grudnia 23, 2018

Postanowienia noworoczne to idiotyzm

Jeszcze kilka dni do końca roku i już zaczynam dostrzegać wszędzie symbole stycznia - między innymi durne postanowienia i ci biedacy, którzy doskonale sobie zdają sprawę, że ich nie spełnią, a jednak nadal się oszukują i piszą specjalne listy i plannery. Zastanawia mnie jak wiele lat potrzeba, żeby człowiek wreszcie zdał sobie sprawę, że to bezcelowe.



Też to kiedyś robiłam. Zwykle dotyczy to planów związanych z ćwiczeniami i rozwojem osobistym. Od stycznia zaczynam siłownie, od stycznia zacznę się uczyć, od stycznia zacznę robić prawko. I to działa. Zwykle jakiś tydzień. W moim przypadku kilka godzin. Styczeń nie jest magiczny i nie sprawi, że największy leń i nierób nagle zacznie spędzać 24 h na pracy i ćwiczeniach. To wszystko siedzi w głowie, a motywacja nie jest zależna od dat. Ten głupi nawyk rozpoczynania wszystkiego od nowego roku jest według mnie całkiem szkodliwy. Gdy pod koniec roku zaczynamy sobie powoli zbierać plany do kupy, ale zamiast podejmować już pierwsze kroki by je spełnić, czekamy i czekamy na odpowiedni moment, to cały zapał słabnie, emocje opadają, plany nie wydaja się już tak ważne. Część osób się wykrusza i przesypia odpowiednią chwilę, część wytrzymuje kilka dni, części udaje się działać kilka tygodni czy miesięcy, nielicznym uda się to zorganizować w całości i do końca. Czy znacie jakąś osobę, której udało się schudnąć 20 kilo po noworocznym postanowieniu? Bo ja nie znam, nie znam też nikogo kto utrzymałby się w jakimkolwiek innym noworocznym postanowieniu. To oczywiście o niczym nie świadczy, bo na pewno gdzieś tacy ludzie istnieją, co nie zmienia faktu, że te postanowienia są w większości przypadków gówno warte.

Najgorzej dzieje się jak prześpimy styczeń. W lutym nadchodzą wyrzuty sumienia, a skoro straciliśmy już miesiąc, to trzeba czekać cały rok, żeby móc zacząć tak na serio. Ale to już na sto procent. No nie. Robicie sobie krzywdę.

Dlatego mam dla Was dobrą radę. Jeśli chcecie coś zmienić, to czekanie do magicznej daty 1 stycznia nic nie pomoże. Zanim ten styczeń nastanie, cała motywacja do zmian zdąży się rozpłynąć w powietrzu. A co gdybyście wprowadzili zmiany już w grudniu? Czy to cokolwiek zmienia? 

Moje sprawy i plany rozkwitły w tym roku - a dokładniej, w połowie roku. Gdybym sobie postanowiła, że wszystkie zacznę realizować dopiero w styczniu 2019, żeby zacząć na czysto, to wpisy na blogu nadal pojawiałyby się co dwa miesiące, a ja nadal nie miałabym z tego żadnego pożytku. Tymczasem udało mi się zrealizować bardzo dużo planów, do których wcześniej nie mogłam się zebrać. Oczywiście to nie tak, że gdy się plany ogarnia w środku roku, a nie na początku, to idzie lepiej i skuteczniej. Po prostu to czekanie na możliwość działania jest bezsensowną stratą czasu. Dlaczego tak lubimy sobie to robić? Każdy dzień jest ważny. Po co czekać miesiąc, aż będziemy mogli wziąć się za siebie, skoro w tym miesiącu można wykonać już pełną listę zadań, które przybliżą nas do osiągnięcia celu?

Nie czekajcie na początek roku. On gówno znaczy. Zacznijcie działać od razu i nie marnujcie cennych dni!


Żegnam się z Wami, idę produkować uszka i życzę Wesołych Świąt wszystkim czytającym mnie skrzatom :D


Najnowsze wpisu:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger