Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Jak zapuściłam włosy i zagęściłam na długości - moja dwuletnia metamorfoza

Dzisiaj trochę powspominam moją kilkuletnią walkę o długie i gęste włosy (która jeszcze nie jest wygrana). Teraz jest już o niebo lepiej odkąd zaczęłam senesować i cysteinować kudły, ale o aktualnej pielęgnacji będzie oddzielny post. Przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło, co z resztą widać na zdjęciach. Są co prawda robione w innym świetle, więc kolor wygląda zdecydowanie inaczej, a nie był niczym zmieniany. Udało mi się jednak zagęścić włosy na długości, przez co nie wyglądają na takie strzępy jak na pierwszym zdjęciu w sklejce. Wciąż jest nad czym pracować - nadał jest spora różnica między grubością moich końcówek, a włosami przy skalpie, ale uratowałam je od najgorszego.


Żeby nie było - od wielu lat jestem włosomaniakiem, nigdy nie traktowałam moich włosów wysoką temperaturą, rozjaśniaczami, farbami chemicznymi. Dlatego nie będę Wam dawać rad typu: "przestań używać suszarki". Prawda jest taka, że gdy ktoś ma grube włosy i dobrze dobraną pielęgnację, to nawet wysoka t…

Najlepsza fantastyka #1 - "Trylogia skrytobójcy"

Plan na rozpoczęcie tej serii był inny - najpierw miał się tutaj znaleźć mój ukochany Brandon Sanderson, ale akurat w łapy wpadło mi to cudo, więc na Brandona sobie poczekacie. I z założenia będą się w tej serii pojawiały tylko warte polecenia książki fantasy.

Jeśli chodzi o "Trylogię skrytobójcy", te książki są kolejnym dowodem na to, że najlepsze perełki znajduję w ciemno. Nie byłam do końca przekonana do kupna pierwszej części i długo się wahałam.



Pierwsza część z początku do mnie nie przemawiała, pomimo, że czytało się bardzo lekko. Irytowała mnie kreacja zasad jakie panują w tym uniwersum - w szczególności sposób nadawania bohaterom imion. Zwracam dużą uwagę na takie szczegóły, więc czułam wbijające mi się w mózg małe szpileczki za każdym razem, gdy pojawiało się nowe imię - autorka nazywała postacie głównie przymiotnikami lub rzeczownikami. Cały ród królewski nosi imiona w postaci przymiotników (na przykład: król Roztropny, książę Rycerski, księżna Cierpliwa). Sam główny bohater nie ma normalnego imienia, a jest z racji pochodzenia nazwany Bastardem Rycerskim, co już w ogóle brzmi dla mnie głupio.

W skrócie mamy tu niechcianego bękarta, potajemnie szkolonego w skrytobójstwie, wojnę, wargów, ludzi pozbawionych człowieczeństwa, którzy panoszą się po królestwie niczym lekka wersja zombie i sporo magii. No i naczelnego wroga w postaci wuja głównego bohatera, który przysparza mu więcej kłopotów niż barbarzyńcy atakujący kraj.

Swoją drogą, przez opinie George'a Martina na okładce nie mogłam się oprzeć pokusie, by głównego bohatera na każdym kroku porównywać do Jona Snowa i w zasadzie podobieństwo, zarówno pod względem charakteru tej postaci jak i jego przeżyć, jest bardzo duże. ;v

Kolejnym moim wnioskiem jest to, że po pierwszej części odniosłam niesłuszne wrażenie, że są to raczej książki przeznaczone dla młodszych czytelników. Pierwsza część podobała mi się i mnie nie zanudziła, była jednak mimo wszystko mało "krwiożercza" przez większą część. Być może przyczyną jest fakt, że główny bohater był jeszcze chłopcem. No wiecie, jako zaprawiona w bojach czytelniczka tego gatunku, oczekuje dużo krwi, oryginalności, gwałtów, czarnego humoru i jednej wielkiej rozpierduchy. I, na szczęście, dostałam to! To co otrzymujemy w drugiej i trzeciej części, bardzo mnie zaskoczyło, pomimo kilku oklepanych elementów. Mało brakowało, a zawaliłabym egzamin, bo nie potrafiłam się odessać od tych książek - jednego dnia przeczytałam na przykład około 500 stron niemal bez odchodzenia od książki.

Ostatecznie imiona także przestały mi przeszkadzać - pojawia się coraz więcej postaci z imionami w postaci rzeczowników, które w przeciwieństwie do przymiotników brzmią o wiele lepiej (np. Brus, Krzewiciel, Konsyliarz, Wilga).

Z drugiej strony przeklinam te książki, bo zakończenie trochę mnie załamało. Teoretycznie historia zakończyła się szczęśliwie dla wszystkich oprócz głównego bohatera :<



Trylogia ma swoją kontynuację - Robin Hobb stworzyła jeszcze dwie trylogie, które dalej opowiadają historię Bastarda. Jest to jednak duży skok w czasie, ponieważ w drugiej trylogii koleś ma już od 35 do 40 lat, a w kolejnej około 60. Jestem już w trakcie ostatnich części i zapewne jeszcze o nich napiszę.

Ocena 9/10

Ps. Proponuję przygotować sobie dużo chusteczek i pudełkowych lodów na ostatnią część ;>

Komentarze

  1. Lubię fantastykę dzięki za inspirację teraz tylko znaleźć czas na przeczytanie tej trylogi

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa recenzja. Nie przepadam za fantastyką ale może kiedyś :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubie fantastyki a tymbardziej jak 1 czesc mnie nie zaciekawi

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za fantastyką, jednak napisałaś recenzje w tak doskonały sposób, że gdybym lubiła ten gatunek, z pewnością siegnelabym po te
    Książki ❤️

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta przygoda czytelnicza jeszcze przede mną, z zainteresowaniem po nią sięgnę, zapowiada się obiecująco. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja, nie lubię fantastyki ale recenzja ciekawa :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Akurat szukam czegoś dobrego do poczytania. Nic tak nie relaksuje jak chwila z dobrą książką ☺

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że weszłam na Twojego bloga, bo już wiem co przeczytam jeszcze w sierpniu, bardzo zaintrygował mnie Twój opis tego, co dzieje się w całej trylogii.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty