Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Jak zapuściłam włosy i zagęściłam na długości - moja dwuletnia metamorfoza

Dzisiaj trochę powspominam moją kilkuletnią walkę o długie i gęste włosy (która jeszcze nie jest wygrana). Teraz jest już o niebo lepiej odkąd zaczęłam senesować i cysteinować kudły, ale o aktualnej pielęgnacji będzie oddzielny post. Przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło, co z resztą widać na zdjęciach. Są co prawda robione w innym świetle, więc kolor wygląda zdecydowanie inaczej, a nie był niczym zmieniany. Udało mi się jednak zagęścić włosy na długości, przez co nie wyglądają na takie strzępy jak na pierwszym zdjęciu w sklejce. Wciąż jest nad czym pracować - nadał jest spora różnica między grubością moich końcówek, a włosami przy skalpie, ale uratowałam je od najgorszego.


Żeby nie było - od wielu lat jestem włosomaniakiem, nigdy nie traktowałam moich włosów wysoką temperaturą, rozjaśniaczami, farbami chemicznymi. Dlatego nie będę Wam dawać rad typu: "przestań używać suszarki". Prawda jest taka, że gdy ktoś ma grube włosy i dobrze dobraną pielęgnację, to nawet wysoka t…

Czy nadmiar roślin jest szkodliwy?

Rok temu zaczęłam nałogowo znosić do domu chwasty. W zasadzie o ile sięgam pamięcią to zawsze posiadanie badyli było dla mnie atrakcyjne, ale wstydziłam się wykonać tak skomplikowaną operacje jak zakup rośliny w sklepie. Wydawało mi się, że to po prostu wiocha i jak ktoś zobaczy, że kupuje badyla w takiej biedronce, to zostanę wyśmiana (ehhh).

Od kiedy w moim domu pojawiło się więcej badyli wciąż natykałam się na jakiej komentarze, że to niezdrowe i tak dalej. Jestem leniem, więc nawet jeśli już szukałam informacji w internetach na ten temat, to szybko mi się to nudziło, bo tak naprawdę, na każdej stronie ktoś głosi inną tezę.


Czy nadmiar roślin jest szkodliwy?


Często słyszę te jęki, że za dużo, że za ciasno, że powietrze pochłaniają, podczas snu duszą. I tak dalej. Należę do tej grupy osób, która patrzy na to z dużym przymrużeniem oka. Kiedyś przeczytałam zabawny komentarz na jakimś forum botanicznym - gdyby rośliny dusiły przez sen, to biwaki i spanie w lesie kończyłyby się śmiercią.

Już w podstawówce uczyli nas, że proces fotosyntezy zachodzi w dzień, to tylko wtedy roślina ma niezbędne światło - nocą natomiast, kiedy światła nie ma, roślina także oddycha, pobierając niewielką ilość tlenu, która jest niczym, w porównaniu z tym co wcześniej wyprodukowała. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że stosunek pobranego tlenu do wyprodukowanego to 1:10, więc możecie sobie wyobrazić ile mniej więcej tego jest.

Problem w tym, że oprócz fotosyntezy zachodzą inne reakcje, a sama fotosynteza zdaje się być jeszcze bardziej skomplikowana, o czym świadczy całe mnóstwo teorii. Powiem szczerze, że jako osoba, która z biologią i chemią ma niewiele wspólnego, nie bardzo wiem, które teorie są prawdziwe, a które wyssane z palca. I nie mówię tu o podręcznikowej fotosyntezie z podstawówki.

Jakiś czas temu, szukając informacji na ten temat, znalazłam na forum komentarze mówiące, że oddychanie roślin może zachodzić także nocą, za sprawą odbitego światła księżyca, choć zachodzi ona wolniej niż za dnia. Najczęściej spotykanym twierdzeniem (i najbardziej wiarygodnym) jest to, że roślina oddycha całą dobę, ale nocą ten proces zachodzi wolniej. Wtedy roślina pobiera szczątkową ilość tlenu i wydziela równie szczątkową ilość CO2 w związku organicznym. 



To wszystko czego mi potrzeba by rozumieć ten proces - nadmiar informacji sprawia, że zamiast zamartwiać się czy nowy kaktus mnie w nocy udusi, wole sobie obejrzeć serial. (Polecam). Sam fakt, że dobrze czuje się w otoczeniu roślin jest ważniejszy czy to mi robi krzywdę (w co po prostu nie wierzę, bo nie wydaje mi się, że roślina produkuje tak dużo dwutlenku, że jest mi w stanie zagrozić, nawet jeśli trzeba to pomnożyć przez 30 roślin. Nie sądzę też, że atmosfera w domu robi się bardziej szkodliwa niż na zewnątrz, biorąc pod uwagę ostatnie odkrycia). Dokopałam się jakiś czas temu do informacji, że 600 roślin domowych wytwarza tyle samo dwutlenku węgla co jeden człowiek. A przecież mało kto może się pochwalić taką kolekcją badyli. Dodatkowo CO2 jest za dnia pobierany w o wiele większej ilości.

Wydaje mi się, że nie ma potrzeby panikować, w szczególności, że badyle są po prostu w domu korzystne. Mam ich sporo i wciąż żyje. W internecie informacji jest za dużo, albo nie ma ich wcale. Myślę sobie, że to nie ma znaczenia czy roślina ten tlen wytwarza i tak dalej (no w zasadzie ma, ale jeśli chodzi o nasze oddychanie, to robimy to bez względu na posiadanie badyli w domu). Nie trzymam ich w tym celu. Jak będę chciała się dotlenić, to otworze sobie okno albo głęboko pooddycham. Rośliny mają inne potwierdzone korzyści, o których nie dzisiaj.

Zgodzę się jednak co do tego, że w sypialni powinno się zminimalizować ilość roślin. Pobierają tą niewielką cząstkę tlenu nocą, która wówczas jest nam potrzebna do oddychania. Oddadzą ją następnego dnia dziesięciokrotnie, ale chodzi o sam fakt, że "podkradają" tlen, kiedy śpimy. Im więcej badyli w sypialni, tym więcej tlenu jest nam podkradane, choć nie są to ilości zdolne by np. nas udusić.

Ps. Zapraszam na Fanpage :D



Komentarze

  1. Z przyjemnością przeczytałam i Twój wpis dał mi wiele do myślenia, czas się rozglądnąc po doomu w poszukiwaniu zagrożeń.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo tak to już jest, że każdy lubi być ekspertem, czasami tak naprawdę nie mając pojęcia o temacie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzieś czytałem o liście roślin polecanych przez NASA (które idealnie nadają się do oczyszczania powietrza ze szkodliwych substancji). [to tak na marginesie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja lubię rośliny, nie mam na nie za dużo miejsca,ale zawsze jakiś kwiatek musi być :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie boję się roślin. Mam ich sporo. Nie duszą, ale cieszą zmysły. I jaka satysfakcja, gdy udaje im się przerwać mimo mojej sklerozy w kwestii podlewania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z jednej strony niby od roślin zależy ile tlenu zabierają. Tez z przymrużeniem oka patrzę na te teorie. Kiedyś wyczytałam, ze np w sypialni nie powinien stać skrzydłokwiat. Sama codziennie latam na łąkę po nowe kwiatu do wazonu czy stokrotki. A z roślin całorocznych, hoduje draceny i bambusy. Masz racje, olać to i hodować kwiaty - dają szczęście tlen i życie !

    OdpowiedzUsuń
  7. Też się nad tym zastanawiam, bo mój salon , który stety niestety jest tez chwilowo sypialnią , zamienia się powoli w dżunglę i tez niektóre ciocie i dziadkowie straszą nas, że to niezdrowo tak z tymi roślinami spać...A ja je uwielbiam i lubię budzić się rano i sobie z wyrka na nie popatrzeć :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. ja mam ponad 40 kwiatów, z czego większość sięga prawie pod sufit (istna dżungla), a jakoś ciągle żyję :) chyba nie ma co się martwić

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie jestem fanką kwiatów, chociaż z wiekiem zaczyna mi się to zmieniać. Nie dalej, jak w niedzielę kupiłam kwiat do sypialni właśnie

    OdpowiedzUsuń
  10. Najważniejsze, żebyś Ty się czuła dobrze w swoim mieszkaniu, a jeśli tak jest dzięki roślinom to bardzo dobrze! Nie ma co wierzyć w takie mity, tym bardziej, że chyba nikt nie jest w stanie mieć w mieszkaniu aż tyle roślin, żeby były one szkodliwe. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jednak kwiaty uwielbiam i z nich nie zrezygnuję ;) Ale nie mam ich nie wiadomo ile, bo by się zwyczajnie nie pomieściły.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zmotywowałaś mnie do przesadzenia kwiatów, zagrożeń nie odkryłam, dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Absolutnie rewelacyjne książki. Z wielką ochotą bym je przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ta teoria jest tak nielogiczna, że jest mi smutno. Dziwne, że ludzie nie wyginęli, żyjąc przez taką ilość lat w otoczeniu roślinności.

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiedzi
    1. Takie info odkopałam, możliwe że wincyyyyyj

      Usuń
    2. Kocham kwiaty. Mam świadomość tego, że podczas zakupu nowej rośliny muszę rozważyć wszystkie wady i zalety. W swoich pokojach mam blusz, zamiokulcasa, schefferę i jukę :) i zapewne za jakiś czas dołączy do nich jakiś grubosz lub dracena :)

      Pozdrawiam, M.

      Usuń
  16. Za dzieciaka, jak mi mama zainstalowała milion kwiatków w pokoju to zaczęłam źle sypiać. Wreszcie zaczęły się problemy z bezsennością. Narobiłam afery i połowę kwiatków kazałam wynieść. Poczułam się lepiej. Nie wiem, czy to instynkt, czy co? Tak czy siak lepiej mi się śpi w sypialni wolnej od roślinek. Mam tylko paprotkę, bo zwalcza jakieś tam złe jony, które produkuje laptop ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. ja nie mam roślin w pokoju bo niestety nie mam do nich ręki

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja mam sporo roślin, chociaż w sypialni nie stawiam:-) pewnie też ze szkoły wyniosłam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty