marca 27, 2018

(1# ZIOŁA) Shikakai - czym jest i tak tym umyć włosy?

(1# ZIOŁA) Shikakai - czym jest i tak tym umyć włosy?

W końcu nadszedł czas na trochę informacji na temat shikakai - indyjskiego proszku do mycia włosów.

Używam go w sumie dość długo, więc powinnam była już dawno o nim napisać. W międzyczasie przygotowuję też wieeelki materiał dotyczący wszystkich znanych mi sposobów mycia bez użycia detergentów(I NIE, NIE CHODZI O SODĘ I MYDŁO ALEPPO, takimi rypaczami się nie bawimy), które uratowały mi kudły. Post pojawi się w przeciągu dwóch tygodni przy dobrych wiatrach, dlatego polecam śledzić mój fanpage lub instagram żeby nie przegapić.

marca 24, 2018

Badylandia - przegląd moich chwastów

Badylandia - przegląd moich chwastów
Spytałam na Instagramie czy wolicie najpierw post o folku czy o moich roślinkach - wygrały roślinki, więc postanowiłam zrobić z tej okazji "pool party" - wszystko wymyłam, przesadziłam i odświeżyłam. Dziś skupię się tylko na mojej kolekcji, a niedługo poświęcę oddzielny post temu jak o nie dbam (czytaj: jakim cudem przeżywają w moich rękach ;v).

najlepszekwiatydodomu

Jeśli chodzi o chwasty, to jestem totalnym pojebem badylocholikiem. Wychodzę do Biedronki po twarożek i wracam z trzema nowymi kwiatami za dychę. Mam tak od dawna. To nieuleczalne.

Moja choroba zaczęła się jakoś na pierwszym roku studiów, zaczęłam wtedy znosić do domu różne chwasty i wciąż było ich coraz więcej. Po roku moja kolekcja wyglądała następująco:


Obecnie mam w domu tylko około 20 roślinek, nie licząc odnóżkowego przedszkola i ziół z nasionek. Powoli odbudowuje Badylandie sprzed roku. Zebrałam je w jednym miejscu przy okazji zbiorowej kąpieli, żebyście mogli zobaczyć ile tego zielska jest. Jeśli chodzi o gatunki, powiem szczerze, że nie znam nazw części kwiatów jakie mam. Ale wyresearchowałam specjalnie tyle ile się dało, żebyście wiedzieli pod jakimi nazwami szukać w razie gdyby coś Wam wpadło w oko. Jeśli znacie nazwy, których nie znalazłam, dajcie znać, dopiszę ;D

jakieroslinywartomiecwdomu
Lewa góra - fikus benjamin, prawa góra - skrzydłokwiat, dół - diffenbachia

Góra - Epipremnum złociste, lewy dół - jakiś gatunek scindapsusa, po prawo - scindapsus pstry

Tego po lewej nie zalazłam, drugie to
 Zroślicha stopowcowa(Syngonium podophyllum)

dawalia
Od lewej - dawalia i dawalio-podobne coś ;v


Gdzie zdobywam rośliny?

- Biedronka - roślinki tanie i wcale nie gorsze niż ze sklepów ogrodniczych. Przecież sprowadzają je prawdopodobnie z tych samych hurtowni.
- LERŁA (Leroy Merlin) - i tu w zasadzie bywam często, bo szczególnie ten w Manufakturze w Łodzi ma bardzo rozbudowaną część ogrodniczą, jestem tam po prostu w raju, mój portfel już niekoniecznie. Ceny są całkiem spoko, problem w tym, że zawsze kupie tam za dużo :D
- Kradnę rodzinie, pozdrawiam babcię ;v

Mam jeszcze takie odnóżkowe przedszkole, które powoli wypuszcza korzonki:

jakrobicodnozki


Jakie kwiaty mam jeszcze w planach?

Znając mnie, kupie po prostu te, które rzucą w Biedronce, a których jeszcze nie mam. Z reguły nie ma z nimi problemów, rosną równie dobrze co droższe roślinki z kwiaciarni - w wyjątkiem tych cholernych nefrolepsisów i zielistki, które nienawidzą mnie i mojego domu bardziej niż ja nienawidzę pizzy z ananasem.


Marzy mi się jednak monstera i araukaria wyniosła. Tej pierwszej nie kupię sama, bo nie dam rady jej dotaszczyć do domu. No chyba, że będzie jakaś miniaturowa. Na tą drugą nigdy nie mogę trafić, ale liczę że czyta to jakiś mój znajomy (no dobra, nie mam znajomych, niech będzie ktoś z rodziny) i przypomni sobie o tym przed moimi urodzinami (hehe). Chce jeszcze kupić shefflere, bo moja poprzednia była zarażona tarcznikiem i skapnęłam się dopiero w momencie kiedy nadawała się tylko do śmieci ;(

Oprócz tego czaje się na paproć niekropień (adiantum), która będzie też kiedyś moim tatuażem ;D



I oczywiście poluję na nowe sukulenty, żeby zrobić sobie różne kompozycje w półmiskach. Niedługo też wybieramy się do lasu, żeby zrobić kolejne leśne słoiki i butelki. W moim słoju, którego jeszcze nie potłukłam pojawia się powoli wiosna, zdechła paprotka wypuszcza nowe listki, a dżdżownica Maciuś ostatnio częściej mi się pokazuje.

I mała uwaga na koniec - jeśli jesteście kociarzami (i nie tylko), musicie pamiętać, że spora część tych gatunków to rośliny trujące. Jeśli zatem wasze zwierzaki mają tendencję do pogryzania roślin, radziłabym trzymać je w niedostępnym miejscu albo pomieszczeniu.

Polecam też zajrzeć do moich starszych postów o LEŚNYCH SZKŁACH oraz o tym CZY NADMIAR ROŚLIN JEST SZKODLIWY 

marca 20, 2018

Moja ziołowa spiżarnia - co warto mieć pod ręką?

Moja ziołowa spiżarnia - co warto mieć pod ręką?
Zrobiłam porządki w moich ziołach i półproduktach i stwierdziłam, że trochę opowiem o mojej pięknej kolekcji. Zanim zacznę, zapraszam Was na mój FANPEJDŻ

Marzy mi się rozsypać to wszystko do słoików, ale obawiam się, ze w mojej pieczarze brakuje miejsca na taką spiżarnię. Chciałabym też opisać kilka produktów, które zawsze warto trzymać w domu, szczególnie jeśli interesujecie się naturą. Każde z tych ziół, które dziś pokaże lepiej oczywiście zebrać i ususzyć samodzielnie (nie licząc ziół pochodzących z innych krajów oczywiście), ale jest już koniec zimy, więc moje zapasy dawno się wyczerpały. Powoli gromadzę też zakupy nasionkowe i zbieram pojemniki po jogurtach żeby od razu, gdy ustąpią mrozy, jechać z moim mini ogródkiem. Kilka dni temu wysiałam pierwszą partię ziółek ;D Ale do rzeczy - patrzcie co tu mam.



Ajurwedyjskie zioła


Gdyby klimat mi na to pozwolił, kupiłabym sobie pole i założyłabym plantacje henny, ale póki co muszę się zadowolić gotowymi proszkami xd. Jest jednak mnóstwo pożytecznych ziółek poza henną, a ja uwielbiam ich używać i ciągle znajduję kolejne do przetestowania. Aktualnie w spiżarni mam: senes, hennę, rubię, tulsi, shikakai, neem, brahmi i kapoor kachli.

Wykorzystuje je głównie do włosów - do olejowych i alkoholowych maceratów, jako dodatki do henny czy jako samodzielne maski na włosy lub skalp. Nadają się jednak także do twarzy - do masek lub do mycia. Nie będę się nad nimi dzisiaj rozpisywać, bo każdy z nich zasługuje na jakiś zbiorczy albo oddzielny wpis. Większość ziółek mam z Hesha - nie jest to marka najwyższej jakości, ale polecam ich produkty głównie początkującym, ze względu na cenę - jeśli komuś nie podpasują, to strata niewielka. Polecam się też zainteresować ziołami z Erbe di Janas, które można dostać w Polsce w sklepach internetowych. Na pewno będę wracać do neem i shikakai, w tej chwili są w zasadzie obowiązkowe i służą mi jako baza do różnych kosmetyków, o senesie i hennie nawet się nie wypowiadam, bo zostają ze mną na zawsze ;v



Zioła - te normalne ;D

Mój ulubiony i niezmienny zestaw to przede wszystkim rumianek, lipa, kora wierzby, tatarak i łopian. Z reguły mam też w szafkach nagietka, wierzbownicę, skrzyp, pokrzywę i kobylaka, a także piołun.

Lipę i korę wierzby doję litrami głównie podczas przeziębień - wierzba to taka naturalna aspiryna. Lipa do tego ma dla mnie całkiem przyjemny smak i często zastępuje mi herbatę. Tataraku i łopianu używam nałogowo głównie do włosów - do wcierek, płukanek i do henny. Jest też rumianek, dziurawiec, brzoza i pokrzywa - tych najczęściej używam w celach kosmetycznych. Ostatnio przez zbieg okoliczności wróciłam do wierzbownicy (Ola ty mały głupku) jakimś cudem nigdy wcześniej nie wpadłam na to żeby ją pić, a przecież właśnie w takiej formie jest najlepsza - może hamować wypadanie włosów i likwidować nadmierne przetłuszczanie, działa hormonalnie. A do tego bardzo mi smakuje. Czuje, że kiedyś jeszcze o niej napiszę.

Większość wyżej wymienionych ziół spokojnie można pić na co dzień. Co do bardziej herbacianych napojów, u mnie zawsze obecne są przede wszystkim zielona oraz czerwona herbata, czerwony i zielony rooibos oraz yerba. 


Przyprawy



W mojej kuchni najważniejsze przyprawy to słodka i wędzona papryka oraz gotowa mieszanka do gyrosa (xD). Serio, nie umiem bez nich żyć, lądują praktycznie do wszystkiego. Oprócz sklepowych przypraw, których mam dosłownie milion poza tymi totalnie obowiązkowymi, zaczynam kombinować z różnymi gotowymi mieszankami. Ostatnio zamówiłam sobie czubrycę zieloną i czerwoną i mam zamiar przetestować je do zup. I mam nadzieje, że w końcu ruszę tyłek, zamówię mini słoiczki i zrobię sobie porządną wystawę przypraw.


Octy i mini zapasy spożywcze



Póki co został mi tylko cytrusowy ocet gospodarczy i butelka jabłkowego, zapasy też mam dość ubogie, a brakuje mi słoików by narobić tego więcej. Najważniejsze są suszone grzyby z ostatniego lata, ciągle nieruszone, bo mi ich szkoda ;D

A tu jeszcze kilka rodzajów nasionek, które powoli rozsadzam już w doniczki:



Oraz moje roślinkowe przedszkole ;3


A jakie są Wasze niezbędne zioła i roślinki?

marca 12, 2018

Ziołowe zakupy - niebieski kwiatek, senes i inne skarby

Ziołowe zakupy - niebieski kwiatek, senes i inne skarby
W ostatnim tygodniu przyjechało do mnie kilka ziołowych perełek, musiałam uzupełnić zapasy :D Przybywam się nimi pochwalić, może coś Was zainteresuje. Zapraszam!


Senes

Jeśli znacie senes tylko z apteki, to w tym momencie łapiecie się za głowę i pytacie "po cholerę jej kilo środka na przeczyszczenieeeeeeeeeee". Otóż moi drodzy, senes jest zajebisty do włosów! To ziółko barwiące - działa podobnie jak cassia, tylko mocniej - daje kolor złoty. Oprócz tego koloru pogrubia lekko włos od środka, a także ma cudowne właściwości dla skóry głowy. Regularnie nakładam zmielony senes z domieszką henny, to rozwiązało 90% problemów z moimi kudłami. To już trzeci post ostatnio, gdzie o nim mówię, więcej na jego temat możecie przeczytać TUTAJ
Kupuję go już na kilogramy, bo jest bardzo tani i starcza mi na wiele razy.


Kamala

I znowu, co ona ma z tymi ziołami na sranie ;v Ktoś chyba sobie z nas zażartował, bo z mojego doświadczenia wynika, że jeśli coś działa na przeczyszczenie, to ma też jakąś magiczną właściwość do włosów xd Więc tak - kamala również jest naturalnym barwnikiem i zamierzam jej wypróbować

 Acerola

Acerolka służy mi do zakwaszania senesu i henny - bo dopiero wówczas wypuszczają interesujące nas barwniki. Dotychczas używałam soków owocowych, ale acerola bardziej neutralnie wpływa na kolor. Czasami zdarza mi się ją pić, jest bardzo bardzo kwaśna.

Zielony rooibos

Zamówiłam go totalnie z ciekawości, bo akurat pokazał mi się w proponowanych. Dotychczas piłam tylko ten czerwony. Już go spróbowałam i w sumie jest bez smaku, więc raczej się nie polubimy, poleci najwyżej do jakiejś mieszanki.

Czubryca czerwona

Totalnie cudowna mieszanka przypraw dzięki której moje zupy są trochę bardziej jadalne niż bez niej :D

Butterfly tea, klitoria ternateńska

Niebieski kwiotek. Ten kwiotek z Tajlandii także jest barwnikiem, i to nie byle jakim. Można go używać do barwienia jedzenia i picia (WOW, COŚ TU NIE DZIAŁA NA PRZECZYSZCZENIE), ale z naszych testów wynika, że i na kudłach podkręci kolor. Jestem ciekawa czy dałby radę zabarwić tleniony włos na niebiesko, ale niestety na sobie tego nie sprawdzę. Będzie niebieski ryż i herbata. Poza tym klitoria jest bardzo zdrowa - działa między innymi wspomagająco na pracę mózgu, koncentrację i pamięć. I pachnie jak pierniczki!

Tarczyca bajkalska

Zamierzam zrobić z niej serum bajkalinowe, które ma potencjał jeśli chodzi o spowalnianie starzenia się skóry. Jako, że jest już w formie proszku, myślę że część poleci do henny ;D

Czy mieliście okazję przetestować któreś z nich?

marca 07, 2018

Jak zrobić całkiem jadalny chlebek paleo - przepis

Jak zrobić całkiem jadalny chlebek paleo - przepis
Wszystkie moje próby przejścia na paleo kończyły się dotychczas tym, że na koniec dnia lądowałam przed telewizorem z kebabem albo kanapką podpisaną wielkim napisem: "BARDZO DUŻA ILOŚĆ PSZENICY". Nie wiem jak ludzie to robią, i pewnie nigdy się nie dowiem - jedyne co mi na razie pozostaje, to powoli testować paleo przepisy, które rzeczywiście mi zasmakują i nie będę zmuszona opierdzielić jakiegoś zboża.

Były już paleo ciasteczka, a teraz upiekłam chlebek z mąki paleo. Jest na tyle jadalny, że chyba mogę się nim podzielić.




Składniki:


  • szklanka mąki słonecznikowej
  •  pół szklanki mąki dyniowej
  •  3 banany
  • 4 jajka
  • 1/3 szklanki oleju kokosowego
  •  łyżeczka kakao (opcjonalnie)
  •  łyżeczka sody
  •  szczypta soli


Można dodać też jakieś nasiona czy orzechy, ja akurat nic takiego nie miałam w szafkach.

Przygotowanie:


1. Banany rozgniatam widelcem, w tym czasie rozpuszczam olej.
2. Jajka roztrzepuje, mieszam z bananową papką i olejem.
3. Do miski wsypuje mąkę, sodę, kakao i sól, wlewam mokre produkty i mieszam.
4. Wylewam do foremki na papier do pieczenia i piekę w temperaturze 180 stopni przez około 40-45 minut.
5. Nie słucham babci i nie czekam aż ostygnie, tylko biorę go w swoje parszywe łapska i kitram w paszczy ;v

Smak tego chleba w ogóle nie przypomina chleba, w każdym razie nie jest to chleb, który jem od 22 lat. Jest zbity i nie czerstwieje na drugi dzień, jest lekko słodki, ale nie na tyle by nie dało się go zjeść z kanapkowymi dodatkami.


Smacznego ;3

marca 03, 2018

Zioła pogrubiające włosy, czyli moje efekty po senesie z henną

Zioła pogrubiające włosy, czyli moje efekty po senesie z henną
Minęły trzy miesiące odkąd zaczęłam używać mieszanki henny i senesu, przybywam więc pochwalić się efektami. Nie sądziłam co prawda, że odważę się na hennę - nie chciałam tracić blondu. Doszłam jednak do wniosku, że dla takiego pogrubienia warto. Zapraszam ;D


Copyright © 2016 gnome household , Blogger