lutego 16, 2019

Dzieciństwo, a cisza nocna i dlaczego nie muszę tego akceptować

Wczoraj dodałam na fanpejdża screen, na którym pewna matka odnosząc się do biegania i hałasowania dzieci w nocy, twierdziła że gdyby sąsiad zwrócił jej uwagę na to, że jej dzieci są głośno, kupiłaby im wszystkim chodaki, żeby były jeszcze głośniej. Screen skasowałam, bo brak opisania kontekstu sprawił, że kilka osób się oburzyło - z resztą słusznie, pokazałam Wam przecież tylko "kawałek" problemu, który chciałam poruszyć. Obawiam się, że nie zrozumieliśmy się w tej kwestii - na podstawie podanych informacji, nie wiedzieliście, że nie chodzi tu o zachowanie dzieci w ogóle, ale przeszkadzanie w trakcie ciszy nocnej, i uznałam że to szerszy temat, który zasługuje na własny wpis :D



Dzieci bywają głośne. Zdarza im się płakać i wyć. Zdarza im się biegać. Często nawet się bawią i od czasu do czasu nie sprawiają problemu. Ale tak zupełnie poważnie - nie ma w tym nic złego. Wszyscy to przechodziliśmy i to zupełnie normalne zachowania, które rozumie i akceptuje każdy przeciętny i w miarę nie zgorzkniały obywatel świata. Nie chcę sobie nawet wyobrażać ile roboty trzeba poświęcić gromadzie dzieciaków i jak ciężko czasem bywa. Doskonale sobie zdaje sprawę, że nie zawsze da się też "zapanować" na sytuacją. Odnoszę się jednak do zachowania rodziców, którym wydaje się, że mogą nadużywać pewnych praw, tylko dlatego że mają dzieci.

Screen, który pokazałam pochodzi z posta, w którym dziewczyna prosiła o rady związane z sąsiadami, których dzieci (kilkuletnie) bardzo dotkliwie hałasują w nocy - skaczą, biegają i krzyczą, a oni sami nie reagują na prośby o ciszę - trwa to od dłuższego czasu. Dziewczyna została przez kilka matek zmieszana z błotem - krótko mówiąc powinna zaakceptować to, że nie może się wyspać, bo ważniejsze jest zaspokojenie potrzeb zabawy u dzieci sąsiadów z góry. Naprawdę nie chcę wierzyć, że moi czytelnicy mają podobne zdanie w tej kwestii jak tamci komentujący. Że naprawdę nie widzą nic złego w takim nadużyciu. Głęboko wierze, że to oburzenie było wynikiem mojego głupiego niedoprecyzowania tematu.  Jest w ciągu dnia naprawdę mnóstwo czasu na zabawę - wszystko można  zorganizować w taki sposób, żeby nie uprzykrzać snu ludziom za ścianą. 

W momencie kiedy pisze ten tekst, u sąsiada płacze niemowlak. I co? No i wsio, jest niemowlakiem, wszyscy nimi byliśmy. Ale sąsiad z góry, który pozwala swoim dzieciom biegać po korytarzu i drzeć się na cały głos po 23:00 nie budzi mojej sympatii i nie przyjmuje usprawiedliwienia, że jego dzieci mają prawo być dziećmi. Mają - a jeśli ktoś uważa, że jest inaczej to jest chyba smutnym i znudzonym człowiekiem. Ale ja mam prawo się wyspać i średnio mnie wówczas obchodzi, że dziecko zapomniało pobiegać i pobawić się w dzień. I takie samo zdanie mam w stosunku do ludzi, którzy czują silną potrzebę słuchać sobie w tygodniu głośnej muzyki po ciszy nocnej i nie potrafią zorganizować sobie słuchawek.

Moi sąsiedzi są pod tym względem raczej ogarnięci. Zdarzają się krzyki czy płacze - nawet w nocy. Czasami nawet nie pochodzą od dzieci, tylko dorosłych. Ale wszędzie tak jest i trzeba być naprawdę zgorzkniałą prukwą żeby robić aferę z powodu jednorazowego hałasu czy huku. Uważam, że powinniśmy takie rzeczy rozumieć i szanować, bo rodzina nie jest stworzona z robotów, które zawsze i wszędzie są w stanie pohamować swoje emocje. Ale są pewne granice akceptacji. 

Pamiętam z własnego dzieciństwa - też nie obchodziło nas, że ktoś pod nami musi się wyspać do pracy. Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby to było tolerowane. Nie chcę teraz zabrzmieć jak jakiś Jakub Czarodziej, ale moi dziadkowie (bo tylko u nich miałam styczność z "blokowym" życiem), zawsze bardzo mocno się starali pilnować, żebyśmy nie denerwowali sąsiadów i zawsze krążyła legenda Złego Pana Sąsiada, który zapuka do drzwi jak będziemy w nocy głośno. Czy uważacie, że odbierali mi tym prawo do bycia dzieckiem? Bo mi się wydaje, że to zupełnie zdrowe podejście, które ma sprawić, że wszystkim będzie się żyło dobrze - a nie tylko dzieciom, które mają POTRZEBY.

A co konkretnego oburza mnie w tym screenie? Chyba najbardziej ta złośliwość i brak poszanowania - ja mam dzieci, my mamy prawo być głośno, a jak masz z tym problem, to dowalimy ci jeszcze bardziej.

Z takim podejściem rodziców spotykam się jednak na co dzień i niejednokrotnie czytałam komentarze opisujące matki, które oburzały się, że ich dzieciom ktoś ma czelność zwrócić uwagę - na przykład za przeszkadzanie i krzyki w kinie. Z całym szacunkiem do wszystkich dzieci i rodziców - nie kupuję usprawiedliwienia, że dziecko musi się wykrzyczeć i ma prawo to robić o każdej porze dnia czy nocy i niezależnie od miejsca. Nie traktujmy dzieci jako nierozumne istoty, którym nie da się w żaden sposób wyjaśnić jak powinny się zachować. Uściślę - nie chodzi o pojedyncze wypadki, a o notoryczne sytuacje i lekceważenie problemu przez rodziców.

Istnieje pewna grupa ludzi, którzy uważają że dzieci nie powinno się zabierać do miejsc publicznych czy do restauracji, bo będą innym zakłócać spokój. Czy się z tym zgadzam? No skąd! Jak mają się uczyć życia w społeczeństwie będąc od tego społeczeństwa izolowanym? Dzieci są jego częścią i mają prawo tego doświadczać. Ba, jest to przecież niezbędne do tego, żeby nauczyły się w nim funkcjonować. Myślę jednak, że dzieci same w sobie nikomu by nie przeszkadzały. Problem pojawia się, gdy rodzic nie reaguje na złe zachowania dziecka, a czasami jeszcze się oburza, że ktoś ma czelność zwrócić uwagę. Tak nie powinno być. To informacja, że wszystko dziecku wolno. Że jeśli ma ochotę może krzyczeć sobie w trakcie seansu, i nie ma w tym absolutnie nic nie właściwego.

Wśród komentarzy jakie pojawiły się pod screenem znalazł się też taki: 'skoro nie chcą mieszkać obok dzieci to niech budują sobie dom, a nie mieszkają w bloku!!". No nie. Pozwalanie dzieciakom na hałas w nieodpowiednich godzinach jest złe i niezgodne z prawem, a ja bardzo chętnie przyjmę fundusze na budowę domu. Doskonale rozumiem, że dziecko to mała maszynka, która nie usiedzi w spokoju i ciszy, i to nie jest kwestia pstryknięcia palcem żeby sobie ucichło. Na wszelki wypadek powtórzę: to nie niemowlak płaczący za ścianą czy dziecko którego rodzic nie może uciszyć w nocy z różnych powodów są problemem. A tych powodów może być mnóstwo - od chorób i zaburzeń, po wypadki czy pojedyncze dziecięce kaprysy żeby sobie pohałasować. Naprawdę biorę po uwagę takie aspekty. Problemem jest podejście "Ja mam dzieci, ja mam prawo, a Ty to szanuj". Choć dzieci mają pełne prawo płakać, śmiać się czy krzyczeć, nie powinny być uczone, że wszystko i zawsze im wolno. Uderza mnie to, że tak wielu rodziców nie potrafi tego prostego stanu rzeczy pojąć. Bo to kompletnie nie chodzi o sam fakt tego, że dzieci są głośne. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Chodzi o roszczeniowość i brak szacunku do ludzi, którzy muszą w tym uczestniczyć zupełnie nie z własnej woli.

To by było na tyle. Mam nadzieję, że odpowiednio sprecyzowałam o co mi chodziło - a wydaje mi się, że to dosyć istotny problem. Nikt nie zmierza do tego żeby odbierać dzieciom możliwość bycia dziećmi. Nikt nie utylizuje ich że społeczeństwa. Ale gdzieś tam żyją jeszcze inni ludzie. Którym mogą nie odpowiadać wrzaski, biegi i skoki o 1 nad ranem  - i faktu tego nie usprawiedliwia dzieciństwo. Mam nadzieje, że rodzice którzy to czytają, nie zrozumieją tekstu jako lincz w kierunku zachowań typowych dla dzieci i nie będą się na mnie obrażać :D

Zapraszam także do starszych "dyskusji":



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger