czerwca 08, 2018

Vianek - recezja ogólna serii odżywczej

Cześć robaki! Korzystając z faktu, że wyczyściłam już prawie wszystkie opakowania z Vianka, a chciałabym też pisać o dobrych markach naturalnych kosmetyków (a nie tylko o kremach zrobionych z grzybów i mchu w jakiejś dziupli), stworzyłam małe podsumowanie. Jeśli nie wiecie czy warto, może moja opinia Wam w tym pomoże. Zapraszam!


Miałam okazje testować je już od roku, próbowałam różnych z różnych serii, ale najbardziej przypadły mi do gustu produkty z pomarańczowej serii odżywczej. W zasadzie wszystkie produkty z pewnymi wyjątkami bardzo polubiłam. Pewnie nie kupiłabym ich znowu, bo mam już rozbudowaną listę kolejnych rzeczy do testowania, ale były całkiem przyjemne, nie licząc jednego mankamentu.

Dużym minusem każdego z tych kosmetyków jest obecność oleju sojowego na pierwszym miejscu. Nie dość, że sojowy, to z dużym prawdopodobieństwem jeszcze rafinowany, a więc kosmetycznie gorszy. Nie wiem jakie macie podejście do tego produktu, ale wiem, że raczej się go unika. Sama nie boje się nałożyć na twarz czegoś co ma w nazwie słowo "SOJA", ale myślę że to jednak dość tani i niezbyt wartościowy olej stanowiący bazę. Oczywiście wszystkie ich kosmetyki mają taką bazę z dość tanich olejów, jak nie z sojowego, to z pestek winogron itp.

Znajduje się tu jednak kilka wartościowych składników, których właściwości wypisałam. Tak naprawdę jeśli chodzi o gotowe kosmetyki, zawsze mam rozkminę, ile tych właściwości zostaje, a ile ginie (np. w związku z rozpuszczaniem surowców w celu połączenia ich w jedno itp.). Odnosząc się jednak do czystych, dobrej jakości surowców, ich właściwości w skrócie wyglądają następująco:


- Olej z pestek moreli: Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, kwas oleinowy i linolowy, witaminę A i E. Nadaję się da skóry suchej i wrażliwej, ze skłonnościami do podrażnień. Można go oczywiście jeść i tu też ma szereg korzyści, w tym na przykład zapobieganie powstawaniu nowotworów (w ogóle pestki moreli są polecane chorym, by wesprzeć leczenie chemią itp.).

- Olej z owoców rokitnika: Stosowany wewnętrznie usprawnia pracę mózgu, wzmacnia układ krwionośny oraz ogólną odporność organizmu. Przyspiesza gojenie ran, ma silne działanie regenerujące, nadaję się więc dla cery skłonnej do podrażnień i problemów skórnych. O ile wierzyć informacjom jakie znalazłam, wyróżniono w nim aż 190 substancji aktywnych, w tym flawonoidów, lipidów, witamin, aminokwasów, makroelementów, fenoli i kwasów tłuszczowych.

- Miód: Jest przeciwutleniaczem, wspomaga regenerację, zawiera sporo różnych korzystnych dla zdrowia związków. Mówimy oczywiście o prawdziwym miodzie, a nie marketowym podrabiańcu od pszczół karmionych cukrem. Ciekawe, który z nich trafia do kosmetyków ;D


A jak sprawdziły mi się poszczególne produkty?


Krem do twarzy na dzień

Jest całkiem przyjemny, chociaż czasami w cieplejsze dni miewam po nim nieprzyjemne uczucie "spoconego miejsca pod nosem". Może brzmi komicznie, ale to bardzo nieprzyjemne uczucie, które zmusza mnie do starcia kremu pod nosem, inaczej go tam czuję jakby to miejsce się pociło. Nie umiem tego wytłumaczyć, szczególnie że nie zawsze mam po nim ten uczuć. Ale mimo wszystko bardzo go lubię, ładnie się wchłania, dobrze nawilża, nie jest zbyt tłusty i nadaje się pod makijaż. Nie rolował się z podkładem. Czasami dodawałam do niego krople oleju i nadal nie było zbyt tłusto. I ślicznie pachnie, ale niżej się przekonacie, że nie on jeden.


Skład:Aqua(woda), Glycine Soja Oil(olej sojowy), Vitis Vinifera Seed Oil(olej z pestek winogron), Prunus Armeniaca Kernel Oil(olej z pestek moreli), Sorbitan Stearate(emulgator), Sucrose Cocoate(emulgator), Glycerin(gliceryna), Cichorium Intybus Root Extract(ekstrakt z korzenia cykorii), Glyceryl Stearate(emulgator), Stearic Acid(emolient), Lecithin(emulgator, zagęstnik), Cetearyl Alcohol(emolient, poprawia konsystencje), Tocopheryl Acetate(octan takoferylu, forma witaminy E) Xanthan Gum(poprawia konsystencję), Benzyl Alcohol(konserwant), Parfum(zapach), Dehydroacetic Acid(konserwant), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Lilial, Coumarin(4x zapach).

(Nie wiem czy kosmetyk przeszedł jakąś aktualizację, bo znalazłam dwie wersje składu INCI i w tej drugiej zamiast ekstraktu z cykorii, mamy ekstrakt z chmielu).


Krem pod oczy

Właściwie nie wiem jaki jest sens tego produktu - jego skład jest niemal identyczny jak krem na dzień, nie licząc dwóch składników, których tu nie ma (cykoria i olej z pestek winogron). Jedyna różnica poza tym jaką dostrzegam, to to, że jest mniej tłusty, ale w moim przypadku to niekoniecznie dobrze. Wobec tego wydaję mi się, że to była strata pieniędzy - skoro mam używać kremu pod oczy, to znaczy, że musi on mieć coś czego nie ma krem do całej twarzy. Musiałam go więc podkręcić i dodaje do niego serum albo olejów. Jeśli zależy Wam na kremie pod oczy z Vianka, to proponuję wybrać jakiś z innej serii niż kremy do całej twarzy, żeby uniknąć powtarzania składników i wydawania 2 razy tyle na produkt o prawie takim samym składzie. No chyba, że nie macie nic przeciwko temu, że to prawie identyczna, tylko mniej tłusta wersja kremu na dzień.

Skład: Aqua (woda), Glycine Soja Oil (olej sojowy), Coco-Caprylate (emolient, polepsza konsystencję), Prunus Armeniaca Kernel Oil(olej z pestek migdałów), Sorbitan Stearate (emulgator), Sucrose Cocoate (emulgator), Glyceryl Stearate (emulgator), Humulus Lupulus Cone Extract (ekstrakt z szyszek chmielu), Glycerin(gliceryna), Stearic Acid(emolient), Cetearyl Alcohol(emolient, poprawia konsystencje), Lecithin(emulgator, zagęstnik), Hippophae Rhamnoides Oil(olej z rokitnika), Tocopheryl Acetate(octan takoferylu, forma witaminy E), Xanthan Gum(poprawia konsystencję), Benzyl Alcohol(konserwant), Parfum(zapach), Dehydroacetic Acid(konserwant), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal(2x zapach).



Mleczko do demakijażu

Zdecydowanie ulubiona rzecz! Spodobała mi się przede wszystkim dlatego, że nie trzeba do niego używać wacika, a po prostu zmyć tym makijaż jak żelem. Nienawidzę zmywania tapety wacikami. Trwa to wieczność. W przypadku tego mleczka wreszcie się nauczyłam, że wcale nie ma takiej potrzeby - nie tylko dlatego, że tak zasugerował producent, ale też przez jego dość płynną konsystencję. Radzi sobie z grubym tynkiem na facjacie i nie wywołuje dyskomfortu z widzeniem na tak długo jak po innych tego typu produktach (między innymi dlatego z nich zrezygnowałam - wolałam nawet zmyć makijaż MYDŁEM niż mleczkiem, bo nie odbierało mi wzroku na 10 minut).


Skład: Aqua (woda), Glycine Soja Oil (olej sojowy), Prunus Armeniaca Kernel Oil(olej z pestek moreli), Sorbitan Stearate(emulgator), Sucrose Cocoate(emulgator), Glycerin(gliceryna), Linum Usitatissimum Seed Extract (ekstrakt z lnu), Mel Extract(ekstrakt z miodu), Cocamidopropyl Betaine (substancja powierzchniowo-czynna, delikatny detergent), Cetearyl Alcohol(emolient, poprawia konsystencje), Hippophae Rhamnoides Oil(olej z rokitnika), Tocopheryl Acetate(octan takoferylu, forma witaminy E), Benzyl Alcohol(konserwant), Parfum (zapach), Dehydroacetic Acid(konserwant), Benzyl Salicylate, Lilial, Hexyl Cinnamal (3x zapach).



Peeling do ciała

Ten również jest moim ulubieńcem. Nie tylko jako jeden z kosmetyków, o których dzisiaj piszę, ale w ogóle - jako jeden z lepszych peelingów jakie miałam. Może to trochę nie fair w stosunku do innych, ale przez ten zapach lubiłabym go chyba nawet gdyby był zrobiony z piasku i gruzu w polewie z mieszanki zapachowej. A nie licząc nieszczęsnego oleju sojowego, jest zrobiony między innymi z cukru, startych pestek moreli, a także oleju z moreli i oleju z rokitnika. Po użyciu go, nie było już potrzeby używania balsamu, tak zwykle bywa, gdy peelingi są olejowe. Zapach utrzymywał się na ciele całkiem długo i chyba się od niego uzależniłam.

Skład: Glycine Soja Oil (olej sojowy), Sucrose (cukier), Glyceryl Stearate (monostearynian glicerny, emulgator), Prunus Armeniaca Seed Powder (puder z pestek moreli), Glyceryl Laurate (monolauryna, emulgator), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z pestek moreli), Hippophae Rhamnoides Oil (olej z rokitnika), Tocopheryl Acetate (octan takoferylu, forma witaminy E), Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy, konserwant), Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy, konserwant), Parfum, Limonene, Linalool. (3x zapach)



Maseczka peeling do twarzy

Tu sytuacja jest bardzo podobna jak w punkcie wyżej, bo zapachy są chyba takie same. Różnica jest taka, że ten peeling jest bardziej płynny, szczególnie kiedy trzymacie go w ciepłym pomieszczeniu. Skład ma trochę bogatszy od poprzedniego peelingu - mamy tu jeszcze ekstrakty z lnu i miodu, a oprócz olejów z rokitnika i moreli, masło kakaowe i shea oraz olej z awokado. Zapach też uzależniający, w ogóle strasznie przypomina mi melona.

Skład: Glycine Soja Oil (olej sojowy), Linum Usitatissimum Seed Extract (wyciąg z lnu), Glyceryl Stearate (monostearynian glicerny, emulgator), Mel Extraxt (wyciąg z miodu), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z pestek moreli), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Persea Gratissima Butter (masło/olej z awokado), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Hippophae Rhamnoides Oil (olej z owoców rokitnika), Tacopherol Acetate (octan takoferylu, forma witaminy E), Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy, konserwant), Parfum (zapach), Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy, konserwant).


Olejek do ciała

Używałam go nie tylko do ciała, ale także do olejowania włosów - akurat przypadł im do gustu. Zapach - jak wyżej, to ta sama kompozycja zapachowa. Myślę, że bardziej nadaje się własnie do olejowania, albo do OCM, bo oleje bazowe - sojowy i pestek winogron (zgaduję że rafinowane) są niezbyt wartościowe. Mimo to na skórze też sprawdzał się przyjemnie - nie spodziewałam się cudów, ale fajnie natłuszczał ciało po goleniu albo po incydentach słonecznych. Mimo to chyba nie kupiłabym go znowu, jestem zwolenniczką czystych olejów nierafinowanych i eterycznych do używania na skórę - w oleju do ciała nie potrzebuje dodatków zapachowych i rafinowanych baz ;D


Skład: Glycine Soja Oil (olej sojowy),Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z pestek moreli), Hippophae Rhamnoides Oil (olej z owoców rokitnika), Tocopheryl Acetate (octan takoferylu, forma witaminy E), Parfum (zapach), Limonene (składnik zapachowy), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy).


Balsam do ciała


Na koniec zostawiłam kosmetyk, którego nie jestem w stanie używać ze względu na...zapach. Dacie wiarę? Wszystkie kosmetyki z tej serii pachną pięknie morelami i melonami, a tu mamy balsam o zapachu Domestosa albo innego Cifa. Skład jest jak najbardziej okej, składniki głównie te same, co w reszcie kosmetyków z tej serii. Nie wiem skąd im wyszedł taki zapach. To zdecydowanie nie jest zapach starego albo przeterminowanego balsamu. Ale żeby nie było, że jedyne co mnie interesuje w kosmetykach to zapach - jak już mówiłam, skład jest okej. Oprócz powtarzających się surowców balsam ma jeszcze ekstrakty z nagietka i miodunki plamistej. Nie zużyję go chyba do ciała, po prostu nie mogę znieść tego zapachu. Najprawdopodobniej skończy jako mleczko do demakijażu, które będę jeszcze zmywać żelem, wtedy dobiję smród.

Skład: Aqua(woda), Glycine Soja Oil(olej sojowy), Glycerin(gliceryna), Sorbitan Stearate(emulgator), Sucrose Cocoate(emulgator), Mel Extract(ekstrakt z miodu), Prunus Armeniaca Kernel Oil(olej z pestek moreli), Glyceryl Stearate(emulgator), Pulmonaria Officinalis Extract (ekstrakt z miodunki plamistej), Linum Usitatissimum Seed Extract (wyciąg z lnu), Calendula Officinalis Flower Extract (ekstrakt z nagietka), Stearic Acid(emulgator, przedłuża trwałość emulsji), Cetearyl Alcohol(poprawia konsystencje kosmetyku, emolient), Hippophae Rhamnoides Oil, Lecithin(olej z rokitnika), Tocopheryl Acetate(octan takoferylu, forma witaminy E), Xanthan Gum(guma ksantanowa, zagęstnik), Benzyl Alcohol (konserwant), Parfum(zapach), Dehydroacetic Acid(konserwant), Limonene(zapach), Linalool(zapach).


Podsumowując, poza tanim olejem sojowym te kosmetyki mają całkiem przyjemne i bezpieczne składy. Myślę, że lepiej kupić sobie taki produkt za dwie dychy, niż dwa razy droższy pierwszy lepszy krem z drogerii, który będzie miał w składzie gorsze syfy niż jakiś tam mało wartościowy olej. Oczywiście są też lepsze kosmetyki, z lepszymi surowcami, ale mimo wszystko, jest całkiem dobrze.

Miłego dnia <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger