września 16, 2018

Dlaczego nie wypuszczam kota na dwór - kilka refleksji na temat kociej wolności

Wydawać by się mogło, że ostatnie lata wiele nas nauczyły na temat konsekwencji związanych z wypuszczaniem zwierząt samopas. Wciąż stanowi to poważny problem, który bagatelizujemy i budzi mnóstwo kontrowersji i sporów wśród kociarzy opowiadających się po dwóch stronach - między zwolennikami kociej wolności, a ludźmi, którzy z jakichś powodów stawiają na bezpieczeństwo. Dziś chciałabym co nieco o tym napisać i wierzę, że uda mi się przekonać chociaż część z Was, że wypuszczanie kota samopas nie ma nic wspólnego z naturą i szczęściem, a stanowi poważny problem dla samych kotów, ludzi oraz ekosystemu.


Niebezpieczeństwo dla kota

To pierwsza i najważniejsza rzecz. Koty wychodzące są narażone na cały mnóstwo niebezpieczeństw. To tylko kilka z nich:
  • Potrącenie przez auto - i nie ma tu znaczenia czy dzieje się to w mieście czy na wsi. Wszędzie są drogi i wszędzie są auta. A kot nie zna przepisów ruchu drogowego, nie wie na jakim świetle przechodzić. Strasznie nie podoba mi się podejście właścicieli - bo kot mądry, bo wie kiedy przejść przez ulicę i tak dalej. Tak to niestety nie działa. Kot nie zna zasad jakie panują w świecie ludzi. Jego inteligencja to nie ten sam poziom rozumowania co w przypadku człowieka. Zwierze kieruje się instynktem, nie mądrością. I ten sam instynkt może zaprowadzić je pod nasze koła. Kot, który przez 10 lat nie miał wypadku, może pewnego dnia przyozdobić Wasz podjazd plamą z własnych wnętrzności.
  • Skatowanie - odcięcie łapek, czy ogona, pobicie, podtapianie, i całe mnóstwo innych okropieństw. Nie zdarza się to często, ale od czasu do czasu po internecie krążą treści przedstawiające takie znęcanie nad kotami. 
  • Kradzież - wiadomo, kto by tam kradł zwykłego dachowca (no chyba, że jest biały z heterochromią albo rudy, co nie?). Często jednak widzę, że i koty rasowe wesoło biegają z elegancką obróżką i dzwoneczkiem. Nie chciałabym, żeby to źle zabrzmiało - ale osobiście nie miałabym żadnych oporów, żeby takiego kota "zaadoptować". Kot, który biega samopas, jest dla mnie bezdomny. A tak na poważnie - nie boicie się wypuszczać 3 tysięcy cebulionów bez nadzoru? :D
  • Choroby - szczególnie w przypadku młodych kotów nieszczepionych.
  • Ciąża - w przypadku niekastrowanych kotek.

Koty, a rodzime gatunki

Koty są w Europie gatunkiem inwazyjnym. Nie pochodzą stąd - a z Afryki - i tam być może byłyby naturalną częścią przyrody. W naszym ekosystemie kot jest gatunkiem sztucznie "dodanym", a jak dobrze wiemy - eksperymenty w urozmaicanie fauny bywają tragiczne w skutkach. Tak właśnie jest w przypadku kotów domowych, których obecność i stale rosnąca liczba, poważnie zagrażają gatunkom objętym w naszym kraju ochroną. Kot niestety nie wybiera sobie tylko myszy i szczurów. Poluje na wszystko co jest względnie małe i się rusza (potrafi upolować ofiarę swojej wielkości). Doskonale wiemy jak silny jest instynkt łowczy kota. Zwierzę poluje nie tylko w celu zaspokojenia głodu. Zabija wiele zwierząt, których wcale nie zje.

Pomijając fakt polowania na gatunki objęte ochroną, koty to bardzo okrutni myśliwi. Mają w zwyczaju bawić się ofiarą wiele godzin zanim zabiją. Wiem, że na całym świecie jest mnóstwo kotów i innych drapieżników i nie uratujemy ich ofiar, bo tak działa łańcuch pokarmowy. Ale koty jako gatunki nienaturalne dla naszego ekosystemu, są poza łańcuchem pokarmowym, i nie muszą się przyczyniać ani do wymierania gatunków, ani do zadawania bezsensownego cierpienia.

TUTAJ macie fajny link z kwestią wyginięć w USA.


Stwarzanie zagrożenia na drodze

W internecie obserwuje niepokojącą tendencję do szkalowania kierowców, którzy potrącili kota. Rzadko się zdarza, że mamy do czynienia z psycholem, który celowo przejechał zwierzę. Większość wypadków jest spowodowana przez niewinnych ludzi. W pewnych sytuacjach nie da się zareagować - to kwestia sekund. Nie sposób wyhamować, gdy pod koła wskakuje nam kot. Ba, jest to niebezpieczne dla całego ruchu - agresywne hamowanie może przecież skutkować wypadkiem, i tu żarty się kończą, bo nie tylko życie kota jest zagrożone. To nie kierowca ponosi odpowiedzialność za cudze zwierze, którego ktoś nie upilnował. Rozsądnym rozwiązaniem byłaby konieczność pokrywania kosztów związanych z naprawą szkód przez właściciela kota, który doprowadził do jakiegoś wypadku - o ile możliwa byłaby identyfikacja zwierzęcia.

Rosnąca liczba kotów

Bardzo często zdarza się, że nieświadomy właściciel nie tylko wypuszcza kota samopas, ale nie dba o to, by zwierze chociaż wykastrować. Skutkuje to nieustanną kopulacją i "produkcją" kolejnych miotów, które z kolei będą miały swoje własne dzieci. Szkodzimy tym jeszcze poważniej, bo tracimy wówczas kontrolę nad ilością kotów bezdomnych, które rozmnażają się bezustannie. Obecnie, pomimo nieustannego działania wielu fundacji, schronisk i domów tymczasowych, ilość kotów bezdomnych jest niewyobrażalna. Te koty, mające szansę żyć w pewnym oddaleniu od człowieka radzą sobie z przetrwaniem (o ile można to tak nazwać) - wyobraźmy sobie jednak ile zwierząt pod ochroną ginie przez niekontrolowaną liczbę inwazyjnego gatunku. Pomijam kwestię związaną z cierpieniem takich kotów - jest ich za dużo i nie ma chętnych do ich adopcji. To całe domino rosnącej populacji jeszcze wzmacniamy wypuszczając niekastrowanego kota na dwór. Wy nie widzicie skutków jego wychodzenia - te "skutki" co sezon lądują w rowach i na śmietnikach.

Pasożyty

Pomijając kwestie, o których pisałam wyżej, już sam fakt, że zwierze ma dostęp do odchodów i zarażonych ofiar powstrzymałoby mnie przed wypuszczeniem go. Faktem jest, że pasożyty można przynieść do domu na butach - ale ryzyko wzrasta, gdy kot chodzi samopas. Kilkanaście lat temu na moim trawniku rozegrała się dramatyczna sytuacja. Osiedlowy bezdomniak, którego dokarmiałam, zwymiotował na nasz podjazd - nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie obecność wielkiego tasiemca w tych rzygowinach. Pomijam fakt, że na kot moich oczach zjadł te wymiociny i tasiemca. Zazdroszczę ludziom, którzy nie mają obaw i nie brzydzą się wpuścić do domu kota wychodzącego, który cały czas ma kontakt z pasożytami. A potem przynosi to do domu i rozdaje rodzinie. I naprawdę nie ma tu znaczenia, że robalami możemy zarazić się wszędzie - od podania ręki niewłaściwej osobie, przez kontakt z brudną pościelą, po jedzenie brudnych owoców. Po co jednak zwiększać to ryzyko? Myślę, że samo wyprowadzanie zwierzęcia na smyczy mogłoby lekko zminimalizować prawdopodobieństwo zarażenia (choć nie do końca) - kot wówczas chodzi w miejsca, które sami wybieramy i nie zjada upolowanych zwierząt (a ja przyjmuje mocno pesymistyczną wersję, że takie zwierze jest na 100% nosicielem robali).

Czy trzymanie kota w domu jest niezgodne z jego naturą?

Myślę że kocia natura bardziej cierpi na nieodpowiednim karmieniu - wśród zwolenników wypuszczania, wielu karmi koty suchą karmą albo resztkami ze stołu. Tak jak instynkt łowczy kota można sztucznie zaspokoić zabawą w polowanie, tak jego układ pokarmowy nie jest przystosowany do trawienia węglowodanów, roślin i mleka. Ktoś kto karmi właśnie tak, nie ma prawa wypowiadać się w temacie kociej natury.

Koty przyzwyczajone do wychodzenia nie są zadowolone, gdy nagle zostaje im to odebrane - nic w tym dziwnego, bo zwierze które miało do dyspozycji kilka kilometrów terenu, nagle musi się przyzwyczaić do kilku pokojów. I choć da się nauczyć zwierzaka siedzenia w domu, nic nie stoi na przeszkodzie by zainwestować w smycz i kontynuować kocie wędrówki w bardziej kontrolowany sposób. Kot, który dostaje jedzenie nie musi polować - musi jedynie zaspokajać instynkt łowczy. Nie ma znaczenia, czy ten instynkt zaspokoi żywy ptak, czy sztuczna mysz na wędce. Rozwiązanie jest proste - poświęcić zwierzęciu czas, zamiast liczyć, że sam zapewni sobie atrakcje na dworze. Pamiętajmy, że kot domowy nie jest naturalny w naszym środowisku. Dla zwierzęcia wywodzącego się z Afryki, chodzenie po europejskim mieście nie jest naturalne. Sami zgotowaliśmy im taki los na drodze udamawiania. Jedyne co możemy teraz zrobić, to zrozumieć, że je udomowiliśmy i traktować je jako zwierzęta domowe, a nie dzikie.

"Twój kot je whole prey, a twierdzisz, że polowanie jest złe" - to bardzo często jest argument popierający wypuszczanie. Myślę jednak, że różnica jest oczywista i łatwo dostrzegalna. Whole prey, to przebadana, humanitarnie zabita karmówka, czyli bardzo wartościowy posiłek kota. Nie jest tym samym, co zwierze uśmiercone przez kota. Nikt nie mówi, że kot nie powinien jeść myszy. Kot nie powinien jeść myszy, które mogą być nosicielami pasożytów i które torturował kilka godzin. Pomijam kwestię etyki, chodzi o zachowanie bezpieczeństwa i ochronę gatunków. Dieta złożona z mięsa jest dla kota naturalna. Szwendanie się po obcym ekosystemie niekoniecznie.

Co więc zrobić, by kot był zarówno szczęśliwy i bezpieczny?

  • Zamontować siatki balkonowe - dzięki temu będzie mógł obserwować co się dzieje w okolicy z bliska, a także powygrzewa się na słońcu.
  • Smycz i szelki - wbrew pozorom, każdego kota da się nauczyć poruszać w takim rynsztunku. Robimy to stopniowo - zaczynając od zakładania samych szelek po domu, przez krótkie spacery w klatce schodowej albo w ogrodzie, po dłuższe wędrówki. To działa podobnie jak z psami - z tą różnicą, że kot niekoniecznie ma ochotę chodzić przy nodze.
  • Poświęcić przynajmniej kilka godzin dziennie na zabawę w polowanie, najlepiej urozmaicając kotu tą aktywność torem przeszkód. A dla tych bardziej leniwych - czasami głupia piłeczka czy pogięta kartka rzucana kotu z fotela załatwi sprawę. Zabawę w polowanie najlepiej zakończyć posiłkiem.
  • Woliery - jeśli komuś bardzo zależy, można sobie taką zainstalować w ogrodzie.
  • Ogrodzenia - Przyznam, że nie jest to dla mnie zadowalające zabezpieczenie. Takie ogrodzenia są wysokie i zagięte na górze pod odpowiednim kątem, tak by kot nie miał możliwości przejść. Myślę jednak, że Sajgonka by sobie z takim poradziła. A poza tym, ogrodzenie nadal nie wyklucza możliwości polowania. Niemniej, jest to nadal jakaś alternatywa i warto zastanowić się także nad takim rozwiązaniem.

To wszystko ode mnie na dziś grzybki. To naprawdę bardzo istotna kwestia, na którą mamy wpływ wszyscy i która szkodzi nie tylko kotom, ale także innym gatunkom oraz stwarza zagrożenie dla ludzi. Trzymanie kota w domu albo wyprowadzanie go na smyczy absolutnie nie jest więzieniem i odbieraniem zwierzęciu wolności - jest oznaką odpowiedzialności i prawdziwej troski o futrzaka i o jego potencjalne ofiary. Poziom cierpienia jaki im stworzyliśmy poprzez takie nieodpowiedzialne wypuszczanie i brak kastracji jest w tej chwili ogromny. Osobiście nie dostrzegam szczęścia u wychudzonego, poturbowanego kota, który dostał wolność. Nie dostrzegam szczęścia u zwierzęcia, które się nie rusza, nie oddycha i nie sposób zidentyfikować gdzie była jego głowa. Nie widzę radości w zachowaniu kota, który stracił oko w walce, ani u kociąt z zaropiałymi oczami, które zdychają gdzieś na polu . Widzę jedynie biedne zwierzęta, które muszą radzić sobie samodzielnie w świecie, do którego nie są przystosowane. Widzę to do czasu, aż trzeba je zeskrobać z ulicy.

Trzymajcie się i rozsyłajcie to gdzie się da. Marzę o świecie, w którym koty nie będą dla nas tylko tanią siłą roboczą do zabijania gryzoni i zabawkami dla dziecka. Mam nadzieje, że w końcu prawo stanie w ich obronie i każdy właściciel będzie musiał ponosić odpowiedzialność za własne zwierzęta.

Inne wpisy o kotach:

Jak nie karmić kota

Jak przygotować wyprawkę dla kota

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger