stycznia 30, 2019

10 - minutówki, czyli jak sprzątać bez wysiłku

10 - minutówki, czyli jak sprzątać bez wysiłku
Nawet nie pytam Was czy wyobrażacie sobie jak wygląda sprzątanie w najbardziej nie-minimalistycznym mieszkaniu świata, w dodatku z kotem. Dwie osoby ze skłonnością do tworzenia chlewu plus futrzak roznoszący sierść wszędzie gdzie się pojawi, to bardzo złe połączenie. Nawet nie będę udawać, że mam w mieszkaniu czysto. Jest znośnie - ale nie sterylnie. Nie ma mowy o sprzątaniu raz na tydzień. To niemożliwe. Nasza trój istotowa rodzinka produkuje syf godzinę po odkurzaniu. Gdybyśmy czekali ze sprzątaniem tydzień, nie dałoby się ruszyć stopą, tak żeby w nic nie wdepnąć.



Wypracowałam sobie pewien system działania, tak żeby nie siedzieć w brudzie, ale także się za bardzo nie namęczyć. Co kilka tygodni robimy generalne sprzątanie i rzeczywiście spędzamy wtedy cały dzień na porządnym szorowaniu chałupy, ale na co dzień ma być przede wszystkim szybko i bezboleśnie. I tak powstały moje 10 - minutówki. 

Nie wiem czy ktoś wcześniej to wymyślił i jak to nazwał. U mnie 10 - minutówka oznacza przerwę w pracy umysłowej, która jest jednocześnie pracą w domu. Każdego dnia robię kilka takich przerw, w trakcie których ogarniam drobne domowe obowiązki. Staram się w czasie tych mniej więcej 10 minut ogarnąć jak najwięcej rzeczy. Czasami jest to podlanie roślin, wyniesienie śmieci i wstawienie prania, innym razem zmycie kilku garów, pościelenie łóżka i obranie ziemniaków, a jeszcze innym przetarcie blatów, wywietrzenie mieszkania i umycie kibla. Takie sprzątanie szybko leci, nie obciąża, a w dodatku traktuję je także jako umysłowy odpoczynek. Po kilku takich 10 - minutówkach, mieszkanie jest względnie czyste, a ja nie musiałam tracić na to 2 godzin pod rząd, tylko zajmowałam się ważniejszymi obowiązkami, wykorzystując na porządki krótkie przerwy. Oczywiście nie musi się to tyczyć tylko sprzątanie, ale prac domowych w ogóle - w tym np. gotowania (krojenie mięsa, przygotowanie składników wcześniej itp.). 

W trakcie 10 - minutówki nie zaglądam do telefonu, nie tracę czasu na scrollowanie fejsa. Każdego dnia wystarczają mi 3 tury. Według mnie, to takie minimum, przynajmniej w moim mieszkaniu. Ta metoda była także super, kiedy wynajmowałam pojedynczy pokój, wtedy było o wiele mniej pracy, bo głównie dbałam o jedno pomieszczenie, a reszta dzieliła się na trzy osoby.

W tej metodzie nie chodzi jednak o to, żeby mieć w domu absolutny błysk, skupiamy się głównie na tym, żeby każdego dnia wykonywać niewielkie obowiązki, zbierać walające się ciuchy czy gary i raczej pobieżnie kontrolować czystość. Tak by nie spędzać dni między jednym dużym sprzątaniem a drugim dużym sprzątaniem na stercie szmat i naczyń, a by każdego dnia było względnie czysto. I by ułatwić sobie później sprzątanie "generalne". I żeby nie robić wiochy, jak wpadnie nieoczekiwany gość. 

Mam nadzieję, że komuś to pomoże zapanować nad codziennym syfem :D Żegnam się!

Starsze posty:

- Artefakty - styczeń 2019

- Co myślę o luksusowych kosmetykach z przeciętnymi składami

stycznia 28, 2019

Artefakty - styczeń 2019

Artefakty - styczeń 2019
Czas na podsumowanie Artefaktów stycznia! W tym miesiącu przystopowałam z przeszukiwaniem olxa, chciałam trochę zaoszczędzić. W grudniu wypompowałam się z hajsu całkowicie, bo przecież trzeba było jeszcze kupić prezenty. Dwa pierwsze artefakty były zamówione pod koniec grudnia, a pokazuje je, bo przyjechały dopiero w styczniu. Cel osiągnięty, udało mi się odłożyć co miałam odłożyć i w lutym zamierzam polować na wiktoriańskie toaletki, gazetniki i mini szklarnie.



Gablotki

Najlepszy łup miesiąca. Strasznie mnie kręcą takie stare gablotki, wciąż poluje na takie z owadami w środku. A także na drukarską szufladę. Te kupiłam za jakieś grosze i przesyłkę, i powoli kompletuje kamyczki, które tam schowam. Totalnie się nimi jaram :D




Kwietniki

Od dawna polowałam na takie stare, brzydkie wiszące kwietniki (poniżej), ale nie opłacało mi się płacić za przesyłkę jednej sztuki. Trafiłam jednak na ziomka, który sprzedawał cztery i zamówiłam. I po raz pierwszy jestem w sytuacji, że mam więcej miejsca na rośliny, niż roślin! Poważnie, mam za mało roślin pnąco - wiszących :D



Dracena

Zupełnie nie planowana akcja, tym bardziej że draceny mi się nie podobają. Coś mi jednak odwaliło w biedronce, kupiłam trzy draceny, wsadziłam w jedną donicę i czekam aż zarośnie. To ten chwast na zdjęciu wyżej.


Syngonium

Zamówiłam od randomowej kobitki z grupki. Podczas przesadzania trochę ją przerzedziłam, tworząc tym samym drugą roślinkę. Nie mogę się doczekać, aż zaczną się piąć, bo kwietniki czują się samotnie :D



Surowce kosmetyczne

Musiałam w końcu zamówić jakieś surowce, żeby móc tworzyć nowe przepisy. Wciąż używałam do przepisów tych samych olejów i ekstraktów, i chyba wszyscy potrzebujemy jakiejś zmiany w tej kwestii. Surowce przyszły ze Zrób Sobie Krem - niestety paczka się uszkodziła, wylał się chyba hydrolat i roztopiły się te kulki, które robią za amortyzacje, ugrzebując przy tym połowę surowców. Ale oni zawsze fajnie załatwiają takie sprawy. Dziś dotarły produkty, które ucierpiały - dostałam też 4 zupełnie randomowe produkty, których nie zamówiłam, więc czasami takie wypadki są opłacalne :D. Mam mikroliposomy, sporo wyciągów i ekstraktów, nowe oleje, dwa pudełeczka na kremy, olejową witaminę C i E oraz bazę kremową, którą od dawna chciałam przetestować. W tym tygodniu pojawi się już chyba pierwszy przepis!

gdziekupujesurowcekosmetyczne



Jeśli chcecie oglądać nowości na bieżąco, zapraszam na mój Instagram. Hejoszka!

stycznia 25, 2019

Chcesz być piękna czy luksusowa? - czyli po co nam drogie kosmetyki o przeciętnych składach

Chcesz być piękna czy luksusowa? - czyli po co nam drogie kosmetyki o przeciętnych składach
Miałam w planach  stworzyć serię analiz drogich kosmetyków, ale mi się odechciało - pełno już tego w internecie. Nie ma sensu powielać takich opisów. Przeglądałam jednak składy najdroższych kosmetyków jakie udało mi się znaleźć i z bólem stwierdzam, że - poza pewnymi wyjątkami - sporo osób wydaje kupę forsy w błoto.



Czy według Was 3000 zł za krem, to dużo? A 1600? A 500? Jeśli taki krem sprawiłby, że zmarszczki znikają w tydzień, to chyba nawet byłoby warto. To może inaczej zadam pytanie - czy 3000 zł za krem ze składnikami, których wartość nie przekracza kilkunastu złotych to dużo?

Czy jeśli macie do wyboru krem o niemal identycznych przeciętnych składach (i jesteście tego świadomi), z czego jeden kosztuje 3 tyśki, a drugi 26 cebulionów, to wybieracie ten pierwszy i chwalicie się, że jesteście ekskluzywne, czy wybieracie drugi, bo nie jesteście głupie, albo po prostu nie lubicie wywalać kasy w błoto? Myślę, że spora część pójdzie za rozsądkiem, a nie potrzebą czucia się prestiżowo. Takie kosmetyki kupują niestety nieświadome osoby, którym się wydaje, że droższe zawsze oznacza lepsze. Prawdopodobnie myślą, że te składniki są lepszej jakości - ale czy to ma znaczenie, jakiej jakości jest te 5 rodzajów parafiny, która i tak nie robi nic poza okluzją?

Przyjrzyjmy się temu sławnemu La Mer, który tak gorąco poleca jedna "luksusowa" youtuberka. W składzie parafina, nafta, wosk krystaliczny i inne pochodne ropy. Ich funkcja to zabezpieczanie skóry przed ucieczką wody i ewentualnie lepsza konsystencja produktu. Do tego kilka ekstraktów, jakieś oleje. Nic specjalnego. Krem nie jest jakiś szkodliwy - ale jego cena jest o 2 zera za duża. Istnieją kosmetyki o podobnych oraz dużo lepszych składach (ze składnikami o większej wartości), które kosztują mniej niż stówkę. Bo w tym wypadku nie płacicie za zawartość, tylko za markę. I macie zwyczajny produkt - takiego samego używają Wasze koleżanki biedaczki, tylko kupują go za 17 zł w Rossmanie.

Nie chcę też sugerować, że nie ma luksusowych kosmetyków z bardzo dobrymi składami wartymi taniej ceny. Na pewno są. Ale w każdej półce cenowej zdarzają się buble i poczucie, że WSZYSTKO co dostaniecie w Douglasie jest dobre, jest po prostu błędne. Ludzie kupują drogi krem i oczekują cudów. I muszą chyba podświadomie sobie wmawiać, że ten krem za 2000 zł na serio jest zajebisty. Bo inaczej przyszłyby wyrzuty sumienia - bo właśnie wydałam dwa koła na krem Nivea. Który w dużej mierze działa tylko na zasadzie wizualnego poprawiania stanu skóry. Ciekawa jestem swoją drogą jak taka ilość ropopochodnych substancji ma się do wchłanialności składników odżywczych z tego kosmetyku.

Jestem ostatnią osobą do mówienia na co ludzie mają wydawać swoje pieniądze. Kieruje ten wpis do nieświadomych. Zanim kupicie coś drogiego, szukajcie analiz składów, a nie opinii luksusowych youtuberek. Jeśli ktoś sra pieniędzmi, to i tak pewnie mu nie szkoda, najgorzej jeśli nie zarabiacie kokosów, a przez polecenia w necie ubzdura Wam się, że pilnie potrzebujecie wydać kasę na takie buble, zamiast kupić sobie coś naprawdę wartościowego za stówkę czy dwie.

Nie będę popierać marek, które wciskają ludziom kranówkę w cenie dobrego wina. Bo moja skóra nie musi się czuć luksusowo - wystarczy jej samo działanie kosmetyku z wartościowym składem. I chyba w takim celu używamy kosmetyków.


Starsze wpisy:

- Jak zwiększyć objętość włosów? - najlepsze sposoby, jakie znam

- Przepis na peeling do skóry głowy

Grupa kosmetyczna - TUTAJ

stycznia 23, 2019

Jak zwiększyć objętość włosów? - sposoby, które realnie działają

Jak zwiększyć objętość włosów? - sposoby, które realnie działają
Dawno nie było o włosach :D dziś chyba dość ważny post dotyczący wizualnego zwiększania objętości włosów. Nie będę tu pisać o żadnym tapirowaniu, suszeniu włosów do góry nogami i innych beznadziejnych lub szkodliwych sposobach - wręcz przeciwnie, sposoby o których będę pisać, poza tym, że zwiększają objętość, wpływają pozytywnie na same włosy i są bezpieczne.

Na wstępie przypominam o zaobserwowaniu FANPAGE jeśli chcecie być na bieżąco z kolejnymi wpisami.

sposobynaobjętośćwłosów


Zdrowa objętość - czym jest?

Pisząc dziś o objętości, mam na myśli włosy uniesione u nasady, dobrze układające się, dociążone i "soczyste". A przecież za objętość można też uznać spuszoną szopę. Na szczęście dziś zajmiemy się tylko tą pierwszą. Dociążenie włosów to pewnego rodzaju uczucie, że są po prostu cięższe, pełniejsze. Dociążenie i zdrowa objętość to nie synonimy, ale według mnie idą w parze i jedno zależy od drugiego. Moje włosy między innymi przez dociążenie zyskują na objętości, chociażby dlatego, że po prostu odczuwam, że jest ich więcej (choć wcale nie jest). To zupełne przeciwieństwo uczucia sypkich, przyklapniętych i całkiem wyprostowanych kudłów, które mam, gdy nie stosuję się do poniższych podpunktów.

Pamiętajcie tez, że nie każdy sposób może pasować waszym włosom - opisuje swoje doświadczenia i sprawdzone na moich włosach sposoby.


Mycie mąką

Pierwszym sposobem jest mycie za pomocą mąki. Jeśli mnie znacie, to prawdopodobnie już wiecie na czym to polega. Wszystkich nowych natomiast odsyłam do TEGO postu. Jeśli wiem, że na drugi dzień mam jakiś ważny event i wypadałoby wyglądać twarzowo, to na sto procent będę tak dzień wcześniej myć kłaki. Bo wiem, że będą się po tym dobrze zachowywać - będą uniesione przy skórze, mięsiste i podatne na układanie.


...i wszelkie sposoby delikatnego mycia

Nie każda rzecz, myjąca za pomocą saponin czy absorpcji, będzie zwiększać objętość. Przekonałam się jednak, że istota tkwi właśnie w delikatnym myciu. Żeby to zrozumieć, wyobraźmy sobie coś. Bardzo silne detergenty w niektórych szamponach, myją włos "do kości". Zdzierają z niego nie tylko zanieczyszczenia, ale także sebum, oleje. Włos jest całkiem ogołocony ze wszystkiego. To korzystne w pewnych sytuacjach (np. składniki odżywcze z masek nałożonych po takim myciu mają łatwiejszy dostęp). Delikatne detergenty oraz naturalne środki myjące na bazie saponin, myją włos w delikatniejszy sposób. Odnoszę wrażenie, że po takim myciu na włosach zostaje pewna niewielka ilość sebum - na tyle mała, że nie widoczna, ale wystarczająca by włosy dobrze się układały. Tak - mam wrażenie, że między innymi to te rzeczy, których naturalne środki nie zmyją do końca powodują, że włosy dobrze się układają, są soczyste, trzymają się siebie zamiast wykręcać się we wszystkie strony. Kiedy używam rypacza - moje włosy są sypkie, suche i cieniutkie. Kiedy myje delikatnymi sposobami, wyglądają zdecydowanie lepiej - także pod względem objętości. Odsyłam do TEGO postu - opisałam tam te wszystkie delikatne sposoby mycia.



Ziemia okrzemkowa

Ostatnio wrzucałam przepis na peeling z ziemi okrzemkowej. Taki peeling też unosi mi włosy u nasady. Podobnie jednak działa dodawanie ziemi do porcji szamponu/odżywki. Ten sposób jest jednak najmniej lubianym przeze mnie - bo niestety włosy wydają mi się potem dość suche.



Mój sposób mycia

Jest jeszcze jedna bardzo skuteczna metoda, która związana jest z myciem, a która bardzo mi pomaga. Zanim ją opiszę, muszę powiedzieć jak moje głupie włosy zachowują się po myciu w stylu - szampon, a potem odżywka. Jeśli umyje włosy szamponem, zmyję, następnie nałożę odżywkę - nawet najlepszą na świecie - moje włosy reagują identycznie. Na drugi dzień są sypkie, nie podatne na układanie, proste, lekkie i jest ich wizualnie mniej. Domyślam się, że dla wielu osób z grubymi bądź kręconymi włosami, to zaleta. Ja niestety nie znoszę kiedy się tak zachowują i mam ochotę je obciąć. Dlatego musiałam opracować inny sposób używania odżywek (poza oczywiście myciem samą odżywką, co swoją drogą też tu się sprawdza). Skalp do 5 cm myję szamponem, na całą resztę w tym samym czasie nakładam odżywkę. Tak więc odżywka myje włosy, szampon myje skalp. Ta metoda musiała powstać też z innego powodu - nie wszystkie odżywki radzą sobie z domywaniem mojej skóry na głowie, dlatego zużywam je właśnie w taki sposób - żeby włosy były domyte, ale jednocześnie nie traciły na objętości.



Kręcenie włosów

To chyba oczywisty sposób. Włosy podkręcone zyskują pewnej mocy, która wizualnie sprawia wrażenie, że jest ich trochę więcej. Komu jednak chce się codziennie odpalać wałki albo lokówkę? Musiałam więc wymyślić sposób, który jest mało inwazyjny i czasochłonny. I tak od dwóch lat praktykuję związywanie włosów na sprężynkę. Przed snem zwijam całe włosy w harmonijkę i zabezpieczam gumką. Rano budzę się z mini loczkami, które szybko rozprostowują się do luźnych fal - ale objętość zostaje. Gdybym chodziła spać we włosach luźno rozpuszczonych - rano gwarantowany potężny przyklap, sypkość i włosy proste jak druty (czego nienawidzę).

Oprócz tego, że ten sposób pozwala zwiększyć objętość, zabezpiecza też moje końcówki przed nadmiernym ocieraniem się o poduszki w czasie snu.


To sposoby, które u mnie się sprawdzają od lat. Myślę, że warto wszystkie przetestować na sobie i sprawdzić, które odnoszą najlepsze efekty. To na pewno będzie zależało od tego jakie macie włosy, więc nie będę mówić co zadziała najlepiej. Powodzenia!

Odsyłam do innych włosowych wpisów:

- Jak szybko zapuścić włosy - wszystkie znane mi sposoby

- Jak pogrubić włosy za pomocą henny i senesu?


Grupa kosmetyczna - TUTAJ

stycznia 21, 2019

Cudowny peeling do skóry głowy na bazie ziemi okrzemkowej

Cudowny peeling do skóry głowy na bazie ziemi okrzemkowej
Ziemia okrzemkowa, należy do tej grupy produktów, które wprawiają mnie w konsternacje. Z jednej strony wydaje się cud produktem do spożywania, z drugiej strony jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że jest to bezpieczne - a źródeł naukowych brak (a przynajmniej ja nie potrafię rzetelnych badań znaleźć). Dlatego choć zamówiłam ją rok temu, mam odwagę używać jej tylko zewnętrznie. Na szczęście okazała się być w tej materii zdecydowanie przydatnym produktem, a dziś mam dla Was przepis na peeling skóry głowy, którego bazą jest właśnie ziemia okrzemkowa.

DOMOWYPEELINGDOSKALPU



Składniki:

- Ziemia okrzemkowa (20 g)
- Glinka zielona (20 g)
- Zmielona gorczyca (20 g)
- Neem (20 g)
- Brahmi (20 g)

Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i przechowujemy w szczelnie zamkniętym słoiczku. Przed użyciem nabieramy porcję peelingu, rozrabiamy z wodą, olejem lub hydrolatem i wcieramy w oczyszczoną skórę głowy/twarz. Ja daję sobie około 2 minuty kolistego masażu i zmywam wodą. Po tym zabiegu często wcieram jakąś wcierkę, coś nawilżającego, można np. jakiś Cerkogel (w przypadku skalpu), i kremy/oleje w przypadku twarzy.

Z racji nieznajomości właściwości tego produktu w kontekście wchłanialności krzemu, mogę jedynie domniemywać, że zewnętrznie jest to dla włosów pożyteczny produkt. Tak naprawdę nie sądzę, żeby nakładanie jej na włosy sprawiało, że krzem będzie do nich przenikać i je odbudowywać - nie wierzę w to. Niemniej na pewno im to nie zaszkodzi. Jeśli chodzi natomiast o peelingowanie, nierozpuszczające się drobinki ziemi kojarzą mi się z działaniem korundu w przypadku mikrodermabrazji. Gorczyca działa bakteriobójczo i wspomaga walkę z łupieżem oraz nadmiernym przetłuszczaniem, neem i brahmi podobnie.

Polecam eksperymentować - ja robię go dość rzadko, ale nie potrzebuje nic poza nim.

Inne posty:

- Przepis na domowy szampon

- Delikatny puder myjący do twarzy


Grupa kosmetyczna:

-TUTAJ


stycznia 19, 2019

Domowy tonik nawilżająco - odżywczy

Domowy tonik nawilżająco - odżywczy
Przepisu na tonik jeszcze nie było, więc naprawiam ten błąd. Przygotowałam eksperymentalną recepturę, z którą zostanę na dłużej, bo prawdę mówiąc, bardzo ciężko jest mi znaleźć idealny tonik czy hydrolat ze sklepu. Oczywiście jest ich sporo do wyboru - mówię o tych z dobrym składem, ale chyba ciągle mam za duże wymagania. Oprócz tonizowania, chcę mieć bogaty produkt, który będzie miał większe walory pielęgnacyjne. Dlatego też mój przepis wygląda tak, a nie inaczej.

domowytonikdotwarzy


Jeśli zależy Wam na czymś prostszym i nie wymagacie od toniku niczego innego poza samym wyrównywaniem ph skóry, polecam albo wyprodukować sobie hydrolat (przepis wkrótce), albo przecierać twarz mocno rozcieńczonym octem (byle nie spirytusowym).

Tymczasem przejdźmy do przepisu.


Składniki:

- Hydrolat neroli (30 ml)
- Bardzo mocny napar z czarnej herbaty (30 ml)
- Macerat wodny z kwiatów nagietka i ślazu (30 ml)
- Kwas hialuronowy (2 ml - kilka kropli)
- Ekstrakt ginko-biloba (2 ml - kilka kropli)
- Ekstrakt z wąkroty azjatyckiej (2 ml - kilka kropli)
- Konserwant (ilość w zależności od rodzaju konserwantu na taką ilość całego produktu)

Przygotowanie:

Przelewam wszystkie składniki od razu do docelowej buteleczki, nie chcę mi się brudzić naczyń. Składniki, które są dodawane w małych ilościach odmierzam na miarkach i wlewam. Taki tonik wytrzyma tyle, ile obiecuje etykietka konserwantu (zakładając, że nie dacie go za mało). Dla pewności możecie przechowywać w lodówce.


Jak stosować?

Po każdym oczyszczaniu twarzy, ale zanim nałożycie produkty pielęgnacyjne. Tonik sam w sobie ma już składniki nawilżające i odżywcze, więc jest bardzo fajną bazą pod następne produkty. Pamiętajcie, że nie ma w składzie tłuszczu, dlatego stosowanie kremów/olejów na warstwę toniku jest wskazane jeśli zależy Wam na tym, żeby nawilżenie nie zwiało.

Uwielbiam kosmetyki, które mają szerokie działanie. Tonizowanie to doskonała okazja, żeby przemycić dodatkowe wartościowe składniki skórze.

*podane składniki oczywiście można zamienić - używajcie takich hydrolatów/ekstraktów jakie akurat macie w domu, nie muszą to być koniecznie te produkty. Kwas można wymienić na panthenol czy sorbitol, od biedy glicerynę, ja jednak zdecydowanie wolę ten pierwszy.


Najnowsze wpisy:

Odżywki Visplantis - recenzja

Jak teraz wygląda moje gniazdko - aktualizacja 



stycznia 15, 2019

Jak teraz wygląda moje gniazdko? - aktualizacja twierdzy

Jak teraz wygląda moje gniazdko? - aktualizacja twierdzy
Hejoszka, dziś będzie króciutko - mam sporo roboty na studia, a nie chciałam zbyt długo milczeć. Dlatego pokażę Wam niewielką aktualizację kilku zakątków mojego ogromnego leśnego zamczyska.



Najciekawszym miejscem jest obecnie ta ściana. Trzeba zamalować niektóre punkty (nieudane zabawy z taśmą montażową) i brakuje jeszcze kilku mniejszych ozdóbek. Pojawiły się wreszcie stare gablotki, w których będę przechowywać kamyczki i inne drobiazgi. Pokaże je Wam dokładniej w styczniowych artefaktach. Wciąż szukam po aukcjach drukarskiej szuflady - to taka duża drewniana gablotka z wieloma przegródkami, którą jednak dosyć ciężko dostać na olxie. Zawiesiłam też dwa kwietniki najwyżej, bo wciąż było mi jakoś pusto. Jeden z nich jednak trzeba wymienić, bo wydaje się niestabilny i ktoś może oberwać doniczką po łbie.





Mam bardzo ambitne plany na epipremnum. Nie wiem jak je poprowadzić, żeby zarosło mi pokój. Nie wiem czy przewieszać linki nad pokojem, czy może poprowadzić je po ścianie. Aktualnie wszystkie pnącza tnę, ukorzeniam od nowa i zagęszczam, żeby busz był konkretny. Moje scindapsusy pstre już wypuszczają pierwsze liście i nie mogę się doczekać, aż je zawieszę. Kupiłam też nowe bluszcze. Przekonałam się także do monstery adansonii, którą dostałam od chłopaka i nie mogę się doczekać aż te trzy nowe wyrastające pędy się całkiem rozwiną i zakrzaczą półkę.

Parapet jest cały zajęty, pełno tu dupereli, które wiosną polecą na balkon. Ostatnio wróciłam do zabaw w kominki i świeczniki, dosyć często podgrzewam sobie sosnę i lawendę. Polecam to połączenie :D mam ukochany kominek sówkę poniżej







A tak to wygląda w całości - niestety jest dosyć ciemno, więc zdjęcia takie sobie :<




Co myślicie? Podoba Wam się? :D

Odsyłam też do przydatnych wpisów:

- Jak zrobić doniczki z betonu?

- Poradnik pielęgnacji roślin - dla początkujących

- Jak dbać o rośliny zimą?

- Jak zrobić las w słoiku?





stycznia 12, 2019

Pierwsze wrażenia po odżywkach do włosów Vis Plantis

Pierwsze wrażenia po odżywkach do włosów Vis Plantis
Ostatnio odkryłam fajne odżywki i dziś chciałabym trochę o nich opowiedzieć. Testuje je krótko, ale prawie na pewno będę do nich wracać (o ile kiedykolwiek się skończą!). Mowa o serii odżywek z Vis Plantis. Zapraszam!


odzywkivisplantis

Ogólne wrażenia

Największą zaletą jest pojemność względem ceny (400 ml/ok.10 zł). To dosyć duże opakowania, które starczają na bardzo długo. Na pewno nie mogę powiedzieć, że wyróżniają się specjalnie na tle innych produktów. Są zwyczajne - nie mają zbyt bogatych składów, a jedynie takie nie szkodliwe. Każda odżywka ma około 3 ekstrakty. Ciężko mi się recenzuje tego typu kosmetyki - bo należę do osób, które wiedzą, że odżywka to nie jest magiczny produkt naprawiający i nawilżający włosy od tak. Odżywki są dla mnie raczej pewną formą zabezpieczania włosów. No chyba, że mowa o odżywkach proteinowych, które trzymam na włosach dłużej. Dlatego nie przeczytacie tu, że te kosmetyki sprawiły, że moje włosy są po nich niesamowicie nawilżone i zregenerowane. Nie umiem powiedzieć czy takie są - powiem jedynie, że włosy dobrze się po nich układają. To chyba liczy się dla mnie obecnie najbardziej (poza składem) - żeby odżywka nie wywoływała przyklapu i żeby włosy nie były po niej sypkie. Takie duże pojemności sprawiają, że wykorzystuje je także jako produkty bazowe do domowych maseczek. W tej roli także się spisują.


Czy nadają się do mycia włosów?

Nie sprawdziły mi się do mycia. Nie domywają mi kłaczków. Na drugi dzień włosy są postrączkowane i tłuste. Ale wypracowałam sobie sposób idealny - na długości myje nimi, a skalp szamponem. W takim układzie ani nie ma przyklapu, ani smalcu.

Nie sugerowałabym się opisem na etykietkach - nie sądzę, że są w stanie przyspieszyć porost. Ja w ogóle nie wierzę, że odżywki mogą działać na takie rzeczy - ale ja już takich czarów od odżywek nie wymagam. Odżywka ma u mnie inne zadanie. Ubolewam tylko, że nie wyszło nam z myciem, to byłaby idealna alternatywa dla Kallosa.

Nie mam wśród nich jednego ulubieńca. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie różnią się działaniem - a przynajmniej nie zaobserwowałam tego na swoich włosach. Nie umiem powiedzieć, która "wygrywa" :D


Składy:

Odżywka do włosów osłabionych z tendencją do wypadania
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behenamidopropyl Dimethylamine, Isopropyl Palmitate, Trigonella Foenum Extract, Raphanus Sativus Root Extract, Equisetum Arvense Extract, Butyrospermum Parkii Butter, Cetrimonium Chloride, Niacinamide, Lactic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool



Odżywka do włosów z tendencją do przetłuszczania
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Silybum Marianum Seed Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Zinc Sulfite, Isopropyl Palmitate, Cetrimonium Chloride, Lactic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate



Odżywka do włosów suchych i matowych

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behenamidopropyl Dimethylamine, Isopropyl Palmitate, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Tilia Cordata Leaf Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Cetrimonium Chloride, Helianthus Annuus Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Lactic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Linalool


Są jeszcze dwie maski, których nie mam:


Odżywka do włosów osłabionych zabiegami stylizacyjnymi

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behenamidopropyl Dimethylamine, Isopropyl Palmitate, Cucurbita Pepo Seed Oil, Triticum Vulgare Bran Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Butyrospermum Parkii Butter, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Cetrimonium Chloride, Lactic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Limonene, Linalool, Butylphenyl Methylpropional


Odżywka do włosów cienkich i pozbawionych objętości
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cetyl Alcohol, Isopropyl Palmitate, Nigella Sativa Seed Extract, Gossypium Herbaceum Extract, Linum Usitatissimum Seed Extract, Behentrimonium Methosulfate, Quaternium-80, C10-40 Isoalkylamidopropylethyldimonium Ethosulfate, Cetrimonium Chloride, Gossypium Herbaceum Seed Oil, Propylene Glycol, Lactic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate



Najnowsze wpisy na blogu:

- Artefakty grudzień 2018

- Czy oceny w szkole mają znaczenie?


stycznia 09, 2019

Wysokie wyniki matur i krótka historia o tym, jak bezużyteczna była dla mnie szkoła

Wysokie wyniki matur i krótka historia o tym, jak bezużyteczna była dla mnie szkoła
Dzień dobry. Od końca liceum minęły 4 lata i dziwie się, że tak późno podejmuję ten temat. Mam jednak nadzieję, że mój przypadek podniesie kogoś na duchu - nie tylko maturzystów, ale wszystkich innych uczniów, którym środowisko próbuje udowodnić, że są nic nie warci i nic nie osiągną.



W gimnazjum byłam najlepsza. W klasie pełnej dorastającej, mało ambitnej młodzieży byłam tym kujonem, który zawsze wszystko umie i da spisać pracę domową z pszyrki. W liceum z kolei, które było zbiorowiskiem bardzo ambitnych osób, moja rola się odwróciła. Bardzo szybko stałam się najgorsza, a sprawy nie ułatwiło zachowanie mojej wychowawczyni (nauczycielki polskiego), która na każdym kroku jeszcze bardziej mnie pogrążała. Może nie byłam jedyna - było jeszcze kilka słabych osób, ale mimo wszystko bardzo mnie to bolało, szczególnie że klasa szybko zaczęła traktować mnie jak debila. Najgorzej jednak robi się, gdy zaczynasz wierzyć im, że jesteś tym debilem. Co pomyślicie o pedagogu, który mówi matce uczennicy, że jej córka nawet nie musi podchodzić do matury, bo i tak nie ma żadnej szansy jej zdać? Taką informacje raz otrzymała moja mama od szanownej pani wychowawczyni. W jakich chipsach rozdają takim ludziom dyplomy pozwalające pracować z dzieciakami?

Nie chcę oczywiście zganiać wszystkiego na szkołę - też mam sporo za uszami. Nie da się ukryć, że nie zrobiłam dobrego pierwszego wrażenia, nie da się ukryć, że bywałam zbyt leniwa. Poza tym, poziom tego liceum był dość wysoki. Ale świadomość, że znowu zostanę sprowadzona do parteru na forum klasy zaczęła mnie w końcu przytłaczać. I wtedy wprowadziłam nałogowe wagarowanie - byleby nie mieć kontaktu z takimi ludźmi. Bywały miesiące, że połowę dni nie było mnie w szkole. Byłam tak naprawdę tylko tyle, by nie wylecieć za opuszczenie zbyt dużej ilości godzin. 

Starałam się zawsze pokazywać, że mam to w dupie. Bywałam opryskliwa, nie wchodziłam w niepotrzebne dyskusje, na polskim całkowicie przestałam się odzywać, bo nauczyłam się, że milcząc, oberwę mniej niż mówiąc. I to działało. Ale każdy człowiek ma jakąś granicę wytrzymałości. U mnie czarę goryczy przelała sytuacja, gdy przeczytałam lekturę od deski do deski i sama zgłosiłam się do odpowiedzi. Niestety odpowiedź była nieprawidłowa (konsultowałam z inną polonistką - u niej jakoś się zgadzało) - poprawił mnie inny uczeń, mówiąc dokładnie to samo, tyle że innymi słowami. Wtedy już się poddałam. Nie jesteśmy robotami - gdy ktoś mówi "mam to gdzieś, nie rusza mnie to", to kłamie. Bo ludzie mniej lub bardziej przezywają takie rzeczy, mniej lub bardziej je pokazują - ale to nie znaczy, że ich nie czują. Zaczęłam się zastanawiać - po co mam czytać lekturę - zupełnie nie ciekawą dla mnie książkę, skoro i tak da mi to niewiele więcej niż streszczenie. Po co mam się męczyć, i tracić czas, skoro ktoś na moje starania pluje.

I teraz pytanie - czy wyniki maturalne to WYŁĄCZNIE zasługa szkoły? Bo w moim przypadku na pewno nie. Wiele osób z mojej klasy chyba troszkę było w szoku po informacji, że ta klasowa zakała ma z wszystkiego ponad 90%. Z drugiej strony - słyszałam, że niektóre osoby z lepszymi wynikami w nauce nie dały rady wyciągnąć nawet 50%. To w sumie bardzo smutne - starali się, pracowali, a mimo wszystko nie trafili na "odpowiednią" maturę, coś poszło nie tak. 

Ja wszystkiego uczyłam się sama. Polski, matma, języki - tylko to mnie interesowało. Nie miałam żadnych oporów żeby sobie opuścić nawet takie lekcje w szkole - i tak nic z nich nie wynosiłam. Moje wyniki to zasługa korepetycji i własnej pracy w domu, dziesiątki przerobionych arkuszy, godziny spędzone przed próbnym testami i zadaniami, a także wsparcie rodziny i korepetytorów, którzy o moich umiejętnościach mięli zgoła inne zdanie niż nauczyciele szkolni. Bo nie sama wiedza jest tu istotna, ale nasza samoocena i wiara we własne możliwości. A nie można zbudować zdrowej samooceny, dostając od świata jedynie krytykę i brak wiary - szczególnie, gdy nie ma się silnego charakteru, który poradzi sobie z takimi sytuacjami. Bardzo się cieszę, że trafiłam w życiu na ludzi, którzy pokazali mi, że źle o sobie myślę i że mam potencjał, który chyba podświadomie ukrywam w imię samospełniającego się proroctwa. 

Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy odbierałam wyniki maturalne od mojej wychowawczyni. Nigdy nie zapomnę jej wstydu i nigdy nie przestanę żałować, że nie miałam odwagi powiedzieć jej na koniec, że nie zawdzięczam jej ani jednego procenta. Mam nadzieję że Wy trafiliście na nauczycieli, którzy wiedzą jak pracować z młodzieżą. Odpowiedni nauczyciel to skarb. 

Bierzcie do siebie krytykę i wyciągajcie z niej wnioski - ale nie pozwólcie się gnoić i wmawiać sobie, że nic nie osiągniecie. I absolutnie nie interpretujcie tego tekstu jako zachętę do olewania nauki w szkole i wagarowania - ja po prostu musiałam znaleźć alternatywny sposób, żeby przetrwać i zdać testy, ale jeśli macie w szkole dobre wyniki, to nie niszczcie tego. Pamiętajcie tylko, że oceny to nie wszystko. Gdzieś tam liczy się jeszcze szereg czynników, które decydują o tym co macie w głowach. A czasami wystarczy odrobina szczęścia. 

To tyle ode mnie! Papa! 

stycznia 05, 2019

Artefakty - grudzień 2018

Artefakty - grudzień 2018
To już chyba ostatni wpis w tym roku, a że przy okazji mamy koniec miesiąca - nie mogło zabraknąć artefaktów! Standardowo, mam trochę nowych staroci, których jeszcze w całości nigdzie nie pokazywałam.

To napisałam w grudniu. A jest styczeń, a ja nadal chora.

Grudzień był ciężki i większość mojego budżetu poszła na świąteczne prezenty. Choć część z nich zaczęłam kompletować na promocjach w listopadzie, w grudniu prezenty zeżarły mi portfel. A może tylko tak sobie tłumaczę, moje wcześniejsze starociowe szaleństwo ;v. Zaczynajmy:


"Mosiężne" lustro

Dorwane w sklepiku z antykami. Niestety to nie prawdziwy mosiądz, tylko jakieś tworzywo, ale wygląda ślicznie. Pralka potłukła mi lusterko do makijażu, więc zanim kupie nowe, używam tego ;v



Ramki z Pepco

Były na jakiejś przecenie i nie byłam pewna czy brać, bo jednak widać, że to chamski plastik. Na ścianie nie wyglądają jednak tak źle.




Świecznik solny

Kupiłam go za 15 zł w Lookah na Piotrkowskiej. W ogóle następnym razem zabiorę tam więcej gotówki, bo było co najmniej kilkanaście przedmiotów, których niemożliwość kupna w danej chwili zabolała mnie w dupę. Zdecydowanie wolę świecznik niż lampę solną, bo świecznik się nie zepsuje, a z lampami różnie bywa. Poza tym, świecznik według mnie daje o wiele lepszy efekt, przez "pulsowanie" płomienia wewnątrz. Lampa zwykle świeci równomiernie i światło się nie porusza, w świeczniku płomyk pięknie miga i daje to cudowny efekt. Zdecydowanie dokupię sobie u nich jeszcze ze dwa skoro mają takie tanie.




Annabelle Minerals

Prezent od teściowej. Nie mogłam się zdecydować jakie kolory wybrać, dlatego stwierdziłam że mniejsze próbki wielu kolorów będą najlepszą opcją. Mam korektory oraz podkłady matujące, które powoli będę testować.



Miedziane kociołki

Chyba miały ciężki żywot. Ja wykorzystam je jako doniczki na zioła lub sadzonki :D



Kuferek

Nie załapał się na poprzednie artefakty, przyszedł trochę za późno. Jest idealny. Póki co robi za pudełko na wszystkie pierdoły, które normalnie walają się na stole, ale może doczeka się bardziej odpowiedzialnej funkcji.



Rośliny tatrzańskie

Taka śliczna książeczka z antykwariatu.




Świeczniki i fajka

A to świąteczny złom od kuzynki :D





Liczyłam, że uda mi się teraz trochę zaoszczędzić, ale już zamówiłam z olxa dwa sztosy, które zobaczycie w artefaktach styczniowych...Zdecydowanie odinstalowuje ta aplikacje. Od teraz tylko tanie pchle targi. Już spisałam sobie lokalizacje najciekawszych targów z mojego miasta i mam w planach powoli wszystkie zwiedzać.

I na koniec jeszcze krótkie podsumowanie 2018 - dziękuje, że byliście ze mną w tym roku, że czytacie te wypociny, że pisaliście, komentowaliście i udostępnialiście. Myśl, że kogoś interesują moje treści bardzo motywuje mnie do tworzenia ich dalej. Widzę ogromną różnicę w statystykach od pół roku - czyli od momentu gdy wreszcie zaczęłam tworzyć regularnie. Czasami sobie myślę, że to nadal niewiele i te kilka tysięcy czytelników miesięcznie to nadal za mało, ale czuję że pisałabym choćby tylko dla jednej osoby po drugiej stronie. Mam nadzieje, że nie uciekniecie stąd zbyt szybko. Mam mnóstwo planów na dalszy rozwój bloga i przede wszystkim kanału - który miał powstać dopiero w styczniu 2019, a i tak udało się to ogarnąć wcześniej. Troszkę ewoluują moje treści na Instagramie, na pewno zmieni się wygląd strony, uzupełniam sprzęt do nagrywania i myślę też nad Newsletterem. Będzie sporo nowych przepisów na kosmetyki i mam zamiar wrzucić teraz kilka bardziej wymagających receptur, by nie tworzyć przepisów tylko dla początkujących. Jeszcze raz dziękuje, że tu jesteście :D


Zerknijcie też do Artefaktów z poprzednich miesięcy:

- Listopad 2018 (drzewo, starocia, magiczne kuferki)

Październik (henna, ikeła, "Lewa Ręka Boga")

Copyright © 2016 gnome household , Blogger