stycznia 30, 2019

10 - minutówki, czyli jak sprzątać bez wysiłku

Nawet nie pytam Was czy wyobrażacie sobie jak wygląda sprzątanie w najbardziej nie-minimalistycznym mieszkaniu świata, w dodatku z kotem. Dwie osoby ze skłonnością do tworzenia chlewu plus futrzak roznoszący sierść wszędzie gdzie się pojawi, to bardzo złe połączenie. Nawet nie będę udawać, że mam w mieszkaniu czysto. Jest znośnie - ale nie sterylnie. Nie ma mowy o sprzątaniu raz na tydzień. To niemożliwe. Nasza trój istotowa rodzinka produkuje syf godzinę po odkurzaniu. Gdybyśmy czekali ze sprzątaniem tydzień, nie dałoby się ruszyć stopą, tak żeby w nic nie wdepnąć.



Wypracowałam sobie pewien system działania, tak żeby nie siedzieć w brudzie, ale także się za bardzo nie namęczyć. Co kilka tygodni robimy generalne sprzątanie i rzeczywiście spędzamy wtedy cały dzień na porządnym szorowaniu chałupy, ale na co dzień ma być przede wszystkim szybko i bezboleśnie. I tak powstały moje 10 - minutówki. 

Nie wiem czy ktoś wcześniej to wymyślił i jak to nazwał. U mnie 10 - minutówka oznacza przerwę w pracy umysłowej, która jest jednocześnie pracą w domu. Każdego dnia robię kilka takich przerw, w trakcie których ogarniam drobne domowe obowiązki. Staram się w czasie tych mniej więcej 10 minut ogarnąć jak najwięcej rzeczy. Czasami jest to podlanie roślin, wyniesienie śmieci i wstawienie prania, innym razem zmycie kilku garów, pościelenie łóżka i obranie ziemniaków, a jeszcze innym przetarcie blatów, wywietrzenie mieszkania i umycie kibla. Takie sprzątanie szybko leci, nie obciąża, a w dodatku traktuję je także jako umysłowy odpoczynek. Po kilku takich 10 - minutówkach, mieszkanie jest względnie czyste, a ja nie musiałam tracić na to 2 godzin pod rząd, tylko zajmowałam się ważniejszymi obowiązkami, wykorzystując na porządki krótkie przerwy. Oczywiście nie musi się to tyczyć tylko sprzątanie, ale prac domowych w ogóle - w tym np. gotowania (krojenie mięsa, przygotowanie składników wcześniej itp.). 

W trakcie 10 - minutówki nie zaglądam do telefonu, nie tracę czasu na scrollowanie fejsa. Każdego dnia wystarczają mi 3 tury. Według mnie, to takie minimum, przynajmniej w moim mieszkaniu. Ta metoda była także super, kiedy wynajmowałam pojedynczy pokój, wtedy było o wiele mniej pracy, bo głównie dbałam o jedno pomieszczenie, a reszta dzieliła się na trzy osoby.

W tej metodzie nie chodzi jednak o to, żeby mieć w domu absolutny błysk, skupiamy się głównie na tym, żeby każdego dnia wykonywać niewielkie obowiązki, zbierać walające się ciuchy czy gary i raczej pobieżnie kontrolować czystość. Tak by nie spędzać dni między jednym dużym sprzątaniem a drugim dużym sprzątaniem na stercie szmat i naczyń, a by każdego dnia było względnie czysto. I by ułatwić sobie później sprzątanie "generalne". I żeby nie robić wiochy, jak wpadnie nieoczekiwany gość. 

Mam nadzieję, że komuś to pomoże zapanować nad codziennym syfem :D Żegnam się!

Starsze posty:

- Artefakty - styczeń 2019

- Co myślę o luksusowych kosmetykach z przeciętnymi składami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger