sierpnia 17, 2018

"Przewodnik wędrowca - sztuka odczytywania znaków natury" Tristan Gooley - recenzja

Prawdopodobnie wydaje się Wam, że mieszkam gdzieś w środku puszczy, jem porosty, wyje do księżyca i podcieram się mchem. Macie rację. Tak właśnie robię. 

Po przeczytaniu tej książki czuję jednak, że jestem w tym wszystkim słaba. Bardzo słaba. Nie będę ukrywać, że choć w lesie bywam dość często, a mój Instagram, to jedna wielka puszcza, nie jestem mistrzem przetrwania i nie uprawiam bushcraftu. Nie przykładam uwagi do tego, po której stronie drzewa rosną moje porosty, nie pamiętam od której strony wieje u mnie wiatr i nie umiem powiedzieć czy idę na północ czy południe. Przeczytanie tej książki niestety nie zmieniło tego stanu rzeczy, ale nie dlatego że jest słaba, a dlatego że to ja jestem leniwa. Jeśli wydaje Wam się, że to lektura do kawki i relaksu, to albo musicie mieć dobrą orientację w terenie, albo jesteście mózgami.

 "Przewodnik wędrowca" to książka o naturalnej nawigacji i nauce umiejętności bycia leśnym Sherlokiem, który na podstawie budowy rowu umie określić kto w nim spał w czasie drugiej wojny światowej. Książka ta jest pełna informacji, które nie sposób zapamiętać czytając ją sobie przy kawce. Autor nie tylko podaje całe mnóstwo protipów jak doszukiwać się znaków dzięki burzom, ukształtowaniu terenu, ilości słońca, temperatury i innym czynnikom. Podaje też mnóstwo informacji dotyczących konkretnych gatunków roślin i ich upodobań oraz sposobów na przetrwanie, na podstawie których możemy stawiać konkretne wnioski dotyczące miejsca w jakim się znajdujemy. Aby pojąć ta wiedzę nie wystarczy przeczytanie poradnika - trzeba oglądać to na własne oczy na własnym terenie. To książka która wymaga aktywnego badania i sprawdzania tych informacji na własną rękę. Nie mogę powiedzieć, że mnie zawiodła - była dla mnie po prostu trudną lekturą, przyjemną jeśli chodzi o naukę, ale niekoniecznie przyjemną jeśli odbieramy ją jako lekturę do relaksu. A chyba tak ją właśnie odebrałam na początku. Nie mogłam wkręcić się w te tematy leżąc na kanapie i jedząc odgrzewaną pizzę.


"Przewodnik wędrowca" to książka o naturalnej nawigacji i nauce umiejętności bycia leśnym Sherlokiem, który na podstawie budowy rowu umie określić kto w nim spał w czasie drugiej wojny światowej. Książka ta jest pełna informacji, które nie sposób zapamiętać czytając ją sobie przy kawce. Autor nie tylko podaje całe mnóstwo protipów jak doszukiwać się znaków dzięki burzom, ukształtowaniu terenu, ilości słońca, temperatury i innym czynnikom. Podaje też mnóstwo informacji dotyczących konkretnych gatunków roślin i ich upodobań oraz sposobów na przetrwanie, na podstawie których możemy stawiać konkretne wnioski dotyczące miejsca w jakim się znajdujemy. Aby pojąć ta wiedzę nie wystarczy przeczytanie poradnika - trzeba oglądać to na własne oczy na własnym terenie. To książka która wymaga aktywnego badania i sprawdzania tych informacji na własną rękę. Nie mogę powiedzieć, że mnie zawiodła - była dla mnie po prostu trudną lekturą, przyjemną jeśli chodzi o naukę, ale niekoniecznie przyjemną jeśli odbieramy ją jako lekturę do relaksu. A chyba tak ją właśnie odebrałam na początku. Nie mogłam wkręcić się w te tematy leżąc na kanapie i jedząc odgrzewaną pizzę.

Książka teoretycznie nie jest poradnikiem "jak przetrwać na środku pustyni, kiedy skończy ci się nawet własny mocz" - skupia się na naturalnej nawigacji, nie na tym co zjeść w dżungli. Niemniej, autor karmi nas też różnymi ciekawostkami z tego zakresu. Warto zaznaczyć, że Tristan Golley bardzo często nawiązuje do ukształtowania terenu na wyspach Brytyjskich oraz w Stanach. Podróżował jednak po całym świecie i z każdego zakątka przemyca jakieś ciekawostki.

Będzie to idealna pozycja dla ludzi interesujących się podróżowaniem, biwakowaniem i bushcraftem, bo jeśli wykażecie odrobinę więcej chęci niż ja, będziecie potrafili określić swoje położenie bez użycia kompasu i aplikacji "Jak dojechać". Osobiście zapomniałam już większość rzeczy jakich się z niej dowiedziałam - zauważyłam jednak, że wychodząc do Żabki po kolejną zupkę chińską oceniam stan chwastów, które wyrosły w szczelinie chodnika i zastanawiam się czy pojawienie się w moim mieszkaniu modliszki zwiastuje jakąś apokalipsę humanoidalnych owadów czy po prostu uciekła sąsiadowi z terarrium. A tak na poważnie - niesamowicie ciekawe jest to, jak dzięki całej masie  znaków jakie daje nam natura i ingerencja człowieka, można określić swoje położenie i odnaleźć drogę. Mam wręcz wrażenie, że nie ma takiej sytuacji i takiego miejsca na ziemi, w którym nie dałoby się wywnioskować, gdzie się znajdujemy i jak się stąd wydostać. Po prostu nie mieliśmy dotychczas w zwyczaju analizowania tych znaków i nie przykładaliśmy uwagi do tego, że skupisko jesionów może nam wiele powiedzieć o jakości gleby i sile wiatrów, i, na przykład, pomóc w odnalezieniu drogi do najbliższego zbiornika wodnego.

Myślę że "Przewodnik wędrowca" to książka, którą trzeba przeczytać nie jeden raz, by przyswoić większość zawartych w niej porad. Żałuję, że w momencie kiedy przyszło mi ją czytać, miałam niewiele czasu by zabrać ją do lasu, liczyć słoje drzew i szukać rowów powojennych. Wiem, że już wkrótce będzie do tego okazja.

Na koniec zapraszam Was do miejsca, gdzie prawdopodobnie uwierzycie, że lubię sobie czasem chapnąć zupę z muchomora - na mój leśny INSTAGRAM.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger