lipca 14, 2018

Spis najczęstszych hennowych i senesowych problemów

Na początku przygody z ziołami zazwyczaj spotykamy się z całą masą pytań i problemów, od nieodpowiedniej konsystencji pasty, po problemy ze zmywaniem, swędzeniem i całym mnóstwem innych niedogodności. Postaram się dziś rozwiać wasze wątpliwości co do większej części z nich. Będę ten post aktualizowała co jakiś czas, bo prawdopodobnie coś przegapiłam. Jeśli po przeczytaniu tego posta nadal nie znajdujecie rozwiązania swojego problemu, pytajcie w komentarzach - postaram się pomóc na ile to możliwe.

Jako że skupiam się tylko na hennie, cassi i senesie, post dotyczy głównie tych ziół - nie wszystkie rady będą odpowiednie w kwestii zabaw np. z indygo albo katamem - o nich napiszę dopiero, gdy sama zdobędę większą wiedzę na ich temat.

Zanim zaczniesz czytać ten post, zajrzyj jeszcze TUTAJ - opisałam tu informacje podstawowe dotyczące tego czym w ogóle są te zioła i na czym polega ich działanie.

Błotko wyszło zbyt rzadkie

Przy robieniu mieszanki trzeba wyczuć ile płynu nalać by miała odpowiednią konsystencję - a odpowiednia konsystencja przypomina śmietanę. Mi na 60-80g ziół schodzi zwykle cała szklanka, ale trzeba lać powoli i stopniowo, żeby nie przesadzić. Jeśli jednak mieszanka wyszła Wam zbyt płynna i obawiacie się, że spłynie Wam z włosów, można ją bez problemu zagęścić takimi dodatkami jak - mąka ziemniaczana (żadna inna oprócz tej, może ewentualnie tapioka ale nie jestem pewna), mielona kozieradka, neem, brahmi, bringraj, można także po prostu dosypać odrobinę suchej henny czy senesu.

Jak się pozbyć grudek?

W przypadku grudek można próbować zgniatać je łyżką o ścianki naczynia - ale to dość upierdliwe i żmudne. Jeśli bardzo Wam przeszkadzają, to użyjcie blendera albo miksera, ale prawda jest taka, że to nie zawsze konieczne - grudki zwykle same się rozpuszczają, gdy postoją kilka godzin. Możecie więc odstawić mieszankę z grudkami i co kilka godzin kontrolować jej stan - jeśli grudki pozostaną, wtedy ewentualnie ratujcie się blenderem.

Błotko nie wydzieliło barwnika

Najprawdopodobniej przyczyną jest zbyt krótkie odstanie, zwietrzałe, stare zioła, brak dodatków zakwaszających (lub zbyt mała ilość - tylko nie mówimy o indygo, w jego przypadku nie kwasimy) lub zbyt niska temperatura.

Na ile odstawiać zioła?

Cassia/senes/senna - najlepiej co najmniej 10 godzin, do 24 godzin (osobiście wybieram granicę 15-20 godzin, patrz na punkt o pleśnieniu)

Henna - zwykle szybciej, od 2-3 godzin, do, powiedzmy 8-10 godzin. Więcej nie powinno jej zaszkodzić (tak do 20-24h), ale myślę że trzymanie tak długo jest zbędne.

Czy można pogrzać zioła w piekarniku żeby szybciej "doszły"?

Oczywiście - wstawiamy piekarnik na temperaturę około 40-50 stopni i wkładamy do niego zakwaszone zioła. Piekarnika najlepiej nie zamykać do końca. Cassia/senes/senna powinny dojść w ciągu 4-6h, henna po godzinie, dwóch. Metoda dla osób, które się śpieszą.

Czy zioła bez zakwaszania złapią?

Niektórzy przygotowują zioła bez zakwaszania, ale według mnie to marnotrawstwo. Bardzo często na opakowaniach nawet dobrej jakości ziół, w instrukcji nie ma żadnej wzmianki o konieczności zakwaszania - i zwykle nieświadoma osoba postąpi zgodnie z tą instrukcją. Może to kwestia niewiedzy producentów, a może specjalny zabieg, który ma na celu zmuszenie klientów do częstszego farbowania (bo kolor może się szybciej wypłukiwać i trzeba częściej powtarzać). Kolor hennowy najczęściej złapie - ale może być mniej trwały i wymaga większej ilości hennowań. Z kolei cassia i senes według mnie nie łapią bez kwasu, choć nie wiem jaki efekt byłby na całkiem białych albo mocno rozjaśnianych włosach. Brak kwasu, to mniej barwnika, a mniej barwnika to mniej pogrubienia i kondycji. Jeśli ktoś ma dostęp do dużej ilości ziół to może sobie wykorzystywać je na różne sposoby i mieć z tego dobre efekty. Ja nie chce marnować ich potencjału.

Nakładanie na suche czy mokre włosy?

Można i tak i tak - z tym że ja zdecydowanie bardziej polecam na mokro, szczególnie jeśli macie długie albo bardzo gęste czy kręcone włosy. Dlaczego? Po pierwsze, schodzi wtedy mniej mieszanki - suche włosy będą piły wilgoć z błotka na potęgę i będzie trzeba nałożyć więcej ziół. Po drugie, na mokro łatwiej się nakłada - włosy nie stają się taką toporną twardą masą i można łatwiej dotrzeć do skalpu. Po trzecie, przed ziołami konieczne jest umycie i ewentualnie chelatowanie włosów - opcja na mokro nie wymaga więc suszenia kudłów i oszczędzacie czas. A jednak są ludzie, którym wygodniej nakładać na sucho - najczęściej za pomocą pędzelka. Musicie sami to wyczuć, ale myślę że większość zdecydowanie woli na mokro.

Problemy z nakładaniem

Trzeba wypracować sobie własną technikę nakładania, a tych jest kilka. Jeśli decydujecie się na nakładanie na sucho, to najrozsądniej będzie to robić za pomocą pędzla do farbowania - wtedy musicie być dość precyzyjni i pracować pasmo po paśmie. Dla mnie to zabawa kompletnie bez sensu, bo mam za długie włosy, żeby sobie samodzielnie nakładać błoto pędzlem po całej długości. Myślę więc, że to się nadaje albo dla krótkowłosych, albo gdy macie kogoś kto Wam nałoży zioła. Nakładanie na mokro z kolei jest według mnie prostsze - możecie zaszaleć i nakładać błotko dużymi porcjami zaczynając od skalpu i nie pilnując za bardzo czy każdy włos jest odpowiednio pokryty (ale wówczas błotko powinno być trochę rzadsze, za gęste ciężko rozprowadzić w ten sposób, poza tym, to może być mało delikatne i może przyczynić się do wypadania - najlepiej to robić przy cieńszych włosach). Drugą opcją, jest nakładanie błotka pasmo po paśmie od skalpu w dół - tak robię ja. Zaczynam od czoła, wydzielam sobie pasma i palcami pokrywam je błotem dokładnie i trochę ugniatam, żeby dotarło wszędzie. Pasma już pohennowane przerzucam sobie na twarz, tak żeby nie mieszały się z resztą. To jest zdecydowanie dokładniejsze i bardziej precyzyjne.

A co z miejscem nakładania? Jak to robić humanitarnie i nie tworzyć syfu w całej łazience? Wszystko zależy od jakości zmielenia ziół - z henną jest tu łatwiej, można ją nałożyć na stojąco nie robiąc bajora w całej łazience. Gorzej jest z senesem, szczególnie takim samodzielnie zmielonym - bo z reguły jest zmielony kiepsko i sypie się z włosów wszędzie. Dlatego ja, jako że używam mieszanki takiego senesu z henną, widzę tylko jeden sposób nakładania ziół - siedząc szczelnie zamknięta w prysznicu albo w wannie nago. Miejsce to potem wygląda jak przewrócony i postawiony z powrotem toj toj na Openerze.

Jeśli się nudzicie i chcecie mieć zajęcie w postaci mycia łazienki na wszystkich jej płaszczyznach, polecam nakładać średnio zmielony senes na stojąco przy umywalce. Niezapomniane wrażenia!

Nadmierne wypadanie po ziołach

Przyczyn może być wiele i warto sobie przeanalizować i wykluczyć różne możliwości.

Przyczynami wypadania włosów po ziołach mogą być:

  • Zbyt mocne szarpanie i ciągnięcie kudłów przy nakładaniu - to dość częsty powód wypadania. Przy zbyt mocnym inwazyjnym szarpaniu podczas aplikowania ziół możemy sobie sporo włosów powyrywać, dlatego ważne jest to żeby włosy rozczesać o ile to możliwe przed nakładaniem i robić to w miarę delikatnie.
  • Zbyt mocne zakwaszenie/ za silny kwas/podrażnienie - Nie przesadzajcie z ilością kwasu. Jeśli w proporcjach podano pół łyżeczki dodatku zakwaszającego na daną ilość ziół, nie sypcie dwóch łyżeczek. Unikajcie też cytryny czy octów - według mnie to są dość mocno podrażniające kwasiaki.
  • Podejrzane produkty hennopodobne - Używajcie sprawdzonych produktów. Bardzo często wypadanie pojawiało się po Fitokosmetik, Eldzie, Venicie, Banjaras i tym podobnych produktach, które zawierają podejrzane dodatki i udają "hennę" i inne zioła.
  • Zbyt długie trzymanie/odparzenia/przegrzanie - To też może być przyczyna wypadania. Jeśli wszystko inne wykluczyliście, spróbujcie potrzymać zioła krócej niż dotychczas. Ja po całej nocy z ziołami na głowie nie widzę negatywnych skutków, ale są one możliwe, szczególnie w czasie upałów, kiedy można sobie odparzyć skalp pod folią.

Jest jeszcze teoria, że słabe cebulki po hennie wypadają po to by wyrosnąć od nowa jako silniejsze - ale jakoś mi ona nie pasuje. Teoretycznie powinny w ten sposób wypaść wszystkie włosy, bo wszystkie były przed hennowaniem słabsze niż po hennie - a tu rozchodzi się przecież o cebulki. Nie sądzę, żeby "zbawienne" substancje henny działały w ten sposób - myślę że wzmacniają po prostu słabą cebulkę, o ile w ogóle są w stanie ją wzmocnić jakoś konkretnie.

Pleśnienie

Dzieje się to najczęściej w przypadku cassi i senesu - czyli ziół, które potrzebują dość dużo czasu na wydzielanie barwnika. Z mojego doświadczenia i obserwacji przypadków innych osób wynika, że najczęściej pleśniał senes, który stał około 20 godzin wzwyż. Mieszanka, która spleśniała jest już niestety w całości do wyrzucenia, ale wcale jeszcze nie musicie wywalać całego produktu - proponuje najpierw odstawić go na krócej (np 10-15h) i sprawdzić jak się wówczas zachowuje. Nie każdy senes oczywiście pleśnieje po 20 godzinach, ciężko w ogóle powiedzieć czy odpowiada za to jego skład czy warunki odstawienia. W praktyce zdarza się to rzadko - najczęstsze przypadki to pleśnienie ziół, które był odstawione aż na dwa, trzy dni - to zdecydowanie za długo i pleśń  w takim wypadku ma święte prawo zabrać sobie Wasze błotko lenie! I jeszcze jedna ważna rzecz - czasem zdarza się, że zioła stoją już kilkanaście godzin, a Wam coś wypadnie i muszą postać kolejne kilka - można je wtedy włożyć do lodówki, żeby tam dokończyły oczekiwanie aż znajdziecie dla nich czas.


Zioła nie chcą się zmyć/we włosach zostają fusy

Kolejnym problemem jest niedokładne zmywanie ziółek, czego skutkiem może być swędzenie, puch, siano i włosy pozbawione blasku, a także fusy spadające z głowy. Po pierwsze, jeśli macie wannę, najlepiej się w niej uwalić i zanurzyć głowę w wodzie tak, żeby zielsko sobie wypływało - większości to pomaga (tylko nie dolewajcie do wody płynów czy mydła). Jeśli natomiast mamy do czynienia z niedokładnie zmielonym senesem, samo płukanie i leżenie w wannie nic nie da - polecam wtedy robić to moim sposobem. Najpierw włosy płuczę aż poczuję, że domyłam większość. Chwilę suszę je pod ręcznikiem, a potem nad prysznicem otrzepuję je głową w dół. Wylatuje wtedy mnóstwo senesowych fusów, których nie ma szans domyć strumieniem wody. Potem jeszcze raz spłukuje włosy i dla pewności jeszcze raz osypuje. Gdybym tego nie robiła, to zostawiałabym po domu ziołową ścieżkę.

Skóra po hennowaniu lub senesowaniu swędzi

Patrz wyżej - może się tak dziać ze względu na niedokładne zmywanie. Zdarzało mi się nie domyć dobrze ziół (prawda jest taka, że tak czy inaczej ciężko je domyć w 100% samą wodą, więc zawsze coś tam może zostać) i kiedy przejeżdżałam paznokciem po skalpie gdy się drapałam, pod paznokciem zostawał zielony syf z henny. Swędzenie znikało dopiero po zmyciu włosów detergentem na drugi dzień. Leżenie w wannie z głową w wodzie może pomóc, ja wanny nie mam, więc niestety muszę sobie jakoś radzić. Źle dobrane dodatki zakwaszające lub zbyt duża ich ilość też mogą powodować swędzenie. Ostatnio też były jakieś doniesienia, że skalp swędzi po Satvvie - u mnie żadnego swędzenia nie było (a po innych jest xD), natomiast moja mama drapie się po niej cały dzień. Warto dodawać gluta czy inne nawilżacze w takim wypadku, żeby to trochę złagodzić.

Błotko cieknie po szyi i czole

Tak wiem, to turbo upierdliwe i ciężko tego uniknąć, szczególnie jeśli tak jak ja, wolicie nakładać na mokre włosy. Ale można się ratować, ja wypycham sobie luki czapki chusteczkami, ale widziałam że niektórzy używają w tym celu...podpasek XD. A jeśli śpicie z ziołami na głowie to obowiązkowo zainstalujcie ręcznik na poduszce.

Skóra na czole i na uszach się zafarbowała + zapobieganie

Żeby uniknąć zafarbowania skóry, przed nakładaniem ziół zabezpieczajcie ją czymś tłustym - np olejem. Ja najlepiej lubię do tego celu masła, mam przetopione masło shea z olejem konopnym i jojobą, dzięki czemu nie jest takie twarde jak samo shea. Smaruję nim uszy, czoło i kark. Olej odizoluje barwniki od skóry. Ręce zabezpieczajcie rękawiczkami. Jeśli jednak nie umiecie pracować w rękawiczkach tak jak ja (niewygodnie mi, rękawiczka upośledza czucie w palcach i nie radzę sobie z rozprowadzaniem ziół) to od razu po nakładaniu umyjcie łapy kilka razy wodą z mydłem. Ja lubię je też trochę wymoczyć i wysmarować czymś tłustym (choć to jako tako działa, to henna i tak powłazi między paznokcie i skórki i będziecie wyglądać jakbyście się przed chwilą bawiły w ręczny rozrzutnik gnoju ;V).

Przesuszenie po ziołach

I znowu, najczęściej jest efektem niedokładnego zmycia lub zbyt silnych dodatków zakwaszających. Widzicie ile problemów można rozwiązać jak się zadba o te dwie sprawy? Jeśli pomimo tego nadal macie przesusz, polecam dodawać do henny nawilżacze - gluta lnianego, miód, napary nawilżające (np. rumianek, lipa, nagietek), skrobia ziemniaczana itp.

Jeśli jednak już macie przesusz, możecie albo włosy jeszcze raz przepłukać wodą, albo zrobić płukankę nawilżającą - przelać je wodą z glutem lub jakimś naparem nawilżającym. Powinno pomóc.

Odparzenia głowy po zbyt długim noszeniu ziół, upały

Unikam raczej hennowania w trakcie upałów - szczególnie w dzień i na długo. Były przypadki odparzeń skóry albo uszu, pod workiem i czapką można się poważnie ugotować. Więc jeśli jednak się na taki krok decydujecie to kontrolujcie sytuację pod czapką co jakiś czas, żeby potem nie było niespodzianki. Odparzenie może być powodem późniejszego wypadania.

Włosy się nie błyszczą i nie widać efektów

Tu zależy co dla kogo jest efektem i czego oczekujecie. Cassia czy henna nie są nabłyszczaczami - i włosy nie musza się po nich błyszczeć, choć w praktyce najczęściej to robią. Zioła mają zmieniać kolor, pogrubiać i kondycjonować. Ale co jeśli tego nie robią? Wytłumaczeń może być wiele i zależy to od tego jak były użyte - czy odpowiednio długo odstały, czy wydzieliły barwnik, czy były dobrej jakości, czy odpowiednio długo były trzymane na włosach i zmyte, czy dobrze oczyszczono włosy z minerałów przed i tak dalej. Warto też dać sobie czas dnia czy dwóch na obserwacje włosów po ziołach - barwniki wciąż się utleniają, wciąż pracują, włosy wcale nie muszę w tych dniach wyglądać dobrze. Często efekty widzimy dopiero po umyciu włosów ponownie po kilkudziesięciu godzinach. Jeśli nadal nie widzimy efektów, nie czujemy pogrubienia, kolor włosów nie zmienił się zupełnie, to warto się zastanowić czy na pewno wszystko zrobiliśmy prawidłowo. Nie można tez od ziół oczekiwać cudownego działania na zawołanie - jeśli ktoś spodziewa się, że po użyciu cassii będzie miał dwa razy więcej włosów, to niestety mocno się zawiedzie.

Niektórzy nie widzą efektu pogrubienia - myślę że trzeba patrzeć trzeźwo i nie oczekiwać cudów. Nie można spodziewać się dwukrotnie większej ilości włosów, bo to po prostu nie jest możliwe. Trzeba wziąć też pod uwagę jak zniszczone były włosy przed henną. I co najważniejsze, patrzcie z przymrużeniem oka na fotki pojedynczych włosów przed i po hennie czy senesie - włosy na głowie są różnej grubości niezależnie od tego czy były hennowane czy nie, wobec tego takie porównanie jest mało wiarygodne. Poza tym, włos ciemniejszy po hennie wydaje nam się dużo grubszy niż przed henną, a to kwestia głównie tego, że jest bardziej widoczny.

Ile wody, naparów lub gluta dodawać?

Tyle żeby konsystencja była odpowiednia - na 60g ziół wychodzi mi zwykle około szklanka naparu/glutka lnianego. Trzeba mieć na uwadze, że błotko może trochę zgęstnieć po odstaniu, bo zioła wchłoną sporo wody i możliwe że konieczne będzie dolanie trochę płynu przed użyciem. Ale wyczujecie w końcu ile wasze błotko wymaga wody. Pisze woda - a mam na myśli jakikolwiek płyn. Jeśli robicie na naparze albo na glucie, to wody już nie dodajecie. Dodam jeszcze, że napary muszą trochę przestygnąć - nie lejcie do błotka wrzątku.

Odrost ma inny kolor niż reszta włosów

To jest chyba temat na oddzielny post, bo można na tu wiele powiedzieć. Jeśli jasne włosy były hennowane wielokrotnie, to odrost z reguły będzie jaśniejszy, bo ma mniej warstw ziół. Opcja jest taka, że albo nakładamy na odrost kilka warstw w krótkim odstępie czasu (np 3 dni pod rząd), albo dodajemy przyciemniające dodatki (np jabłko, amla, kalpi tone), ale trzeba się liczyć z tym, że to dodatki, które mogą "brązowieć", a więc trzeba uważać przy jasnych rudościach. Można oczywiście iść o krok dalej i zainteresować się indygo albo katamem (ale też pod warunkiem jeśli celujecie w brązy, albo macie już bardzo dużo warstw henny). Bardziej przesrane jednak mają osoby, które muszą rozjaśniać odrost, żeby na przykład z ciemnych włosów utrzymać hennowe rudości. Rozwinę to kiedy indziej!

Protip niektórych ludków: wygodne do robienia odrostu są takie śmieszne butelki zakończone "grzebieniem" z Aliexpres (znalazłam coś takiego na Alie - klik).

Włosy wyszły zielone - co robić 

Najlepiej od razu je umyć ze dwa razy jakimś mocnym detergentem i zrobić maskę chelatującą - z kwasku i witaminy C. To powinno pomóc - jeśli nie pomoże, to worek na łeb i nie wychodźcie z domu. A tak na poważnie, maskę można jeszcze powtórzyć. Oczywiście mówimy tu o zieleni, która wyszła po senesie albo cassii przez minerały na włosach. Jeśli macie zieleń po indygo na rozjaśnianych włosach, to pozostaje je albo ściąć, albo walić henny ile wlezie, żeby to jakoś zakryć (ale nie będę zbyt pomocna z indygo póki co, bo nie umiem w indygo).

Co się stanie, gdy umyję włosy zanim minie czas utleniania barwnika?

Kolor może być mniej trwały, kolor może przestać się utleniać (a więc jeśli coś Wam się nie podoba w uzyskanym kolorze, warto umyć włosy żeby trochę zahamować proces utleniania i ciemnienia koloru). Efekt po prostu może być słabszy. Ale generalnie jeśli koniecznie musicie to zrobić, to głowa Wam nie odpadnie. Najlepiej jednak odczekać chociaż 10 godzin (choć optymalny czas to 48h).

Dlaczego nie mogę dodać oleju albo odżywki?

Bo zależy Ci na możliwie jak najlepszych efektach, a olej lub odżywka wszystko zepsują, blokując ziołom możliwość wnikania do włosów lub utleniania się koloru. Nie chodzi tylko o dodawanie ich do błotka, ale również o używanie ich w czasie pierwszych 20-50 godzin po zmyciu ziół. Myślę że da się przeżyć dwa dni bez serum czy oleju na końcówkach.


Senes nie chce się dokładnie zmielić

Obawiam się że żadne młynki i blendery nie zmielą go idealnie. Może jakieś droższe młynki dałyby radę, z tego co mówią ludzie, Termomix robi idealny proch, ale to już spora inwestycja. Najlepiej znaleźć kogoś kto go ma, i zmielić naraz większą ilość na zapas. Jeśli nie macie możliwości - pozostaje jeszcze mielenie i przesiewanie przez drobne sito albo bledowanie na sucho, a potem na mokro (już z zakwaszaczem i innymi dodatkami). To bardzo ciężka praca, a i tak czasami traficie na jakieś większe odpadki. Myślę, że innego wyjścia po prostu nie ma. Można mieć tani senes albo dobrze zmielony senes.

Kolor bardzo szybko się wypłukuje

Jeśli mówimy o hennie - zwykle to wina kiepskiej jakości ziół, nieodpowiedniego ich przygotowania albo zbyt małej ilości warstw. Dobra henna i kilkukrotne, prawidłowe hennowanie gwarantuje w zasadzie dożywotni kolor, który po tygodniach czy miesiącach może jedynie lekko zblednąć czy zmienić odcień, ale nie ma szans żeby całkiem się wypłukał. Jeśli chodzi o cassie czy senes, trzeba się pogodzić z tym, że są znacznie mniej trwałe i trzeba naprawdę wielu wielu warstw, żeby sensownie się nadbudowały (o ile to w ogóle możliwe). Najlepiej więc co jakiś czas powtarzać cassiowanie/senesowanie.


I na koniec podaje jeszcze LINK do sklepu, gdzie możecie kupić hennę i nie tylko. Jeśli poprzez ten link coś od nich zamówicie, dajecie mi szansę zarobić parę groszy z programu partnerskiego. Będzie mi bardzo miło jeśli wspomożecie moją pracę! Tylko nie kupujcie ziół z Fitokosmetik, nie są bezpieczne.

Tak jak napisałam, lista będzie aktualizowana, gdy tylko uznam że jakiś problem powtarza się na tyle często, że warto o nim wspomnieć.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger