lutego 25, 2019

Przegląd ciekawych surowców kosmetycznych #1

Przegląd ciekawych surowców kosmetycznych #1
Na blogu od teraz będzie pojawiać się seria z przeglądem surowców - nie zamierzam segregować ich pod kątem konkretnego przeznaczenia, bo na rynku pojawiają się coraz nowsze wymysły i później prawdopodobnie musiałabym te wszystkie wpisy aktualizować. Poza tym chciałabym, że w każdym pojedynczym przeglądzie, każdy znalazł coś dla siebie. Dlatego w tych wpisach będą się pojawiać całkowicie losowo dobrane surowce, które pokrótce opiszę. Oczywiście będę pisać nie tylko o składnikach, których sama używam.



A więc zaczynajmy!


Karagenian - czyli tak zwany "silikon roślinny". Jest to substancja pochodząca z chrząstnicy kędzierzawej. Zawiera jod, magnez, cynk, mangan i wapń. Chroni skórę oraz keratynę we włosach, ma zdolność regeneracji tkanek i pełni ogólnie funkcję zabezpieczającą - między innymi przed utratą wody. Sporo ludzi twierdzi, że karagenian nawilża o wiele silniej niż inne humektanty, ale nie wiem czy robi to sam w sobie, czy jedynie poprzez zabezpieczenie skóry przed ucieczką wody. Ma działanie napinające i podobno lekko liftingujące. Ten polisacharyd ma postać rozpuszczalnego w wodzie żelu. Oprócz tego nadaje kosmetykom odpowiedniej konsystencji, prawdopodobnie przez swoją żelową postać. Bardzo mnie zaciekawił ten składnik, szczególnie jeśli chodzi o pielęgnację włosów - kusi mnie, żeby stworzyć z jego użyciem jakieś serum zabezpieczające, odżywkę, albo mieszankę do olejowania. Z racji na swoje regenerujące właściwości, myślę, że warto używać go także w przypadku trądziku i lekkich zmian skórnych.


Hydromanil - substancja wyekstrahowana z rośliny tara (Caesalpinia spinosa). Jest to roślina żyjąca na terenie Andów - występuje w bardzo trudnych i suchych warunkach, dlatego wykształciła substancje, które chronią ją przed takim środowiskiem. Substancjami tymi są galaktomannany. Nie jestem pewna czy dobrze zrozumiałam ich działanie - same galaktomannany to polisacharydy o dużych cząsteczkach chroniących roślinę przed odwodnieniem, wytwarzają jednak oligosacharydy o małych cząsteczkach - i to one są w stanie wnikać w głębsze warstwy skóry i działać nawilżająco na ich poziomie. Uzyskujemy więc podwójne działanie - cząsteczki, które nie mają szansy wniknąć głębiej dają natychmiastowe uczucie nawilżenia w zewnętrznych partiach skóry oraz ograniczają utratę wody, oligosacharydy robią to głębiej. Z racji tego, że te drugie są uwalniane z matrycy stopniowo, a nie od razu, istotne jest regularne dostarczanie Hydromanilu. Można go stosować do skóry, a także włosów. Jest produktem, który warto wprowadzić przy skórze ekstremalnie wysuszonej, ale nie tylko. Spotkałam się z opiniami, że podobnie jak karagenian, hyndromanil jest lepszym nawilżaczem niż kwas hialuronowy, mocznik czy inne dobrze znane surowce. Z racji swojej budowy, myślę że ten jest od lepszy nawet od karagenianu jeśli chodzi o nawilżenie, bo tak jak wspomniałam w przypadku tego drugiego - mam podejrzenia, że jego nawilżenie opiera się jedynie na zabezpieczaniu.


Kwas laktobionowy - to produkt, który może być bezpiecznie stosowany przez osoby z trądzikiem, cerą naczynkową lub wrażliwią - ten pozyskiwany z laktozy kwas nie jest drażniący jak inne kwasy. Doprowadza skórę do porządku - pozwala pozbyć się trądziku, ale jest także silnym antyoksydantem zapobiegającym pojawianiu się zmarszczek. Stymuluje fibroplasty do produkcji kolagenu oraz glikozoaminoglikanów. Według wyczytanych przeze mnie informacji i opinii, używanie toników z zawartością kwasu laktobionowego pozwoliło niektórym osobom odstawić całkowicie maści sterydowe. Myślę, że wyląduje w moim koszyku przy następnym zamawianiu surowców, choć nie mam problemów z trądzikiem, czasami pojawiają się niespodzianki, a on wspomoże serum z pachnotki z tym temacie.


Fitokeratyna - roślinna alternatywa dla keratyny pozyskiwana ze zbóż. Składa się z wielko oraz mało cząsteczkowych protein, a więc jest w stanie wnikać do włosa oraz odżywiać go z zewnątrz. Nie rozpuszcza się w olejach, dlatego najlepiej dodawać ją do odżywek lub podkładów pod olej - można dodawać ją także do domowych maseczek.


Bisabolol - składnik polecany w szczególności dla małych dzieci oraz ludzi z wrażliwą i suchą skórą. Jest pozyskiwany z rumianku. Ma łagodzące właściwości, przyspiesza gojenie skóry, stanów zapalnych, uszkodzeń. Jest antybakteryjny i rozjaśnia zaczerwienienia. Jest to także idealny składnik do kosmetyków po goleniu lub po opalaniu. Uwaga: może niektórych uczulić, więc warto wcześniej sprawdzić na kawałku ciała, czy nie zachodzi rekcja odwrotna do oczekiwanej.


Kwas kojowy - znany przede wszystkim ze swoich rozjaśniających właściwości. Oprócz tego zapobiega tworzeniu się wolnych rodników i działa antybakteryjnie. Można za jego pomocą tworzyć toniki depigmentacyjne i rozjaśnić przebarwienia. Producenci polecają łączyć go z arbutryną albo witaminą C i stosować aż osiągniemy wymagany efekt.


Witamina C olejowa - tetraizopalmitynian askorbylu już kilka razy widzieliście w moich przepisach, uwielbiam ten składnik.To jedna z najlepiej przyswajalnych form witaminy C - zdecydowanie lepsza niż jakiś Juvit C z apteki. Ma formę olejową i jest rozpuszczalna w olejach. To bardzo silny przeciwutleniacz. Rozjaśnia przebarwienia, działa przeciwzmarszczkowo. Wspomaga też walkę ze zmianami trądzikowymi. Bardzo dobrze dogaduje się z witaminą E - wspólnie ich działanie jest jeszcze lepsze. Można dodawać ją do kremów i olejków. Ja preferuje dodawać ją do serum na noc - nie używam jej w dzień, bo jest czuła na światło. Uwielbiam ją i ląduje w moim koszyku obowiązkowo za każdym razem, gdy robię zakupy półproduktów.


Włókna pomarańczy - ostatnim półproduktem jest naturalny stabilizator emulsji. Włókna pomarańczy to nic innego jak wytłoczony miąższ, który jest odpadem po produkcji soków. Można więc powiedzieć, że to po prostu emulgator, który pozwala stworzyć emulsję. Jestem bardzo ciekawa, czy miąższ jest poddawany jakiejś konkretnej obróbce i czy można byłoby go wyprodukować w domu - z ususzonych i zmielonych wnętrzności pomarańczy :D



Czy na dzisiejszej liście znalazł się jakiś Wasz ulubieniec?


Starsze wpisy:

- Pełna naturalność nie istnieje nawet w moim świecie

- Obecna pielęgnacja za pomocą kosmetyków robionych przeze mnie

lutego 22, 2019

Pełna naturalność nie istnieje nawet w moim świecie

Pełna naturalność nie istnieje nawet w moim świecie
Być może trochę zdziwi Was ten tekst akurat na moim blogu - bo zdecydowanie nie będzie on narzekaniem na to, że zatraciliśmy naturalność, wszyscy chodzimy wytapetowani i jemy przetworzone śmieci. Naturalność to pewnego rodzaju cnota, która w 21 wieku nie ma prawa bytu - a przynajmniej na podstawie mojej interpretacji. Cały ten tekst jest bardzo ogólny, ale odnosi się w szczególności do negowania pewnych udogodnień, bo wydają się nienaturalne - na przykład poprawiania swojego wyglądu makijażem bądź operacjami plastycznymi.



Czy możemy mówić o jakiejkolwiek naturalności w świecie, w którym kupujemy jedzenie w sklepie, chodzimy w ubraniach, używamy leków, samochodów, prądu i Internetu? Czy te wszystkie udogodnienia mają jakikolwiek związek z naturą? Pójdźmy o krok dalej - czy używanie kosmetyków, nawet NATURALNYCH, jest naturalne? Czym właściwie jest naturalność? Bo mnie te publiczne wyrzuty sprowadzają do wniosków, że wszystko co stworzyliśmy i zbudowaliśmy nie jest naturalne, jeśli jest czymś więcej niż defekowaniem w krzakach i chodzeniem nago.

Makijaż jest nienaturalny, jedzenie w fastfoodzie jest nienaturalne, ale naturalne jest przemieszczanie się autem i posiadanie kaloryferów? Z drugiej strony - można wysunąć też tezę, że naturą człowieka jest tworzenie nowego środowiska - i wówczas wszystkie te udogodnienia zyskałyby miano naturalnych. 

Dla mnie naturalność jest stylem życia, kreacją, artystyczną wizją, która mnie interesuje i którą staram się tu przemycać. Ale nie łudzę się, że to naturalność w prawdziwym, podstawowym tego słowa znaczeniu i nie zamierzam odbierać sobie przyjemności i możliwości wynikających z tego co stworzyliśmy. I wcale nie chodzi tu o świadome szkodzenie przyrodzie. Irytują mnie obrońcy moralności, którzy na każdym kroku widzą sztuczność i życie niezgodne z naturą - czy Wy moi drodzy samodzielnie polujecie i mieszkacie w własnoręcznie wykopanej norze? Brak "naturalności" to nie tylko szpachla na mordzie, implanty w tyłku i jedzenie przetworzonego żarcia - to całe nasze życie - a przynajmniej tak możemy rozumować, skoro część udogodnień wydaje nam się niewłaściwa. Czy to jest złe? Odpowiedzcie sobie sami czy wolicie pełną naturalność, czy możliwość korzystania z internetu i centralnego ogrzewania.

Dlatego, pomimo że cała ta wizja naturalnego eko życia jest czymś o czym bardzo często tu piszę, nie dążę do tego, by rezygnować z wszystkiego co mi to życie ułatwia. To jest niewykonalne w obecnym świecie. Choć używam głównie kosmetyków i środków czystości z dobrym składem lub domowych, nie rozpaczam jeśli przypadkiem kupię coś ze złym - a zdarza mi się nawet kupić coś takiego celowo. Dbajmy o planetę i o siebie, ale nie miejmy wyrzutów sumienia, tylko dlatego, że nie jesteśmy w stanie być "naturalni" na sto procent. Cały ten wywód sprowadza się głównie do pielęgnacji i wyglądu - makijażu, medycyny estetycznej, tatuaży i innych grzechów dla tego rodzaju entuzjastów "natury" (a nie rzadko jedynie dla zwykłych hipokrytów, którzy kupują warzywa w folii, jedzą kurczaczka z paczki, i farbują włosy u fryzjera). Jeśli mamy potrzebę robić makijaż - róbmy go i miejmy w poważaniu ludzi krzyczących o sztuczności - ludzi którzy w tym samym momencie scrollują facebooka i popijają butelkowaną wodę. Stosowanie kremów jest dla nas równie naturalne, co ostrzykiwanie sobie ust. Jeśli mamy ochotę i pieniądze, żeby powiększyć sobie cycki - go on. I ja wiem, że to może być jedynie metaforycznie rozumiana "naturalność" i "nienaturalność". Niemniej to wszystko naprawdę powstało w jakimś celu, a dążyć do życia bardziej zgodnego z naturą można na wiele lepszych sposobów.


Takie mam na ten temat przemyślenia. Miłego dnia ;D

Starsze wpisy:

- Jak pielęgnuje twarz tylko za pomocą domowych kosmetyków?

- Dzieci, a cisza nocna i dlaczego nie muszę tego akceptować.

lutego 18, 2019

Obecna pielęgnacja twarzy - w całości za pomocą kosmetyków zrobionych przeze mnie

Obecna pielęgnacja twarzy - w całości za pomocą kosmetyków zrobionych przeze mnie
Dzisiaj bardzo przyjemny temat, opiszę aktualną pielęgnację twarzy - w całości za pomocą domowych kosmetyków. Zrobiłam sobie ostatnio kilka genialnych produktów i od dwóch tygodni nie używam żadnych sklepowych kosmetyków. Moja skóra uwielbia ten eksperyment :D
Przepisy na kosmetyki opisane w tym wpisie znajda się na końcu.

Uwzględniłam wszystko poza demakijażem i kolorówką - ale w ostatnim miesiącu się nie malowałam, więc nawet o tym nie pomyślałam.



Puder myjący

Wszystko zaczyna się oczywiście od mycia twarzy pudrem myjącym, który jest według mnie jedną z najlepszych i najdelikatniejszych opcji. W obecnej mieszance znalazło się odrobinę węgla aktywnego, mąki żytniej i shikakai. Na dole podam dwa przepisy, ale możecie je komponować używając składników, które akurat macie w domu.


Tonik

Rolę toniku spełnia hydrolat lawendowy uzupełniony odrobiną wyciągu z owoców mandarynki i rokitnika. Na 100 ml dodałam łącznie 10 ml wyciągów. Sam hydrolat, pomimo że jest fajnym elementem, jest dla mnie mało wartościowy. Tonik wchodzi zaraz po myciu i osuszeniu twarzy. Spryskuję nim twarz, czekam aż odrobinę przeschnie (ale nie całkowicie) i przechodzę do kolejnego kroku.


Krem

Używam go w niewielkiej ilości na dzień i grubszą warstwę na noc. Jest ciężki i tłusty, ale wydaje mi się, że spełniłby rolę bazy po makijaż. Zawiera w sobie sporo dobra, więc o nim nie zapominam. Póki co mnie nie zapchał, poza tym jednym incydentem dzisiaj (opowiem niżej) - ale myślę, że to mogło być spowodowane tym, że wczoraj ciągle dotykałam sobie twarzy i kontrolowałam miękkość :D W każdym razie ostrzegam - nie jest to krem dla ludzi, którzy oczekują natychmiastowego wchłaniania. On siedzi na skórze parę godzin i mi to zupełnie odpowiada. Zawiera w sobie koenzym q10, elastynę, kilka wyciągów, witaminę E oraz dwa oleje.


Serum

Czyli ulubiony produkt z całej tej grupy. Serum zawiera olej z pachnotki, który ma silne działanie przeciwtrądzikowe, witaminy E i C, które są silnymi antyoksydantami oraz olej z dzikiej róży. Na skórze zachowuje się przegenialnie, nie wchłania się od razu, ale też nie sprawia wrażenia skóry oblepionej jakimś ciężkim olejem. Używam tylko na noc 2-3 razy w tygodniu - witamina C nie powinna mieć kontaktu ze światłem.


Maska algowa z perełkowcem japońskim

Nie mam cery naczynkowej, ale uznałam, że i cera normalna potrzebuje wzmocnienia i uszczelnienia naczynek, dlatego postanowiłam że jeden produkt będzie spełniał właśnie taką rolę (a oprócz tego jeszcze odżywiał i nawilżał). Maska nie jest jednorazowa - to mieszanka samych sypkich surowców. Przed użyciem odrobinę maski należy zmieszać z jakimś płynem i zainstalować na twarzy. Ja jeszcze często zraszam twarz, bo maska szybko zasycha. 



Peeling

Za peeling robi mieszanka z ziemią okrzemkową - zrobiłam go głównie z myślą o skalpie, ale raz w tygodniu używam też do twarzy. Jest trochę delikatniejszy niż peelingi z dużymi drobinkami - i nie rozpuszcza się tak jak np. cukier.



Moje wrażenia

Nie mam cery trądzikowej, ale co kilka dni pojawia mi się z reguły jakiś pojedynczy syf. Gdy zrobiłam serum stosowałam je przez tydzień na noc - wtedy nie używałam żadnego kremu. I to był pierwszy tydzień od dawna, kiedy na mojej twarzy nie pojawiła się żadna niespodzianka. Dotychczas myślałam, że nie mam skłonności do zapychania, ale najwyraźniej niektóre kremy, a może po prostu macanie sobie twarzy powodowało te wypryski. Potem wprowadziłam krem, a serum na chwilę odstawiłam i dziś mam już niespodziankę na policzku. Pachnotka z serum działa antybakteryjnie i antyzaskórnikowo - to jedna z najskuteczniejszych roślinek w przypadku wyprysków. Moim planem jest teraz używać serum obowiązkowo co drugą noc zamiast kremu, żeby częściej dostarczać tych substancji. Krem jest dość ciężki, ale mam nadzieje, że w takim połączeniu nie spowoduje zapychania. Ogólnie zauważyłam jednak poprawę stanu cery - szczególnie jeśli chodzi o suche skórki, których przez wiele miesięcy nie mogłam się pozbyć z okolic brwi i policzków. Aktualnie nic się nie łuszczy. Najlepiej skóra wygląda na drugi dzień po serum - szkoda, że taki kosmetyk nie nawilża, bo wtedy używałabym tylko jego. Cera jest rozjaśniona i porcelanowa, ale nie będę ukrywać, że to tez pewnie efekt, który "chce" widzieć - a pół miesiąca to jeszcze dość krótko, żeby wyciągać wnioski na temat konkretnych efektów.


Polecam takie eksperymenty! To jest takie ekscytujące, że całą pielęgnację można zastąpić własnoręcznie zrobionymi mazidłami.

Przepisy na konkretne kosmetyki:


- Prosty puder myjący

- Orientalna wersja pudru myjącego

- Krem z koenzymem q10

- Serum antystarzeniowe do cery trądzikowej

- Maska algowa do cery naczynkowej

- Peeling na bazie ziemi okrzemkowej


lutego 16, 2019

Dzieciństwo, a cisza nocna i dlaczego nie muszę tego akceptować

Dzieciństwo, a cisza nocna i dlaczego nie muszę tego akceptować
Wczoraj dodałam na fanpejdża screen, na którym pewna matka odnosząc się do biegania i hałasowania dzieci w nocy, twierdziła że gdyby sąsiad zwrócił jej uwagę na to, że jej dzieci są głośno, kupiłaby im wszystkim chodaki, żeby były jeszcze głośniej. Screen skasowałam, bo brak opisania kontekstu sprawił, że kilka osób się oburzyło - z resztą słusznie, pokazałam Wam przecież tylko "kawałek" problemu, który chciałam poruszyć. Obawiam się, że nie zrozumieliśmy się w tej kwestii - na podstawie podanych informacji, nie wiedzieliście, że nie chodzi tu o zachowanie dzieci w ogóle, ale przeszkadzanie w trakcie ciszy nocnej, i uznałam że to szerszy temat, który zasługuje na własny wpis :D



Dzieci bywają głośne. Zdarza im się płakać i wyć. Zdarza im się biegać. Często nawet się bawią i od czasu do czasu nie sprawiają problemu. Ale tak zupełnie poważnie - nie ma w tym nic złego. Wszyscy to przechodziliśmy i to zupełnie normalne zachowania, które rozumie i akceptuje każdy przeciętny i w miarę nie zgorzkniały obywatel świata. Nie chcę sobie nawet wyobrażać ile roboty trzeba poświęcić gromadzie dzieciaków i jak ciężko czasem bywa. Doskonale sobie zdaje sprawę, że nie zawsze da się też "zapanować" na sytuacją. Odnoszę się jednak do zachowania rodziców, którym wydaje się, że mogą nadużywać pewnych praw, tylko dlatego że mają dzieci.

Screen, który pokazałam pochodzi z posta, w którym dziewczyna prosiła o rady związane z sąsiadami, których dzieci (kilkuletnie) bardzo dotkliwie hałasują w nocy - skaczą, biegają i krzyczą, a oni sami nie reagują na prośby o ciszę - trwa to od dłuższego czasu. Dziewczyna została przez kilka matek zmieszana z błotem - krótko mówiąc powinna zaakceptować to, że nie może się wyspać, bo ważniejsze jest zaspokojenie potrzeb zabawy u dzieci sąsiadów z góry. Naprawdę nie chcę wierzyć, że moi czytelnicy mają podobne zdanie w tej kwestii jak tamci komentujący. Że naprawdę nie widzą nic złego w takim nadużyciu. Głęboko wierze, że to oburzenie było wynikiem mojego głupiego niedoprecyzowania tematu.  Jest w ciągu dnia naprawdę mnóstwo czasu na zabawę - wszystko można  zorganizować w taki sposób, żeby nie uprzykrzać snu ludziom za ścianą. 

W momencie kiedy pisze ten tekst, u sąsiada płacze niemowlak. I co? No i wsio, jest niemowlakiem, wszyscy nimi byliśmy. Ale sąsiad z góry, który pozwala swoim dzieciom biegać po korytarzu i drzeć się na cały głos po 23:00 nie budzi mojej sympatii i nie przyjmuje usprawiedliwienia, że jego dzieci mają prawo być dziećmi. Mają - a jeśli ktoś uważa, że jest inaczej to jest chyba smutnym i znudzonym człowiekiem. Ale ja mam prawo się wyspać i średnio mnie wówczas obchodzi, że dziecko zapomniało pobiegać i pobawić się w dzień. I takie samo zdanie mam w stosunku do ludzi, którzy czują silną potrzebę słuchać sobie w tygodniu głośnej muzyki po ciszy nocnej i nie potrafią zorganizować sobie słuchawek.

Moi sąsiedzi są pod tym względem raczej ogarnięci. Zdarzają się krzyki czy płacze - nawet w nocy. Czasami nawet nie pochodzą od dzieci, tylko dorosłych. Ale wszędzie tak jest i trzeba być naprawdę zgorzkniałą prukwą żeby robić aferę z powodu jednorazowego hałasu czy huku. Uważam, że powinniśmy takie rzeczy rozumieć i szanować, bo rodzina nie jest stworzona z robotów, które zawsze i wszędzie są w stanie pohamować swoje emocje. Ale są pewne granice akceptacji. 

Pamiętam z własnego dzieciństwa - też nie obchodziło nas, że ktoś pod nami musi się wyspać do pracy. Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby to było tolerowane. Nie chcę teraz zabrzmieć jak jakiś Jakub Czarodziej, ale moi dziadkowie (bo tylko u nich miałam styczność z "blokowym" życiem), zawsze bardzo mocno się starali pilnować, żebyśmy nie denerwowali sąsiadów i zawsze krążyła legenda Złego Pana Sąsiada, który zapuka do drzwi jak będziemy w nocy głośno. Czy uważacie, że odbierali mi tym prawo do bycia dzieckiem? Bo mi się wydaje, że to zupełnie zdrowe podejście, które ma sprawić, że wszystkim będzie się żyło dobrze - a nie tylko dzieciom, które mają POTRZEBY.

A co konkretnego oburza mnie w tym screenie? Chyba najbardziej ta złośliwość i brak poszanowania - ja mam dzieci, my mamy prawo być głośno, a jak masz z tym problem, to dowalimy ci jeszcze bardziej.

Z takim podejściem rodziców spotykam się jednak na co dzień i niejednokrotnie czytałam komentarze opisujące matki, które oburzały się, że ich dzieciom ktoś ma czelność zwrócić uwagę - na przykład za przeszkadzanie i krzyki w kinie. Z całym szacunkiem do wszystkich dzieci i rodziców - nie kupuję usprawiedliwienia, że dziecko musi się wykrzyczeć i ma prawo to robić o każdej porze dnia czy nocy i niezależnie od miejsca. Nie traktujmy dzieci jako nierozumne istoty, którym nie da się w żaden sposób wyjaśnić jak powinny się zachować. Uściślę - nie chodzi o pojedyncze wypadki, a o notoryczne sytuacje i lekceważenie problemu przez rodziców.

Istnieje pewna grupa ludzi, którzy uważają że dzieci nie powinno się zabierać do miejsc publicznych czy do restauracji, bo będą innym zakłócać spokój. Czy się z tym zgadzam? No skąd! Jak mają się uczyć życia w społeczeństwie będąc od tego społeczeństwa izolowanym? Dzieci są jego częścią i mają prawo tego doświadczać. Ba, jest to przecież niezbędne do tego, żeby nauczyły się w nim funkcjonować. Myślę jednak, że dzieci same w sobie nikomu by nie przeszkadzały. Problem pojawia się, gdy rodzic nie reaguje na złe zachowania dziecka, a czasami jeszcze się oburza, że ktoś ma czelność zwrócić uwagę. Tak nie powinno być. To informacja, że wszystko dziecku wolno. Że jeśli ma ochotę może krzyczeć sobie w trakcie seansu, i nie ma w tym absolutnie nic nie właściwego.

Wśród komentarzy jakie pojawiły się pod screenem znalazł się też taki: 'skoro nie chcą mieszkać obok dzieci to niech budują sobie dom, a nie mieszkają w bloku!!". No nie. Pozwalanie dzieciakom na hałas w nieodpowiednich godzinach jest złe i niezgodne z prawem, a ja bardzo chętnie przyjmę fundusze na budowę domu. Doskonale rozumiem, że dziecko to mała maszynka, która nie usiedzi w spokoju i ciszy, i to nie jest kwestia pstryknięcia palcem żeby sobie ucichło. Na wszelki wypadek powtórzę: to nie niemowlak płaczący za ścianą czy dziecko którego rodzic nie może uciszyć w nocy z różnych powodów są problemem. A tych powodów może być mnóstwo - od chorób i zaburzeń, po wypadki czy pojedyncze dziecięce kaprysy żeby sobie pohałasować. Naprawdę biorę po uwagę takie aspekty. Problemem jest podejście "Ja mam dzieci, ja mam prawo, a Ty to szanuj". Choć dzieci mają pełne prawo płakać, śmiać się czy krzyczeć, nie powinny być uczone, że wszystko i zawsze im wolno. Uderza mnie to, że tak wielu rodziców nie potrafi tego prostego stanu rzeczy pojąć. Bo to kompletnie nie chodzi o sam fakt tego, że dzieci są głośne. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Chodzi o roszczeniowość i brak szacunku do ludzi, którzy muszą w tym uczestniczyć zupełnie nie z własnej woli.

To by było na tyle. Mam nadzieję, że odpowiednio sprecyzowałam o co mi chodziło - a wydaje mi się, że to dosyć istotny problem. Nikt nie zmierza do tego żeby odbierać dzieciom możliwość bycia dziećmi. Nikt nie utylizuje ich że społeczeństwa. Ale gdzieś tam żyją jeszcze inni ludzie. Którym mogą nie odpowiadać wrzaski, biegi i skoki o 1 nad ranem  - i faktu tego nie usprawiedliwia dzieciństwo. Mam nadzieje, że rodzice którzy to czytają, nie zrozumieją tekstu jako lincz w kierunku zachowań typowych dla dzieci i nie będą się na mnie obrażać :D

Zapraszam także do starszych "dyskusji":



lutego 11, 2019

Prosty krem do twarzy z koenzymem Q10 i elastyną

Prosty krem do twarzy z koenzymem Q10 i elastyną
Miałam wrzucić go za tydzień, ale była mała zmiana planów! Generalnie kremy są bardziej skomplikowane do zrobienia i potrzebna jest tu większa wiedza niż przy tworzeniu maceratów, toników czy peelingów. Można tworzyć prostsze receptury z jednym emulgatorem, ale nie obędzie się bez strat i porażek, rozwarstwiania się emulsji czy problemów z konsystencją. Sama jestem w tej kwestii raczkująca, dlatego nie będę dla Was tworzyć skomplikowanej receptury od podstaw - wybrałam gotową bazę kremową, dzięki której nie trzeba myśleć o odpowiednim doborze konserwantów i emulgatorów.

latwydomowykremprzeciwzmarszczkowy


Właściwości poszczególnych składników kremu


Olej awokado - uzupełnia barierę lipidową, odżywia skórę, ma sporo witamin, regeneruje i zabezpiecza.

Olej z dzikiej róży - silny antyoksydant, regeneruje, łagodzi stany zapalne, odżywia skórę. Może też wspomagać walkę z niewielkimi bliznami.

Hydrolat lawendowy - działa nawilżająco, antyseptycznie, reguluje ph skóry, przyspiesza gojenie i działa lekko antyoksydacyjnie. Reguluje pracę gruczołów łojowych.

Wyciąg z jeżówki - stymuluje do syntezy kolagenu, chroni przed UV, działa łagodząco i antybakteryjnie na stany zapalne, działa przeciwwirusowo - istnieją doniesienia, że chroni przed powstawaniem opryszczki (dlatego postanowiłam, że kem będzie leciał też na usta, co mi tam).

Ekstrakt z kurkumy - ma działanie antybakteryjne, antyseptyczne (kolejna rzecz dobra na trądzik). Ujednolica koloryt skóry, jest antyoksydantem.

Wyciąg z owoców mandarynki - Według informacji ze strony ZSK: "Owoc mandarynki jest bogaty w kwas cytrynowy, wiele witamin, m.in. C, B1 i prowitaminę A, pektyny, glikozydy, sole mineralne. Wykazuje działanie antyseptyczne, odmładzające, rozjaśniające i ujędrniające."

Wyciąg z wąkroty azjatyckiej - wzmacnia wytrzymałość naczyń krwionośnych, jest antyoksydantem, poprawia mikrokrążenie i stymuluje produkcję kolagenu.

Wyciąg z owoców rokitnika - zawiera ponad 200 substancji aktywnych, w tym witaminy, garbniki, flawonoidy itp. To bomba witaminy C. Spowalnia starzenie, łagodzi, nadaje się do cery trądzikowej.

Mikroliposomy - koenzym Q10 + tetrapeptyd - produkt składa się z koenzymu Q10, palitynianu tetrapeptydu, lecytyny, sorbitolu i panthenolu. Produkt niweluje działanie wolnych rodników. Jak podano na ZSK: "Lipidowa pochodna tetrapeptydu bardzo łatwo wnika w nasze komórki skóry gdzie zmniejsza syntezę interleukin, dzięki czemu hamuje procesy starzenia się komórek." Ma szansę wnikać głębiej za sprawą małych cząsteczek. Chroni kolagen i elastynę przed degradacją. Efektem zastosowania całego preparatu jest większe nawilżenie i ogólne spowolnienie starzenia się skóry.

Elastyna - występuje w skórze wraz z kolagenem, ale organizm produkuję włókna elastynowe mniej więcej do 25 roku życia. Dokopałam się do informacji, że elastyna stosowana zewnętrznie bardzo dobrze wnika wgłąb skóry i wygładza zmarszczki.

Witamina E - silny antyoksydant, "konserwant" fazy olejowej.

Olejek lawendowy - działa antybakteryjnie i antyseptycznie.


Efekty i moje wrażenia

Bardzo mnie cieszy, że po nałożeniu go nie odczuwam dyskomfortu nad górną wargą. Nie czuje tego charakterystycznego "pocenia się pod nosem". Prawdopodobnie odpowiada za to tak spora ilość olejów. Krem stosuję zarówno na dzień, jak i na noc - jednak rano staram się nałożyć absolutnie minimalną ilość, bo krem jest tak tłusty i ciężki, że moja twarz wygląda po nim nieświeżo. Konsystencja oprócz tego, że jest bardzo gęsta i ciężka, w dodatku także bardzo się lepi - krem jest lepki i klejący, więc nałożenie zbyt dużej ilości może być nieprzyjemne i niewygodne. To ma natomiast pewną zaletę - niewielka ilość kremu sprawdza się także jako baza pod makijaż. Zwykle nie używam baz, ale w tym wypadku staram się nałożyć cienką warstwę zanim będę nakładać cienie i mam wrażenie, że idealnie się do niego kleją i trzymają na powiekach dłużej. Używam go także do rąk, bo działa trochę jak taka niewidoczna zimowa rękawiczka. Budzę się z totalnie miękka, nawilżoną i odżywioną skórą twarzy i nie pamiętam kiedy ostatnio miałam problem z suchymi skórkami (aczkolwiek to może być też zasługa serum, masek i częstszych peelingów).


Dla kogo jest ten krem?

Na pewno nie dla osób, które oczekują od kremu natychmiastowego wchłaniania, lekkości, niewyczuwalności. Krem jest naprawdę turbo ciężki i gęsty, czuć go na skórze cały czas. Mi to nie przeszkadza, całkiem to lubię, ale dla większości będzie to przytłaczające i niezbyt wygodne. Myślę, że nada się raczej do cer suchych oraz do zimowego zabezpieczania twarzy i skóry.

Trzeba też wspomnieć, że jego zapach nie jest taki cudowny jak w przypadku drogeryjnych kosmetyków z kompozycjami zapachowymi. Pachnie bardzo specyficznie - jest zdominowany przez zapach oleju z awokado, który mi kojarzy się trochę z zapachem nadpsutych, fermentujących owoców (ale nie aż tak, żeby mi to przeszkadzało, na skórze jest niewyczuwalny).


Skład bazy kremowej, której użyłam:

Aqua, Glycerin, Sorbitan laurate, Polyglyceryl-4 laurate, Dilauryl citrate, Hydroxyethyl acrylate, Sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, Trilaureth-4 phosphate, Lauryl glucoside, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin

Moja baza kremowa (1-1-3) jest ze Zrób Sobie Krem.


latwydomowykremprzeciwzmarszczkowy



Składniki kremu:

- Baza kremowa - 30 ml
- Olej awokado - 20 ml
- Olej z dzikiej róży - 10 ml
- Hydrolat lawendowy - 20 ml
- Wyciąg z jeżówki - 10 ml
- Wyciąg z kurkumy - 10 ml
- Wyciąg z owoców mandarynki - 10 ml
- Wyciąg z wąkroty azjatyckiej - 10 ml
- Wyciąg z owoców rokitnika - 10 ml
- Mikroliposomy - koenzym Q10 - 10 ml
- Elastyna - 5 ml
- Witamina E - 6ml
- Olejek lawendowy - 5 kropli


Przygotowanie:

Najpierw należy przygotować miarki, żeby dokładnie odmierzyć wszystkie surowce. Potrzebne nam też coś do mieszania - łyżka lub spieniacz do mleka i oczywiście wygodne naczynie. Wszystko warto potraktować etanolem, oczywiście myjemy łapy i ogólnie staramy się, żeby wszystko przebiegało dosyć sterylnie - na ile to możliwe w warunkach domowych. Zaczynam od odmierzenia sobie do zlewki składników z fazy wodnej, czyli hydrolat, ekstrakty.

Przechodzimy teraz od wymieszania bazy z olejami. Zgodnie z tym co zaleca producent, krem ma składać się z 1 części bazy, 1 części oleju i 3 części fazy wodnej. Jeśli witaminę E zaliczamy do części olejowej, to w tym przepisie wyjdzie nam 5 ml więcej oleju i 5 ml mniej fazy wodnej, ale to nie szkodzi.

Następnie dodajemy produkty wodne i energicznie mieszamy lub miksujemy. Z początku tworzą się zawiesiny i grudki, które znikają niemal od razu przy energicznym mieszaniu i tworzy się gęsty krem. Na koniec dodaję elastynę i mikroliposomy i ponownie mieszam. Wydawać by się mogło, że 30 ml bazy przy 120 ml pozostałych produktów, z czego 90 ml to faza wodna, to strasznie mało i kosmetyk wyjdzie wodnisty. Tymczasem produkt końcowy jest zdumiewająco gęsty i ciężki, więc nie musicie się obawiać, że wyjdzie jakaś lura.

Przekładamy krem do czystego słoiczka i gotowe! Kremu nie trzeba już niczym konserwować i ma datę ważności 6 miesięcy. Dla dodatkowego bezpieczeństwa warto przechowywać go w lodówce, ale w moim przypadku spowodowałoby to, że nie chciałoby mi się go używać.

Najnowsze przepisy na blogu, które także obecnie stosuję:

- Serum przeciwzmarszczkowe do cery trądzikowej

- Maska do cery naczynkowej (nie jednorazowa)

lutego 08, 2019

4 ulubione maski i odżywki do włosów

4 ulubione maski i odżywki do włosów
Dziś mam małe podsumowanie ulubionych produktów do włosów - odżywek oraz masek. Nie widzę żadnej różnicy między tymi produktami w kwestii nazewnictwa, dlatego używam odżywek i masek zamiennie - to nie tak, że odżywki są na co dzień, a maski po bożemu raz w tygodniu.



Zanim przejdę do konkretnych produktów chciałabym jeszcze opisać po co właściwie mi odżywki, bo niestety mam na ten temat trochę inne zdanie niż wszyscy. Większość ludzi używa ich po to żeby włosy odżywiać, regenerować, nawilżać, naprawiać, zabezpieczać, sprawiać, że dają się rozczesać. Ja w większość tych rzeczy nie wierzę. Wiem jakie konkretne składniki odpowiadają za regenerację (proteiny) i wiem, że ta regeneracja nie do końca wygląda tak jak sobie tego wyobrażamy. To nie działa tak, że używamy protein i bum - włosy naprawione. Regularne dostarczanie ich to podstawa, ale nie ma co się łudzić, że to wystarczy żeby mieć zdrowe włosy. Dalej mamy nawilżanie, ale sposób w jaki używam odżywek sprawia, że raczej nie mam szansy ich nawilżyć. Pozostaje zabezpieczanie i rzeczywiście emolienty to najbardziej pożądane prze mnie składniki w codziennej pielęgnacji. Moje włosy są specyficzne i co wielokrotnie już mówiłam - wyglądają jak gówno, jeśli je umyje szamponem, a następnie użyje odżywki. Nie ma znaczenia czy to byle jaka odżywka za 5 złotych czy super bogata receptura. Nie znoszę przyklapu, nie znoszę włosów idealnie rozczesujących się, prostych i sypkich. A odżywki w standardowym stosowaniu niestety to powodują (dla mnie to jest ich wada, domyślam się jednak że większość ludzi tego właśnie od nich oczekuje).

Ja odżywek używam na trzy sposoby:

  • do mycia 
  • jako baza do bogatszych, domowych masek
  • samodzielnie podczas mycia - na skalp szampon, a na resztę włosów odżywka 
  • jako baza do maski chelatującej przed użyciem henny lub senesu (tak się kończy, jeśli się tego nie robi)
Tylko te sposoby nie powodują u mnie przyklapu. 


Produkty, o których będę mówić, to dobrze znane, dostępne i dosyć tanie kosmetyki, do których często wracam


1. Alterra maska aloes i granat

To bardzo tania maska, która chyba jest równie znana co Jantar. Często do niej wracam - szczególnie kiedy nie mam pomysłu co nowego mogłabym przetestować. Jest na oleju sojowym, ma trochę masła shea i rycyny i trzy ekstrakty. Nic specjalnego, ale skład całkiem spoko jak za taką cenę. Dość dawno doszłam do wniosku, że nie opłaca się wydawać dużej kasy na produkty, które nakładam tylko na włosy na długości - szczególnie, że przy moim sposobie stosowania niemal wszystkie odżywki działają tak samo, nie ma znaczenia, czy są tanie czy drogie. Wyjątkiem była Tołpa, której kiedyś używałam. To była jedyna odżywka, której mogłam użyć bezpośrednio po szamponie i nie powodowała przyklapu, tylko objętość, ale o ile pamiętam jaką sporo quatów i silikonów. Ale wracając do Alterry - według mnie jest wystarczająca do zabezpieczania. Zawsze można do niej dodać protein co jakiś czas jeśli jest potrzeba, ale na co dzień idealna.


Skład: Aqua, Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Glycine Soja Oil, Sodium Lactate, Punica Granatum Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Punica Granatum Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Acacia Farnesiana Flower Extract, Panthenol, Panthenyl Ethyl Eter, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Tocopheryl, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum, Linallol, Limonene, Geraniol, Citronellol, Citral



2. Garnier Hair Food Goji

Miała już swoją recenzję na blogu (tutaj). Zacznijmy od tego, że według mnie skład nie jest powalający, np. w porównaniu z tanią Alterrą. Olej słonecznikowy, gliceryna, ekstrakty. Dość tanie surowce. Dlatego choć bardzo ją lubię, mam raczej problem z wydawaniem potrójnej kasy za podobne składy i jak wspominałam - podobne działanie. Goji jednak ma jedną zaletę nad Granatem Alterry - nadawało się do mycia włosów. Mimo wszystko trochę szkoda ją zużywać w taki sposób na moich długich włosach, bo starczyłaby na 5 użyć (cebula alert). Tej maski wyjątkowo używałam czasami także na suche włosy - nakładanie odżywek działa wówczas trochę stylizująco i odrobinę podkręca objętość.


3. Drożdżowa Bania Agafii

Jedyna, której Wam nie pokarzę, bo wywaliłam opakowanie. Ta maska jest polecana głównie do skalpu, bo ma przyspieszać porost. Czy działa w taki sposób - nie wiem, bo nie używałam jej do skalpu. Patrząc na skład ma duży potencjał. Drożdże piwne, sok brzozowy, ostropest, mącznica, oleje: z kiełków pszenicy, orzechów cedru, dzikiej róży i porzeczki. Maska ma bardzo specyficzny zapach - pachnie jak świeżo upieczone ciasteczka. Na kilometr bym ją rozpoznała po zapachu. Planuję znowu ją zamówić jak tylko wykorzystam całą taczkę zgromadzonych odżywek. Tym razem będzie szła dla odmiany na skalp. Na długości sprawdzała się bardzo dobrze i nie było potrzeby jej niczym wzbogacać.


Skład: Aqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Sibirica Cone Oil, Rosa Canina Friut Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.


4. Isana arganowa - odżywka do włosów ekstremalnie zniszczonych i suchych

Na koniec zostawiłam najtańszą i najgorszą opcję, ale mimo wszystko taką, którą całkiem lubię i która jest najlepsza, gdy szybko potrzebuje efektu wow - w postaci soczystości, objętości itp (oczywiście nadal stosowana tylko na długość, a szampon na skalp, nie jedno po drugim). Ma w sobie quata (w sumie nie wiem, czy on jest spoko czy raczej przypomina silikon), a dwa oleje to w sumie jedyne składniki pielęgnacyjne, więc ogólnie bieda, ale mimo wszystko jest tak tania, że zawsze po nią sięgnę i trzymam na w razie co. Takie tanie produkty są według mnie zajebiste jako bazy - bo mamy fajną konsystencję odżywki, i możemy ją sobie dowolnie podkręcić.


Aqua, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Behentrimonium Chloride, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Domestica Seed Oil, Panthenol, Parfum, Stearamidopropyl Dimethylamine, Citric Acid, Benzyl Salicylate, Limonene, Isopropyl Alcohol, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid.

Których masek z tej listy już wypróbowaliście? :D


Najnowsze przepisy:

- Maska do cery naczynkowej

- Serum przeciwzmarszczkowe dla cery trądzikowej

lutego 05, 2019

Dlaczego tak bardzo lubię bazy maseczkowe? - maska do cery naczynkowej i nie tylko

Dlaczego tak bardzo lubię bazy maseczkowe? - maska do cery naczynkowej i nie tylko
Tym razem ma coś przeznaczonego między innymi dla cer naczynkowych - ale nie tylko. Uwielbiam robić takie produkty, bo po pierwsze są bardzo proste, a poza tym ich data ważności jest długa. Nie trzeba ich konserwować - surowy produkt nie ma w sobie wody. Można wymieszać ją z czymkolwiek chcemy przed nałożeniem. Głównym bohaterem tej maseczki jest perełkowiec japoński.

maseczkaprzeciwzmarszczkowadocerynaczynkowej


Ekstrakt z perełkowca - zawiera między innymi rutynę, trokserutynę i soforykozyd. Perełkowiec to roślina stosowana w medycynie chińskiej do wzmacniania naczyń krwionośnych. Reguluje krążenie krwi, uelastycznia naczynka, zmniejsza obrzęki i działa antyoksydacyjnie. Można dodawać go nie tylko do kosmetyków przeznaczonych dla cery naczynkowej, ale także do trądzikowej, ze zmianami skórnymi oraz do kosmetyków antycellulitowych. Ekstrakt jest w formie proszku.

Aloes zatężony - nawilża i regeneruje. Również w formie proszku. Można z niego zrobić żel aloesowy, mieszając go z wodą i gumą ksantanową.

Algi fucus i laminaria - regenerują, odżywiają, ujędrniają i działają przeciwzmarszczkowo.



Składniki:

- Algi Laminaria 50 g
- Algi fucus - 30 g
- Mąka kokosowa - 20 g
- Glinka żółta - 50 g
- Neem - 40g
- Aloes zatężony 200- krotnie - 1 g
- Perełkowiec Japoński - 5 g

Surowce zamówiłam standardowo w ZSK.


Przygotowanie:

Wszystkie składniki odmierzamy i dokładnie mieszamy. Oczywiście nie ma potrzeby trzymać się przepisu co do 1 grama. Przechowujemy mieszankę w suchym miejscu. Przed użyciem nabieramy około łyżeczkę proszku i mieszamy ją z czymś mokrym - wodą, naparem lub hydrolatem. Można dodać dowolnych płynnych wyciągów i nawilżaczy, opcjonalnie także jakiegoś oleju, ale ja ostatnio unikam dodawania olejów do produktów, które będą na skórze tak krótko. Maseczkę trzymamy na twarzy około 15 - 20 minut i co jakiś czas zraszamy wodą lub hydrolatem, żeby uniknąć zasychania na twarzy.

Ma niestety dość mocny zapaszek alg - czyli typowych smrodkujących glonów. Ale da się wytrzymać te kilka minut. Skóra po tej maseczce ma +milion do miękkości.

Najnowsze wpisy:

- Przeciwzmarszczkowe serum do skóry trądzikowej i nie tylko

- Jak sprzątać bez wysiłku?

maseczkaprzeciwzmarszczkowadocerynaczynkowej

lutego 01, 2019

Domowe serum z pachnotki i dzikiej róży - czyli jak spowalniać starzenie cery trądzikowej

Domowe serum z pachnotki i dzikiej róży - czyli jak spowalniać starzenie cery trądzikowej
Przybywam z obiecanym przepisem. Już kiedyś robiłam jakieś serum z witaminą C, ale to zdecydowanie bardziej mi pasuje. Nadaje się zarówno do cer normalnych, jak i ze skłonnością do wyprysków - i w szczególności dla posiadaczy takich cer powstał ten kosmetyk, ponieważ fajnie jest móc dbać o cerę nie tylko na zasadzie bezustannej walki o zmniejszanie ilości syfów i zaskórników, ale także dostarczając skórze składników spowalniających starzenie. Domyślam się, że problemy skórne znacznie to utrudniają, bo naszym głównym celem staje się pozbycie się tych problemów, a nie jakieś tam spłycanie zmarszczek. Serum, które zrobiłam składa się z 6 składników, które działają przeciwzmarszczkowo, ale są zarazem antybakteryjne i przeciwtrądzikowe. Być może będzie to produkt, który pozwoli Wam zadbać o dwie rzeczy naraz.

najlepszeserumprzeciwzmarszczkowe

Działanie:

Zanim przejdziemy do robienia serum, kilka słów o jego działaniu. Wykorzystałam w nim trzy oleje - z pachnotki, dzikiej róży i awokado, witaminę C i E, oraz olejek lawendowy.

Olej z pachnotki to moje najnowsze odkrycie. Jest cudowny. Nadaje się jednak głównie dla cer trądzikowych, atopowych i innych problematycznych. Ma też działanie antyzaskórnikowe. Nie mogę tego potwierdzić na sobie, bo nie mam problematycznej cery, ale na podstawie badań i opinii jakie znalazłam, stosowanie go znacznie poprawia stan skóry i jest idealny w walce z wypryskami, ponieważ hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za pojawianie się trądziku. Znalazłam nawet porównanie jego działania do maści sterydowych w przypadku AZS. Działa łagodząco, wspomaga gojenie ran i regeneruje. Na sobie zauważyłam, że ten olej wydaje się na skórze dość "suchy" i nie zostawia ciężkiej tłustej warstwy. Bardzo przyjemnie się go używa, byłabym skłonna używać go zamiast kremu przed wyjściem z domu i nie czułabym się tłusto.

Olej z dzikiej róży działa antyoksydacyjnie, ściągająco i ułatwia regeneracje. Zawiera sporo witaminy A. Poprawia elastyczność skóry, działa przeciwzmarszczkowo i nadaje się do pielęgnacji poparzeń słonecznych i skóry zmęczonej opalaniem.

Olej z awokado zawiera 7 witamin (A-B-D-E-H-K-PP) - to taka odżywcza bomba. Jest bardzo gęsty i dość ciężki, dlatego dodałam go najmniej.

Witamina C to z także bardzo silny przeciwutleniacz, który chroni skórę przed wolnymi rodnikami. Zmniejsza zmiany trądzikowe oraz rozjaśnia przebarwienia. Oprócz tego bierze udział  syntezie elastyny i kolagenu i ma masę innych właściwości.

Octan tokoferolu (witamina E) - także bardzo silny przeciuwtleniacz. Chroni przed wolnymi rodnikami i poprawia działanie dysmutazy nadtlenkowej (enzym ten chroni przed reaktywnymi cząsteczkami tlenu). Octan jest świetny do pielęgnacji skóry zniszczonej opalaniem, zmniejsza przebarwienia i ma właściwości przeciwzapalne. Oprócz tego witamina E jest też "konserwantem olejów" - chroni je przed zbyt szybkim jełczeniem. Dlatego oprócz swojego dobrego działania na skórę, będzie też lekko przedłużać trwałość naszego serum. Łączenie witaminy C i E jeszcze lepiej wzmacnia ich działanie przeciwutleniające.

Olejek lawendowy ma między innymi działanie antybakteryjne.

W skrócie - wszystkie składniki serum mają działanie regenerujące, antyoksydacyjne, przeciwtrądzikowe i przeciwzmarszczkowe. Mogą też rozjaśniać przebarwienia i blizny.




Składniki serum:

- Olej z pachnotki 15 ml
- Olej z dzikiej róży 10 ml
- Olej awokado 5 ml
- Witamina E (octan tokoferolu) - 3 ml
- Witamina C olejowa (tetraizopalmitynian askorbylu) - 1 ml
- Olejek lawendowy - 5 kropli (opcjonalnie, kocham nim pachnieć)

Przygotowanie:

Jak zwykle nic trudnego - wystarczy odmierzyć wszystkie składniki i połączyć. Zlewka bywa pomocna, bo z łyżeczek - miarek ciężko nalać witaminy bezpośrednio do buteleczki. Wszystkie substancje są w formie olejowej, dlatego bez problemu się połączą. Wszystkie składniki serum są bardzo wrażliwe na ciepło i światło, dlatego warto przechowywać je w lodówce, i koniecznie trzeba izolować je od dostępu światła słonecznego. Polecam też trzymać je w buteleczce z ciemnego szkła. Najlepiej nie robić więcej niż 20-30 ml na raz, żeby zużyć je możliwie jak najszybciej.


Jak stosować?

Używam go jako serum na noc. Witamina C jest wrażliwa na słońce. To jedyne serum, którego używam samodzielnie. Inne oleje lub sera olejowe raczej nakładam na krem, to natomiast tylko na czystą skórę (od razu po hydrolacie), bo zależy mi na tym, żeby miało bezpośredni dostęp do skóry. Można też nakładać je na same substancje nawilżające (kwas hialuronowy, panthenol itp.). Używam go 3 razy w tygodniu.

Koniecznie wypróbujcie tego przepisu - albo chociaż samego oleju z pachnotki, szczególnie jeśli jesteście posiadaczkami cer problematycznych.


Starsze wpisy:

- Jak sprzątać bez wysiłku?

- Artefakty - styczeń 2019
Copyright © 2016 gnome household , Blogger