października 26, 2018

Kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły

Ten uczuć, gdy masz już napisany cały wpis i nagle komputer chwilowo umiera zanim zdążysz wszystko zapisać. A zatem zaczynam od nowa - dziś co niego w temacie kosmetyków, które nie przypadły mi do gustu. Wszystkie mają dobre składy i oczywiście nie chcę ich demonizować - ale jeśli macie podobne wymagania/potrzeby jak ja, to być może zaoszczędzicie trochę cebulionów.


Alterra - dezodoranty

Próbowałam zarówno tych w kulce, jak i w sprayu. Ten drugi wygrywał pod kątem działania - dało się wytrzymać jakieś dwie godziny zanim zacznę capić jak maciora, natomiast kompletnie nie mogłam znieść tego dziwnego zapachu przypominające ziołowe cytrusy, a w dodatku był mało wydajny - po kilka użyciach zeszło pół butelki. Kulka natomiast - obie wersje - w ogóle nie poradziły sobie z utrzymaniem zapachu mojego ciała na dopuszczalnym poziomie. Pamiętajcie, że to nie są antyperspiranty i blokery - nie blokują wydzielania potu, a jedynie mogą zamaskować zapach. U mnie niestety to za mało. Zdecydowanie wolę dezodoranty od Schmidt's.


Maska do włosów Organic Shop Algae & Clay

Kupiona na jakiejś promocji, nie mam już opakowania. Zastanawiam się, czy to ja jestem jełopem i nie potrafiłam rozszyfrować jak działa jej aplikacja, ale jeśli w rzeczywistości nie istnieje w tej butelce żaden magiczny przycisk, którego zadaniem jest wydobycie porcji odżywki, to muszę powiedzieć, że straszna lipa. Odżywki z tej serii znajdują się w butelce z wąską szyjką - ale bez żadnej pompki, zatem zawartość trzeba wytrząsać na zewnątrz. To zupełnie niewygodne i irytujące. Pomijając jednak opakowanie, odżywka cuchnie jabłkowymi orbitkami i to również zapach, którego nie potrafię znieść. Jest lekko proteinowa. Nie nadawała się do mycia, a poza tym była zupełnie neutralna. Nie robiła mi ani krzywdy, ani nie urywała tyłka. Ot zwykła odżywka z nie najgorszym składem 7 zł.


Vianek normalizujący - wersja na dzień i noc

Z tego co wiem, te kremy idealnie sprawdzają się w przypadku cery tłustej. Ja, jako posiadaczka cery mieszanej w kierunku suchej, wspominam ich testowanie jako masakrę. Nie do końca wiedziałam wtedy czego moja cera potrzebuje i próbowałam różnych kosmetyków. Te Vianki wysuszały mi ją na wiór. Użycie tego kremu wiązało się z uczuciem takiego przesuszenia, jakbym przez rok nie nawilżała twarzy. Oprócz tego - znowu kwestia zapachu. Nie wiem, czy moja partia była jakaś stara, ale kremy capiły stęchlizną, choć data na opakowaniu była w porządku. Zdecydowanie bardziej do gustu przypadły mi kremy z serii pomarańczowej i niebieskiej.


Henna Erbe di Janas Rosso Caldo

Czyli moje największe rozczarowanie. Spodziewałam się po niej mocnego barwienia, tymczasem poradziła sobie gorzej niż zwykł tani Hesh! Kompletnie nie zabarwiła odrostu, nie było po niej śladu. Inni nie narzekają, a więc znowu wnioskuje, że trafiła mi się starsza partia ziółek, ale kurde, są henny które i po paru latach barwią jak wściekłe, a tu taka sytuacja.


Żegnam się i pragnę poinformować, że wreszcie pojawiłam się na Youtube. Idzie mi dość topornie, ale liczę na ewentualną wyrozumiałość, bo to trudniejsze niż się wydaje. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam na mój nowy film na kanale - czyli mała pogadanka na temat korzyści używania Senesu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger