grudnia 01, 2018

Artefakty - listopad 2018 - drzewo, starocia i magiczne kuferki

Miesiąc się koczy - czas podsumować co się u mnie pojawiło. Nie da się ukryć, że trochę zaszalałam. Pojawiło się sporo kosmetyków oraz staroci. Niedługo na moim KANALE pojawi się film ze starociami, więc jeśli jesteście ciekawi jak to wszystko wygląda z bliska to zachęcam do obserwowania mnie tam.



Araukaria i inne roślinki

Chwaliłam się nią już w ostatnim filmie. Jej historia jest dosyć ciekawa, ponieważ nie łatwo było ją zdobyć. Takie stare araukarie kosztują zwykle kilka stówek. Dlatego jak zobaczyłam ją na OLX za jedyne 40 zł, to moja wewnętrzna cebula krzyknęła: "BIERZ JOM". Utrudnienie jednak było takie, że drzewo było w Rzeszowie, a ja bez auta i takie tam. Na szczęście mój kumpel z Rzeszowa zgodził się ja odebrać, a potem mi wysłać. Jakimś cudem przyszła w całości i kocham ją tak bardzo. Jestem jednak na siebie zła, bo ostatnio w Łodzi ktoś oddawał dużą araukarie za darmo i też bym ją wzięła, choćbym ją miała taszczyć ręcznie z Bałut na Widzew, ale niestety ktoś był pierwszy i okazja przepadła. Uwielbiam te rośliny. Mają taki prehistoryczny wygląd.

Pojawiły się także inne rośliny - w przeciwieństwie do kilkunastoletniej araukarii, zdobyłam też kilka maluszków. Między innymi osławiony pieniążek, który trzyma w ryzach cały Instagram. Tak, były w Biedronce. Gdyby nie było, to bym nie szukała gdzie indziej. Trafił do mnie już trochę zmęczony, miał kilka zgniłym od przelania listków, ale ja już go naprawię.

Są też dwie miniaturowe peperomie, nie wiem czy to odmiana watermelon, czy nie, aczkolwiek od dawna na takie polowałam. Były w Leroy za 5 zł. Są śliczne i nawet zrobiłam im brudno-złote doniczki. Pod warstwą farby kryje się paskudna pomarańczowa terakota.

Dalej mamy też grubosza z czerwonymi końcówkami listków, shefflerę variegatę (to już moja trzecia, dwie poprzednie umarły. Liczę, że wreszcie uda mi się utrzymać tą odmianę przy życiu), oraz czerwono fioletowy kroton, którego pokazywałam na filmie.







Nawilżacz powietrza

Co prawda nie kupiony, ale ukradziony prosto ze strychu rodziców. Leżał tam kilka lat, a ja przecież mam tyle kwiatków. Przypomniałam sobie o nim dopiero, gdy okazało się, że moja nowa araukaria może zakończyć swój żywot z powodu zbyt suchego powietrza.



Magiczne kuferki

Ajaja! Pokaże je dokładniej na filmie. To zdecydowanie najbardziej oczekiwane skarby, jeden jeszcze jest w drodze (również będzie na filmie). W dużym kuferku będę trzymać różnego rodzaju farby, pastele, pędzle i inne skarby do tworzenia, tak by wszystko było pod ręką. W kuferku, który jest w drodze, będzie miejsce na akcesoria do szycia, które mam porozwalane po wszystkich szufladach i nigdy nie mogę znaleźć tego co mi akurat potrzebne. Uwielbiam takie kuferki, poluję jeszcze na jakąś większą skrzynie.



Kwietniki

Trafił do mnie dwa kwietniki i jeden niestety w kawałkach. Nie przeżył podróży pocztą. Nie rozpaczam strasznie, bo kosztował jakieś 10 zł, ale mimo wszystko ciężko znaleźć tego typu kwietnik, który ludzie są chętni wysłać. Strasznie podoba mi się wizualnie, niestety prawdopodobnie musi iść do śmieci, bo nie mam pojęcia jak skleić nogi albo dorobić nowe, nie tracąc przy tym klimatu. Drugi kwietnik natomiast jest do zawieszania. Nie wiem jeszcze czy go malować, czy nie. Chyba zostawię go w takiej surowości jaką obecnie ma.


Mieczyk

To będzie taka mała ozdóbka na ścianę i do zdjęć. Urzekły mnie te zdobienia. Mieczyk to oczywiście tępa metalowa ozdoba, a nie zabójcza broń :D Wygrzebane także na olxie.


Kosmetyki Botanic Spa

Na Black Friday były zestawy po 35 zł, więc zrobiłam prezenty na święta, i kupiłam jeden sobie. Za jakiś czas będzie na blogu recenzja tych kosmetyków, bo muszę je trochę potestować.

botanicspabielendamakeuprevolution


Makeup Revolution

Makijaż to póki co jedna z niewielu spraw, gdzie jeszcze nie patrzę na składy. Nie ukrywam, że nie maluję się zbyt często i szkoda mi czasu na wyszukiwanie naturalnych marek z tej dziedziny. Mam w planach to zmienić, ale tylko pod warunkiem że zacznę malować się częściej. Jeśli to się nie wydarzy, pozostaje przy drogeryjnych cieniach, bo inaczej to bez sensu. Kupiłam więc dwie palety na początek - w szafie mam stare palety z czasów, gdy bawiłam się w charakteryzacje i cosplay, ale myślę że ich termin ważności minął sto lat temu :D Miałam oczywiście kupić jedną paletę, pech chciał że każda z nich miała po dwa kolory, na których bardzo mi zależało. Póki co sprawdzają mi się super i nawet zmotywowały mnie do umycia pędzli.

Sprzęt do filmów

Ostatnią rzeczą jest sprzęt, którego Wam nie pokażę, bo jeszcze do mnie nie dotarł. Zamówiłam sobie duży statyw i dwie lampy, więc jakość filmów trochę się poprawi. Mam zamiar dokupić jeszcze mikrofon, ale nie wiem, który wybrać. To póki co będzie jedyny sprzęt w tym roku, na aparat przyjdzie czas w nowym roku, pod warunkiem że nadal będę chciała nagrywać :D



Najnowsze wpisy:

- Wywiad z Myosotis jewelry

- Naturalna pielęgnacja ciała

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger