maja 15, 2018

Za co kocham masło shea?

Masło shea jest dość zwyczajnym produktem i zapewne wielu z Was już miało z nim do czynienia. Ma mnóstwo cennych właściwości i wiele zastosowań, i dzisiaj doczekało się własnego postu.




Zdecydowałam się napisać ten niezbyt długi post, bo dla mnie jest to niesamowicie uniwersalna rzecz, której używam niemal do wszystkiego i chyba nie umiałabym sobie bez tego masła poradzić z życiem ;v Polecam je mieć w domu.


Czym jest masło shea i jak się je pozyskuje?

To po prostu olej. Pozyskuje się go z nasion afrykańskiego drzewa, masłosza Parka. Tradycyjnie wydobywano je po wyprażeniu i wygotowaniu nasion.



Jakie cenne substancje znajdują się w tym niepozornym masełku?

Nie przypisywałabym mu magicznych właściwości zwalczania cellulitu, działania jako naturalny filtr przeciwsłoneczny i leczenia raka, jak to można wyczytać na niektórych mundrych stronach. Ale ma w sobie trochę dobra i między innymi są to:

  • Nienasycone oraz nasycone kwasy tłuszczowe 
  • Fitosterole 
  • Katechiny 
  • Witaminy A oraz E 


Do czego używam?

Zaczniemy od włosów - masło shea, to olej wnikający, podobnie jak kokos. Do olejowania używam go już chyba od początków liceum (6 lat?) i nigdy żaden inny olej go nie przebije. Masełko zawsze robiło mi objętość, nawet w czasach, gdy używałam do mycia rypaczy.

Pomimo, że masło jest dość obciążające, od zawsze służyło mi jako alternatywa dla silikonowego serum na końcówki - bo nałożenie niewielkiej ilości trochę przypomina mi silikon, a wydawać by się mogło, że jest zbyt tłuste. Gdybym nałożyła na końce dowolny inny olej, natychmiast zrobiłyby mi się strączki. Masełko natomiast jakimś sposobem wtapiało mi się w te kudły, jego konsystencja jest na tyle specyficzna, że w niewielkiej ilości wydaje się dość "suche". Czasami nakładam shea na końcówki nawet kilka razy dziennie - bo poprzednia warstwa znika. Podejrzewam, że to kwestia wnikania tego oleju.

Kolejnym zastosowaniem masełka jest smarowanie zasmarkanego nochala po katarze - najlepiej na coś nawilżającego. Czasami mieszam go z panthenolem, a czasami nakładam solo, bo ładnie zabezpiecza.

Masełko jest też obowiązkowe praktycznie w każdym kosmetyku jaki robię, przynajmniej w niewielkim procencie fazy olejowej.

Nadaje się też do smarowania uszu i skóry przed nakładaniem henny - jest gęste i tłuste, nie spływa tak jak iny olej.

Następnie - na spierzchnięte ręce lub usta. Nie wchłonie się szybko i mocno zabezpiecza. Nie może konkurować z kremem, który będzie też nawilżał, ale "obkleja" skórę i chroni przez czynnikami środowiska.

No i oczywiście - shea jest jadalne. Można na nim robić to samo co na innych tłuszczach.

Czy masło może zastąpić krem? I tak i nie - podobnie jak w przypadku innych olejów, masło nie nawilża bezpośrednio skóry. Dlatego nie radzę polegać tylko na nim, bo będzie dobrze zabezpieczało, ale może przesuszyć na dłuższą metę.






Gdzie kupuję masło shea?


W sklepach z surowcami kosmetycznymi albo zielarskich, wybieram masła nierafinowane i raczej unikam maseł konkretnych firm kosmetycznych - nie mam zaufania, że rzeczywiście są nieafinowane. Zwykle masła produkowane przez takie marki są przetopione i równiutkie (takie niestety mam obecnie i widzicie je na zdjęciu) - nie mamy pewności w jakiej temperaturze zostały rozpuszczone, a poza tym nieprzyjemnie się grudkują, przez co bardzo dziwnie się rozciera w palcach. Zwykle wybieram masła które są w brzydkich, nieregularnych bryłkach, bo mamy pewność, że nikt ich nie traktował wysoką temperaturą (aczkolwiek samo pozyskiwanie oleju zwykle odbywa się we wrzątku, więc pewnie jakaś część właściwości i tak idzie do piachu). Zapach masełka to coś co kocham nad życie - dziwny aromat orzechów i zatęchłej szafy :D


To tyle, miłego dnia ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger