sierpnia 08, 2018

Pielęgnacja nie musi być droga!

Dobrze zorganizowane dbanie o siebie zwykle jest kojarzone z marnowaniem połowy pensji na kosmetyki w różnej postaci - pudło odżywek i myjadeł, worek kremów i balsamów, kolejne serum na noc, peelingi enzymatyczne i absolutnie niezbędne każdej kobiecie maseczki w płachcie w kształcie pandy.

Wcale nie trzeba jednak wydawać worka złota żeby o siebie dbać i żeby - co najważniejsze - pielęgnacja była równie skuteczna co za sprawą kosmetyków. Zaryzykuję stwierdzenie, że macie w swojej kuchni wszystkie składniki, dzięki którym jeszcze tego samego dnia możecie o siebie zadbać. Nie będę tworzyć kolejnego postu o trzech mitycznych składnikach - miodzie, jajku i owsiance, bo sposobów na tanią pielęgnację jest znacznie więcej. Oprócz produktów spożywczych - które swoją drogą wywołują w niektórych ludziach niezrozumiałe dla mnie uczucie zażenowania, istnieje kilka tanich produktów lub surowców, na bazie których wykonacie mnóstwo prostych kosmetyków.

Do stworzenia tego posta zainspirowała mnie Marta i jej wpis o pielęgnacji włosów dla cebulaków. Ja jednak skupię się na całokształcie pielęgnacji, zaczynajmy :D


Pielęgnacja włosów

Tu mamy chyba największe pole do popisu, bo włosy zeżrą prawie wszystko. Żartuję oczywiście - mam na myśli to, że większość produktów kuchennych nadaje się do włosów i jest w stanie zapewnić im podstawowe składniki - emolienty, proteiny i humektanty.

Składniki dla włosów:

Żelatyna lub agar - Można za ich pomocą wykonać laminowanie włosów, albo po prostu dodać je do domowych masek. Żelatyna jest źródłem protein, a agar to taka wegańska wersja.

Jajka - Żółtka również są składnikami zawierającymi proteiny, ale nie tylko. Zawarta w nich siarka nadaje się na skalp, a lecytyna jest naturalnym emulgatorem, dzięki czemu żółtko może być delikatnym szamponem. Niektórzy używają także białek - najlepiej jednak wcześniej ubić z nich pianę, bo nakładanie surowego białka pod czepek z reguły kończy się jajecznicą na głowie.

Miód - Humektant, nawilżacz. Również da się nim umyć włosy i skórę, ale przede wszystkim świetnie nawilża, nadaje się do masek i podkładów. Cukier też nawilża, ale zwykle go nie polecam, szczególnie na skalp.

Nabiał - Kolejne proteiny. Wszystkie mleka, jogurty, śmietanki mogą posłużyć za bazę do masek proteinowych.

Przyprawy - Cynamon, papryka, kurkuma, rozmaryn i nie tylko mogą być używane do przyspieszania porostu lub przy walce z wypadaniem.

Len - Jest to dla mnie w zasadzie obowiązkowa rzecz jeśli chodzi o włosy. Nawilżacz. Glutek z gotowanego lnu jest używany do masek, jako naturalny szampon, lub podkład po olej. W dodatku naturalny stylizator, między innymi do loków.

Mąki - Część z nich nadaje się do mycia włosów (czytajcie tutaj), są też źródłem dużych protein. Niektóre z nich nadają się jako suche szampony - np. mąka kukurydziana czy owsiana. Skrobia ziemniaczana z kolei jest nawilżaczem - super dodatek do masek.

Otręby zbóż, płatki owsiane - Naturalne peelingi, aczkolwiek niezbyt wygodne do skalpu, bo trudno je zmyć.

Glinki - Nadają się jako suche szampony (między innymi biała), oraz peelingi do skalpu.

Woda po gotowanym ryżu, kaszach, nawet makaronach (bez soli) - Źródło protein, nadaje się jako płukanka do włosów. Taką wodą oblewamy już umyte włosy i już nie zmywamy.

Oleje - Do olejowania lub zabezpieczania końcówek możecie używać zwykłego oleju kuchennego (np. rzepakowy, słonecznikowy, ryżowy, z pestek winogron) - włos jako martwa struktura ma wywalone na witaminki z olejów, nie musicie się więc przejmować, że tani olej kuchenny się nie nada - nada się i jeśli wasze włosy go lubią, to po prostu serwujcie im taki olej. W przypadku skalpu warto zrobić sobie ziołowe maceraty, czyli wzbogacić tani rafinowany olej w różne wartościowe substancje z roślin. Szczegółowy opis jak to zrobić znajduję się tutaj.

Sól - Jako peeling.

Fusy po kawie - Peeling, w dodatku dobrze stymulują wzrost włosów.

Zioła - W zależności od rodzaju ziół, nadają się do mycia, kondycjonowania, zapuszczania, czy na wypadanie. W formie płukanek lubię tatarak, skrzyp, pokrzywę, łopian i bylicę. O zapuszczaniu pisałam tutaj, zerknijcie. Można też nimi myć i to z kolei opisałam szczegółowo w tym wpisie. Za ich pomocą można także trwale farbować włosy na różne kolory (henna, cassia, senes, indygo, katam itp).


Przykładowy plan pielęgnacyjny z wykorzystaniem tylko tanich składników lub surowców:

  • Mycie na przemiennie mąką żytnią lub naparem (np. glutem lnianym, yerbą, pokrzywą) - jednego dnia mąka, innego dnia napar.
  • Olejowanie - Włosy olejujemy olejem, który im odpowiada, dla skalpu robimy wersję ziołową. Olej nakładamy na podkład z wody z miodem (pół szklanki wody, łyżeczka miodu) albo na podkład z glutka lnianego (albo jaki tam lubicie) około 1-2 razy w tygodniu lub częściej.
  • Maski - w zależności od tego czy włosy potrzebują protein, humektantów, emolientów czy wszystkiego na raz, możecie skleić maski zawierające te konkretne składniki. Wszystko znajduje się w poście o domowych maskach do włosów. Powiedzmy, że robimy maskę raz, dwa razy w tygodniu - najlepiej przed myciem włosów, gdyż maski te z reguły zawierają tłuste składniki, nie mają natomiast emulgatorów i detergentów, które sprawiają że sklepowe maski można stosować po myciu, a nie przed.
  • O skalp dbamy albo maceratami, albo olejem zmieszanym z przyprawami (cynamon, imbir itp), albo ziołowymi naparami (kozieradka, pokrzywa, bylica).
  • Końcówki zabezpieczamy malutką ilością oleju - dosłownie kropla czy dwie, bo płynne oleje lubią strączkować włosy. 

Pielęgnacja twarzy

W tym przypadku możemy użyć wszystkich składników, jakie wymieniłam wyżej. Opiszę to jednak trochę inaczej, żeby się nie powtarzać. Tyczy się to jedynie składników pielęgnacyjnych - pomimo wielu błyskotliwych tutoriali nie da się stworzyć trwałego i bezpiecznego makijażu z produktów spożywczych. To z resztą głupie - widziałam jak ktoś próbował robić cienie i pigmenty z cynamonu czy papryki - uwierzcie, nie chcecie mieć czegoś takiego w oku. W niektórych przypadkach lepiej darować sobie domowe sposoby. Można jednak wykorzystać drobno mielone mąki, glinki, kakao żeby stworzyć kosmetyki matujące. Za puder może posłużyć zwykła mąka owsiana czy ryżowa, ale za pomocą kolorowych dodatków unikniecie efektu gejszy.

Demakijaż - Każdy zna OCM - czyli zmywanie makijażu za pomocą oleju i ciepłej szmatki. Osobiście kocham tą metodę, ale często jestem zbyt leniwa żeby to aż tyle trwało. Makijaż zmyjecie każdym olejem, a jednocześnie zadbacie o rzęsy - np. bazując na rycynie.

Mycie - Do tego celu najlepiej sprawdzają się u mnie glinki i mąki - tworze sobie pudry myjące (więcej w tym wpisie), które są na tyle delikatne, że można ich używać codziennie. Uwielbiam je, bo nie napinają mi skóry, myją bardzo delikatnie. Napary saponinowe także się nadają, ale są mało praktyczne - lepiej nabrać porcję pudru ze słoiczka, niż specjalnie przygotowywać napar. Co do używania jajek w tym celu - trochę głupio marnować codziennie po jajku, które i tak w większości się zmarnuje.

Peelingowanie - Samo codzienne mycie glinkami delikatnie peelinguje. Otręby i płatki owsiane są równie delikatne. Mocniej działają twarde peelingi na bazie soli, cukru albo fusów kawy - najprościej rozrobić je z porcją oleju, żeby nie szorować nimi jak papierem ściernym bez poślizgu.

Tonizowanie - Najlepiej stworzyć sobie domowy hydrolat, odparowując wodę z jakimiś surowcami (kiedyś podam kilka przepisów). Hydrolaty są z reguły najdelikatniejsze. Można też używać do tego celu naparów, aczkolwiek z ich Ph bywa różnie. Osobiście polecam zrobić sobie tonik z octu jabłkowego, ale miejcie na uwadze fakt, że to jest silny kwas i przecieranie surowym octem twarzy nie skończy się dobrze na dłuższą metę. Ja rozcieńczam go z wodą co najmniej pół na pół, ale najlepiej żeby wody było dwa razy więcej. Robię niewielkie porcje na kilka dni. Taki tonik sprawdza się u mnie genialnie i zawsze kondycjonował mi skórę kiedy robiła się kapryśna i pojawiały się wypryski. Możliwe że ma też lekkie działanie rozjaśniające. Ocet można zrobić samemu i to bardzo łatwe, ale jeśli z jakiegoś powodu wolicie kupić, to szukajcie w sklepach z eko żywnością. W składzie ma być sam ocet bez konserwantów - ocet to konserwant sam w sobie i nie zepsuje się jeśli jest prawidłowo zrobiony. Unikajcie też przypraw w octach sklepowych, bo potem twarz capi bigosem ;V

Nawilżanie i zabezpieczanie - Wiele osób praktykuje pielęgnacje skóry jedynie za pomocą olejów. Według mnie to kiepska opcja na dłuższa metę - bo choć nierafinowane oleje są bogate w mnóstwo cud składników odżywczych, to nie są w stanie nawilżyć skóry. Mogą jedynie zatrzymać w skórze wodę. Ale nawilżanie musi odbyć się inaczej. Można to rozpracować na kilka technik - nakładanie składników nawilżających pod olej, lub łączenie ich od razu z olejem, na przykład na noc, a na dzień stosowanie na przykład samego, niezbyt ciężkiego oleju (lub na odwrót). Co nadaje się pod olej? Najlepiej kupić sobie jakieś gotowe tanie surowce - kwas hialuronowy albo D-panthenol. Na upartego nada się też glutek lniany lub przecieranie nawilżającym naparem albo hydrolatem (z tym że to może być niewystarczające nawilżenie). Jeśli chodzi o maseczki - glinki, mąki, nawet przyprawy (np. kurkuma), utarte zioła (np. neem), algi (np. spirulina, laminaria, chlorella) można rozrabiać z wodą, naparem lub hydrolatem, olejami, olejkami eterycznymi, ekstraktami, glutkiem czy miodem.

Matowanie - Tak jak mówiłam, nie polecę Wam tworzenia cieni czy pomadek z kolorowych przypraw, ale możecie stworzyć pudry. Bazą jest mąka - a jest ich wiele. Najlepiej wykorzystać ryżową lub owsianą, kolor można podkręcać dodając mąkę kukurydzianą, kakao, glinki, ewentualnie kurkumę jeśli nie będziecie wpychać tego do oczu. Takich pudrów lepiej używać niewiele, bo możecie mieć awarię i będziecie wyglądać jak prosto z młyna. Ich trwałość też jest ograniczona.

Pielęgnacja ciała

Przyznaję się bez bicia, że ciału poświęcam ostatnio znacznie mniej uwagi - może to dlatego, że po prostu nie przepadam za uczuciem lepkości po balsamach czy olejach. Również można o nie dbać tanio i domowo wykorzystując wszystkie wyżej wspomniane produkty.

Mycie - Najlepiej sprawdzają się saponinowe napary, i są w tym przypadku bardzo wydajne - lepiej zużyć litr naparu z dwóch łyżek dowolnego zielska niż np. miskę mąki. W ogóle mycie mąką na upartego tu przejdzie, ale osobiście bym tego nie próbowała, trochę to nie opłacalne. Pewnych ziół można używać nawet do higieny intymnej (na przykład jaskółcze ziele polecane przy różnych infekcjach).

Peelingi - Takie jak w przypadku ciała, tylko więcej. Najlepiej według mnie wypadają mieszanki z fusów kawy, z dodatkiem przypraw (cynamon, imbir itp), bo to pewnego rodzaju recykling, który dodatkowo stymuluje krążenie, więc jeśli macie cierpliwość, to może nawet lekko zniwelują cellulit. Ja jednak jestem wierna masażowi na sucho - o którym kiedyś napiszę więcej, bo swego czasu dzięki niemu mój celullit i kawałek rozstępów odeszły w zapomnienie. Taki masaż wykonuje się na całym ciele szczotką z naturalnego włosia i nie tylko poprawia wygląd skóry, ale poprawia krążenie. Poza tym jest o wiele przyjemniejszy niż peelingi, szczególnie jeśli robi go wam inna osoba.

Depilacja - W zasadzie inwestycja w golarkę z wymiennymi żyletkami powinna załatwić sprawę, ale skoro chcecie być tak turbo pro eko i nie wydawać na to kasy, to pozostaje pasta cukrowa. Pod warunkiem, że uda Wam się ją zrobić. Ja od wielu lat próbuje i legenda głosi, że to działa. Moja pasta cukrowa niestety zawsze staje się lizakiem i nie da się tym absolutnie nic ogolić. Pastę robi się z cukru, wody i soku z cytryny - trzeba to ugotować. Ma z tego wyjść coś na kształt plasteliny. Mi jeszcze nigdy nie wyszło i nie wiem co robię źle. Ewentualnie możecie zmajstrować jakieś prowizoryczne plastry woskowe z taką lizakową mazią, ale myślę że to nie wypali.

Dezodoranty i perfumy - Nie napisze Wam jak zrobić antyperspirant, bo chyba nie bardzo je popieram. W zasadzie to nie wiem czy popieram czy nie - z jednej strony pocenie się jest naturalne i nie powinno się organizmowi odbierać tej możliwości, z drugiej strony, pocić nie chcemy się głównie pod pachami - to tam zwykle używamy antyperspirantów, wobec tego nasuwa się myśl, że to niewielki procent ciała, które ma zablokowaną możliwość pocenia się. Najpopularniejszy naturalny dezodorant, to soda z olejem kokosowym - generalnie działa okej dopóki Was nie podrażni. Jeśli totalnie musiałabym tego używać, to dodałabym tu jeszcze jakiegoś nawilżacza (panthenolu na przykład). Jest jeszcze ałun - pamiętajcie jednak że ałun to też aluminium, którego tak się boicie w sklepowych kosmetykach. W tej formie można używać też antybakteryjnych olejków eterycznych. Poza tym można stworzyć z nich prowizoryczne perfumy - wodno - olejową mgiełkę z ich dodatkiem.

Nawilżanie - Wydaje mi się, że smarowanie całego ciała nawilżaczem, a potem jeszcze olejem jest zbyt pracochłonne. Jeśli koniecznie nie chcecie używać gotowych balsamów, to zróbcie sobie dwufazowy olej - z dodatkiem kwasu hialuronowego, panthenolu albo innego surowca.

Zapraszam do nas na grupę - Laboratorium Leśnych Wiedźm



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger