marca 27, 2018

(1# ZIOŁA) Shikakai - czym jest i tak tym umyć włosy?

W końcu nadszedł czas na trochę informacji na temat shikakai - indyjskiego proszku do mycia włosów.

Używam go w sumie dość długo, więc powinnam była już dawno o nim napisać. W międzyczasie przygotowuję też wieeelki materiał dotyczący wszystkich znanych mi sposobów mycia bez użycia detergentów(I NIE, NIE CHODZI O SODĘ I MYDŁO ALEPPO, takimi rypaczami się nie bawimy), które uratowały mi kudły. Post pojawi się w przeciągu dwóch tygodni przy dobrych wiatrach, dlatego polecam śledzić mój fanpage lub instagram żeby nie przegapić.


Shikakai jest jednym z moich ulubionych zastępników szamponów i myjadeł. Używam go na różne sposoby i każdy z nich jest w stanie bardzo dobrze domyć mi włosy i twarz.

shikakai

Czym jest shikakai?

Proszek to nic innego jak zmielone liście drzewa o nazwie Acacia Concinna. Jest bardzo delikatny i jak wszystkie tego typu saponinowe roślinki, nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry i włosów - może być zatem używany codziennie, bez obawy, że cokolwiek przesuszy czy podrażni. Używanie takich ziół do mycia zawsze wiąże się też z kondycjonowaniem skóry. Z tego co możemy wyszukać w internetach, jest polecany osobom z łupieżem. Na sobie tego niestety nie sprawdzę, bo nie posiadam ;v. Niektóre źródła podają też, że może mieć wpływ na przyspieszenie porostu włosów.

Nie powiem Wam czy akurat shikakai miało jakieś specjalne działanie na moim skalpie - bo obecnie używam tak dużej ilości różnych indyjskich proszków, że nie mam pojęcia, które mniej, a które bardziej wpływają na kondycje mojej skóry.

W jaki sposób można tym umyć włosy?

Wystarczy rozrobić z wodą i taką papkę nałożyć na mokre włosy jak szampon. Shikakai jest czasami niezbyt dobrze zmielone, dlatego ciężej jest go wówczas wypłukać z włosów. Możecie więc zrobić z niego napar i odcedzić - a włosy umyć właśnie tym naparem.

Kilka prostych przepisów na szampon z shikakai:

  • Wersja podstawowa:
- shikakai (ok 3 łyżki)
- woda/napar - na oko, żeby konsystencja nam pasowała

  • Wersja z odżywką:
- shikakai
- woda/napar
- łyżka odżywki lub maski (dzięki niej łatwiej zmyć zioła, same odżywki czy maski mają też lekkie detergenty, które myją)

  • Wersja na glutku:
- shikakai
- średnio gęsty glut lniany (najlepiej je zblendować, wtedy łatwiej się to wymiesza)

  • Wersja - napar (lub wywar - niektórzy gotują shikakai)
- shikakai - łyżka
- szklanka wrzątku - kiedy ostygnie aż nie będzie parzyć odcedzamy i myjemy włosy samym naparem, oblewając tym głowę kilkanaście razy nad miską.

Wersji może być pierdyliard, możecie równie dobrze złączyć to wszystko, możecie rozrobić na innym naparze myjącym (np. mydlnica), możecie też zrobić sobie z tego gotowy szampon jeśli macie pod ręką jakiś emulgator, pisałam o tym TU.

Nie ma potrzeby trzymać go na głowie nie wiadomo jak długo - ja myje włosy w tym samym czasie co szamponem. Jeśli jednak delikatne detergenty nie zawsze dokładnie domywają Wam włosy, można kilka minut dla pewności potrzymać na głowie, żeby saponiny miały więcej czasu. Można też iść na całość, i zostawić go na głowie jako maskę pod folią i czapką - w szczególności jeśli macie łupież, albo po prostu chcecie dopieścić skalp. Takie mycie nie wymaga już nakładania odżywek - jeśli zależy mi na kondycji, to po prostu trzymam go dłużej niż standardowo.

Moje włosy uwielbiają takie delikatne mycie. Z reguły takie sposoby zawsze skutkują w moim przypadku turbo objętością. Nie pamiętam kiedy ostatnio użyłam szamponu z slsami. To chyba było jeszcze w tamtym roku. Mam wciąż jedną butelkę rypacza na specjalne okazje, ale póki co stoi sobie smutny na półce. Po shikakai kudły są mięciutkie i ładnie dociążone.

Proszek nadaje się też do mycia twarzy - możecie go na przykład wymieszać w słoiczku z glinkami albo mąkami, pisałam o tym TU.

To tyle, papa ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 gnome household , Blogger