sierpnia 28, 2017

Jak przygotować wyprawkę dla kota?

Jak przygotować wyprawkę dla kota?
Wciąż trwa plaga małych kociąt. W lato bywa, że idziesz do sklepu i wracasz do domu z puchatą kulką, a kompletnie nie wiesz czego ta kulka właściwie potrzebuje. Przygotowałam ten post, bo sama miałam taką sytuację tej wiosny, i gdyby nie fakt, że od wielu miesięcy siedzę na różnych kocich grupach, to miałabym problem.

W zasadzie koty nie są aż tak wymagające. Można oczywiście zrobić ogromne zakupy, ale na początek wystarczy naprawdę niewiele, by zaspokoić potrzeby owej kulki.



Bez względu na to, czy przynosisz do domu małe kocię, czy kota dorosłego, potrzebujesz przede wszystkim następujących rzeczy:

Kuwety - (w przypadku malutkich kociaków lepiej wybrać płytszą, żeby łatwiej było im wejść)

Żwirku - kup taki, do jakiego masz dostęp, w moim przypadku od samego początku dobrze sprawdzał się silikonowy, jednak nie wszystkie koty go akceptują, bo jest dość twardy. Dlatego na początek wystarczy zwykły bentonit albo żwirek drewniany. Z tego co wiem, można go kupić nawet w Biedronce. Pamiętaj tylko, by sprawdzić czy żwirek, który kupisz, ma na opakowaniu napisane, czy można do wyrzucać do kibla, bo jeśli nie można, to lepiej nie ryzykować. Niektóre żwirki "puchną" w kontakcie z wodą i mogą coś zapchać.

Dobrych mięsnych puszek - bez obaw, małe kociaki mogą już jeść karmę dla kotów dorosłych. Nie kupuj jednak karm marketowych, które widziałeś w reklamach. Wszelkie Whiskasy, Kitekaty, Felixy, Royal Canin itp, to jedno wielkie dziadostwo, a nie karma odpowiednia dla kota. Zawierają zboża i marne 4% mięsnych odpadków. Absolutnie nie podawaj też mleka, nawet kociakom. Mleko krowie i jakiekolwiek niepochodzące z kociego cycka, jest dla kotów szkodliwe, gdyż nie tolerują one laktozy. Owszem, jest dla nich smaczne, ale dla nas smaczne jest żarcie z Maka, a nie oznacza to, że powinniśmy się tym odżywiać. Dzięki takiej diecie, Twój kot będzie robił wielkie śmierdzące kupska, będzie miał biegunkę i niedobory.

Nie kupuj też suchej karmy, gdyż większość suchych karm to ususzone śmieci, w dodatku szybko możesz kotu rozwalić nerki, bo ma ona za mało wody, a koty po prostu niewiele piją same z siebie.

Najlepszym wyborem byłoby zamówić przez internet lub dogrzebać się w zoologicznym dobrych karm, np. Catz Finefood, Macs, Feringa, ale tak, wiem że potrzebujesz karmy natychmiast i nie masz czasu czekać. Najlepszą karmą marketową jest mokra Butchers Classic - nie ma zbóż i zawiera coś ponad 45 % mięsa. 

Tak, tylko tych trzech rzeczy potrzebuje kot przez pierwsze dni w Twoim domu. Kiedy już masz więcej czasu, polecam wybrać się na zakupy lub zamówić przez internet poniższe artefakty:

Miseczki - wybierajcie jakieś niezbyt głębokie, z płaskim dnem. Koty nie lubią głębokich misek, niektóre mają do tego płaskie mordki i ciężko im "zanurkować" łepetyną do takiej michy. Niektóre wolą jeść i pić nawet z talerzyków.

Drapak - pozycja obowiązkowa, jeśli lubicie swoją kanapę, krzesła i ubrania. Drapak najlepiej kupić większy, tak by kot zaspokajał potrzebę drapania na wiele sposobów - na płasko, w pionie itp. Miejsce do wspinania też jest potrzebne.

Zabawki - Z doświadczenia powiem, że mój kić ma chyba większą frajdę z pogiętych papierków, plastikowych słomek, rolek po srajtaśmie i reklamówek z Lidla. Ale mimo wszystko warto dodać do listy kilka zabawek i sprawdzić co waszemu maluchowi podpasuje. Zwykle kosztują grosze. Dodam tylko, żebyście unikali zabawek typu laser - kot jako łowca potrzebuje zaspokajać potrzebę polowania na fizycznie obecną zdobycz. Laser nie ma postaci fizycznej i kot nigdy nie może go złapać, przez co mogą się u niego pojawić problemy na tle behawioralnym.

Łopatka do zbierania niespodzianek z kuwety - Chyba, że wygodniej Ci rękami ;v

Transporter - jeśli to możliwe, to zdobądź go nawet wcześniej, byś zabrał zwierze na pierwszą wizytę weterynaryjną z godnością. Będzie potrzebny tak czy inaczej. Jeśli nie chcesz zwykłego transportera, fajne są torby transportowe na ramię - mniejszy ciężar, zrobione z materiału i wygodne.

Akcesoria do pielęgnacji - dobrze jest kupić specjalne cążki do wycinania pazurków i coś w typie furminatora, żeby za bardzo mieszkania nie zakłaczyć. Nam odpowiada EzzyGroom.

Legowisko - tu już wybór należy do Ciebie, mój kot legowisko ma w poważaniu i śpi wszędzie, tylko nie tam. Nie jest to konieczny wydatek, tym bardziej, że jeśli zdecydujesz się na jakiś konkretniejszy drapak, to zwykle są one wyposażone w kryjówki i legowiska, które być może bardziej kotu podejdą.

Dywanik pod kuwetę - także opcjonalnie. Przyda się jeśli masz bardzo rozdrobiony żwirek - wtedy większość pyłu z łapek zostanie na dywaniku. Ale tak czy inaczej czeka Cię żwirek rozkopany poza kuwetę.

Natomiast jeśli czekasz na kota z hodowli, lub wiesz wcześniej, że trafi do Ciebie jakiś bezdomniak, najlepiej po prostu zamówić te wszystkie rzeczy od razu, bo wyjdzie znacznie taniej. Na każdej zwierzęcej grupie polecą Ci stronę Zooplusa i ja także zamawiam najczęściej tam - mają wszystko czego potrzeba, nie muszę zamawiać z kilku miejsc i zwykle czekają tam jakieś zniżki.




sierpnia 26, 2017

Makaron w sosie pomidorowo-śmietankowym

Makaron w sosie pomidorowo-śmietankowym
Te kluchy przyrządzam już od wielu wielu miesięcy, i nareszcie udało mi się zebrać, by przygotować o tym wpis. To jest chyba aktualnie nasze ulubione danie makaronowe i po prostu je uwielbiam. Nie wiem na czym polega tajemnica tego smaku - podejrzewam, że to połączenie pomidorów i słodkiej śmietanki skutkuje powstaniem czegoś tak genialnego.



Czego potrzebujemy?

- 2 pomidory, najlepiej malinowe (ale ja najczęściej robię wersję z jednym pomidorem i kilkunastoma pomidorkami koktajlowymi, bo tak ładniej wygląda)

- śmietanka 30%, 200 ml

- ser parmezano-podobny - polecam cheddar lub grana padano

- pierś z kurczaka, pojedyncza

- ząbek czosnku

-papryka słodka, papryka ostra - przyprawy

-sól

- wędzony boczek (nie jest to składnik obowiązkowy, smaku nie zmienia, ale mój wiking woli jak robię z boczkiem)

1. Kroję mięso w kostkę. Polewam je olejem, posypuję solą i dosłownie zakopuje w suszonej papryce - duuużo słodkiej i trochę mniej ostrej. To już zależy jak ostre danie chcecie uzyskać. W razie czego zróbcie na tym etapie wersję mniej ostrą, potem można dopicować ostrość. Ząbek czosnku siekam na drobno.

2. Podsmażam chwilkę czosnek. Potem na patelni ląduje kurczak i smażę go aż będzie biały. W tym czasie zagotowuje wrzątek i zalewam nim pomidory, ale tylko de duże. Koktajlowych nie będziemy obierać ze skórek, bo mają ładnie wyglądać. Nastawiam wodę na makaron.

3. Kiedy kurczak jest już podsmażony, wlewam do niego śmietankę. Obieram pomidory ze skóry i siekam je na drobną kostkę - na tym etapie wrzucam na patelnie tylko duże pomidory, koktajlowe dopiero za 15 minut. Cały sok, który wypłynął z pokrojonych pomidorów też ma wylądować w garze.

4. Kiedy danie gotuje się na małym ogniu, ścieram drobno ser. Powinno wystarczyć połowa. Wrzucam go po 15 minutach od etapu 3, razem z pomidorkami koktajlowymi. Zostawiam trochę sera do posypania.

5. Kiedy wszystko mamy już w garze, gotujemy aż śmietanka się zagęści, często mieszamy. Zwykle wychodzi to już nie więcej niż 15 minut, ale musicie obserwować. Sprawdźcie też czy już ostrość i słoność wam odpowiada, w razie czego dodajcie jeszcze przypraw.

6. Ugotowany makaron dodaje do gara, mieszam, nakładam na talerz i posypuje serem.


WERSJA Z BOCZKIEM:

Boczek pokrojony w kostkę podsmażam oddzielnie i odstawiam. Dodaje go kiedy sos jest już gotowy i mieszam.

Smacznego ;v















sierpnia 22, 2017

Półprodukty, zioła i pojemniczki kosmetyczne

Półprodukty, zioła i pojemniczki kosmetyczne
Musiałam się wstrzymać z tym wpisem aż w całości wypełnię moją obecną listę kosmetyczną i nareszcie jestem. Mam tu przede wszystkim półprodukty z Ecospa - nie wiem jak mi się sprawdzą, ale zaryzykowałam, bo na mojej sprawdzonej stronie akurat nie było kilku rzeczy (zwykle oleje, glinki i inne kupuję w zielarskim na mieście, albo na Mazidłach). A więc:

1. Buteleczki i słoiczki z ciemnego szkła

Kupiłam tego sporo i różnej wielkości, bo będą w użyciu chyba bez przerwy. Przechowywanie produktów w takich opakowaniach jest bardzo wygodne i schludne, a po skończeniu produktu łatwo jest pojemnik wymyć, odkazić i wykorzystać ponownie. Mam nadzieje, że zostaną ze mną na kilka lat. Ecospa ma te pojemniki świetnej jakości - były dobrze zapakowane i zabezpieczone, a używanie ich bardzo ułatwia mi sprawę. Buteleczki z atomizerem są super na przykład gdy robicie toniki octowe albo napary ziołowe bez konserwantu - wtedy spokojnie może wytrzymać tydzień, a jak zużyjecie te niewielkie ilości, można zrobić nową porcję.



2. Algi Fucus i Laminaria

Na te algi poluje już chyba rok. A raczej zbieram się żeby je kupić, bo są łatwo dostępne. Póki co każdej użyłam raz i muszę kombinować nad czymś do zabicia zapachu śledzia w maseczce na takich algach. Nie mogę po jednym użyciu powiedzieć czy widzę jakąś trwałą różnicę, bo po nawilżających maskach moja skóra zawsze jest ładna i miękka, ale chciałam jeszcze zrobić z nich macerat i wtedy się okaże :D

3. Biała glinka

Moje zapasy są na wykończeniu, a glinki z Ecospa jeszcze nie próbowałam. Białej glinki można używać na różne sposoby - nie tylko jako składnik maseczek, ale także do mycia twarzy, o czym post pojawi się wkrótce. Zdecydowanie polecam ją dla osób, które chcą używać glinki codziennie albo często - jest bardzo delikatna i nie wysusza skóry.



5. Bioferment z bambusa i ekstrakt z ginko biloba

Bioferment jest naturalnym silikonem i nadaje się jako dodatek do kremów, balsamów maseczek, a może być używany solo. Natomiast ekstrakt z miłorzębu japońskiego ma działanie przeciwzmarszczkowe i nadaje się do cery naczynkowej. Także mam zamiar dodawać go do maseczek i kremów.



6. Zioła

Bardziej ufałabym takim, które sama sobie uzbieram, ale trochę mi się śpieszyło i postawiłam na zielarski. Mam tu dziurawiec, łopian, kocankę i kobylak. Część z nich wylądowała już w maceratach, reszta idzie na mieszankę do płukanki, a reszta jako herbatki.



7. Olej z pestek winogron

To sklepowa, rafinowana i tania wersja - używam go głównie do macerowania lub jako składnik do ocm (i w kuchni).

8. Kilka hermetycznych słoiczków do nowych maceratów

W moich są już mieszanki ziół i olejów. Kupiłam je za kilka groszy w Pepco, ale czuje, że będę musiała iść po więcej. Nie jestem pewna czy są dobrze uszczelnione, ale tak czy inaczej do przechowywania suchych rzeczy wydają się idealne.





sierpnia 10, 2017

Podsumowanie lipca - kosmetyki, nowości i ulubieńcy

Podsumowanie lipca - kosmetyki, nowości i ulubieńcy
Od teraz chyba będę prowadzić takie posty, żeby sobie wszystko podsumować, opisać moje nowości, ulubieńców, zmiany, postępy i inne pierdoły.

Po ciężkiej i morderczej sesji, która mnie wykończyła w czerwcu nareszcie miałam trochę luzu, ale nie na tyle, żeby się zanudzić na śmierć.



Ulubieńcy i nowości lipca? Oto oni:


1. "Pan Lodowego Ogrodu"

Po trzech latach wróciłam do tych książek i wreszcie mogłam skończyć ostatnią część. Recenzja pojawi się na blogu za jakiś czas, tu powiem tylko, że brakowało mi tego brudnego, śmierdzącego, dzikiego klimatu ;D


2. Kosmetyki Vianek, Biolaven i powrót do naturalnych surowców kosmetycznych

W tym roku trochę zaniedbałam moją szamańsko-naturalną kosmetyczkę. Zwykle pełno było u mnie olejów, ziół, początek roku był trochę wymagający i to wszystko poszło w niepamięć, zepsuło się, zjełczało. W lipcu nadrobiłam zaległości - pogrzebałam w necie, kupiłam świeże zapasy i wzięłam się za siebie.

TUTAJ pisałam o moich kosmetycznych nowościach i o zmianie na naturalną pielęgnację. Większość moich zakupów stanowiły właśnie kosmetyki z Vianka, które też doczekają się własnego posta, bo strasznie się z nimi polubiłam i mogę je polecić właśnie na początek przygody z naturalnymi kosmetykami. 


4. "Gra o tron"! 

Oczywiście nie mogło tego zabraknąć. 17 lipca, czyli dzień przed moimi urodzinami była premiera 7 sezonu serialu. Nigdy nie będzie dla mnie lepszy niż książki, ale tęskniłam za Jonem ;>


5. Bieganie i rower

Chcąc, nie chcąc musiałam spiąć tyłek i ostro przytrenować przed wyjazdem w góry. To aż dziwne, że udało mi się regularnie biegać, robić bardzo długie spacery i jeździć na rowerze kilka razy w tygodniu. I ciesze się, bo jest mi zdecydowanie łatwiej na trasach niż w zeszłym roku.

To niewiele ponad miesiąc ćwiczeń, a widzę też sporą różnicę na moim ciele. Moje ciało jest szczupłe, ale nie wysportowane - tzw. "skinny fat", szczupłe ciałko, ale bez mięśni. Jak po trzech tygodniach zauważyłam, że tyłek mi się bardziej unosi, to zdwoiłam wysiłki. Nawet wiking zauważył, że coś tu nie gra ;D

I teraz już tak zostanie, nawet jeśli już nie muszę trenować w góry. Chyba weszło mi to w nawyk.

6. Piosenki z Króla Lwa. Co jakiś czas nachodzi mnie taka dziwna faza na słuchanie i zamęczanie znajomych piosenkami z moich dwóch ulubionych bajek z dzieciństwa. A więc od połowy lipca za wszystkimi łażę i męczę tekstami o "Duchu żyjącym w nas" i "Kręgu życia".

7. Prawko

Wreszcie, po 2 latach opierdzielania w kwestii prawa jazdy, zarobiłam sobie kasę i poszłam na ten głupi kurs. Trafiłam na super szkołę, skończyłam wykłady bardzo szybko i czekam na pierwsze jazdy. Może uda się wszystko zdać przed październikiem.


A co u Was się wydarzyło w lipcu? :D
Copyright © 2016 gnome household , Blogger