lutego 22, 2019

Pełna naturalność nie istnieje nawet w moim świecie

Być może trochę zdziwi Was ten tekst akurat na moim blogu - bo zdecydowanie nie będzie on narzekaniem na to, że zatraciliśmy naturalność, wszyscy chodzimy wytapetowani i jemy przetworzone śmieci. Naturalność to pewnego rodzaju cnota, która w 21 wieku nie ma prawa bytu - a przynajmniej na podstawie mojej interpretacji. Cały ten tekst jest bardzo ogólny, ale odnosi się w szczególności do negowania pewnych udogodnień, bo wydają się nienaturalne - na przykład poprawiania swojego wyglądu makijażem bądź operacjami plastycznymi.



Czy możemy mówić o jakiejkolwiek naturalności w świecie, w którym kupujemy jedzenie w sklepie, chodzimy w ubraniach, używamy leków, samochodów, prądu i Internetu? Czy te wszystkie udogodnienia mają jakikolwiek związek z naturą? Pójdźmy o krok dalej - czy używanie kosmetyków, nawet NATURALNYCH, jest naturalne? Czym właściwie jest naturalność? Bo mnie te publiczne wyrzuty sprowadzają do wniosków, że wszystko co stworzyliśmy i zbudowaliśmy nie jest naturalne, jeśli jest czymś więcej niż defekowaniem w krzakach i chodzeniem nago.

Makijaż jest nienaturalny, jedzenie w fastfoodzie jest nienaturalne, ale naturalne jest przemieszczanie się autem i posiadanie kaloryferów? Z drugiej strony - można wysunąć też tezę, że naturą człowieka jest tworzenie nowego środowiska - i wówczas wszystkie te udogodnienia zyskałyby miano naturalnych. 

Dla mnie naturalność jest stylem życia, kreacją, artystyczną wizją, która mnie interesuje i którą staram się tu przemycać. Ale nie łudzę się, że to naturalność w prawdziwym, podstawowym tego słowa znaczeniu i nie zamierzam odbierać sobie przyjemności i możliwości wynikających z tego co stworzyliśmy. I wcale nie chodzi tu o świadome szkodzenie przyrodzie. Irytują mnie obrońcy moralności, którzy na każdym kroku widzą sztuczność i życie niezgodne z naturą - czy Wy moi drodzy samodzielnie polujecie i mieszkacie w własnoręcznie wykopanej norze? Brak "naturalności" to nie tylko szpachla na mordzie, implanty w tyłku i jedzenie przetworzonego żarcia - to całe nasze życie - a przynajmniej tak możemy rozumować, skoro część udogodnień wydaje nam się niewłaściwa. Czy to jest złe? Odpowiedzcie sobie sami czy wolicie pełną naturalność, czy możliwość korzystania z internetu i centralnego ogrzewania.

Dlatego, pomimo że cała ta wizja naturalnego eko życia jest czymś o czym bardzo często tu piszę, nie dążę do tego, by rezygnować z wszystkiego co mi to życie ułatwia. To jest niewykonalne w obecnym świecie. Choć używam głównie kosmetyków i środków czystości z dobrym składem lub domowych, nie rozpaczam jeśli przypadkiem kupię coś ze złym - a zdarza mi się nawet kupić coś takiego celowo. Dbajmy o planetę i o siebie, ale nie miejmy wyrzutów sumienia, tylko dlatego, że nie jesteśmy w stanie być "naturalni" na sto procent. Cały ten wywód sprowadza się głównie do pielęgnacji i wyglądu - makijażu, medycyny estetycznej, tatuaży i innych grzechów dla tego rodzaju entuzjastów "natury" (a nie rzadko jedynie dla zwykłych hipokrytów, którzy kupują warzywa w folii, jedzą kurczaczka z paczki, i farbują włosy u fryzjera). Jeśli mamy potrzebę robić makijaż - róbmy go i miejmy w poważaniu ludzi krzyczących o sztuczności - ludzi którzy w tym samym momencie scrollują facebooka i popijają butelkowaną wodę. Stosowanie kremów jest dla nas równie naturalne, co ostrzykiwanie sobie ust. Jeśli mamy ochotę i pieniądze, żeby powiększyć sobie cycki - go on. I ja wiem, że to może być jedynie metaforycznie rozumiana "naturalność" i "nienaturalność". Niemniej to wszystko naprawdę powstało w jakimś celu, a dążyć do życia bardziej zgodnego z naturą można na wiele lepszych sposobów.


Takie mam na ten temat przemyślenia. Miłego dnia ;D

Starsze wpisy:

- Jak pielęgnuje twarz tylko za pomocą domowych kosmetyków?

- Dzieci, a cisza nocna i dlaczego nie muszę tego akceptować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger