sierpnia 31, 2018

5 produktów, które zamierzam wprowadzić do diety


Choć bardzo interesuję się naturą i przyrodą, muszę przyznać że moja dieta bywała, i wciąż bywa tragiczna. Owszem, chętnie nazbieram mniszków i szyszków, żeby zrobić z nich eksperymentalne dania, ale w momencie kiedy na przykład jadę na uczelnie, ostatnią rzeczą o jakiej mogłabym myśleć jest pasta z utartych pączków leszczyny - i zdecydowanie stawiam na hot doga z Fresha. Dobra, nie będę Wam wciskać kitu że to kwestia braku czasu, bo tak się składa że mam wakacje i pracuje w domu - to kwestia lenistwa i żywieniowych nałogów. Nawet mój kot je lepiej...

5zdrowychproduktowktorewartojesc


Mam tak ambitne plany, by tworzyć dla Was leśne (całkowicie leśne!) foodbooki i przepisy, i wiem że wkrótce na pewno to zrobię, póki co jednak chce stopniowo zmieniać dietę. Jest już i tak o niebo lepiej - choć nie jem w pełni zdrowo i zdarza mi się zamówić metrowego kebsika, to przynajmniej nie wpierdzielam codziennie paczki chipsów (jak przez wiele lat kiedyś) i zwykle gotuję wszystko sama. Dziś opisze kilka produktów, które mam w planach wprowadzić do diety - w formie posiłków lub suplementacji. Być może sami znajdziecie wśród nich coś, co może Wam się przydać.

Dość rozsądnie podchodzę do suplementów. Nie wierzę w superfoods - to dla mnie bardzo sezonowe "gwiazdy". Nie twierdzą też, że wszystkie są do bani, ale kieruje się w tej kwestii dużą nieufnością. Jeśli wybieram jakiś suplement, to nie ze względu na to, że jest modny i wypada przetestować.


Triphala

To jedna z najbardziej znanych receptur ajurwedyjskich. Składa się z trzech owoców amli, haritaki i bibhitaki. Są zmielone na proszek i nie będę się rozpisywać na temat ich leczniczych właściwości. Ja będę ją jeść głównie po to, żeby zadbać o odporność na jesień oraz żeby zrobić dla Was test zapuszczania włosów tylko za jej pomocą. Kiedyś trafiłam na informacje, że niektórzy notowali przyrost w postaci 7 centymetrów miesięcznie. Jest to oczywiście nierealne, ale każda osoba, która jej używała z jaką rozmawiałam, widziała spory przyrost, dlatego zamierzam sprawdzić to na sobie i jakoś sensownie Wam to zmierzyć. 


Kobylak

Zamierzam go pić na przemian w wierzbownicą. Kobylak to bardzo pożyteczny chwast wspomagający leczenie chorób skórnych lub przewodu pokarmowego. Zawiera sporo cynku, nadaje się także do stosowania zewnętrznego jako tonik. Ma też działanie antynowotworowe - ale zawsze kiedy piszę, że jakaś roślina działa antynowotworowo, to czuje się jak ziębita i myślę, że kwestie roślin i nowotworów kiedyś rozszerzę (nie mówię że to ściema, bo niektóre rośliny mają udowodnione naukowo działanie antynowotworowe, ale to nie takie proste i nie chcę się bawić w lekarza). Wracając do kobylaka - smakuje paskudnie. Korzeń (czyli surowiec, który będę pić) jest gorzkawy. Nie tak okrutnie jak piołun, ale ma dość nieciekawy smak. Dlatego też zamierzam stworzyć jakąś mieszankę, by inne zioła zakamuflowały je smak.

Ashwagandha

Zawiera alkaloidy, fitosterole oraz witanolidy A-Y. Głównie zależy mi na wzmocnieniu koncentracji i poprawieniu pamięci - na szykującą się poprawkę ze statystyki będzie jak znalazł :D I oczywiście chcę sprawdzić działanie adaptogenów na stres, a czuje że trochę się go najem w najbliższym miesiącu.

Olej lniany

Kiedyś miałam już wiele podejść do picia różnych olejów, nigdy jednak nie byłam regularna. Olej lniany jest super, ale jego specyficzny smak sprawia, że wole dodawać go do jedzenia niż pić. Mam w planach opatentować kilka smacznych koktajlów albo papek, w których będzie lądował olej nie zmieniając za bardzo smaku. Moje ciało i kudły pilnie potrzebują omega 3.

Kiszonki 

Chodzi mi głównie o zadbanie o florę bakteryjną w jelitkach i prewencje robakową. Zamierzam oczywiście robić je sama, bo jaram się domowymi przetworami, szczególnie jeśli mają być zdrowe. Ukisić tak naprawdę można wszystko - nie tylko kapustę i ogóry. Ludzie kiszą nawet liście i łodygi roślin.


Myślę, że jeszcze kiedyś powstanie o nich post - bardziej szczegółowy, o efektach używania takich produktów. Póki co chcę sobie rozplanować jakieś smaczne posiłki, w których będzie można je przemycać bez narzekania. Żegnam się i lecę pochłonąć jakiegoś wielkiego tłustego placka po węgiersku na Krupówkach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger