lipca 18, 2018

Brandon Sanderson - dlaczego każdy fan fantastyki powinien poznać jego twórczość?

Chwila oddechu od postów ziołowych - dzisiaj chcę Was zarazić twórczością Sandersona, bo to dobry chłopak jest i produkuje kolejne książki z prędkością zbliżoną do tej, w której się poruszam, gdy zobaczę jakiegoś ładnego badyla w biedronkowej gazetce. A co najlepsze - wszystkie są genialne i wcale nie widać w jakości, że autor nie śpi i nie je, tylko rodzi kolejne powieści. Gdyby Martin pisał książki z taką prędkością, to "Wichry Zimy" czytalibyście już 4 lata temu.


Na Sandersona robi się już całkiem niezły hajp (chlip, jak zwykle mogę powiedzieć, że czytałam coś zanim stało się modne), ale w tym wypadku bardzo mnie to cieszy, bo gość naprawdę zasługuje na składanie mu ofiar. W duchu modlę się żeby ktoś wreszcie zekranizował którąś z jego książek. 


Jeśli nie znacie żadnej książki, a kojarzycie nazwisko, być może czytaliście "Koło czasu" - Sanderson kończył pisać ten cykl po śmierci Roberta Jordana.

Skupię się w szczególności na kilku jego najlepszych dziełach, które stawiam chyba nawet na równi z Tolkienem (tak wiem, to praktycznie niemożliwe, istnieje szansa, że rzygam już Śródziemiem i dlatego tak mówię ;v).

Wiecie co jest najbardziej intrygujące w jego pracy? Stworzył wiele światów fantasy, z czego każdy z nich jest zupełnie indywidualny, a jednak łączą je pewne cechy wspólne - wszystkie znajdują się w jednym uniwersum - Cosmere, które powstało po jakimś wybuchu (o ile pamiętam Endolisium), w wyniku którego Ostrza Odprysku rozsypały się po różnych światach i na nich opierają się zasady magii konkretnych powieści. To taki sandersonowy Wszechświat, akcje różnych jego powieści mają miejsce na różnych jego planetach. Na przestrzeni następnych kilku lat może się okazać, że jego dzieła mają znacznie więcej wspólnych elementów, bo generalnie Cosmere jest uzależnione od pewnych ważnych zasad związanych z Odpryskami, a na każdej planecie ich moc przejawia się trochę inaczej.

Ciekawostką jest, że pewna z pozoru całkiem nie istotna postać pojawia się chyba we wszystkich jego nie związanych ze sobą fabularnie utworach - a jest nią podróżujący po światach Hoid, który często pojawia się jako żebrak, podróżnik i tak dalej. Nie będę jednak zdradzać jego bardziej istotnego wcielenia w "Archiwum", nie odbiorę Wam tej przyjemności!

Cykl "Z mgły Zrodzony"

Widziałam jakieś jej stare wydanie kilkanaście lat temu w bibliotece miejskiej - i w tym przypadku chamsko oceniłam ją po niezbyt atrakcyjnej okładce. Przeczytałam dopiero kilka lat temu, kiedy ukazało się nowe wydanie od MAGA i mnie zainteresowało. Zorientowałam się o tym po tytule drugiej części - "Studni Wstąpienia", I jakoś skojarzyłam nazwę z tamtą sytuacją. Nie to jest jednak istotne, a jej treść - chyba nie muszę tłumaczyć jak zajebista jest? Dobra, i tak wytłumaczę. Sanderson ma to do siebie, że potrafi wymyślić funkcjonowanie świata, pogodę, zasady magii na danej planecie w taki sposób, że są one zupełnie "nowe" dla czytelników. Nie ma u niego pierdów z różdżkami, zaklęciami, magicznymi księgami i inną teleportacją, magia funkcjonuje inaczej, naturalniej i ma swoje ograniczenia i zasady. W tym przypadku zupełną normalnością są złowieszcze mgły pojawiające się nocami oraz popiół nieustannie sypiący się z nieba, magią natomiast jest między innymi allomancja - czyli umiejętność czerpania mocy z różnego rodzaju metali nadających konkretne umiejętności. Życie bohaterów jest uzależnione od zasad jakie stworzył im Sanderson - normalne są parasolki chroniące ubrania przed popiołem, specjalny system uprawiania ziemi, zabobony, strach przed mgłami i tym podobne. Struktura społeczeństwa dzieli się na najniższą grupę - skaa, czyli ludzi pozbawionych wszelkich praw, niemal niewolników, arystokrację, która zarządza skaa oraz na obligatorów - pewnego rodzaju kapłanów i urzędników Stalowego Zakonu, na czele którego władzę pełni Ostatni Imperator. Jest tyranem uznawanym za boga i nie da się go zabić - a jego panowanie trwa już podobno tysiąc lat. Nasi bohaterowie mieszkają sobie w Luthadelu, mieście pełnym rynsztoków zasypanych popiołem i wielkich willi szlachty w zadbanych dzielnicach, a wywodzą się między innymi ze skaa (z arystokracji trochę też!), ale nie będę pisała o ich osiągnięciach, bo musicie je poznać sami. Zachwyca mnie to, jak świat Sandersona różni się od naszego - nie ma w nim niebieskiego nieba i zielonych roślin, z drugiej jednak strony nie ma jakiegoś wymyślonego na siłę nienaturalnego dziadostwa, które tak mnie irytuje <UWAGA, ZARAZ POLECĄ KAMIENIE> u Lema (Nie bijcie!).

Polecam ten cykl do przeczytania jako pierwszy - choć nie umiem powiedzieć które z jego dzieł są najlepsze, to ten jest grubszy od "Elantris" i skończony, w przeciwieństwie do "Archiwum", którego Sanderson urodzi jeszcze kilka części.

Wyszły też kolejne trzy książki będące kontynuacją serii ("Wax i Wayne") - ten sam świat, te same zasady i zjawiska panujące na nim, ale inni bohaterowie, bo akcja toczy się dużo dużo później, kiedy postacie z pierwszej trylogii są wręcz czczeni. Czytało się ją bardzo przyjemnie, ale zmiany cywilizacyjne jakie zaszły na świecie sprawiają, że powstał z tego taki kryminalny western z elementami magii - co osobiście trochę mnie boli (bo miecze zostały wymienione na rewolwery), ale z drugiej strony zachwyca jak Sanderson to sobie zaplanował i poprowadził. Warto przeczytać, tylko litości, nie zaczynajcie przygody z serią "Waxa i Wayne'a" (tak, znam jednego delikwenta, który dostał je w prezencie i odebrał sobie szansę na zrozumienie większości "smaczków" i symboli jakie się tu pojawiają, bo nie znał pierwszych trzech części). Znajomość początkowych części jest konieczna, pomimo że fabuła i cele bohaterów są tu już zupełnie inne.

Archiwum Burzowego Światła

Tak jak mówiłam, każde uniwersum jakie tworzy Sanderson, jest czymś bardzo indywidualnym, niespotykanym i pozbawionym bezsensownych magicznych zapychaczy, z jakich słynie większość utworów fantasy. Może ja trochę przesadzam, bo wymagam od fantastyki czegoś więcej niż latający dywan, krasnolud i abra kadabra, ale cóż - musicie sami sprawdzić, bo nie sposób opisać to dokładnie. Tym razem akcja toczy się na Rosharze - kontynencie słynącym z Arcyburz, od których znowu uzależnione jest wszystko inne - sposób upraw, podróży, handel i życie w ocałości. Arcyburza to taki całkiem normalny atmosferyczny rozpierdol, który przychodzi raz na jakiś czas, ale nie tylko niszczy - również nawadnia, daje życie i niezwykle ważne burzowe światło. Światło to jest potem używane zarówno do oświetlania pomieszczeń, ale także jako...waluta - no może nie do końca światło, a szklane kule, które wystawia się w czasie burzy, by napełniła je światłem. Przyroda Rosharu jest bardzo specyficzna - charakteryzuje się tym, że większość roślin i zwierząt ma jakieś cechy przypominające skorupiaki - chitynowe pancerze, szczypce, skorupy. Bydłem rosharu na przykład są chulle, wielkie powolne stworzenia przypominające kraby. Są też przepastne bestie - wielkie niebezpieczne kurwie żerujące z Rozpadlinach, wyglądające jak jakaś monstrualna langusta, których zabicie zwykle przynosi komuś sławę. Genialne co? Rośliny przypominają lądowe ukwiały i pąkle, chowają się w skorupkach w niewygodnych warunkach atmosferycznych albo przez dotyk. Są jeszcze spreny - to zarówno oczywisty element przyrody, ale mają w sobie także jakąś pierwotną magię. To różne, jak ja to nazywam, kolorowe mini duszki, które pojawiają się w konkretnych sytuacjach - na przykład życiospreny, deszczospreny, spreny związane z odczuwaniem przed ludzki konkretnych emocji - wściekłospreny i inne wkurwospreny. Niektóre spreny ewoluowały do istot posiadających świadomość i rozum, i towarzyszą niektórym bohaterom - Kaladin ma swoją Syl, a Shallan towarzyszy Wzór.

W społeczeństwie istotną rolę odgrywałby kolor Twoich oczu - jeśli tęczówka jest jasna, czuj się jak uprzywilejowana szlachta. Jeśli jednak urodziłeś się z ciemnymi, brązowymi oczyma -  jesteś nikim i możesz co najwyżej orać pole albo gotować żarcie jasookiemu. Są też Parshendi i parshmeni - jedni i drudzy mają cętkowaną skórę, Ci pierwsi jednak są ludem prowadzącym z ludźmi wojnę, Ci drudzy natomiast są wywodzącymi się od nich, pozbawionymi wolnej woli niewolnikami ludności Rosharu.

A co z magią? Znowu - bardzo nietypowa i specyficzna. Pomijam całą historię Świetlistych, bo wciąż wiemy o nich za mało, mamy natomiast fabriale - inaczej duszniki, czyli dziwne urządzenia mogące zmieniać materię, mamy Pancerze oraz Ostrza Odprysku, czyli niezwykle cenny i zabójczy rynsztunek, który jest pozostałością po starożytnych, pewnego rodzaju, bogach. I mamy bohaterów z różnych grup społecznych - zarówno lordów, niewolnika, skrytobójcę, jak i młodą nieśmiałą uczennicę. W początkowych częściach trafiamy między innymi na wojnę na Strzaskanych Równinach, które są miejscem tak specyficznym, że ponownie, uzależniają w sposób bardzo okrutny funkcjonowanie bohaterów - konieczne jest na przykład werbowanie drużyn "mostowych", sklejonych głównie z niewolników i ciemnookich, którzy odpowiedzialni są za przenoszenie i ustawianie między rozpadlinami ciężkich mostów, po których przechodzi wojsko. Widzieliście kiedyś coś takiego? Ja też nie, Sandersonie, jesteś geniuszem.

Ukazały się póki co trzy wielkie części "Archiwum Burzowego Światła", ma ich być podobno dziesięć. Oznacza to, że zanim Martin wyda kolejną część "Pieśni Lodu i Ognia", my będziemy mieć już na półkach mur z dziesięciu cegieł "Archiwum". Jeśli szukacie czegoś opasłego na dłużej, to pozycja obowiązkowa.

Elantris

Tu z kolei mamy pojedynczą powieść (niestety), która jest zdecydowanie za krótka, ale dzięki temu pozbawiona nudnych zapchaj-dziur. Po opisie na okładce miałam zupełnie inne wyobrażenie co do jej fabuły, wydawało się to totalnie nie ciekawe i proste. Spokojnie, będziecie miło zaskoczeni, bo Sanderson zaplanował to sobie zupełnie inaczej. Czy ja wspominałam już dzisiaj o indywidualności każdego świata jaki sobie wymyśla? Elantris to brudne, zgrzybiałe miasto okryte, tak jak jego przeklęci mieszkańcy, mocą Shaodu. Shaod, który kiedyś dawał ludziom boską moc chyba trochę się zepsuł, bo nagle zaczął tworzyć z ludzi trędowate kreatury, które wiecznie odczuwają ból i nie mogą umrzeć. Gdy człowiek został potraktowany mocą Shaodu, był kasowany ze społeczeństwa i wrzucany do Elantris. Problem pojawia się jednak, gdy zdarza się to głównemu bohaterowi, księciu Arelonu - Raodenowi. Przypał, co nie? Świat nie przypomina innych jego planet, może poza jednym elementem - mamy tutaj też coś na wzór świadomych sprenów, jeden z nich towarzyszy i pilnuje księżniczki Serene.

Jedyny minus jest taki, że chyba nie zrozumiałam zakończenia - miałam wrażenie, że nic go nie wyjaśnia i jest poprowadzone zbyt prosto, ale może przegapiłam jakiś ważny element.

Skupiłam się na trzech ukochanych utworach, jest ich jednak więcej. Powstały nawet komiksy i pojedyncze opowiadania z różnych, póki co mało poznanych światów. Polecam jeszcze koniecznie przeczytać między innymi:

  • "Rozjemca" - dwie części
  • "Biały piasek" - komiks
  • "Bezkres magii"


Obecnie nie znam autora, który w takim tempie pisze stosy tak dobrych książek. Jeśli jeszcze go nie znacie, koniecznie zmieńcie tą postać rzeczy ;D

I standardowo, zapraszam na mój Fanpage oraz Instagram.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger