę się tu więcej rozpisywać, tam opisałam wszystko :D


Bardzo brzydka doniczka

Widzicie ją na pierwszym zdjęciu. Tak naprawdę to chyba prędzej była jakaś cukierniczka czy coś kuchennego, ale u mnie naturalnie stanie się doniczką. Kocham zamieniać takie paskudne kiczowate starocia w doniczki :d Kosztowało mnie to 2 zł w lumpie.



Starsze wpisy:

- Przegląd ciekawych surowców kosmetycznych

- Pełna naturalność nie istnieje nawet w moim świecie

Copyright © 2016 gnome household , Blogger