Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Jak zapuściłam włosy i zagęściłam na długości - moja dwuletnia metamorfoza

Dzisiaj trochę powspominam moją kilkuletnią walkę o długie i gęste włosy (która jeszcze nie jest wygrana). Teraz jest już o niebo lepiej odkąd zaczęłam senesować i cysteinować kudły, ale o aktualnej pielęgnacji będzie oddzielny post. Przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło, co z resztą widać na zdjęciach. Są co prawda robione w innym świetle, więc kolor wygląda zdecydowanie inaczej, a nie był niczym zmieniany. Udało mi się jednak zagęścić włosy na długości, przez co nie wyglądają na takie strzępy jak na pierwszym zdjęciu w sklejce. Wciąż jest nad czym pracować - nadał jest spora różnica między grubością moich końcówek, a włosami przy skalpie, ale uratowałam je od najgorszego.


Żeby nie było - od wielu lat jestem włosomaniakiem, nigdy nie traktowałam moich włosów wysoką temperaturą, rozjaśniaczami, farbami chemicznymi. Dlatego nie będę Wam dawać rad typu: "przestań używać suszarki". Prawda jest taka, że gdy ktoś ma grube włosy i dobrze dobraną pielęgnację, to nawet wysoka t…

Najlepsza fantastyka #2 - Pan Lodowego Ogrodu

Od kilku tygodni na Instagramową relacje wrzucałam zdjęcia grafik z mojej ulubionej polskiej fantasy. Dostawałam kilkanaście wiadomości z pytaniem o tytuł książki, w której znajdują się tak świetne rysunki i zebrałam się wreszcie żeby wyskrobać coś więcej na ten temat.

"Pana Lodowego Ogrodu" przeczytałam już trzy lata temu i wróciłam do niego niedawno. Jest to w zasadzie science-fantasy, bo główny



 bohater pochodzi z Ziemi, natomiast planeta, na której rozgrywa się akcja, tkwi we wczesnym średniowieczu, a nawet późnej starożytności i jak przystało na szanującą się fantastykę, jest przyozdobiona dużą ilością magii.

(Żeby nie było, że każda recenzja z tej serii będzie zachwalaniem pod niebiosa - opiszę też rzeczy, które mogą się okazać wadami, ostrzegam przed drobnymi spojlerami!)

Vuko Drakkainen zostaje wysłany na planetę Midgard, by odnaleźć zaginionych naukowców z ekspedycji badawczej. Zostaje wyposażony we wszystko co ułatwi mu życie w tym dziwnym miejscu, które zatrzymało się w rozwoju na etapie wykorzystywania ognia, żelaza i pługa, zostaje także upodobniony do miejscowych, by za bardzo nie wyróżniał się swoimi "rybimi" oczyma. Już w tym momencie ciekawość wygrywa z moją głęboko zakorzenioną nienawiścią do Science Fiction.

Zacznijmy od tego, że w książce są aż trzy rodzaje narracji - Vuko dostał aż dwie, pierwszoosobową w czasie teraźniejszym i trzecioosobową - ma to związek z uruchamianiem trybu bojowego, za który odpowiedzialny jest wszczepiony w jego ziemski móżdżek grzyb Cyfral. Jednak historia jest opowiadana z perspektywy jeszcze jednego bohatera - młodego cesarza Amitraju, Filara syna Oszczepnika, Terkeja Tendżaruka, bla bla. Uwielbiam, gdy narracja jest prowadzona z perspektywy kilku bohaterów, ale niekoniecznie przepadam za pierwszoosobową (a teraźniejsza to już w ogóle okropieństwo!). Tu jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo zmiana narracji przy uruchamianiu przez Vuko Cyfrala jest dla mnie genialnym zabiegiem.

Co mnie zachwyca?

Świat

Czymś co bardzo mi się podobało jest sama kreacja świata i kultur. Z jednej strony mamy pseudo wikingów, a w Amitraju ludzi, których kultura kojarzy mi się z jakimiś Imperium Mongolsko-Chińskim, ale nie do końca, bo kto widział rudego Chińczyka?

Ludzie na planecie Midgaard są odwzorowaniem ziemian, jednak z drobnymi różnicami - nie mają białek w oczach, a wypełnione kolorem tęczówki, są mniejsi, mają włosy na karku. Vuko nazywa rzeczy według ziemskiej terminologii, jednak wszystkie zwierzęta i rośliny różnią się od swoich ziemskich odpowiedników.

Imiona

Lubie jak imiona w fantasy są tworzone według pewnego schematu i pasują do siebie. W tym przypadku imiona ludzi z poszczególnych miejsc Midgaardu są do siebie podobne. Po prostu widząc jakieś nowe imię mogę powiedzieć "O tak, to ziomek z Amitraju". Nawet mój kot nosi imię po jednej z bohaterek ;3

Klimat

Czytając te książki niemal czuje zapachy i smaki z Midgaardu. To wszystko jest strasznie realistyczne, świat jest "brudny", miejscami nawet groteskowy. To taka podrasowana brudem, dymem i skisłym piwem wizja przygód typowych wikingów. Stworzenia są tam większe, bardziej niebezpieczne (trochę jak z Australią - wszystko co żyje chce cie zeżreć), ale jest to także zasługa ludzkiej niszczycielskiej ingerencji w modyfikacje świata, i to nie naszej Ziemii, a obcej planety. Grzędowicz dodał też coś co kocham - charakterystyczne zimne mgły, jako niebezpieczne zjawiska, które niosą ze sobą dziwną wypaczającą i mutującą ludzi magię.

Przesłanie, smaczki i kwiatki

Ta książka pełna jest kwiatków, które ciągle rzucały mi się w oczy. Zgubione przez poszukiwanego badacza okulary przeciwsłoneczne na nosie tubylca, hiszpańska piosenka śpiewana przez Filara i wielu innych. Coś co bez przerwy rzucało mi się w oczy, to problem jaki porusza ta historia - czy człowiek może stać się Bogiem (i więcej nie powiem, bo same spojlery mi przychodzą do głowy ;D).

Co mi się nie podoba?

Miałam wrażenie, że Grzędowicz trochę przesadzał z ostudzeniem akcji i momentami zbyt długo rozkręcał się z rozwinięciem wątków. Takie momenty lekko mnie nudziły i w zasadzie miały niewielkie znaczenie i wpływ na późniejsze wydarzenia. Miałam wręcz wrażenie, że są napisane tylko po to, by załatać dziurę między ciekawszymi momentami i powiększyć objętość książki. Ale warto było się kilka stron ponudzić, bo rozwój wydarzeń wynagradza wszystko.

W dodatku bardzo brakowało mi w książce mapy. Nie wiem czy to po prostu wada tego wydania, bo udało mi się wygrzebać mapę kiepskiej jakości w internetach. Fantasy bez mapy jest dla mnie trochę ułomne, w szczególności gdy świat jest tak rozległy i bogaty.



Pan Lodowego Ogrodu to dla mnie najlepsza polska fantasy na tą chwilę. Jest ciekawym i o dziwo dobrze skonstruowanym połączeniem gatunków, nie nudzi, nie ma w niej elfów ani krasnali, jest pełna smaczków i perełek w postaci różnych nawiązań do ziemskich dzieł (Hieronim Bosh, fragmenty "Pieśni Najwyższego" Havamala, "Jądra Ciemności", nawet kilka cytatów biblijnych umiejętnie użytych w kontekście), a do tego ma obrazki! Będę do niej wracać i wracać, bo wciąż ubolewam że skończyła się tylko na czterech częściach.

Komentarze

  1. Już sam tytuł mnie zainteresował :] Lubię fantasty także może się skusze:]
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale brzmi interesująco! A ilustracje są imponujące :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty