maja 23, 2018

Ziołowo-alkoholowa wcierka na porost włosów

Ziołowo-alkoholowa wcierka na porost włosów
Kiedyś wstawiłam post o przygotowaniu wcierek olejowych w formie maceratów (tutaj), dzisiaj czas na wcierki alkoholowe. Pamiętajcie jednak, że jest to kosmetyk dość ekstremalny i trzeba rozcieńczać - skóra na głowie również wymaga odpowiedniego traktowania, a smarowanie jej czystym alkoholem wzmocnionym ziołami nie jest rozsądnym pomysłem. Alkohol ma wielu przeciwników i wcale się nie dziwie, ale jeśli komuś bardzo mocno zależy na zapuszczaniu, to warto pomyśleć o takiej wcierce pod warunkiem, oczywiście, stosowania jej mądrze. Będę to zaznaczać nie raz, ale nawet najbardziej pancernego skalpu nie można rypać tak mocnymi substancjami bez rozcieńczenia, bo ma to wpływ na całokształt - pamiętajcie, że wygląd twarzy jest związany także z pielęgnacją skalpu, bo skóra twarzy łączy się ze skórą na głowie. Co z tego, że na twarz stosujemy różne cuda, a skalp przeoramy i wysuszymy na wiór? To może się odbić w przyszłości. Nawet jeśli czysty alkohol nie robi wam teoretycznie krzywdy (tak jak na przykład mi) to bądźcie ostrożni.

wcierkanaporostwlosow

Co to znaczy mądre stosowanie?

  • Wcierkę rozcieńczamy co najmniej pół na pół z wodą, bezpieczniej będzie jednak dodać 2/3 wody
  • Najlepiej stosować ją z przerwami - na przykład dwa tygodnie wcierania i tydzień przerwy
  • W przypadku, gdy widzimy jakieś negatywne skutki, wysypki, podrażnienia, swędzenie i inne problemy, które wcześniej nas nie dotykały, odstawiamy wcierkę, lub próbujemy ją jeszcze bardziej rozcieńczyć lub połączyć np. z odżywkami czy olejami.

Składniki:


 (wszystkiego po łyżeczce, nie licząc ostrych przypraw - te po pół)
- Łopian
- Tatarak
- Brzoza
- Rumianek
- Senes
- Rozmaryn
- Wierzba
- Neem
- Brahmi
- Amla
- Kapoor kachli
- Cynamon
- Suszony imbir
- Spirytus albo wódka, tyle by zalać surowce warstwą +2cm

To jest wersja, którą robiłam ja. Domyślam się jednak, że większość z was nie ma nawet połowy tych składników w szafce, wobec tego możecie podwoić ilość składników, które akurat macie lub dodać jeszcze inne. Jest masa ziół, które działają na porost i nadają się do takiej wcierki. Możecie dodać też kilka kropel olejków eterycznych. Pisałam o nich w tym poście.


Przygotowanie:

  • Myjemy jakiś słoik, albo butelkę, i wsypujemy do niej wszystkie suche surowce. Możecie je od razu wrzucić przez lejek do butli wódki, tylko odlejcie wcześniej większość płynu, bo może się nie zmieścić (mi się nie zmieściło w tej pojemności butelki i musiałam przelać do większej)
  • Zalewamy alkoholem i zakręcamy. Można wcześniej całość podgrzać, ale nie wolno zagotować alkoholu, więc nie polecam.
  • Odstawiamy na co najmniej 2-3 tygodnie w ciemne miejsce. Kilka razy dziennie potrząsamy butelką.
  • Odcedzamy płyn i wlewamy do buteleczek. Można od razu rozcieńczyć wodą, albo rozcieńczać pojedyncze porcje przed użyciem.

Pomimo takiej ilości potencjalnie śmierdzących składników, wcierka przed dodaniem olejku lawendowego już pachnie cudownie. Nie umiem opisać tego zapachu, trochę słodkawo. Na pewno nie capi tak jak krople żołądkowe.

Stosowanie:


Tak jak napisałam, używamy wcierki rozcieńczonej, a wcześniej robimy na kawałku skalpu test sprawdzający czy wcierka nie podrażnia ani nie uczula. Pamiętajcie, że oprócz alkoholu mamy tu też przyprawy, które pobudzają krążenie przez to, że są dość drażniące i ostre.

Używamy jej raz, maksymalnie dwa razy dziennie i robimy przerwy. Myślę, że warto też w okresie używania wcierki zadbać o nawilżanie skalpu (np. żelem aloesowym lub lnianym po myciu lub w formie masek z innymi składnikami).

W razie pytań na ten i inne tematy, piszcie do mnie wiadomości na INSTAGRAMIE, tam łatwiej i szybciej odpisze niż gdy piszecie przez Fanpage!

maja 15, 2018

Za co kocham masło shea?

Za co kocham masło shea?
Masło shea jest dość zwyczajnym produktem i zapewne wielu z Was już miało z nim do czynienia. Ma mnóstwo cennych właściwości i wiele zastosowań, i dzisiaj doczekało się własnego postu.




Zdecydowałam się napisać ten niezbyt długi post, bo dla mnie jest to niesamowicie uniwersalna rzecz, której używam niemal do wszystkiego i chyba nie umiałabym sobie bez tego masła poradzić z życiem ;v Polecam je mieć w domu.


Czym jest masło shea i jak się je pozyskuje?

To po prostu olej. Pozyskuje się go z nasion afrykańskiego drzewa, masłosza Parka. Tradycyjnie wydobywano je po wyprażeniu i wygotowaniu nasion.



Jakie cenne substancje znajdują się w tym niepozornym masełku?

Nie przypisywałabym mu magicznych właściwości zwalczania cellulitu, działania jako naturalny filtr przeciwsłoneczny i leczenia raka, jak to można wyczytać na niektórych mundrych stronach. Ale ma w sobie trochę dobra i między innymi są to:

  • Nienasycone oraz nasycone kwasy tłuszczowe 
  • Fitosterole 
  • Katechiny 
  • Witaminy A oraz E 


Do czego używam?

Zaczniemy od włosów - masło shea, to olej wnikający, podobnie jak kokos. Do olejowania używam go już chyba od początków liceum (6 lat?) i nigdy żaden inny olej go nie przebije. Masełko zawsze robiło mi objętość, nawet w czasach, gdy używałam do mycia rypaczy.

Pomimo, że masło jest dość obciążające, od zawsze służyło mi jako alternatywa dla silikonowego serum na końcówki - bo nałożenie niewielkiej ilości trochę przypomina mi silikon, a wydawać by się mogło, że jest zbyt tłuste. Gdybym nałożyła na końce dowolny inny olej, natychmiast zrobiłyby mi się strączki. Masełko natomiast jakimś sposobem wtapiało mi się w te kudły, jego konsystencja jest na tyle specyficzna, że w niewielkiej ilości wydaje się dość "suche". Czasami nakładam shea na końcówki nawet kilka razy dziennie - bo poprzednia warstwa znika. Podejrzewam, że to kwestia wnikania tego oleju.

Kolejnym zastosowaniem masełka jest smarowanie zasmarkanego nochala po katarze - najlepiej na coś nawilżającego. Czasami mieszam go z panthenolem, a czasami nakładam solo, bo ładnie zabezpiecza.

Masełko jest też obowiązkowe praktycznie w każdym kosmetyku jaki robię, przynajmniej w niewielkim procencie fazy olejowej.

Nadaje się też do smarowania uszu i skóry przed nakładaniem henny - jest gęste i tłuste, nie spływa tak jak iny olej.

Następnie - na spierzchnięte ręce lub usta. Nie wchłonie się szybko i mocno zabezpiecza. Nie może konkurować z kremem, który będzie też nawilżał, ale "obkleja" skórę i chroni przez czynnikami środowiska.

No i oczywiście - shea jest jadalne. Można na nim robić to samo co na innych tłuszczach.

Czy masło może zastąpić krem? I tak i nie - podobnie jak w przypadku innych olejów, masło nie nawilża bezpośrednio skóry. Dlatego nie radzę polegać tylko na nim, bo będzie dobrze zabezpieczało, ale może przesuszyć na dłuższą metę.






Gdzie kupuję masło shea?


W sklepach z surowcami kosmetycznymi albo zielarskich, wybieram masła nierafinowane i raczej unikam maseł konkretnych firm kosmetycznych - nie mam zaufania, że rzeczywiście są nieafinowane. Zwykle masła produkowane przez takie marki są przetopione i równiutkie (takie niestety mam obecnie i widzicie je na zdjęciu) - nie mamy pewności w jakiej temperaturze zostały rozpuszczone, a poza tym nieprzyjemnie się grudkują, przez co bardzo dziwnie się rozciera w palcach. Zwykle wybieram masła które są w brzydkich, nieregularnych bryłkach, bo mamy pewność, że nikt ich nie traktował wysoką temperaturą (aczkolwiek samo pozyskiwanie oleju zwykle odbywa się we wrzątku, więc pewnie jakaś część właściwości i tak idzie do piachu). Zapach masełka to coś co kocham nad życie - dziwny aromat orzechów i zatęchłej szafy :D


To tyle, miłego dnia ;3

maja 12, 2018

Rady dla początkujących badylocholików

Rady dla początkujących badylocholików
Badylami namiętnie interesuję się już wiele lat, ale mam na koncie mnóstwo roślinkowych pogrzebów. Musiało minąć trochę czasu, żebym nauczyła się o nie dbać (co nie znaczy, że wszystko u mnie przeżyje ;v).

Według mnie, stwierdzenie "nawet kaktus u mnie zdechnie" jest trochę wyolbrzymione - prawda jest taka, że wcale nie trzeba się specjalnie namęczyć, aby kwiaty ładnie rosły.


Zwykle wystarczy trzymać się kilku ważnych punktów, a rośliny poradzą sobie u nas bez problemu, i wcale nie mówię tu o opowiadaniu im historii swojego życia. Jest tylko kilka rodzajów roślin, które są zbyt trudne w obsłudze i w moim przypadku są nimi paprocie - o czym za chwile.

dawalia
zdjęcie mojej dawalii robione mikrofalówka ;v

OSŁONKI TO ZŁO

Były odpowiedzialne za większość zgonów moich kwiatów. Zaobserwowałam, że kwiaty, które były w donicach z podstawką żyły sobie zawsze bezproblemowo i nie wymagały specjalnego traktowania. Umierały tylko te w doniczkach bez dziurek. W końcu skończyła mi się cierpliwość i przesadziłam wszystko co się da do normalnych doniczek z dziurką i podstawką - efekt widzę od razu, moja wymęczona dawalia wreszcie wypuszcza listki, które nie usychają od razu <3 Działo się tak dlatego, że woda nie miała ujścia, korzonki w niej gniły. Nawet niezbyt obfite podlewanie skutkowało martwym albo brzydkim badylem w większości przypadków. Żałuje, że tak późno to zrozumiałam. Być może nawet uda mi się teraz wyhodować jakąś paproć (jedna już całkiem przyjemnie się zachowuje, ale jest stosunkowo nowa, więc nie będę krakać. Edit - ups, zdechła, wystarczył jeden dzień słońca ;v). Wobec tego nie lubimy paproci, one zdychają, bo tak.

Oczywiście mam tu na myśli osłonkę, do której wsadzony jest badyl - jeśli natomiast wsadzicie badyla do doniczki z dziurką, a tą doniczkę w osłonkę, to już inna sprawa.

Nagrzane urządzenia

Nie stawiamy kwiatów przy nagrzewających się urządzeniach lub mocno podkręconym kaloryferze - raz w taki sposób chłopak ususzył mi badyla w jeden wieczór, dosłownie usechł jakby spędził kilka godzin w suszarce. Raz też zmarnowałam w podobny sposób paproć, która miała mnóstwo wyrastających "ślimaczków" - kilka godzin nad nagrzanym telewizorem skończyło się ich tragiczną śmiercią, wszystkie opadły. U mnie w mieszkaniu kaloryfery są wyłączone, nie stawiam też kwiatów przy telewizorze ani w pobliżu kuchenki.

Prawidłowe podlewanie

Oczywistością jest, że kwiatów nie podlewa się wodą prosto z kranu, a taką odstaną co najmniej dwa dni. Niedługo pójdę o krok dalej. Do butli na wodę wrzucę trochę patyczków i kawałków starego drewna - gdzieś wyczytałam, że do wody przechodzą garbniki i inne cenne dla badyli substancje (plus zapewne zmienia się ph). Ogólnie podlewania chyba trzeba się nauczyć - trzeba wyczuć ile wody wymaga konkretna roślina. Mam rośliny, które po jednym dniu mają już ziemię suchą jak wiór i takie, które po kilku dniach nadal nie chcą więcej wody. Trzeba mieć to na uwadze, żeby nie przelać badyli. Jeśli mamy w donicach dziurkę, to już połowa sukcesu za nami - nadmiar wypłynie. Jeśli natomiast nie wiecie czy dana roślinka już powinna zostać podlana (czy może jeszcze za wcześnie) można lać odrobinę wody właśnie na podstawkę - wypije jak jej się zachce.

Gremliny, koboldy i inni podjadacze

Jeśli macie koty, uważajcie na wszelkie kwiaty, które mają długie chude listki przypominające trawy. Koty lubią je zżerać na kłaczki. I nie chodzi tu nawet o potencjalną szkodliwość, bo część z nich nie jest trująca, i można spokojnie dawać kotu (zielistka na pewno jest bezpieczna, resztę trzeba sprawdzić). Chodzi o to, że warto je zawiesić gdzieś na górze w miejscu niedostępnym, bo niewiele z nich zostanie. Koty mają też tendencje do podgryzania i ciamkania aloesu, a ten jest już dla nich toksyczny.

Mini kurs pierwszej pomocy 

Często da się odratować kwiaty, które wyglądają tragicznie. Pod warunkiem, że nie sadzicie ich do osłonek. Reanimacja powinna wyglądać następująco - przesadzamy roślinę do donicy z dziurką o ile jeszcze w niej nie jest. Wycinamy wszystkie uschnięte czy zgniłe listki, nawet jeśli zniknie w ten sposób połowa badyla. Warto też na kilka tygodni zarzucić na niego przezroczystą folię, albo wpakować go do wielkiego słoika, w takich warunkach będzie miał odpowiednią wilgotność i tak dalej - coś jak samoobsługujące się lasy w słoikach.

Rozmnażanie roślinek 

Większość kwiatów nie licząc paproci możecie spokojnie rozmnożyć z liścia albo łodygi - wystarczy uciąć i włożyć do szklanki z wodą na kilka tygodni. Jak pojawią się korzonki, roślinkę wsadzamy do ziemi i tyle. Proste ;D Sukulenty też rozmnożycie w podobny sposób - listki można położyć na wierzch wilgotnej ziemi, a one po kilku tygodniach wypuszczają różyczki albo listki w miejscu urwania listka.

I to tyle. Idę opowiedzieć scindapsusowi co dzisiaj jadłam na śniadanie, a Wy możecie opisać Wasze protipy roślinkowe ;v Miłego dnia!

maja 05, 2018

Mycie bez detergentów i wszystkie znane mi metody "no poo"

Mycie bez detergentów i wszystkie znane mi metody "no poo"
Od wielu miesięcy próbowałam różnych metod mycia, zarówno ciała, twarzy jak i włosów (przede wszystkim włosów), które nie wymagają użycia silnych jak płyn do mycia naczyń zdzieraków, a których używałam przez całe życie (o zgrozo). Standardowo przygotowałam dość obszerny wpis na ten temat i mam nadzieje, że będzie dla was pomocny. Zanim przejdę dalej, zapraszam na mój FANPAGE oraz na mój LEŚNY INSTAGRAM, jeśli chcecie być na bieżąco z kolejnymi takimi postami. Ale do rzeczy ;D

Na KANALE jest też cały film o no poo.

henna

Dlaczego ludzie boją się naturalnych metod mycia?

Delikatne metody niestety wciąż są kojarzone z brudem i smrodem, bo gdzieś tam ciągle utrzymuje się skojarzenie "no poo" z myciem się jedynie wodą. A przecież jest cała masa sposobów na mycie bez użycia silnych detergentów i wcale nie oznacza to, że trzeba chodzić ze smalcem na głowie. Myślę, że takie stereotypy krążą przez ludzi powielających je na internetach - niewiele jest dobrych materiałów poświęconych saponinom, większość contentu mówi właśnie o myciu za pomocą samej wody, a nawet myciu się co tydzień/dwa/trzy tygodnie (co dla mnie jest abstrakcją) - i są one związane bardzo często z ruchem zero waste. Są jeszcze materiały o sodzie i occie, kolejnym beznadziejnym sposobie, który sprawia, że ludzie wracają do silnych detergentów.

Myślałam o podzieleniu tego wpisu na włosy, twarz i ciało, ale prawda jest taka, że za pomocą  składników, które wymienię, można umyć wszystko.

Czym są saponiny i w jaki sposób myją?

W dużym skrócie to po prostu naturalne środki powierzchniowo czynne, takie "delikatne" detergenty. Obniżają napięcie powierzchniowe roztworów wodnych. Zwykle się pienią, choć piana nie jest tak obfita jak ta pochodząca z detergentów. Saponiny to także w pewnym sensie "trucizny", którymi rośliny broniły się przed drapieżnikami. Nie są one dla nas zabójcze w odpowiednich dawkach (ich nadmiar może wręcz uszkodzić niektóre organy i spowodować śmierć), a medycyna wykorzystuje je w wielu przypadkach - na przykład w leczeniu kaszlu, odtruwaniu organizmu poprzez wiązanie niektórych  toksyn, do poprawy trawienia i wchłaniania składników odżywczych. Saponiny mają też działanie antybakteryjne, antygrzybiczne i przeciwzapalne. Dzielą się na dwie grupy - saponiny triterpenowe i sterydowe, ale jestem januszem chemików i nie rozumiem na czym polega różnica (jeśli chodzi o temat tego wpisu, to zapewne nie ma znaczenia, podział powstał w znaczeniu medycznym). Ale nas interesuje ich działanie myjące - i tu nie musicie się obawiać, że zbyt częste ich używanie zewnętrznie sprawi, że wysiądzie wam wątroba.

Naturalne produkty myjące

Jest ich całe mnóstwo - podejrzewam, że kilkanaście razy więcej niż to co wymieniłam. Spora część roślin zawiera jakiś niewielki procent saponin, ale są takie które mają ich trochę więcej. Brakuje niestety sensownych źródeł na temat rzeczywistej ilości, prawdopodobnie ten procent zależy też od roku, zbiorów, nasłonecznienia, gleby i wielu innych czynników. Dlatego też postanowiłam, że nie będę podawać zawartości procentowej, gdyż różne źródła podają różne ilości.

Mąki

Poświęciłam im oddzielny wpis, możecie go przeczytać TUTAJ. Używałam na razie tylko mąk wymienionych w tamtym wpisie - czyli żytniej, owsianej i z ciecierzycy. Z pewnością jednak istnieje więcej rodzajów mąk, które myją (na pewno mąka kasztanowa lub żołędziowa, tylko są drogie jak cholera, więc jakoś nie po drodze żeby przetestować). Myślę, że gryczana też domyje, w ogóle zboża są źródłem saponin.

Glinki

Wszystkie nadają się do mycia. Działają na zasadzie absorpcji. Jednak najbardziej polecana jest glinka biała, bo wydaje się być najdelikatniejsza, dzięki czemu można jej używać codziennie. Można oczywiście używać mieszanek. Jak myć glinką? Nabieramy odrobinę glinki, moczymy i takim błotkiem myjemy twarz. Można też stworzyć domowy myjący puder, czyli mieszankę glinek, mąk, ziół, a nawet przypraw (np. kurkuma). Pisałam o tym tutaj. Do mycia ciała czy włosów oczywiście glinki pójdzie więcej. W moim przypadku glinka jest za słaba żeby domyć kudły. Konieczny jest dodatek mąki albo czegoś innego. Ale zdarza mi się jej używać na skalp jako delikatny "peeling".

Zioła/rośliny

  • Pokrzywa 
  • Krzyżownica 
  • Nawłoć
  • Nagietek
  • Aloes
  • Bluszcz
  • Piołonicznik
  • Yucca
  • Ostrokrzew paragwajski (Yerba mate)
  • Naparstnica
  • Buzdyganek naziemny
  • Psianki
  • Żywokost
  • Dziurawiec
  • Kolcorośl
  • Miłek
  • Agawa
  • Fiołek wonny
  • Gwiazdnica pospolita
  • Winorośl
  • Dziewanna
  • Lucerna
Owoce/nasiona

  • Reetha/Aritha, Zapian, orzechy piorące, sapindus mukorossi, sapindus trifoliatus i inne gatunki - czyli dość znany ajurwedyjski proszek lub całe orzechy używane do mycia oraz prania.
  • Shikakai, Accacia concinna - kolejny ajurwedyjski proszek znany jako naturalny szampon
  • Len
  • Kasztanowiec
  • Kozieradka
  • Czarnuszka
  • Soja - wobec tego przypuszczam, że mąka sojowe też da radę. Ja akurat jej nie mam i raczej nie będę jej miała, ale jak ktoś przetestuje, dajcie mi znać ;)
  • Oliwki
  • Komosa ryżowa
  • Żołędzie
Korzenie/kora

  • Mydlnica, korzeń 
  • Senega, korzeń 
  • Lukrecja, korzeń
  • Żeń-szeń, korzeń
  • Mydłoka, kora
  • Wilżyna ciernista, korzeń
  • Pierwiosnek, korzeń
  • Pochrzyn, bulwy
  • Kłęk amerykański, kora
  • Łyszczec, korzeń
  • Traganek błoniasty, korzeń

Żółtka jajek

Żółtko jest naturalnym emulgatorem dzięki zawartości lecytyny. Oznacza to, że może domyć włosy w podobny sposób jak to robi odżywka (choć nie zawiera detergentu tak jak odżywka). Dla niektórych metoda będzie za słaba, dla innych wystarczająca, ale myślę, że warto, bo żółtko to taka bomba witaminowa i naturalna proteina - może przy okazji robić za maskę. U mnie żółtko najlepiej działa w połączeniu z papką z mąki, ale możecie je mieszać ze wszystkim albo z niczym.

Produkty antybakteryjne i antygrzybiczne, które nie zmyją tłuszczu, ale warto ich czasami używać (szczególnie jeśli macie łupież i inne problemy skórne)

  • Dzięgieć
  • Wrotycz/piołun - napar
  • Neem 
  • Senes, cassia lub senna
  • Henna
  • Lawenda - wywar
  • Liście laurowe - wywar
  • Gorczyca - wywar
  • Olejki eteryczne, np z drzewa herbacianego

Metoda water only

O ile jestem w stanie zrozumieć mycie ciała i twarzy samą wodą (choć może to nie domyć skóry całkiem dokładnie) tak moje włosy nie akceptują tej metody i nie potrawie tego zrobić tak żeby działało. Poza tym, pomijając już łój, uważam że woda nie poradzi sobie z domyciem spalin i innych dziadostw, które przynosimy z miasta, a także np. kosmetyków do stylizacji, silikonów itp. Mycie to działa na zasadzie "przesuwania smalcu" na całą długość włosów, przez co mniej zostaje go na skalpie i włosy nie wyglądają na tłuste. W razie gdyby ktoś z Was chciał wypróbować tej metody - już mówię jak to powinno przebiegać. Teoretycznie to metoda czasowa i włosy potrzebują czasu, by opanować przetłuszczanie. Technicznie polega to po prostu na przelewaniu włosów ciepłą wodą i przeczesywaniu ich od góry do dołu, tak by przesunąć smalec na niższe, bardziej przesuszone partie włosów.


hennasenes

Naturalne mycie - jak się za to zabrać?

Napary i odwary

W zasadzie wszystkie zioła, o których była dziś mowa, najwygodniej jest używać w formie naparu/odwaru. Nawet te sproszkowane jak shikakai czy reetha. Saponiny przechodzą do naparów, potem znacznie łatwiej jest wypłukać włosy. Na początku wolałam rozrabiać papki, ale znudziła mi się zabawa w wygrzebywanie fusów z włosów. Wolę zrobić szybki napar z ziela, lub odwar z mieszanki, w której wykorzystane są korzenie albo owoce i myć włosy samym płynem. Na początku wydaje się to dziwne i nieprzyjemne, bo nie ma piany (saponiny się pienią, ale bardzo słabo). To bardziej jak robienie kilkuminutowej płukanki, a nie mycie - w praktyce wygląda to właśnie tak, że przelewamy głowę tymi naparami nad miską. Potem spłukujemy głowę wodą. Jak dla mnie to znacznie przyjemniejsze niż papki.

Papki

Bez względu czy myjecie twarz, ciało czy włosy, najprościej zrobić błotko. Tak używa się mąk i glinek i tak można używać sproszkowanych ziół. Im drobniej zmielony materiał (mąki bez otrębów, proch ziołowy bez większych kawałków) tym łatwiej i szybciej się tym umyjecie (mowa o włosach, bo ciało łatwiej obmyć). Papki robi się poprzez wymieszanie składników z wodą bądź naparem myjącym (działa wtedy mocniej). Osobiście wole jak są dość rzadkie, im bardziej gęste, tym trudniej mi je nałożyć i dobrze rozprowadzić.

Mieszanie składników

Jak pisałam wyżej, można łączyć te składniki, żeby trochę udoskonalić efekt. Najlepiej to wychodzi, gdy proszki rozrabiamy na myjących naparach, można zaszaleć i dodać do nich jeszcze odżywkę. Możecie sobie też komponować gotowce - np gotowe proszki myjące do twarzy z mąk, glinek, które przed użyciem rozrabia się z wodą. Co do włosów to ja mam ochotę moje kilo mąki żytniej wrzucić do wielkiego słoja i wymieszać od razu z białą glinką, neem, kurkumą i shikakai, żeby nie musieć robić tego w małych porcjach ;d

Łączenie ich z odżywką bez silikonów

Każde z tych produktów można łączyć z odżywką jak pisałam wyżej, można też je na głowie przytrzymać dłużej. Generalnie dzięki naturalnemu myciu nie ma konieczności używania odżywek - bo są to na tyle delikatne sposoby, że nie rypią włosów ze wszystkiego, ale oczywiście można to robić. Odżywka ułatwi też spłukiwanie takich rzeczy, dzięki poślizgowi. Można ją dodawać do błotka z mąki czy sproszkowanych ziół, można odrobinę dolać do naparów i tak dalej.

Błędy

Domowe sposoby mają swoje minusy, ale da się ich w większości przypadków uniknąć, jeśli odpowiednio się za to zabierzecie. Najczęstszym problemem jest wymywanie z włosów resztek fusów shikakai czy arithy (gdy decydujecie się na ziołowe papki, niestety często są za słabo mielone i jest problem) albo kluski z mąki, które nie chcą zejść - w przypadku, gdy użyjecie zbyt ciepłej wody do rozrobienia mąki lub niedokładnie ją rozmieszacie, gdy papka była za gęsta itp. Ten pierwszy problem można rozwiązać na dwa sposoby jeśli nie macie dostępu do ziół zmielonych na idealny proch - albo łączyć papkę z odżywką, która ułatwi spłukiwanie, albo rezygnacja z papek i gotowanie/parzenie tych ziół, i mycie samym płynem.

Suche szampony

Istnieje też możliwość umycia włosów na sucho, bez gotowego produktu do tego celu. Nadadzą się do tego mąki, skrobie, glinki, a nawet dodatek kakao(dla brunetek). Najczęściej używa się skrobi ziemniaczanej, mąki pszennej lub kukurydzianej i białej glinki. Ja osobiście nie korzystam z takich metod, nie lubię się myć na sucho, bo czuje się nadal brudna. Ale jeśli chodzicie na siłownie lub potrzebujecie na szybko trochę poprawić świeżość, możecie próbować takich sposobów. Odrobinę tych proszków sypie się na głowę, a potem dokładnie wyczesuje i ugniata, żeby nie było widać białych śladów.

"Naturalne sposoby nie domywają mi włosów, szczególnie po olejowaniu" - kilka słów o emulgowaniu


W takich przypadkach polecam emulgowanie - u mnie część z tych domowych sposobów nie radzi sobie z wymyciem oleju. Emulgowanie było zbędne kiedy używałam detergentów, radziły sobie z olejem. Tu już nie jest to takie proste, dlatego kolejność mycia w dni kiedy mam naolejowane włosy wygląda następująco - olejowanie/emulgowanie(mocze kudły i nakładam na nie odżywkę na 20minut)/myje włosy którymś z domowych sposobów, zdarza się, że ten krok całkiem pomijam, bo emulgowanie załatwia sprawę. Emulgować możecie też w przypadku, gdy domowe sposoby nie radzą sobie po prostu z domyciem włosów ogólnie (nawet bez olejowania) - odżywka zadziała tak samo na smalec z głowy, jak na olej ;v

Ale dodam jeszcze co nieco czym jest emulgowanie dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą - to po prostu łączenie się oleju z emulgatorami z odżywki, dzięki czemu olej łatwiej "spływa". To nakładanie odżywki na naolejowane włosy na jakiś czas.

Moje włosy ogólnie tylko w ten sposób akceptują odżywki - albo do mycia, albo do emulgowania. Nie ma szans, żebym najpierw umyła włosy, a potem nałożyła odżywkę - bo mam wtedy gwarantowaną sypkość włosów, czego nienawidzę - jest ich wtedy wizualnie mniej, nie układają się, nie mają objętości itp.

Tworzenie gotowych kosmetyków z konserwantem

Dla wygody czasami lubię tworzyć sobie gotowce. Mam już przepis na DELIKATNY SZAMPON. Ogólnie można sobie też ukręcić bardzo delikatne kosmetyki np. z glukozydów, ale o tym kiedy indziej ;D

Złe metody mycia

Nie będę się na ich temat rozpisywać, bo mam w planach poświęcić im oddzielny wpis. W skrócie - mycie za pomocą SODY i MYDŁA, nie jest dobre i nie jest delikatne. O ile domowe mydła są i tak znacznie lepsze w porównaniu do sklepowych mydeł, tak na przykład nie nadają się do mycia twarzy (gdzie za bardzo zdzierają warstwę ochronną przez swoje zasadowe ph) i do mycia włosów (zasadowe ph rozchyla i uszkadza łuski włosów). To samo tyczy się sody, która również jest mocno zasadowa. I serio, nie ma znaczenia, że po takim myciu leci płukanka z octu, to nie naprawia zniszczeń, jedynie domyka nadszarpnięte łuski. I nie, argument, że babcie tak myły włosy i żyły, do mnie nie przemawia. Jeśli lubicie takie rypanko, to nic mi do tego, ale można delikatniej. Dla mnie to są metody porównywalne (a nawet gorsze) do silnych detergentów, a nie o to nam przecież chodzi.

Mam nadzieje, że post był przydatny, miłego mycia :D

Copyright © 2016 gnome household , Blogger