Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Jak zapuściłam włosy i zagęściłam na długości - moja dwuletnia metamorfoza

Dzisiaj trochę powspominam moją kilkuletnią walkę o długie i gęste włosy (która jeszcze nie jest wygrana). Teraz jest już o niebo lepiej odkąd zaczęłam senesować i cysteinować kudły, ale o aktualnej pielęgnacji będzie oddzielny post. Przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło, co z resztą widać na zdjęciach. Są co prawda robione w innym świetle, więc kolor wygląda zdecydowanie inaczej, a nie był niczym zmieniany. Udało mi się jednak zagęścić włosy na długości, przez co nie wyglądają na takie strzępy jak na pierwszym zdjęciu w sklejce. Wciąż jest nad czym pracować - nadał jest spora różnica między grubością moich końcówek, a włosami przy skalpie, ale uratowałam je od najgorszego.


Żeby nie było - od wielu lat jestem włosomaniakiem, nigdy nie traktowałam moich włosów wysoką temperaturą, rozjaśniaczami, farbami chemicznymi. Dlatego nie będę Wam dawać rad typu: "przestań używać suszarki". Prawda jest taka, że gdy ktoś ma grube włosy i dobrze dobraną pielęgnację, to nawet wysoka t…

Aktualna pielęgnacja - zmiana na naturalne kosmetyki

Już od dawna planowałam całkowicie przejść na naturalne kosmetyki, ale po prostu byłam z byt leniwa, żeby się nauczyć czytać składy i rozpoznawać składniki, które nie powinny się w nich znajdować. W te wakacje nareszcie ruszyłam tyłek, przeszukałam internet, przeczytałam dziesiątki artykułów, blogów i opakowań i mogę nareszcie powiedzieć, że moja pielęgnacja stała się bardziej świadoma. Kończą się czasy, kiedy wchodzę do Roska i kupuję kosmetyki, których rysunek na opakowaniu wpadnie mi w oko.

W tym poście przedstawię kosmetyki i półprodukty, których używam aktualnie (oraz jak ich używam). Nie będę przy tym wydawać wyroku poszczególnym kosmetykom, bo taką opinie wydam dopiero co najmniej po dwóch miesiącach.


Ale najpierw - dlaczego warto wywalić do kosza większość drogeryjnych kosmetyków, pomimo, że je lubimy i mamy wrażenie, że dobrze na nas działają?

Drogeryjne, mocno chemiczne kosmetyki zawierają zwykle składniki, które nadają im przyjemną konsystencję, ładny zapach, poprawiają wchłanialność (albo tak nam się wydaje). Zwykle myślimy, że drogie drogeryjne kosmetyki będą działały lepiej niż tańsze, naturalne zamienniki. Że są mocniej skoncentrowane, że działają silniej, a te naturalne mają lekkie działanie, które nie jest w stanie na dłuższą metę poprawić kondycji skóry/włosów.

I to jest chyba jedyna pułapka, która może nas od samego początku zniechęcać do ich wypróbowania. A jest to, ogólnie mówiąc, gówno prawda. Naturalne kosmetyki mają w sobie mniej niepotrzebnych zapychaczy, a przy tym więcej substancji aktywnych - olejów, ekstraktów itp. 


TWARZ

A więc moja pielęgnacja twarzy opiera się na kilku krokach - mycie, tonizowanie, nawilżanie.

Myje twarz na 3 sposoby, w zależności od tego ile mam czasu i ochoty - pierwszy wariant to demakijaż, żel, hydrolat w tej kolejności, drugi to metoda ocm, a trzeci to mycie białą glinką lub pudrem myjącym domowej roboty, a potem hydrolat. Twarz myję tymi sposobami bez względu na to czy mam na niej makijaż czy nie, 2 razy dziennie. Dziwne co?

Dotychczas myłam twarz jedynie samą wodą, bo ogólnie moja cera nie jest problematyczna. W dodatku na codzień nie nosze makijażu. Dlaczego zatem przeprowadzam ocm, skoro przyjęło się to jako metoda do zmywania makijażu? Ocm jest super nie tylko do zmywania tapety, ale także do oczyszczania twarzy z brudu i resztek kosmetyków. W rzeczywistości ocm to nie demakijaż, a METODA mycia twarzy, przy czym w jej skład może wchodzić właśnie demakijaż. Tłuszcze rozpuszczają się w tłuszczach, a większość kosmetyków jest na bazie tłuszczów, tak samo jak inne zanieczyszczenia. Dodatkowo przez używanie ciepłej szmaty do zmycia oleju dogłębnie czyścimy pory. Przede wszystkim jednak, po ocmie nie musimy już nakładać toniku lub hydrolatu, bo oleje nie działają jak detergenty i nie zaburzają ph skóry.

Jedyny minus, to czasochłonność - bo zajmuje to często co najmniej 10 minut, a kto ma czas smarować gębę olejem o 6 rano przez wyjściem do roboty?
Dlatego zwykle ocm to mój wieczorny rytuał, a rano wykorzystuje jakiś delikatny żel bez dodatku mocnych detergentów.


Obecnie ocm robię z mieszanki oleju ryżowego i rycynowego w proporcji 9:1. Olej rycynowy jest właśnie tą naszą substancją myjącą, jednak nie przesadzajcie z jego ilością, bo może przesuszać.
Wylewam na talerzyk około 2-3 łyżki takiej mieszanki olejów, którą już wcześniej sobie przyrządziłam. Rozsmarowuje pierwszą porcję na twarzy i masuję twarz około 2 minuty, następnie przykładam namoczoną w ciepłej wodzie szmatkę, chwilę trzymam na twarzy i szyi, a potem jeszcze dwa razy nacieram twarz olejem i znowu szmatka. 3 razy powinno wystarczyć do dokładnego zmycia makijażu, ale nawet jeśli nie mam tapety to robię to dokładnie 3 razy, by mieć pewność, że dobrze wyczyściłam pory.

Po myciu przychodzi czas na tonik (chyba że ocm, wtedy pomijam) lub hydrolat, by wyrównać ph skóry. Jest to ważne nie tylko dlatego, żeby zabezpieczyć skórę przez wariowaniem i wydzielaniem nadmiernej ilości sebum, ale też by ułatwić wchłanialność kremu lub serum, które nałożę następnie.

Dwa razy w tygodniu używam zamiast toniku bardzo mocno rozcieńczony ocet jabłkowy.


Potem kolej na krem. Krem na noc czasami mieszam z kropelką olejowego serum z Biolavenu, czasami nakładam serum bez kremu, a czasem serum pod krem. Staram się jednak serum dodawać nie częściej niż trzy razy w tygodniu. Jeśli natomiast chodzi o nawilżanie w ciągu dnia, to aktualnie używam kremu z odżywczej serii Vianka. Olej na dzień byłby zbyt widoczny, bo nie wchłania się w całości. Zarówno wieczorem jak i rano używam jeszcze lekkiego kremu pod oczy.


CIAŁO

Pielęgnacja ciała zwykle jest ciężkim tematem, bo czasem po prostu mi się nie chcę. Zmuszam się jednak by raz w tygodniu zrobić peeling, a przynajmniej 2 razy w tygodniu nałożyć olejek lub balsam. W gorące dni jest to turbo uciążliwe, bo mam dziwne poczucie, że brudzę kosmetykiem całą pościel, ale walczę dalej.



WŁOSY

Aktualnie nie używam żadnej wcierki, bo osiągnęłam już długość na jakiej mi zależało. Kilka razy w tygodniu w dzień mycia olejuje włosy masłem shea lub olejem Khadi. Raz w tygodniu robię płukankę ziołową własnej roboty - z rumianku, bylicy bożego drzewka, tataraku, kory brzozy i wierzby.
Po myciu odżywka lub malutka ilość masła shea na same końcówki.


Wszystkie kosmetyki jakich aktualnie używam, nie zawierają SLSÓW, etanolu, silikonów, PEGów, parafiny i wazeliny. Są to substancje, które nie tylko mogą podrażniać - ja podrażnień się z resztą nie boję, bo moja skóra jest na nie odporna, i to nie jest powód ich unikania. Składniki te mogą zapychać i utrudniać wchłanianie i docieranie tych ważnych elementów kosmetyku wgłąb skóry. Dlatego używanie drogeryjnych kosmetyków, które w większości są wypełnione takim syfem, mija się z celem. Nawet drogie kremy będą na dłuższą metę przynosić niewielkie korzyści, jeśli zawierają więcej chemii, niż wartościowych ekstraktów czy olejów.

Niedługo pojawią się jeszcze bardziej szczegółowe wpisy na temat substancji, których unikam. Będę tez pisać w jaki sposób czytać składy - co jest niestety skomplikowane, bo musimy nauczyć się angielskich lub łacińskich nazw składników niepożądanych na pamięć.




Komentarze

  1. Ile dobroci z Vianka! Osobiście jeszcze nic z tej marki nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie kosmetyki Vianka już dawno wpadły w oko, ale jakoś jeszcze nie wpadły w rękę ;) Może też najwyższa pora przestawić się na naturę? Też uważam, że ważne jest świadome kupowanie kosmetyków. Z tym, że, o ile kupowanie jedzenia jest proste, bo naturalne składniki wszyscy znamy i wiemy, że unikać trzeba długich składów, cukrów, syropu glukozowo - fruktozowych itd, o tyle właśnie te łacińskie nazwy składników kosmetyków, to już wyższa szkoła jazdy. Ja na przykład często czytam sobie analizy kosmetyków w internecie i dopiero lecę do drogerii kupować. Gdy stoję przy półce i próbuję porównać składy, to niestety nie udaje się już tak dobrze. Fajne, że zamierzasz "nauczyć" czytelników jak czytać etykiety :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z tym, że często przy wyborze kosmetyków kierujemy się wyglądem opakowania ☺
    O tej firmie nie słyszałam, jak będę miała możliwość na pewno wypróbuję ☺

    OdpowiedzUsuń
  4. Musze przetestowac cos z tej marki bo widze oferte maja bardzo ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylveco/Vianek/Biolaven - ten sam producent, a wszystkie składy INCI bezpieczne, także polecam :D

      Usuń
  5. U mnie głownie kosmetyki drogeryjne ale Vianek znam i używałam kremu :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się takie odejście od drogeryjnej chemii do natury. Sama stawiam na domowe kosmetyki i widzę gigantyczną różnicę w stanie skóry czy włosów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też jakiś czas temu zrobiłam czystkę w kosmetykach!! Nigdy nie miałam ich dużo, ale teraz mam po prostu niezbędne minimum i muszę przyznać, że widzę różnicę :) A o Vianku słyszałam, ale jeszcze nie stosowałam... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam, ze dałaś radę ☺ również planuje przejście na te naturalne kosmetyki Ale ciągle zwlekam i czuję się jak dziecko we mgle ☺

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak można zrobić domowy puder myjący?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku to połączenie białej glinki z mąką owsianą. Polecam film Czarszki o pudrach mających- ona robila chyba ze 3 przepisy o ile pamietam :>

      Usuń
  10. Zawsze miałam tylko konkretne minimum kosmetyków, to co naprawdę potrzebuję, im bardziej naturalne tym lepiej. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też ostatnio coraz częściej skłaniam się ku naturalnej pielęgnacji . Pokochałam olej kokosowy i masło shea, ale nie wszystkie prezentowane przez Ciebie sposoby i kosmetyki były mi znane. Muszę je koniecznie wypróbować na własnych włosach i skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znałam tej marki - może się na coś skuszę... Do tej pory używałam Planeta Organica, Natura Siberica, Sylveco oraz Balneokosmetyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylveco i Vianek to ten sam producent :>

      Usuń
  13. Ostatnio przejechałam się na drogeryjnych kosmetykach. Rozejrzę się za Viankiem, brzmi zachęcająco ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Vianek i Equilibra są kolejnymi kosmetykami na mojej liście zakupowej :) same dobroci o nich słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja w sumie nie przykładam większej wagi do składu kosmetyków, po prostu sprawdzam, czy coś się u mnie sprawdza i np. ziołowe szampony bez slsów robią mi oklapłe siano :( A o Vianku słyszałam dużo dobrego. Dużo naturalnych kosmetyków w rozsądnych cenach jest na triny.pl, bardzo polecam, bo nawet ja tam czasami przepadam :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty