lipca 07, 2018

Krótkie recenzje seriali historycznych z ostatnich lat - mój ranking

Większość seriali i filmów jakie oglądam to utwory fantasy albo historyczne. Dobry serial dla mnie to taki, który składa się z jakiegoś krasnoluda, żelastwa, kiecki z gorsetem i braku toalet, ewentualnie jakieś post apo, chociaż musi być naprawdę wyjątkowe, żeby mnie urzec. 


Dzisiaj zajmę się tylko serialami historycznymi - istnieje ryzyko, że o jakimś po prostu zapomniałam, ale najwyżej zrobi się część drugą (raczej na pewno, bo jeszcze wielu nie widziałam). Niektóre z tych seriali mają jakieś niewielkie elementy fantasy, ale jako że wydarzenia mają miejsce na Ziemii, darowałam sobie taką klasyfikację. Przybywam z mini rankingiem, kiedyś zrobię jeszcze spis seriali fantasy i lecimy z filmami, zapraszam!

(Jeśli chcesz wiedzieć, które są moimi ulubionymi, a boisz się że zaśniesz czytając te wypociny, zacznij od końca! Jechałam od najgorszego do najlepszego).



Rodzina Tudorów

Twarz głównego bohatera tak bardzo mnie odpycha, że nie jestem w stanie tego oglądać. A tak na serio, to dziwi mnie czemu nie potrafię skończyć tego serialu. Klimat jest dla mnie w sam raz, a jednak mimo wielu podejść, nadal go nie obejrzałam. Czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć? Fabularnie jest według mnie dość ubogi i nie mogę się w niego wciągnąć. Nie będę więc rozpisywać się więcej na jego temat - w końcu nie wiem nawet o czym ;v

Filary Ziemi

Tak jak Rodzina Borgiów podobała mi się cholernie, tak to tyłka nie urwało, a czytałam też książkę (która też nie urwała ;). Obejrzałam całość, nie odpadłam, były ciekawsze momenty, ale to zdecydowanie nie to co lubię. Poza tym nie przepadam za opowieściami, które trwała kilkadziesiąt lat, a wszyscy bohaterowie się starzeją. W książce budowa kościoła trwała, o ile pamiętam, 40 lat, więc wszyscy się zestarzeli. Nie wiem czy tylko mnie to razi, ale zdecydowanie wolę jak bohater jest od początku do końca w tym samym wieku.

Troja: Upadek miasta

Niska ocena tego serialu jest wywołana na Filmwebie głównie z powodu czarnoskórego Achillesa i Zeusa, i pomimo że nie przepadam za wciskaniem poprawności politycznej wszędzie tam, gdzie tylko się da, to uważam, że taki obrót spraw jest mimo wszystko całkiem wiarygodny. Historycy też tak twierdzą - jako odbiorcy patrzymy tu przez pryzmat współczesnego świata i człowieka. A niestety mało prawdopodobne jest żeby w tamtym okresie rzeczywisty Achilles był lśniącym Bradem Pittem z farbowanym blondem. Ludy śródziemnomorskie miały w rzeczywistości znacznie ciemniejszą karnację. Dlaczego więc oburzamy się na widok czarnoskórego Boga, a nie widzimy nic złego w innych mało pasujących elementach? Kolejną kwestią jest to, że w tamtym okresie Europa nie była sklejona tylko z białych ludzi - nawet w mitach niejednokrotnie można spotkać Etiopczyków. Mi serial jednak niezbyt przypadł do gustu ze względu na fabułę, choć miał ładną "oprawę". Znacznie bardziej podobał mi się film z 2004 roku (swoją drogą też kiepsko oceniany z tego co pamiętam) - być może dlatego, że był po prostu krótszy.

Wikingowie (spojlery!)

Wszyscy raczej znamy. Choć Ragnary zalały już wszystkie zjazdy reko, tak ja nie specjalnie lubię ten serial. Wow, co nie? Ale jako, że teoretycznie obracam się w takich klimatach, dostał trochę dłuższą rozkminę. Sama otoczka i muzyka są okej (Wy już wiecie że jestem psychofanką Wardruny). Natomiast fabuła z sezonu na sezon podupada. Pojawiają się jakieś magiczne niewyjaśnione pierdoły i wątki pozbawione logiki i sensu. Serial pełen jest bezsensowych i nie istotnych wydarzeń. A szkoda, bo obecnie to najbardziej popularna produkcja o wikingach. Mają dużą siłę przebicia i tworzą nudną fabułę w ładnym opakowaniu. Poza tym, mam wrażenie że wszyscy są tam...źli. Przez wszystkie te sezony nie poznałam chyba postaci, która nie była by taka sama jak cała reszta - dwulicowa, zdradliwa i okrutna (nie licząc Athelstana, którego nam zabrali - był jedyną szczerą postacią, a zmieniał strony nie ze względu na swoją zdradliwą naturę, a przywiązanie i oddanie wobec "obu" grup). Może ktoś widzi w tym zaletę, ja nie, bo mam wrażenie że bohaterowie mają te same, przewidywalne cechy. Ciężko sobie znaleźć jakiegoś ulubieńca w tym serialu. I nie zrozumcie mnie źle, ja bardzo lubię czarne charaktery - pod warunkiem, że mają szansę się wyróżnić. Tu wszyscy są identyczni - zabijanie i zdradzanie swoich przychodzi im równie łatwo co zalewanie sobie herbaty i mam wrażenie, że jest całkowicie pozbawione emocji. Strasznie mnie to razi, bo nie wiadomo po czyjej stronie stawać, komu kibicować - wszyscy są, kolokwialnie mówiąc, chuja warci.

(SPOJLER: Do dziś nie jestem w stanie pojąć, dlaczego nikt, nawet sam Bjorn, nie przejął się bezsensowną śmiercią swojej córki w jakimś rowie, a cała ta sytuacja była równie istotna co moje dzisiejsze wyjście do sklepu po bułki i masło. Mam wrażenie że scenarzyści zapomnieli, że właśnie kogoś uśmiercili, a fabuła toczy się dalej jakby nigdy nic. W rowie leży jedyne i martwe dziecko jednej z ważniejszych postaci serialu, ale tak jakby wszyscy mają to w dupie. Równie idiotyczna była śmierć Yidu - przecież mogła umrzeć dużo wcześniej albo w ogóle nie istnieć, i tak nie robiła nic pożytecznego poza dostarczaniem towaru ćpunowi. Może to ja tu czegoś nie rozumiem, może coś przegapiłam? v;).

Plus, tak jak w "Filarach Ziemi", strasznie nie lubię dużego przeskoku w wieku bohaterów.

Piraci

To coś zupełnie innego i zdecydowanie muszę obejrzeć od nowa i dokładnie. Kiedy oglądałam go pierwszy raz byłam chora i połowę serialu spałam, a połowę siedziałam na telefonie. Leciał gdzieś w tle i mnie nudził, bo traciłam rachubę i nie wiedziałam co się dzieje. Ale po samej kreacji świata, kostiumach i klimacie prawie na pewno wiem, że będzie całkiem przyjemny. I gra tam ten fajny aktor, który był królem Azgedy w "the 100"!

Reign

Serial jest w porządku, choć znowu - mocno irytowały mnie zachowania głównej bohaterki, która nie wiedziała za bardzo komu ma udostępnić swoje wejście USB (if u know what i mean ;V). Oglądałam go tak dawno temu, że pamiętam chyba tylko ten szczegół. Ale pamiętam też, że oglądałam kilka odcinków za jednym zamachem, a to musi coś znaczyć.

Marco Polo

Zupełnie nie wiem co o nim myśleć - nie przywykłam do takich Azjatyckich klimatów, normalnie z własnej woli bym go nie obejrzała, ale miałam okres, gdzie nie było do wyboru nic lepszego. Miejscami mnie ciekawił, miejscami bardzo nudził i irytował. Fanom takich klimatów spodoba się na pewno, bo według mnie otoczka jest przepiękna, ale dla kogoś kto zwykle wybiera klimaty nordyckie, to zbyt duża przepaść i prawdopodobnie nie umiem go docenić. Mimo to obejrzę kolejny sezon gdy się pojawi! (I duży props za postać księcia Jingima, który swoją drogą strasznie przypomina mi z wyglądu Mulan!)

Muszkieterowie

Serial przedstawiający historię czterech cieciów w kapeluszach i skórzanych wdziankach. Bardzo go lubię, oglądałam dwa razy, choć na pierwszy rzut oka nie wyglądał zachęcająco. Mocno wciąga i lekko zahacza o kryminał, bo sporo tam zagadek i tajemnic. I zdarza się też sporo śmieszków.

Upadek królestwa 

Tu z kolei mamy historię Uthreda, który może jest fajną dupą, ale niemiłosiernie mnie irytuje swoim zachowaniem. Chyba przypomina mi to Wikingów i ich zdradliwe dwulicowe mordy. Obejrzałam tylko jeden sezon tego serialu, bo Netflix uparcie nie chce udostępnić nam drugiego - ale znalazłam go już gdzieś w necie po angielsku i planuję niedługo łyknąć. Sama fabuła jest znacznie lepsza niż w Wikingach, a poza tym Eivor nagrała im kilka cudnych soudracków. Jeśli miałabym polecić dobry serial o Normanach, to byłby właśnie ten, o ile potraficie znieść wybryki tego kmiota, głównego bohatera.

Outlander 

W zasadzie ten serial łączy elementy fantasy, ale ogólnie jest serialem historycznym. Jest oparty na powieści Diany Gabaldon ("Obca" jest pierwszą z kilku części), którą miałam okazję czytać. W skrócie, przedstawia historię Claire Randall, która przypadkiem przeniosła się w czasie do Szkocji 200 lat wstecz i okazało się, że podoba jej się tam bardziej niż w dwudziestym wieku. Tylko trafiła na trochę kiepski dla Szkocji okres. Pomimo że klimat jest genialny od samego początku, jakoś nie mogłam się wkręcić przez kilka pierwszych odcinków. A potem nie mogłam znieść, że muszę czekać na czwarty sezon. To takie trochę romansidło, i z reguły takie rzeczy mnie nie kręcą, ale biorąc pod uwagę podróże w czasie i wojnę w pakiecie, daje 11/10. Aha, jeśli tak jak ja pół sezonu zastanawiacie się skąd kojarzycie twarz Randalla, to uwolnię Was od tego cierpienia - widzieliście go w "Grze o tron" jako brata Catelyn, Edmure'a.

Rodzina Borgiów

Obejrzałam go trzy razy i chyba było to na tyle dawno temu, że mogę obejrzeć ponownie. Nie przepadam za filmami o kościele, więc sama się dziwie, że podoba mi się takie combo o papieżu. Może to przez wzgląd na to, że serial obnaża sporo kościelnych tajemnic. I to nareszcie coś dobrego fabularnie, cokolwiek by się tam nie działo, mnie ciekawi. I nareszcie dostrzegam logikę działania i jakieś wewnętrzne dobre cechy w bohaterach, którzy mają sporo za uszami. Nie mogę się doczekać kontynuacji. Polecam motzno!

Spartacus 

Mój zwycięzca. To serial mocny fabularnie - bo efektami specjalnymi dupy nie urywa. W zasadzie można się mocno zniechęcić oglądając kilka pierwszych odcinków - w serialu wykorzystują między innymi zabieg wciskania przerywników, w których leje się komputerowa krew. Wygląda to trochę kiczowato i nie serialowo. Dopiero gdy porwała mnie fabuła, przestało mnie to rozpraszać. Serial ma cztery sezony - po pierwszym zrobili sequel i opowiedzieli historię Gannicusa, ponieważ zmarł główny aktor pierwszego sezonu. Zastąpił go nowy Spartacus w trzecim i czwartym sezonie - ciężko się było przyzwyczaić, ale są nadal zajebiste. Wystarczająco zajebiste, żebym miesiąc po skończeniu ostatniego sezonu nadal nie mogła odnaleźć sensu życia po tym jak się zakończył. I tak, znam historię, wiem że nie mógł zakończyć się dobrze, ale to takie przykre ;_;. Bardzo mocno Wam polecam zacisnąć zęby i przebrnąć przez kilka pierwszych odcinków, bo czeka Was mnóstwo zagadek, tajemnic, knucia, pornosów, płaczu i depresja na koniec.


Tak wiem, profesjonalnym recenzentem nigdy nie będę :D

Za kilka dni wrzucę więc recenzję serum z Biolavenu, żeby ćwiczyć dalej :D (jeśli kogokolwiek to interesuje ;v). Żegnam się, papa :D

Przypominam o starych wpisach:

Najlepsze zespoły folkowe

Ulubione albumy muzyczne



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger