września 10, 2018

Obecna pielęgnacja włosów hennowanych

Myślę, że warto lekko zaktualizować co obecnie robię z kudłami, bo trochę się pozmieniało i przewiduje jeszcze kilka zmian wkrótce. Póki co jest dosyć minimalistycznie - nie mam czasu na większość z tych zabiegów, robię jedynie tyle ile muszę, na szczęście - tyle wystarczy i włosy się nie buntują.

hennaisenes

Jak widać, końcówki wymagają już podcięcia, ale wciąż mam rozwalone nożyce, a do fryzjera nie pójdę. Kusi mnie żeby zrobić challenge - sprawdzić ile przeżyją hennowane włosy bez ścinania. Biorąc pod uwagę, że takiej długości jeszcze nie miałam, to pomimo zniszczeń wciąż dzielnie się trzymają. Ale do rzeczy - szybki opis mojej pielęgnacji:

Maski i odżywki

Obecnie z gotowych produktów używam tylko Hairfoodów od Garniera (pisałam o nim TUTAJ) oraz maski cysteinowej z żółtkiem (post o diy maskach - TUTAJ). Maski sporadycznie trzymam na głowie jako maski - z reguły są na włosach tylko minutę lub dwie. Zdarza się jednak, że kudły wołają o dłuższe trzymanie jej na głowie i wtedy noszę ją jakieś pół godziny - tyle trzymam maski proteinowe, bo w sumie je lubimy najbardziej. Nie mam weny do buszowania w gotowych kosmetykach, ostatnimi czasy, gdy kończy mi się maska, to mija kilka dni zanim w ogóle to zauważę i ruszę tyłek do sklepu. W ogóle odkąd przestałam się nabierać na etykietki kosmetyków, kupowanie ich sprawia mi mniejszą przyjemność. Chyba trochę tęsknię za czasami, gdy na opakowaniu pisało "włosy 273597 grubsze po użyciu", a ja natychmiast pakowałam to do koszyka. Teraz tak nie ma. Ostatnio zorientowałam się że od wielu miesięcy ani razu nie przeczytałam do jest napisane na opakowaniach moich kosmetyków. Kompletnie nie czytam już tych dawniej ukochanych opisów, bo wiem że to tylko ściema na naiwne i zdesperowane dziewuchy, które nie potrafią czytać składu.

Henna/Senes

Dwa tygodnie temu nałożyłam hennę pierwszy raz od wielu tygodni na całe włosy - i póki co już nie planuję tego robić. Teraz - po sesji poprawkowej - zamierzam skupić się tylko na senesie, którego już dawno nie używałam, a henna idzie tylko na odrost. Strasznie nie chcę mi się go mielić, nie znoszę tego, ale trzeba. Chyba włamię się do kogoś kto ma Termomix z worem senesu i zmielę sobie kilogram na raz.

Wcierki

Kończę moją alkoholową (z TEGO przepisu), a wkrótce będę robić macerat olejowy z Triphali. Używam wcierek sporadycznie - kiedy mi się przypomni, bo kompletnie mi się nie chce. Jesienne wypadanie prawdopodobnie będzie lepszą motywacją.

Oleje

Dalej męczę rydzowy i shea, ale może zaproponujecie mi coś ciekawego do przetestowania? Miałam w swoich łapach większość olejów, ale od paru miesięcy używam tylko dwóch, może warto wreszcie kupić coś innego. Ale nie mogę się zdecydować :D

W każdym razem póki co dają radę, jak zawsze. Nie będę w kółko gadać tego samego na ich temat, bo pewnie już tym rzygacie.

I jeszcze taka anegdotka odnośnie oleju musztardowego, na którym usmażyłam dzisiejszy obiad. Chłop doczytał już po obiedzie, że był tylko do zewnętrznego stosowania. Ups ;V

Włosowe plany na jesień

Henna za bardzo pociemniała. Tej jesieni będę odzyskiwać żarówiaste rudości, i pewnie pojawi się kilka postów z moją walką. Kilkukrotnie będę chelatować włosy (nie jednego dnia oczywiście), czeka mnie kilka senesów, rzewień, soft płukanki ziołowe i ruda henna - a jeśli to wszystko nie wystarczy, będę używać tonera. Oprócz tego chciałabym zamówić sobie maszynkę do włosów - i zastąpić nią zwykle nożyczki, które ciągle są zbyt tępe, ale to pewnie trochę poczeka, bo mam teraz ogrom wydatków. Zamierzam wykończyć starocia i uzbroić się w nowe oleje, kosmetyki i półprodukty, żeby nie tylko przetestować coś nowego, ale także stworzyć dla Was wincyj przepisów i włosowych postów.


Dajecie wiarę? Tak ubogo, że niemal czuję się minimalistką :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger