Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Jak zapuściłam włosy i zagęściłam na długości - moja dwuletnia metamorfoza

Dzisiaj trochę powspominam moją kilkuletnią walkę o długie i gęste włosy (która jeszcze nie jest wygrana). Teraz jest już o niebo lepiej odkąd zaczęłam senesować i cysteinować kudły, ale o aktualnej pielęgnacji będzie oddzielny post. Przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło, co z resztą widać na zdjęciach. Są co prawda robione w innym świetle, więc kolor wygląda zdecydowanie inaczej, a nie był niczym zmieniany. Udało mi się jednak zagęścić włosy na długości, przez co nie wyglądają na takie strzępy jak na pierwszym zdjęciu w sklejce. Wciąż jest nad czym pracować - nadał jest spora różnica między grubością moich końcówek, a włosami przy skalpie, ale uratowałam je od najgorszego.


Żeby nie było - od wielu lat jestem włosomaniakiem, nigdy nie traktowałam moich włosów wysoką temperaturą, rozjaśniaczami, farbami chemicznymi. Dlatego nie będę Wam dawać rad typu: "przestań używać suszarki". Prawda jest taka, że gdy ktoś ma grube włosy i dobrze dobraną pielęgnację, to nawet wysoka t…

Introwersja, czyli jak żyją trolle

Cechą przeciętnego jaskiniowego trolla jest spędzanie większej części swojego czasu w jaskini. Troll nie chodzi na imprezy. Troll nie tańczy. Troll zaspokaja podstawowe potrzeby życiowe w swojej bezpiecznej jamie. I wreszcie - troll czuje się z tym dobrze.


Jedną z błędnych myśli przeciętnego introwertyka jest fakt, ze powinien stać się bardziej otwarty do ludzi kosztem swojego samopoczucia. Obwiniają się za swoje proste i nudne życie, a marzą o takim, które nie zaspokoi ich potrzeb we właściwy sposób. Zmuszają się do spotkań z ludźmi, z którymi nie chcą się spotykać. Planują, że kiedyś będą bardziej otwarci i mylą introwersje z nieśmiałością. 


Doskonale znam to uczucie bo kiedyś sama taka byłam. Żadna z czynności które sobie planowałam nie sprawiłaby mi przyjemności, ale zmuszałam się do myślenia ze tak właśnie będzie. Planowałam sobie, że muszę się spotkać z tą i tą osobą, wyjść na miasto i tak dalej - a jeśli to zrobię to przecież będę miała więcej znajomych, więcej osób będzie mnie lubiło, a ja będę lubiła ich. Problem w tym, że zmuszanie się do tego robi mi krzywdę, a niestety wiele (nawet bliskich) mi osób nie może tego zrozumieć. Kiedyś rzeczywiście brałam takie uwagi do siebie i obwiniałam się, że jestem aspołeczna, teraz mam je gdzieś. 

Moje studia utwierdziły mnie w przekonaniu że wszystko ze mną w porządku (niestety tylko pod tym względem).

Każdy człowiek wymaga odpowiedniej dla siebie ilości stymulacji - w przypadku introwertyków ta potrzebna ilość jest znacznie mniejsza. Zatem przez próby zmiany i zwiększenie częstotliwości i jakości bodźców, zmuszamy się do czynności, których nie potrzebujemy do tego, by czuć się dobrze. Każda impreza na której nie chcemy być, każde niechciane spotkanie czy wyjazd, nie będzie nam dawał satysfakcji. Jeśli czujesz się źle gdy musisz gdzieś wyjść, nie wychodź - nie potrzebujesz tego. 

Oczywiście nie zachęcam nikogo do zabunkrowania się w domu i pozostania tam do końca życia. Jesteśmy istotami które bez względu na wszystko, muszą mieć kontakt z drugim człowiekiem. Różnica polega na tym, że introwertyk nie potrzebuje do szczęścia grona znajomych - często wystarczy jedna lub dwie zaufane osoby lub członkowie rodziny, by zaspokoić nasze potrzeby społeczne.

Nie ma w tym nic dziwnego, chorego i głupiego. Nie ma sensu zmuszać się do poszerzania tego zacnego grona ani tym bardziej obwiniać się za bycie odludkiem. 

To samo tyczy się też innych aspektów życia - jeśli poniższe czynności i uczucia nie są ci obce, najprawdopodobniej jesteś jednym z nas.

- Zawsze na zajęciach staram się siadać przy oknie, przy ścianie lub na pustym końcu. Mając po boku ścianę a nie druga osobę mam chociaż kawałek bezpiecznej przestrzeni, której nikt nie zajmuje. Nie lubię mieć ludzi bo obu stronach - nie jest problemem żebym tak usiadła i nie będę się kłócić o miejsce przy ścianie, ale o wiele bardziej komfortowo czuje się w większej izolacji. Siedzenie na końcu sali w wolnej ławce to już w ogóle wolność i wygoda bo mogę obserwować wszystkich z bezpiecznej strefy.

- Nienawidzę, gdy jakieś odgłosy zakłócają mi pracę, naukę czy myślenie. Z tego powodu zawsze darłam się na brata, bo irytuje mnie nawet jego oddychanie kiedy usiłuję się skupić (czyli zawsze, bo introwertycy czerpią energie z wewnątrz, z myśli i wrażeń). Wyjątkiem jest muzyka, którą sama sobie wybieram, ale w zasadzie nie potrafię się przy muzyce uczyć, bo to mnie rozprasza. My. Potrzebujemy. Ciszy. A więc "mrugaj ciszej pojebie".

- Praca w grupach to udręka. Z ręką na sercu powiem, że nigdy, ale to NIGDY nie biorę w niej udziału, jedynie siedzę i czekam aż reszta mnie wyręczy. (Dobrze, że póki co ludzie z roku nie wiedzą o istnieniu tego bloga). To może po części wynika z mojego lenistwa, ale ja po prostu nie czuje się w grupie dobrze - jeśli coś mówię to trudno mi się przebić przez inne głosy, a że zwykle siedzę oddalona od reszty, muszę się pochylać, wykręcać i tak dalej. Lepiej pracowałoby mi się samotnie lub w grupie maksymalnie dwuosobowej.

- Irytuje mnie rozmowa z osobami, które nie mają mi nic ciekawego do powiedzenia (a ja im). Wynika to z różnych zainteresowań, wieku itp. Męczą mnie rozmowy na siłę, szukanie tematu tylko po to by usłyszeć odpowiedź "aha" - nawet wikipedia potwierdza, że nie lubimy tzw. "rozmów o pogodzie". Z drugiej strony męcząca jest także cisza, kiedy nie macie sobie nic do zaoferowania. Dlatego unikam takich sytuacji i wolę podumać sobie zamiast szukać z kimś wspólnego języka.

- Kiedy spędzam czas z ważną dla mnie osobą niezręczna cisza staje się tylko ciszą. Nie czuję, że muszę coś powiedzieć, coś dodać, możemy tak sobie nawzajem milczeć. (Nie to że nie rozmawiam z przyjaciółmi, po prostu jeśli już sobie milczymy to nie ma w tym żadnej niezręczności i napiętej atmosfery połączonej z koniecznością szukania tematu no rozmowy).

Z kolei moja koleżanka z roku umarłaby gdyby choć na chwilę ktoś usadził ją w osamotnieniu. Musi wychodzić do ludzi, musi imprezować, tańczyć i rozmawiać z każdym, znać każdego i każdego z reguły lubić. Gdybyśmy zamieniły się naszymi światami obie byśmy umarły bo ja nie mogłabym ogarnąć takiej liczby znajomych, z każdym się spotkać, z każdym utrzymywać kontakt i przyjazną relację. Z kolei ona nie wytrzymałaby zbyt długiej bezczynności i spokoju w domu.

Introwersja, a nieśmiałość (bo często nas postrzegają jako nieśmiałych, albo sami się tak postrzegamy) to dwa różne kontinua. Introwertycy mogą mieć po prostu większą skłonność do nieśmiałości, jako że ograniczają ilość stymulacji. Z nieśmiałością można, a nawet trzeba walczyć, bo znacznie utrudnia funkcjonowanie w dorosłym życiu. Z introwersją nie ma sensu walczyć, bo to nie jest choroba ani upośledzenie. To cecha, która określa nasze wewnętrzne potrzeby.



Komentarze

  1. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię rozumiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie słyszałam wcześniej o introwersji - bardzo przydatny wpis

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzisz, ujęłaś ten temat z punktu widzenia osoby, co ma jakąś styczność z psychologią. Bynajmniej takie odnoszę wrażenie, chociaż może kieruję się tez tym,że doczytałam o Twoich zainteresowaniach. Chcąc się ustosunkować do powyższego, w skrócie coś opowiem. Miałam tak samo, jak opisałaś. Początkowo, przez lata, z uprzejmością i całą wiarą w istotę znajomości z ludzmi, co się razem do szkoły chodzi, co się wspólny płot dzieli, czy w autobusie poznaje utrzymywałam relacje. Było pięknie. Idealnie. O to przecież chodziło społeczeństwu, by w niczym od niego nie odstawać. Mimo, iż nie chciałam nieraz wychodzić - robiłam to, bo wypadało. Potem przyszedł taki etap w moim życiu, gdzie w ciągu jednego dnia spaliłam za sobą dosłownie wszystkie mosty, jako, że miałam świadomość, że wychodząc do tych samych ludzi, co mi się przedstawiali jako dobrzy znajomi, nie otrzymałabym zrozumienia w tym, jaką drogę wybieram w życiu. A wybrałam drogę trudną. Drogę przez góry. Drogę niebezpieczną. Tym można się łatwo narazić. Dziwne komentarze. Dziwne stwierdzenia. Gdy się odcięłam w ciągu jednego dnia, nikt tego nie zrozumiał. Jednak mi było nagle zdecydowanie lepiej. Poczułam się wolna. A stare zażyłości okazały się jedynie przywiązaniem. Od tej pory to ja sama zaczęłam stanowić o tym, z kim rozmawiam, kogo poznaję i dlaczego mam ochotę w ogóle z daną osobą rozmawiać. Ktoś mógłby pomylić mnie z osobą aspołeczną, którą w gruncie rzeczy nigdy nie byłam. A jednak trzeba iść w życiu tą drogą, której sami chcemy. Czytając Twój artykuł w pierwszym momencie właśnie takie sytuacje przyszły mi na myśl... myślę, że zarówno jedno jak i drugie - z życia wzięte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ten komentarz! Trzeba się otaczać właściwymi ludźmi, a nie wszystkimi jacy nam wpadną na drogę

      Usuń
  4. Ha! Tak bardzo o mnie. Jak dobrze, że w Internetach można natknąć się na innych introwertyków :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam, czytam , czytam... i nie wierzę :o tekst tak 100% prawdziwy tak jakbyś znała mnie na wylot. Ciesze się że ktoś przedstawia to w takiej formie i mówi o tym, bo powinniśmy się uświadomić w tym jacy jesteśmy i dzięki takim osobom jak ty które piszą takie posty ja korzystam bardzo i pewnie nie tylko ja. Ogromnie doceniam Twoja prace !! :) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ten komentarz! <3

      Usuń
  6. Świetny wpis! Czytając mam wrażenie że to wszystko o mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wg mnie to nikt nie powinien zmieniać swojej natury, jeśli nie lubi brylować w towarzystwie to po co się zmuszać. Ja sama mam bardzo wąskie grono przyjaciół i jest mi z tym bardzo dobrze :) A już najchętniej spędzam czas po prostu ze swoim mężem... ktoś by powiedział że jak stare dziadki, ale tak lubimy pójść na spacer , na rower lub po prostu włączyć dobry film i otworzyć wino, albo każde zatopić nos w swojej książce :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie zawsze zastanawiało, jak można tak zmienną, tak różnorodną rzecz jaką jest człowiek - Ja, Ty - określić: introwertyk, ekstrawertyk. Nie chce się kłócić z tymi hasłami, ale uważam, że takie klasyfikowanie jest kompletnie nietrafione. Co jeżeli tak jak Ty lubię usiąść sobie przy oknie, a nie między dwójką ludzi, a przy tym na weekend spotkać się z bliskimi znajomymi na jakiejś imprezie (fakt faktem bez obcych osób)? Co jeżeli nie lubię czasem rozmawiać z ludźmi, ale niezręczna cisza mi przeszkadza? Myślę, że człowiek jest po części "wszystkim", że tak powiem ;)
    Dobry tekst, przyjemnie się czytało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Introwertyk i ekstrawertyk to tak jak mówisz - niepełne określenia, którymi nie można całkowicie opisać człowieka. Osobowość składa się z wielu elementów, a te dwa mogą być jedynie punktem odniesienia i jako takiego przyporządkowania się. Co do niezręcznej ciszy - ekstrawertyk może sprawić, że tej ciszy nie będzie, introwertyk będzie raczej takich sytuacji unikać. Są też osoby, które przejawiają i zachowania introwertyczne i ekstrawertyczne :)

      Usuń
    2. No, na przykład ja ;D

      Usuń
  9. Rewelacyjny materiał! Czasami patrzymy na ludzi swoimi oczami i nie rozumiemy, dlaczego ktoś siedzi samotnie w domu lub wręcz odwrotnie - po co i za czym tak biega🙂 A przecież każdy z nas jest różnymi każdy ma inne potrzeby❤️

    OdpowiedzUsuń
  10. A jak widzisz siebie funkcjonującą w społeczeństwie w dorosłym życiu? Jak radzisz sobie z codziennością (np zakupy, kasa samoobsługowa? :D)

    Co ciekawe pracodawcy zaczynają doceniać introwertyków i ich wartość coraz częściej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam za załatwianiem urzędowych spraw, ale nikt za mnie nie zrobi. Podobnie mam z nowościami - nie lubię nowych miejsc, doświadczeń. Ale z funkcjonowaniem jako takim nie mam problemów, nie stresuje mnie praca, przebywanie z ludźmi - ostatecznie czasami tego mi potrzeba, ale w nadmiarze - trochę męczy :D (a kasy obsługowej nie lubię, bo zawsze musi się coś zepsuć kiedy ja używam! )

      Usuń
  11. Znam kilku introwertyków i wbrew pozorom to bardzo otwarci ludzie. Po początkowym dystansie do danej osoby gdy ją poznają to stają się naprawdę wyśmienitym kompanem choćby do piwa. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem introwertykiem i nigdy nie wychodzę z domu bez jednej rzeczy.
    Bez potrzeby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :DDD Pozwolę sobie pożyczyć to powiedzonko! :D

      Usuń
  13. Wczoraj wyszłam do ludzi na bardzo konkretne spotkanie. Dopóki tam byłam i rozmawialiśmy na temat, było fajnie. Gdy wyszliśmy, np. pożegnanie wyglądało tak:
    - No to ja będę już uciekał, skoro ciebie tramwaj dowozi pod dom, to liczę, że wszystko będzie dobrze, miło było poznać, życzę wszystkiego dobrego i do zobaczenia.
    Ja - Do zobaczenia. (W myślach: zaraz ci przystanek ucieknie)
    Źle znoszę mówienie o niczym, typowa INTJ. A spotkania mnie męczą, choç bardzo je lubię.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem Trollem i bardzo dobrze mi z tym. Kiedy potrzebuję nowych bodźców, wychodzę i też jest mi z tym dobrze. Kontakt ze światem na zasadzie, muszę bo inni tego ode mnie oczekuję, bo tak trzeba, bo jest to konieczne w pracy - zawsze odchorowuję jak wirus grypy. Jestem szczęśliwa w wąskim gronie najbliższych, w naturze, w pracowni, w domu. Jestem kreatywna i pełna dobrej energii. Od niedawna wiem, że jestem introwertykiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Lepiej bym tego nie opisała. Ja z natury jestem osoba introwertyczną, nie lubię tłumów, denerwuje mnie jak ktoś siada zaraz obok mojego stolika w kawiarni, mimo że obok jest masa wolnych miejsc, nie lubię galerii handlowych i spotykania się na sile z osobami, które i tak nic nie wnoszą do mojego życia. Wole usiąść w lesie z książka, obejrzeć z mężem dobry film w kinie bez towarzystwa masy znajomych czy pojechać we dwoje na wycieczkę. Akurat dobrze trafiłam, bo obydwoje jesteśmy typami samotników. Bardzo podoba mi się Twój sposób myślenia i pisania. Zajrzę to jeszcze nie raz ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Każdy intro ma chyba początkowo taki moment, gdy bardzo chce się dostosować do innych - najczęściej to wynika z presji społecznej, bo przecież: "Czemu nie możesz jak inni: (tu wypisz jedną z 50 rzeczy, które introwertyk powinien robić "jak inni")". Doszłam do wniosku, że najważniejszy moment w życiu introwertyka to ten, gdy zda sobie sprawę, że w jego podejściu do świata nie ma niczego złego (co nie jest takie łatwe, jeśli otaczasz się głównie ekstrawertykami, którzy uważają Twoje zachowanie za - co najmniej - dziwne). Oznacza to też, że introwertyk akceptuje, że - tak jak każdy inny - ma pewne potrzeby i nie ma niczego niewłaściwego w tym, że chce je zaspokoić. Taką potrzebą jest chociażby potrzeba przebywania z dala od innych ludzi - i nie ma co tego ukrywać ani się tego wstydzić.
    Przyznam się, że jasne postawienie sprawy (często oznacza to proste hasło: "Nie mam ochoty") poprawiło moje relacje ze światem o 150%: kiedyś znajomi byli wręcz obrażeni, że z nimi gdzieś nie wyjdę (bo wymigiwałam się głupim: "Dzisiaj nie mogę, bo...") - albo z kolei ja byłam nieszczęśliwa, bo zostałam zmuszona do wyjścia... Dziś bez skrępowania mówię: "Nie mam ochoty" i nikt nie widzi w tym problemu. Podobnie jak nikt nie widzi problemu w tym, że np. nie widuje się lub nie rozmawia ze mną codziennie - dla wielu ludzi brak kontaktu przez tydzień czy dwa to informacja, że coś jest nie tak, podczas gdy dla mnie to rzecz najnormalniejsza w świecie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moim zdaniem bardzo trafne ujęcie osobowości introwertyka. Mam trochę z niego w sobie, ale nie wszystko. Jestem bardzo "pomieszaną" osobą, która ma wiele przeciwstawnych cech, a ujawniają się one w czasem najmniej odpowiednim momencie, niestety. U mnie wygląda to tak, że z reguły lubię imprezy, ale tylko w określonym gronie. Ciężko mi poznac kogoś nowego, nie jestem zbyt otwarta, ale jeśli pierwsze parę minut rozmowy będzie mile, to otwieram się i już łatwiej do mnie dotrzeć.
    Bardzo ciekawy blog (ja z tej nowej grupki blogerskiej na fb), mam nadzieję, że się polubimy ;D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty