września 08, 2018

"Cisza i spokój", Natalia Sosin-Krosnowska - najszybciej przeczytana książka niefabularna w życiu

Ta książka jest czymś, czego od dawna było mi trzeba. Zjadłam ją w dwa dni, tylko dlatego że w międzyczasie korzystałam z wakacji i szwendałam się po górach. Niestety cierpię przez nią na depresję związana z brakiem kasy na kupno 50 hektarów lasu i postawieniem sobie mini warowni.

"Cisza i spokój", Natalia Sosin-Krosnowska


Autorką książki jest Natalia Sosin-Krosnowska, która ma także swój program "Z daleka od miasta" (polecam go obejrzeć, bo tam możecie zobaczyć domy opisane w książce). To swego rodzaju reportaż o ludziach, którzy z różnych przyczyn postanowili rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady. No, może nie do końca w Bieszczady, a w jakieś spokojne wiejskie tereny zewsząd otoczone naturą i pozbawione zgiełku miasta. Jedynym słowem - coś dla mnie, bo od bardzo dawna marzy mi się podobny życiowy scenariusz.

Byłam sceptycznie nastawiona po przeczytaniu opisu na okładce, gdzie w pierwszym zdaniu można zauważyć błąd ortograficzny. Z reguły nie czytam opisów książek, bo nigdy nie umiem po nich stwierdzić, czy zawartość książki mnie zainteresuje - na instagramie wrzuciłam fotkę okładki, i ktoś zapytał mnie, czy też mam z tyłu napisane "tępo" zamiast "tempo". Mając w głowie tego babola już podejrzliwie zaczynałam lekturę, ale na szczęście po kilku kartkach to uczucie minęło. Treść pochłonęła mnie całkowicie, bo strasznie jaram się po pierwsze - przeprowadzkami, po drugie - wizją odnawiania lub budowania domu, i po trzecie - życiem na odludziu.

Poszczególne rozdziały opisują historię kilkunastu osób - ich przeżycia związane z odbudową zabytkowych domów, życiem zgodnie z rytmem natury, ich zajęciami, takimi jak pszczelarstwo, serowarstwo, agroturystyka, hodowla zwierząt uprawa roślin czy zielarstwo. Trochę byłam w szoku, gdy zobaczyłam jakie cuda można wyczarować z zagrzybiałego drewna i starych obskurnych mebli. Wiedziałam że takie coś się odbywa - sama w końcu zbieram rupiecie, ale jednak mnie to zachwyciło. Ba, teraz czuje się zdecydowanie bardziej komfortowo z moich pseudo zbieractwem, nie jestem najwyraźniej sama ;v.

Żeby nie było, że znajdziecie tam jedynie romantyczną wizję spokoju i natury - autorka poruszyła tam także kwestie, o których się nie myśli kiedy marzy się o domu na odludziu. Kojarzycie słynne nagranie o domku w Karkonoszach? Jak nie, to odsyłam do Yutubka. Życie na wsi, szczególnie w górach, wiąże się z często bardzo ciężkimi warunkami pogodowymi, zasypanymi drogami, brakiem wody, i co najważniejsze - centralnego ogrzewania. Bohaterowie przestrzegają, że w swojej wymarzonej bajce wśród natury, bardzo często pracują ciężej niż w poprzednim życiu, i choć jest to praca dająca satysfakcje, to nadal praca, a nie zbieranie kwiatków i patrzenie na zachody słońca. To może dać do myślenia i zweryfikować marzenia. W książce znajdują się także ich rady dotyczące planowania, przygotowywania wydatków, prowadzenia agroturystyki, zaczynania konkretnych kursów i tym podobnych, a także zbiór przydatnych linków i książek.

Bardzo mnie wciągnęła i podoba mi się fakt, że nie ma tam jedynie mydlenia nam oczu wizją kolorowej łączki i niebieskiego nieba, ale mówi także o konsekwencjach związanych z decyzją o przeprowadzce na wieś. Bardzo bardzo polecam - a zaraz po jej skończeniu warto jeszcze obejrzeć serial, bo w książce znajduje się niewiele zdjęć poszczególnych gospodarstw.

Ostatnio recenzowałam także inna ciekawą pozycję - o naturalnej nawigacji i odczytywaniu znaków natury (KLIK). Papa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger