listopada 02, 2018

Artefakty życia - rzeczy, które są ze mną od kilku lat

Seria "Artefakty" na moim blogu, nie dotyczy jedynie ulubieńców, ale przede wszystkim nowości jakie się u mnie pojawiają. Nie ograniczam się do rzeczy materialnych, ale również do muzyki czy kina. Dziś jednak, wpis specjalny - poświęcony jedynie Artefaktom, które są e mną od wielu wielu lat i bez których byłoby mi bardzo smutno. Zapraszam!



"Władca Pierścieni"

Zaraził mnie tym tata. Pamiętam, że puszczał mi to jak byłam małym gówniakiem, a ja kompletnie tego nie rozumiałam, ba, myślałam nawet, że to kolejna część Harry'ego Pottera! Pamiętam też sceny z Szelobą, strasznie się ich wtedy bałam. Kiedyś poprosiłam, żeby tata puścił mi "tą część ze słoniami", i oglądałam to nadal nic nie rozumiejąc. Doceniłam te filmy dopiero w gimnazjum, kiedy akurat na tvnie leciały " Dwie wieże". Tata jak zwykle oglądał, choć pewnie znał już na pamięć, a ja chciałam tylko wykorzystać okazję, żeby nie musieć iść spać. Normalnie tata wygoniłby mnie na górę, bo przecież z rana trzeba wstać na pszyrkę, ale w takich okolicznościach oczywiście ucieszył się, że pierworodna postanowiła oglądać z nim ten film. No i coś w mojej głowie wybuchło. Na drugi dzień obejrzałam wszystkie trzy części, a później od nowa i od nowa. I wreszcie miałam możliwość je zrozumieć, bo wreszcie chciałam zrozumieć. I tak przez następne kilka miesięcy CODZIENNIE oglądałam je wszystkie od nowa. Kiedy już nimi rzygałam, przerzuciłam się na gify, filmiki z neta i fanfiki i byłam totalną psychofanką Lotru. Aha, w międzyczasie przeczytałam tez książki,"Silmarillion", "Hobbita" i " Dzieci Hurina". Tak zaczęła się moja przygoda z fantastyką. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy to wszystko mnie wzruszało i jak bardzo idealne mi się wydawało. Zaraziłam tym później przyjaciółki i kolejne miesiące spędzałyśmy na dogłębnym obgadywaniu wszystkich scen. Nie ma nic lepszego niż LOTR i film Petera Jacksona. Nawet jak o tym piszę, to aż mi się płakać zachciało. Podobno w listopadzie na Netflixa wchodzą reżyserskie wersje wszystkich części (te, w których możecie posłuchać pierdów Pippina po tym jak nażarł się lembasów xD).


"League of Legends"

Zaczęłam w to grać chyba ze 4 lata temu i tak zostało do dzisiaj. Nie gram już tak dużo jak kiedyś, ale to w zasadzie jedna z niewielu gier, która nie znudziła mi się po paru dniach. Oczywiście głównie supportuje, bo nie chce mi się farmić :D


Platformy

Mam na myśli oczywiście buty, które mają wysoki gruby obcas, ale są także podwyższane z przodu, dzięki czemu masz te 10 cm więcej, ale nie musisz cierpieć przy każdym kroku. Są turbo wygodne i pięknie wyglądają. Można w nich chodzić przez cały rok. No uwielbiam!


"Okienka"

Kojarzycie Przysmak Świętokrzyski? Ja nazywam to okienkami. To takie dziwne, przypominające suchy makaron kwadraciki, które wrzuca się na gorący ogień, a one rosną i powstają takie smażone chrupki. Jem to od dzieciństwa i po prostu uwielbiam. Zaraz po napisaniu tego posta lecę do jakiegoś spożywczaka ich poszukać, bo sobie narobiłam smaku.


Zielona herbata z Big Active  z pomarańczą

Zielona herbata to mój wielki nałóg od wielu lat. Jeśli jednak miałabym polecić jakąś konkretną, to zdecydowanie będzie właśnie ta. Kocham połączenie zielonej herbaty i cytrusów, zarówno w formie mrożonej, ze świeżymi limonkami i pomarańczami, jak i wersji suszonej. Big Active to jedna z ulubionych wersji (lubię też piramidki Liptona z mandarynkami). Jest liściasta, więc dobrze widać suszone owocki. Totalnie polecam, jest pyszna!

"Gotye"

Pamiętacie "Now yor're just somebody that i used to know"? Jakże by inaczej, epidemią tej piosenki zaraziłam się po zwiastunie Lotru jakos w 2011 roku. To jest taki rodzaj muzyki, do którego wracam zawsze i nigdy się nie znudzi. W ogóle jestem w szoku jakim trzeba być geniuszem, żeby stworzyć coś takiego ;V

Wardruna

Doskonale wiecie jakiego mam pierdolca na punkcie tego zespołu i nie mogłam o tym nie napisać. Moja przygoda z Wardruną zaczęła się po pierwszym sezonie "Wikingów" od utworu "Helvegen". Później poleciało jak domino, nałogowo słuchałam wszystkiego co z nimi związane. To póki co najlepszy zespół folkowy jaki przychodzi mi do głowy, nic co znam, nie wzbudza we mnie tego rodzaju uczuć. Einarowi udało się wyczarować tak niesamowity klimat, że na nawet nie...


Badyle

Dobra, wiem że już tym rzygacie, ale nie mogłam o tym nie wspomnieć, jak wyżej. Badyle kocham mocno od kilku lat, i od kilku lat robię w domu badylowe złomowisko.


Ręcznie szyta torba z gór

Możecie takie kupić na samym końcu Krupówek. Strasznie podoba mi się to, że każda jest inna. Mam ją od kilku lat i choć trochę żałuje, że wybrałam sobie jakiegoś elfa zamiast zwierzaczków, ale nadal ją noszę i jest fajnie.



Masło shea

Używam go już chyba z 5 lat. Nie wyobrażam sobie bez niego życia. Głównie wykorzystuje masełko do olejowania włosów. Nie wiem co ten olej w sobie ma, ale niesamowicie zwiększa mi objętość. Masło dorobiło się też swojego własnego wpisu na blogu (tutaj), także zapraszam jeśli interesują Was bardziej szczegółowe informacje.


Jestem ciekawa czy coś z tej listy gości także u Was. A może macie inne Artefakty, bez których nie wyobrażacie sobie życia? :D

I na koniec małe ogłoszenie. Wkrótce prawdopodobnie będę organizować rozdanie na INSTAGRAMIE. Jeśli chcecie wziąć udział, koniecznie śledźcie mnie tam, żeby nie przegapić info!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger