marca 03, 2018

Zioła pogrubiające włosy, czyli moje efekty po senesie z henną

Minęły trzy miesiące odkąd zaczęłam używać mieszanki henny i senesu, przybywam więc pochwalić się efektami. Nie sądziłam co prawda, że odważę się na hennę - nie chciałam tracić blondu. Doszłam jednak do wniosku, że dla takiego pogrubienia warto. Zapraszam ;D


Czym są zioła kondycjonujące?

Rodzajów tych ziół jest kilka - henna, senes, cassia, indygo, rubia, katam i z pewnością wiele, o których jeszcze nie wiemy. Dziś skupiam się tylko na hennie, senesie i cassi, na resztę przyjdzie czas kiedy indziej.


Senes to strączyniec. Bardzo popularne zioło przeczyszczające (nie polecam xD). Senes wytwarza żółty barwnik, który na bardzo jasnych włosach może dać nieciekawy, karyniarski i ordynarny kolor kurczaka wielkanocnego. Tak właśnie działo się w moim przypadku. To między innymi dlatego zdecydowałam się na dodatek henny, ona lekko stonowała żółć. Barwnik senesu nie pogrubia tak mocno jak barwnik henny, wydaje mi się że nie jest też tak trwały. Ma jednak bardzo dobre działanie na skórę głowy.

Podobnym ziółkiem jest cassia (cassia obovata), mylnie nazywana bezbarwną henną. Nie jest ani bezbarwna, ani nie jest henną. Jest cassią ;d Czyli ziółkiem który nadaje słomkowego koloru, w moim odczuciu znacznie mniej "oczojebnego" niż senes. Niestety jej działanie także dla mnie jest znacznie słabsze.

Henna natomiast, to lawsonia inermis. Daje nam rudości lub czerwienie, lubi nadbudowywać się do brązów i mahoniów (szczególnie gdy zakwaszamy ją cytrynami, amlami i jabłkami).

Czego możemy się spodziewać po tych ziołach?

Szczególnie pogrubienia włosów. Nie, to nie fejk - barwniki tych ziół wżerają się we włos i łączą się z keratyną, a to przynosi kilka skutków - po pierwsze niesamowicie ratuje podniszczone i wymęczone włosy, po drugie realnie pogrubia każdy włos z osobna. Henna działa tu o wiele mocniej niż senes lub cassia, ale nie nadużywam jej, by nie zrudzieć całkowicie. Być może wkrótce się to zmieni, bo coraz bardziej mnie kusi zainstalować na łbie czystą hennę, bez domieszki senesu.

Odkąd zaczęłam używać senesu i henny zauważyłam między innymi:

- Włosy są trochę cięższe.
- Realne pogrubienie - nie na zasadzie "dwa razy więcej włosów', ale jednak czuć i widać że coś tu się zmieniło.
- Włosy całkiem przestały mi wypadać. Nie umiem powiedzieć czy to zasługa senesu i henny, czy dzieje się tak przez napar z tataraku, który może mieć takie działanie na cebulki, a którego używam do rozrobienia henny. Przypisuje więc tą zasługę wszystkim trzem składnikom.
- Przestały się kruszyć i rozdwajać, końcówki wydają się silniejsze i "bardziej stabilne".
- Układają się całkiem przyzwoicie, ale dużą rolę odgrywa w tym mycie bez silnych detergentów.
- Świecą się jak psu jajca ;v

Na co uważać?

Przede wszystkim musicie wiedzieć co henną jest, a co nie jest. Cassia i senes to nie bezbarwne henny, ani tym bardziej nie henny blond. Henna to tylko i wyłącznie Lawsonia Inermis - czyli roślina barwiąca na rudo. Pozostałe zioła to już zupełnie inne rośliny, które również wydzielają barwnik, ale nie rudy czy czerwony. "Bezbarwna henna" nie istnieje.

Kolejna sprawa to pseudo henny, które w rzeczywistości są farbami chemiczymi. Kojarzycie "hennowanie" brwi czarnym barwnikiem? To nie ma absolutnie nic wspólnego z henną, to jedynie mylna nazwa chemicznego zabiegu. Tak samo trzeba uważać na różne produkty "hennowe" - na przykład znane Eldy, Mumtazy czy Venity. To także farby chemiczne z domieszką ziół i talku, wiec tego typu produkty jedynie zmienią kolor, nie poprawia jednak kondycji włosów aż tak jak potrafi czysta henna. Poza tym mogą wręcz zaszkodzić - radzę się ich wystrzegać, włosy lubią po nich wypadać.

Gdzie kupić hennę i senes?

Jeśli chodzi o senes, można go kupić w Aptece - kosztuje kilka złotych za 50g. Dla mnie to trochę mało, szczególnie że taki saszetkowy senes wymaga tak czy inaczej dokładniejszego zmielenia. Zamawiam więc kilogram senesu z Planteonu - kosztuje 23 zł, więc to grosze, a wystarczy mi na około 10 - 15 zabiegów (dla porównania zmielona już cassia kosztuje od 20 do 35 zł za 100g, a wystarczy mi na dwa razy). Taki senes można wrzucić do Termomixa, młynka do kawy albo malaksera, chodzi o to by otrzymać proszek. Im drobniej zmielony senes, tym łatwiej go nałożyć i zmyć.

Jeśli chodzi o bezpieczne i polecane marki henny to są nimi między innymi:
Erbe di Janas, Sattva, Khadi (pudełkowane, nie podróbki w puszkach), Orientana, Sahara Tazarine, Hesh Mehandi, Pole Henny, Light Mountain. Niektóre z nich możecie kupić np. TUTAJ.




Jak je przygotować?


Barwniki tych ziół wydzielają się w środowisku kwaśnym i ciepłym. Oznacza to, że trzeba je czymś zakwasić, rozrobić z wodą/naparem i odstawić w ciepłe miejsce. Do zakwaszania ziół absolutnie nie dodajemy soku z 6 cytryn jak to możemy przeczytać na wielu blogach. No chyba, że nie boicie się przesuszu stulecia. Łyżka soku już by w zupełności wystarczyła. Cytryna jest jednak niezbyt dobrym dodatkiem, bo bywa nieprzewidywalna. Zioła można też zakwaszać sokiem z jabłka (wówczas idziemy bardziej w brązy, sok z jabłka może przyciemnić), amlą (podobnie), lub acerolą, która jest dla mnie najlepsza - nie przesusza, a poza tym pozwala zatrzymać stały kolor, gdyż jest silnym antyoksydantem.
Senes i cassie odstawia się na mniej więcej 10-24h, ja z reguły odstawiam na jakieś 15 - czasami gdy stoi za długo może spleśnieć. Henna potrzebuje mniej czasu. Czasem wypuszcza barwnik nawet po dwóch godzinach. W przypadku, gdy odstawimy zioła, ale nagle nie możemy ich użyć, bo na przykład przyjechała koleżanka z Zimbabwe i wyciąga nas na imprezę życia, można je schować w zamrażarce i rozmrozić przed użyciem.



Kiedy zioła już przeleżą swoje i wypuszczą barwnik, możemy je nakładać na włosy, ale najpierw warto przeprowadzić chelatowanie. Chelatowanie to zdejmowanie z włosów nadbudowanych minerałów z twardej wody. Jest to absolutnie konieczne w przypadku używania senesu i cassi - jeśli na włosach mamy minerały, barwnik tych ziół wybije nam na kolor zielonkawy. Barwnik osadza się wówczas na minerałach, a nie na włosach. Warto zawsze ten zabieg przeprowadzać, bo dzięki temu wiemy że zioła mają bezpośrednią drogę do włosa.

Chelatowanie można przeprowadzać na różne sposoby:

- używać szamponów zawierających EDTA (Np. z Joanny) - ale mimo to warto jeszcze wybrać któryś ze sposobów niżej.
- zrobić maskę chelatującą - ja na 20 minut przed henną nakładam na mokre włosy mieszankę prostej bezsilikonowej maski i pół łyżeczki kwasku cytrynowego, a potem dokładnie zmywam.
- zrobić płukankę chelatującą - np. z octem jabłkowym lub kwaskiem cytrynowym (pół łyżeczki na 3l wody). Ta metoda jednak może nie poradzić sobie ze zdjęciem wszystkich minerałów, płukanka jest na włosach za krótko).

Ja senes rozrabiam dzień wcześniej, na drugi dzień odstawiam henne na kilka godzin, a mieszam je przed użyciem. Zwykle moje błotko powstaje na naparach z rumianku i tataraku (myślę, że on ma duży wpływ na to, że włosy przestały mi niemal całkowicie wypadać), ale zdarza mi się zaszaleć i kombinować z innymi ziołami.

Pamiętajcie, że rodzaj naparu to bardzo ważna sprawa, bo od tego zależy efekt jaki uzyskamy. Część naparów nie daje żadnych efektów kolorystycznych, inne z kolei mogą jakiś kolor podbić, ocieplić, ochłodzić, rozjaśnić czy przyciemnić. Osoby, którym zależy na przyciemnieniu lub "zbrązowieniu" ziółek mogą zainteresować się więc rozrabianiem błotka na naparze z kory dębu czy na wywarze z obierków ziemniaka. Można też kombinować z żeń-szeniem, ślazem, prawoślazem, nagietkiem, hibiskusem, kwiatem malwy, rzewieniem i tak dalej. Bardzo dobrym dodatkiem do mieszanki jest też glut lniany - mieszanka nabiera fajnej konsystencji i glutek będzie trochę nawilżał.


Oprócz tego można dodawać wszelkich dodatków takich jak kurkuma, papryka, miód, kamala, rubia, neem, brahmi i wiele innych. Należy jednak pamiętać, że do błotka NIE dodajemy żadnych olejów ani odżywek (a przynajmniej ja tego nie polecam) - zablokują barwnikowi drogę do włosa, kolor może nie złapać lub szybko się wypłukać. Nie ma koloru = nie ma pogrubienia. Nie polecam też dodawać protein.

A więc w skrócie, należy zrobić następujące kroki:

1. Zakwasić i odstawić zioła owinięte folią i szmatką.
2. Gdy będą gotowe, myjemy włosy. Jeśli na co dzień używacie silikonów, produktów parafinowych, polyquatów i innych filmformerów, a także produktów do stylizacji, włosy trzeba zmyć silnijeszym szamponem z SLS - byle nie miał w sobie tych wspomnianych substancji. Jeśli ich nie używacie, nie ma potrzeby używać SLSa.
3. Następnie robimy chelatowanie.
4. Zabezpieczamy uszy, czoło, kark czymś tłustym - olejem, masłem, kremem Nivea (eh). Wówczas barwnik nic w tych miejscach nie zdziała.
5. Nakładamy zioła na wilgotne włosy, najlepiej pasmo po pasmie. Nie omijamy skóry.
6. Zakładamy folię i czapkę.
7. Po kilku godzinach dokładnie zmywamy zioła samą wodą. Nie używamy szamponów, odżywek i żadnych kosmetyków. Jeśli zmyjemy zioła niedokładnie możemy spodziewać się przesuszu.
8. Staramy się przetrwać przynajmniej 24h bez używania kosmetyków, a jeśli to możliwe to 48h. Barwniki potrzebują czasu by móc się utleniać.
9. Po tym czasie myjemy głowę tak jak dotychczas - trochę zieleni wciąż będzie się wymywać, ale tym się nie przejmujcie. Możemy już używać kosmetyków.

 Na koniec zapraszam Was do grupy, w której zajmujemy się ziołami pogrubiającymi i naturalnym farbowaniem, jeśli masz jakiś problem, odpowiedź znajdziesz na MIKSOLOGII

Przypominam też o kilku moich wpisach - bo nie tylko hennie zawdzięczam obecny wygląd kłaków. Zapraszam do poczytania:

MOJEGO KOMPENDIUM ZAPUSZCZANIA WŁOSÓW

MOJEJ WŁOSOWEJ METAMORFOZY

O ULUBIONYM SPOSOBIE MYCIA BEZ DETERGENTÓW


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger