stycznia 30, 2018

Kot to nie kura, czyli mini poradnik jak nie karmić mięsożercy

Zanim zaczniemy, chciałabym poinformować, że dzisiejszy post piszę w oparciu o wiedzę jaką przekazują zwierzęcy dietetycy. Nie będzie tu więc gloryfikowania karm suchych, weterynaryjnych, mleczka i roślin. Proszę też o powstrzymanie się od komentarzy pod tytułem " Mój kot zapija suchą karmę z Biedronki mlekiem i jest zdrowy", bo ten post kieruję do osób, które chcą zmienić dietę zwierzaka na lepszą i zdrowszą.


Dziś na celownik bierzemy skład kociego menu oraz gotowych karm. Mam wrażenie, że ludzie zapominają, że koty nie są zwierzętami roślinożernymi, tylko ścisłymi mięsożercami - by to wiedzieć, wystarczy w zasadzie wiedza wyciągnięta z lekcji pszyrki.

Tak, wiem - sami często nie odżywiamy się dobrze, więc z jakiej racji mamy mieć jakieś paranoje dotyczące żarcia dla mruczka. No nie wiem, może dlatego że kot nie jest człowiekiem i zje to co mu damy i nauczymy jeść, a nie co sobie wybierze? A może po to, by żył tyle ile żyją koty, a nie 5-10 lat? Albo dlatego, że dobrze żywiony kot nie robi się spaślakiem z cukrzycą? I zwiększamy szanse, że nie przewalimy fortuny na leczenie niewydolności nerek, chorób uzębienia, nowotworów i innego dziadostwa, a kot nie będzie miał bólów brzucha, biegunek i innych dolegliwości, które będziemy mogli do woli ignorować?

Bardzo często dostrzegam to także wśród blogerów czy youtuberów - a więc osób, które mają duży wpływ na swoich odbiorców. Dziwi mnie, że dziś niewiele osób przejmuje się czym karmi swoje zwierzęta. Ludzie idą na łatwiznę - kupują znaną karmę z marketu i wydaje im się, że kot jest okazem zdrowia, tymczasem dostaje pokarm niemal wegetariański, bo złożony w 96% ze zbóż. Potem te same osoby walczą z fundacją Viva (która poleca karmy wege dla mięsożerców) i nazywają ich wege faszystami. No to mamy problem, bo karmy marketowe się od nich za bardzo nie różnią, jedynie tym, że na nich nikt nie pisze, że są wege, a kawałki karmy ulepione ze zbóż przypominają mięso. Ale po kolei.

ZBOŻA

No właśnie, te nieszczęsne zboża. Zboża są tanie, łatwo dostępne i można nimi fajnie zapchać puszkę i worek (I ŻOŁĄDEK). Problem tylko w tym, że koty tych zbóż nie trawią - i nie tylko koty, ale również króliki czy psy. Takimi wypełniaczami sklejonymi z węglowodanów zwierze się zapycha, ale nie czerpie z nich nic pożytecznego - wydala je w całości w postaci dużego śmierdzącego klocka (dla porównania klocki kotów i psów na barfie - czyli surowym mięsie z dodatkiem suplementów są malutkie i bezzapachowe, bo pokarm jest trawiony w większości). Zboża gniją w jelitach i nie zaspokajają głodu tak dobrze jak pokarm mięsny, z tego też powodu zwierzęta jedzą znacznie więcej takiej karmy, bo są po prostu głodne. A taka ilość zbóż ostatecznie prowadzi do otyłości, i to najmniejszy problem (To wcale nie kastracja jest odpowiedzialna za otyłość starszych kotów czy psów, a to że są karmione paszą do której dodatkowo mają stały dostęp). Zbożami są produkty pszeniczne, żytnie, ryż, kasze, kukurydza oraz ziemniaki. To wszystko składniki, których układ pokarmowy kota nie strawi.

Najgorzej, gdy te zboża przyjmują postać karmy suchej. Karma sucha jest wygodna - nie brudzi, nie zasycha, nie psuje się. Niestety większość karm suchych, w tym niestety także karmy weterynaryjne są ulepione właśnie ze zbóż. Pokarm suchy, pomijając już te nieszczęsne zboża, najczęściej prowadzi w przypadku kotów do chorób związanych z układem moczowym, między innymi do niewydolności nerek. Dlaczego? Ano dlatego, że kot to zwierze pustynne (pochodzi z Afryki) - koty z natury piją bardzo niewiele, kot dobrze odżywiany pokarmem mokrym i surowym mięchem nie pije praktycznie wcale, bo jest dobrze nawodniony. Sucha karma ma bardzo niską wilgotność, kot na suchej karmie musiałby dziennie wypijać około szklanki wody dziennie, by to nadrobić - co jest w zasadzie nie realne. Z tego powodu nawet najlepsze karmy suche z niską zawartością węglowodanów nie powinny stanowić podstawy diety, a jeśli to możliwe to lepiej je sobie całkowicie darować.

W zasadzie wszystkie znane z telewizji marki karm, zarówno mokrych i suchych, karmy weterynaryjne oraz karmy własne marketów, są złożone niemal w całości ze zbóż i zawierają niewielki procent składników pochodzenia zwierzęcego (i tu chyba nie łudzimy się, że tym składnikiem odzwierzęcym jest piękny kawałek cielęcinki). W zasadzie nawet nie czepiałabym już się tego, że do karm lecą podejrzane resztki zwierzęce - w końcu w naturze kot nie je tylko czystego mięsa, ale również krew, kości, podroby i wnętrzności. Problemem jest to, że oprócz tego nie ma już żadnego mięsa, a są rośliny.

Poza zbożami takie karmy mają też sporo innych podejrzanych dodatków, polepszaczy smaku i uzależniaczy, przez które tak trudno potem nauczyć kota jeść zdrowszy pokarm.

MLECZKO

Dawno dawno temu przyjęło się, że mleczko jest dla kotów dobre i zdrowe, bo tak. Zastanówmy się jednak - jaki kot w naturze przysysa się do cycka krowy, żeby ją sobie wydoić? Żodyn. Żodyn szanujący się ssak, szczególnie dorosły, nie licząc człowieka, nie doi zwierząt innego gatunku. Jedyne zdrowe mleko dla kota, to to z cycka własnej kociej matki. Ten szkodliwy mit wciąż utrzymuje się głownie na wsiach i jest przekazywany przez osoby starsze. A jak wiadomo - na wsiach koty są głownie wychodzące (niestety) - oznacza to, że właściciel takiego mleczkowego smakosza, nie widzi jak ten biedny kot zwraca to mleko za krzakiem w postaci biegunki. Dorosłe koty nie trawią laktozy - w przypadku większości z nich objawia się to właśnie biegunkami, co nie znaczy, że kot który nie choruje po mleku, jest zdrowy (bóle brzucha, a ostatecznie o wiele poważniejsze choroby). No to może specjalne mleczko dla kotów bez laktozy? No nie - mleko bez laktozy, nadal ma kazeinę, również jest ona szkodliwa dla kota. Koty nie potrzebują mleka, naprawdę. Po co podawać coś co szkodzi a nie daje nic pożytecznego? Dla smaku? Dla smaku to nauczcie kota jeść krwiste surowe mięso, będzie równie wniebowzięty, co po mleku, tyle że zdrowy.

ŻARCIE DLA LUDZI

Wrzucam tu resztki z obiadu, ziemniaki, marchewkę z ryżykiem i inne chleby. Ostatnio widziałam nawet jakąś gazetkę z przepisami na "dania" dla kotów i psów - w menu między innymi takie rarytasy jak panna cotta dla kota (xD). Wiem, że czasem opiekunowie chcą pokazać jak dbają o swoje zwierzaki gotując im takie obiadki. Ale to nie jest dla nich zdrowy ani dobry posiłek. Jeśli chcecie sami robić im jedzenie, to pomyślcie o barfie (surowe mięso, podroby, surowe żółtka jaj i specjalne suplementy które udają naturalną ofiarę, a które też są dodawane do karm, bo inaczej zwierzęta by na nich padały). Koty nie są ludźmi i gotowanie dla nich wygląda inaczej niż dla nas. Koty to surojady, po co więc im gotować? O resztkach z obiadu nie wspominam - są tam zboża, przyprawy albo kości z mięsa po obróbce termicznej (mogą nawet zabić, bo przy gryzieniu rozwarstwiają się na drobne ostre igiełki). Warzywa i owoce z kolei, są im całkowicie zbędne. W pewnych sytuacjach się je podaje, często jakiś ich procent znajduje się w karmach, nawet tych lepszych, ale zdrowy kot nie potrzebuje ich w swojej diecie i nie wyciągnie z nich żadnych wartości odżywczych, więc podawanie ich mija się z celem..

Pozostaje jeszcze kwestia karm weterynaryjnych

"Pan weterynarz mówi, że sucha karma jest dobra dla kotów".

A czy Ty idziesz po rozpiskę diety do ginekologa albo okulisty? Weterynarz nie jest dietetykiem - na studiach ma zdecydowanie za mało zajęć poświęconych dietetyce zwierząt domowych - zajęcia są ogólne, w ich skład wchodzi też karmienie bydła czy drobiu. Nie mówiąc już o tym, że kursy i szkolenia z dietetyki są sponsorowane przez koncern pewnych karm suchych. Wobec tego, jeśli weterynarz po studiach nie rozszerza swojej wiedzy w zakresie dietetyki, to wcale nie musi się na dietetyce znać. Nie wierzcie ślepo w to co mówi na temat karmienia weterynarz, bo weterynarz ma przede wszystkim leczyć, a nie karmić wasze zwierzęta. A już na pewno nie wierzcie, gdy próbuje was przekonać do suchej karmy zbożowej.

Karma nie jest dobrym zamiennikiem leku. Karmy weterynaryjne działają - ich działanie jest spowodowane tym, że mają dodane leki lub preparaty, w zależności od choroby - na przykład glinki czy leki rozpuszczające struwity. Po takiej karmie wyniki chorego kota nagle się poprawiają, a właściciel myśli, że skoro działa, to karma jest zdrowa. Taki sam efekt uzyskalibyśmy poprzez podawanie karmy mokrej z dodatkiem leku - bo tylko lek działa, nie karma. Analogicznie - wyobraźcie sobie, że lekarz kazał wam jeść ziemniaki posypane lekiem przeczyszczającym. Czy w takim razie ziemniaki będą odpowiedzialne za oczyszczenie waszego jelitka? xD

CO WIĘC POWINIEN JEŚĆ KOT?

Karmy mięsne - problem z nimi jest taki, że są mało dostępne stacjonarnie. Należą do nich marki takie jak na przykład Mac's, Catz Finefood, Feringa, Power of Nature. Można je zamówić przez internet w większych pakietach więc wychodzi taniej. Z karm lepiej dostępnych jako tako wychodzi tani Butchers (średni skład, ale lepsza niż każda inna z marketu) albo Animonda, która wychodzi niestety dość drogo stacjonarnie. Warto też kotu podawać surowe mięsko do trzech razy w tygodniu (można karmić tylko tym, ale wówczas trzeba je suplementować, i nazywa się to Barf) oraz surowe żółtko raz w tygodniu, jako bomba witaminowa. Bez parzenia, gotowania, mrożenia - to nie zabije bakterii, zrobi to żołądek kota. Karmienie kota zdrowo jest tańsze niż karmienie popularnymi marketówkami. Barf wychodzi najtaniej - dosłownie parę groszy dziennie, a mieszanki robi się nawet na dwa miesiące. Część dobrych karm kosztuje podobnie co karmy złe, ale oszczędność jest taka, że kot zje ich mniej - mięso syci na dłużej w przeciwieństwie do zbóż które zapychają tylko żołądek.

Pamiętajcie, że kot nauczony jeść źle, nie zacznie z dnia na dzień wsuwać mokrej karmy. To długi proces, polegający na stopniowym wprowadzaniu nowej karmy w malutkich ilościach do karmy starej. Zaczynając od malutkiej łyżeczki. Można karmy też dosmaczać smalcem lub surowym żółtkiem. Nie dawajcie kotu na suchej zbożowej karmie pełnej michy mięsa, bo jeśli jakimś cudem w ogóle to ruszy, to się może dosłownie zesrać, gdyż organizm nie jest przyzwyczajony do takiej zmiany.

Dla zainteresowanych polecam też dokument "Pet Fooled", który pokazuje jak działają koncerny popularnych karm dla zwierząt. Możecie obejrzeć go na Netflixie.

Na koniec pozwolę sobie jeszcze zacytować kilka super popularnych tekstów ludzi opornych na wiedzę:

- "Mój je i żyje" - Fajnie, a mój dziadek przeżył po 40 latach palenia.

- "Mój innej karmy nie zje" - Dziwisz mu się? A dziecko wybierze paczkę chipsów czy sałatkę warzywną?

- "Karma sucha czyści zęby" - Nie czyści i wystarczy włożyć łapę do wora karmy, by to sprawdzić. Czy taki osad ma moc cokolwiek wyczyścić?

- "Nie każdego stać na karmienie zdrowo" - Oj, a wiesz, że karmienie zdrowo jest zwykle tańsze niż nie zdrowo? Popularne marketówki są drogie, a takie żywienie chociażby Barfem kosztuje mnie około 40 zł miesięcznie. Przypominam, że dobra karma starcza na dłużej niż zboża, bo kot zje mniej.

- "Skoro mój kot zjada ten kawałek ciasta i popija mlekiem, to znaczy, że jego organizm tego potrzebuje" - Rozumiem, że gdy ja jem zupkę chińską, to też ze względu na to, że mój organizm jej pilnie potrzebuje?

- "Mój kot, moja sprawa" - Spoko, przypomnę Ci to za pół roku, gdy będziesz pytać po grupach jak oduczyć kota z niewydolnością nerek sikania po domu.

To tyle. Twój kot kupowałby MJENSO.

A jeśli chcecie sobie pooglądać trochę zdjęć mojego predatora, zapraszam TUTAJ

3 komentarze:

  1. Myślę, że z dietą kotów jest tak samo, jak z dietą ludzi. Można jeść zdrowo, albo nie jeść zdrowo. Różnica jest taka, że w przypadku kotów decyzję podejmuje człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze że ktoś zajmuje się i podejmuje taki temat . Ważna jest dieta każdego zwierzęcia A one nie mają wpływu na to tylko człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem fanką kotów, ale w kwestii mleka spożywanego przez koty kiedyś zdarzyło mi się pokłócić ze starszym i "mundrzejszym" pokoleniem. Walka nie była łatwa, ale myślę, że warto uświadamiać ludzi w każdym wieku, chociażby po to, żeby nie przekazywali szkodliwej (nie)wiedzy dalej w świat.
    Złości mnie też (w przypadku każdego zwierzęcia) argument, że właściciela "nie stać" na lepszą karmę. Po co w takim razie wziął sobie pod dach zwierzaka, skoro nie może go utrzymać?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 gnome household , Blogger