września 28, 2018

Artefakty - wrzesień 2018 - łupy z gór, poziom mojego pecha i inwazja przędziorixów

Ten miesiąc tak dał mi w kość, że przyjemnie się czuje móc znowu pisać, bez obaw że ktoś mnie odstrzeli za nie dotrzymanie terminu. Mogliście zauważyć jak niewiele postów pojawiło się w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Miałam niesamowity stres i zapierdziel związany z sesją poprawkową, rejestracją na 4 rok, pracą i milionem niefortunnych zdarzeń, w efekcie czego po prostu nie było kiedy pisać. Nie pamiętam kiedy wcześniej miałam tak okrutnego pecha. To ten rodzaj uczucia, gdy każdego dnia na nowo powtarzasz sobie, że Twoje życie to nieśmieszny żart. Wyobrażacie sobie, że w centrum Łodzi, szukałam ksero 4 razy, bo wszystkie poprzednie postanowiły już NIE ISTNIEĆ w momencie kiedy sprawą życia i śmierci było wydrukować kilka dokumentów? Kiedy przytrafi nam się kilka "pechowych" sytuacji, już po każdym minimalnym potknięciu odczuwamy to jako klątwę i przekleństwo, które ktoś na nas rzucił. Wyobrażacie sobie, że nie byłam w stanie wrzucić Wam wpisu na temat kosmetyków, jakie można stworzyć z jarzębiny tylko dlatego, że przez kilkanaście dni nie byłam w stanie jej znaleźć w tej cholernej dziurze i nie mogłam zrobić zdjęć do przepisów? A jak już znalazłam, była za wysoka! Tu kot się zrzygał, tu w pracy coś się nie zgadzało, tu nie podbita legitymacja podczas kontroli biletów, do tego jeszcze inwazja okropnych robali na moich kochanych roślinkach, i tak stałam się kulką nerwów, która wreszcie może chwilę odsapnąć (choć nie do końca, bo do wtorku mój koszmarek nadal trwa).

Atmosfera aktualnie już się rozluźniła, załatwiłam wszystkie możliwe sprawy, czeka mnie tylko 1 egzamin i wreszcie mogę wrócić do mojej działalności w internetach - plany na październik są ambitne - pojawi się między innymi bardzo ciekawy wywiad, a także powstanie pełna paczka grafik hennowych, które Wam obiecałam. Oprócz tego na Ig będę wystawiać na sprzedaż moje pierwsze kaboszony i kamyczki robione metodą wire-wrapping, za jakiś tam niewielki hajs, co by się tego pozbyć i inwestować dalej w naukę złotnictwa.

A tymczasem przejdźmy już do nowości - większość tych rzeczy kupiłam pod koniec sierpnia i początek września, kiedy jeszcze miałam chwilę luzu w górach.

Szmatki, kapelusz i torebka 

Łupy z gór. Ubolewam nad tym, że kupiłam je w takim momencie lata, że zdążyłam założyć tylko raz zanim zrobiło się zimno i wietrznie. Po sesji pójdę na jakieś jesienne lumpy.

Co do torebki - szukałam czegoś o podobnym kształcie. Wolałabym co prawda w jasnym kolorze, ale tylko ta miała zadowalający kształt więc wzięłam. Wreszcie mam coś małego do noszenia, a nie wielkie worki.




Roślinki

Zaszalałam i serio, więcej badyli w tym domu nie będzie. W Biedrze jak zwykle rzucili dobrą dostawę i kupiłam dwa duże fikusy i ogromną sheflerę. Początkowo miałam kupić tylko tą ostatnią, potem doszło do mnie że jednak chcę fikusa variegate, więc musiałam wybrać jedno albo drugie. Po południu już się poddałam, stwierdziłam, że kupię oba. A w sklepie zapakowałam jeszcze trzeciego bez zastanowienia. No i weź tu człowieku walcz ze słabościami.


Książki

Jedną z nich już zrecenzowałam - recka "Cisza i spokój" znajduje się TUTAJ. Druga - "Siła ziół" Patrycji Machałek raczej nie doczeka się pełnej recenzji. Nie będę czytać jej w całości, przeglądam jedynie przepisy, które interesują mnie w danym momencie.


Riverdale

Obejrzałam całość, choć nie urwało mi tyłka, był przyjemny w przerwach między nauką. Zakochałam się w Cheryl i chciałabym ukraść jej ciało. Irytowały mnie trochę śpiewane wstawki, nie znoszę tego w serialach.

Pamiętnik

Wróciłam do notowania - powstała mieszanka dziennika i plannera, który sprawdza mi się najlepiej. Pozwala mi oczyścić głowę a jednocześnie rozpisuję sobie dzienne questy. To także miejsce do spisywania blogowych pomysłów i tematów. Chciałabym tylko zmajstrować jakiś magiczny diy dziennik i prowadzić go jak instagramowe wiedźmy, bo póki co to tylko bazgroły. Jednocześnie to chyba najdłużej prowadzony dziennik, bo w miesiąc zapisałam ponad 100 stron!


Kanał

Wrzuciłam go tu na listę, bo obiecałam sobie, że jak zdam statystykę, to nagranie jakiegoś filmu będzie pierwszą rzeczą jaką zrobię. Nie wiem jeszcze, czy to wypali i samo nagranie filmu jest tu najmniejszą przeszkodą - w każdym razie podejrzewam, że prędzej czy później kanał powstanie, a przy okazji zapewne moja nazwa trochę ewoluuje i zrobię porządki na blogu. Nie mam sprecyzowanego contentu na kanał - chcę tam wrzucać wszystko co wrzucam tutaj plus filmy o tematyce psychologicznej. Trzymajcie kciuki, żeby się udało!

Na dzisiaj to tyle, miłego dnia!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger