maja 30, 2017

Rutyna poranna, czyli co skrzaty robią o świcie

Rutyna poranna, czyli co skrzaty robią o świcie
Ciężko mi zdefiniować udany poranek. Czasami jest to poranek kiedy mogę przeciągnąć to do południa i się wyleżeć. W innym razem jest to wstanie o świcie i zrobienie czegoś pożytecznego. Staram się skłaniać ku tej drugiej opcji, bo to znacznie ułatwia mi dzień po powrocie z uczelni.

maja 19, 2017

3 pasty kanapkowe, które zmienią twoje życie na lepsze

3 pasty kanapkowe, które zmienią twoje życie na lepsze
Wielokrotnie próbowałam stworzyć pasty z suszonych pomidorów albo kaszy jaglanej. Za każdym razem, bez względu na przepis z jakiego korzystałam, wychodziła mi jedna wielka kupa i jak się domyślacie, nie dało się tego jeść. Dlatego pozostaje wierna 3 przepisom, z czego 2 od dawna robiła mi mamke. Za te pasty wybaczam jej, że nie chciała mi kupić plastikowych garnków na odpuście w 2006 roku.

maja 16, 2017

"Świat schodzi na psy" - czy kiedyś żyło się lepiej?

"Świat schodzi na psy" - czy kiedyś żyło się lepiej?
Kiedyś było lepiej? No tak, w końcu kiedyś nie było przemocy, gwałtów, wojen, a nastolatkowie nie przechodzili buntu. No i tych, internetów nie było. Bo wszystko to przecież wina internetu, co nie? Tak Ci się źle żyje? Ah, te cholerne czasy kiedy mamy te wszystkie chore rzeczy - kanalizacje, ciepłą wodę i prąd. Kiedyś to było lepiej, sikanie do wiadra i grzanie wody ze studni w piecu.

Nie wiem w jakim świecie żyjecie, ale jesteście w błędzie jeśli wydaje wam się, że kiedyś żyło się lepiej. Dzisiejszy świat, szczególnie w naszym kraju to sielanka. Żyjemy sobie spokojnie, nikt w biały dzień nie zabije cię na ulicy (to nie Norwegia co nie).

maja 13, 2017

Kilka porad jak przetrwać sesję

Kilka porad jak przetrwać sesję

Nie ma niestety prostego lekarstwa, który wyleczy sesję. Trzeba ją przeżyć i wrócić do żywych. Nie ma rady - materiał trzeba wkuć, projekty pooddawać, a egzaminy zaliczyć. W związku z tym, że powoli zaczyna się moja czwarta sesja, chciałam się podzielić własnymi sposobami, które bardzo mi pomagają - nie tylko we wkuwaniu, ale w nie zwariowaniu od nadmiaru obowiązków.

maja 11, 2017

Czy nadmiar roślin jest szkodliwy?

Czy nadmiar roślin jest szkodliwy?
Rok temu zaczęłam nałogowo znosić do domu chwasty. W zasadzie o ile sięgam pamięcią to zawsze posiadanie badyli było dla mnie atrakcyjne, ale wstydziłam się wykonać tak skomplikowaną operacje jak zakup rośliny w sklepie. Wydawało mi się, że to po prostu wiocha i jak ktoś zobaczy, że kupuje badyla w takiej biedronce, to zostanę wyśmiana (ehhh).

Od kiedy w moim domu pojawiło się więcej badyli wciąż natykałam się na jakiej komentarze, że to niezdrowe i tak dalej. Jestem leniem, więc nawet jeśli już szukałam informacji w internetach na ten temat, to szybko mi się to nudziło, bo tak naprawdę, na każdej stronie ktoś głosi inną tezę.

maja 09, 2017

Najdziwniejsza fantastyka, czyli Władcy dinozaurów

 Najdziwniejsza fantastyka, czyli Władcy dinozaurów



Dziś przyszedł czas na pierwszą recenzję książki fabularnej na tym blogu. Zaczynam od dzieła, które jest dość specyficzne i ciężkostrawne, ale zawiera w sobie smaczki, które pozwoliły mi ją skończyć.



A więc - "Władcy dinozaurów" Victora Milana.

Kilka lat temu, już przy oglądaniu Jurassic Parku pomyślałam sobie, że fajnie byłoby przeczytać coś co łączy w sobie świat dinozaurów z fantastyczną wizją wojowników, rycerzy i wojen. Brzmiało to jednak w mojej głowie trochę komicznie i kiczowato, jednak nie takie rzeczy już widziałam w fantasy - gdyby ktoś potrafił umiejętnie zrealizować taką wizję, wyszłoby coś niewyobrażalnie zajebistego pod każdym względem.

Możecie sobie zatem wyobrazić jaka była moja reakcja kiedy przypadkiem znalazłam tą książkę w tamtym roku w księgarni. Sama okładka wystarczyła do tego by ten klocek znalazł się w moich łapach. Niestety Milan nie zrealizował tej wizji dobrze - być może wynika to z faktu, że to dopiero pierwsza część prawdopodobnie długiej opowieści.



Ale po kolei. Świat jaki sobie wymyślił jednocześnie mi się podoba i nie podoba. Sposób w jaki pokazane jest współżycie ludzi z dinozaurami jest świetny - jest to zupełnie inna wizja niż w Jurrasic Parku, gdzie na każdym kroku czai się jakiś tyranozaur, który zeżre wszystko co mu wpadnie w malutkie łapciątka. Nie, tu jest względnie bezpiecznie, ludzie nie są bezbronni. Dinozaury można udomowić, wyszkolić do walki. Opisy dinozaurów są bardzo dobre, ciarki chodzą po plecach kiedy czytamy opisy triceratopsów i innych wielkich gadów.

Milan wykreował swój świat w oparciu o średniowieczną Europę, co także trochę mnie irytuje - nazwy są niemal zjebane z nazw europejskich krajów i imion. Wolałabym trochę mniej ograniczony skojarzeniami świat. Większa część akcji toczy się na terenach będących odpowiednikiem Hiszpanii - zatem język, imiona i inne nazwy są jak z brazylijskiej telenoweli, co mnie okrutnie boli, bo od zawsze odczuwam jakaś dziwną nienawiść do kultur hiszpańskich, do ich języka i wszystkiego. 



Właściwie wpadła mi też do głowy myśl że może Milan ma co do kolejnych części książki chytry plan - być może w jego Raj dupnie meteoryt, ale ludzie przeżyją i odbudują świat, który odziedziczy lekko zmienione nazwy Europy 

Największym zawodem tej książki jest jednak fabuła i bohaterowie - mam wrażenie, że przez większość książki nie dzieje się nic ciekawego, godnego uwagi ani pożytecznego. Bohaterowie sobie wędrują, żeby wędrować, albo gadają żeby gadać i nie wnosi to zupełnie nic do historii. Gdyby nie fakt, że w tle pojawiają się wielkie gady, nic nie byłoby w stanie do tej fabuły przyciągnąć. To trochę marna imitacja Gry o tron, bo Milan widocznie chce uzyskać podobne efekty - dworskie intrygi, ogrom bohaterów, wojny. Bohaterów także wprowadza dość nieumiejętnie. Już na początku w dialogach bierze udział zbyt duża ilość osób, których ciężko spamiętać, w szczególności, że sam dialog także nie jest dopracowany. W efekcie jest wiele momentów, gdzie właściwie nie wiadomo co kto mówi. Dodatkowo większość postaci pobocznych to totalnie bezpłciowe klocki, które niby mają wzbudzić jakieś emocje i sympatie (abo nienawiść), jednak wszystkie są takie same - ciężko wyczuć kto ma jaki charakter, bo każdy ma taki sam. Nie wiadomo jak się do takich postaci zbliżyć i jak sobie wyrobić na ich temat opinię. Mało tego, większość postaci na dworze cesarskim robi zupełnie niezrozumiałe i sprzeczne rzeczy - raz zachowują się niczym wzory cnót, innym razem są opisane jako gbury i chamy. Wszyscy. Tak samo. Odnoszę wrażenie, że wszyscy z nich są podłączeni do jednego mózgu. Szarość.

Pozostaje jeszcze sprawa zasad jakie tam panują - świat jest pełen rudych ludzi (taki smaczek, pewnie wyginą razem z dinusiami jak już meteoryt dupnie kek), homoseksualizm wśród walecznych rycerzy jest na porządku dziennym - tworzą związki, a jak ktoś związku nie ma to jest inny. W sumie niech sobie wsadzają w co chcą, ale problem mam z tym, że są to związki poligamiczne - koleś ma narzeczoną a przy okazji ukochanego, co także nie jest niczym dziwnym. 

Pomimo, że opisy walk są dość mocne, byłoby jeszcze miło gdyby czytelnik mógł zrozumieć kto z kim walczy. Cała początkowa scena walki wprowadza w błąd, bo do tej pory (a skończyłam już 2 część książki) nie rozumiem co tam się właściwie wydarzyło, a wracałam do tego fragmentu wiele razy, by spróbować go zrozumieć. Nie wiadomo kto walczy z kim i kto kogo zdradził, co dość źle wpływa na dalszą fabułę. 




Nie wiem czy to książka godna polecenia, akcja trochę rusza z kopyta w drugiej części (ale dopiero jak się przebrnie pierwsze 100 stron).

Ps. Zapraszam na mój fanpejdż i instagram, pod taką samą nazwą jak blog. Dużo drzew, chwastów i ciemności!



maja 04, 2017

Kwietniowe zakupy książkowe - chwasty i samowystarczalność

Kwietniowe zakupy książkowe - chwasty i samowystarczalność
W zasadzie planowałam napisać recenzje każdej książki oddzielnie, ale posty byłyby zbyt krótkie, więc postanowiłam zrobić z tego coś w rodzaju haula książkowego. Tych oczywiście nie mogło zabraknąć na mojej półce, choć nie do końca jestem usatysfakcjonowana ich treścią.

1. "Pyszne chwasty", Małgorzata Kalemba-Dróżdż.

Jestem pewna, że będę z niej latem korzystać dość często, bo przepisy wyglądają nieźle. Czuje jednak niedosyt, bo liczyłam na większą ilość gatunków jadalnych chwastów, tymczasem w książce opisano jedynie 14 roślin. Na ich bazie autorka stworzyła 137 przepisów. Miałam nadzieje poznać jakieś nowe zielsko, a książka skupia się tylko na najbardziej znanych chwastach. Zdjęcia w książce zdecydowanie zachęcają do próbowania takich dziwactw.


2. "Jadalne kwiaty", również Małgorzata Kalemba-Dróżdż.

Tu jest z kolei na odwrót - gatunków jadalnych kwiatów i przepisów na ich bazie jest mnóstwo, ale mam wrażenie, że spora część tych przepisów wykorzystuje niewielką ilość kwiatów tylko do dekoracji. Są częściej dodatkiem, a nie głównym składnikiem. Mimo wszystko jednak da się wyłowić tu kilka perełek, które spróbuje zrobić. Zdjęcia prześliczne i inspirujące.


3. "Żyj jak rolnik", Niklas Kampargard.

Udało mi się ją dorwać w niższej cenie w Biedronce. Książka jest dość ciekawa, ale gdybym teraz założyła własne gospodarstwo z zamiarem hodowli zwierząt i warzyw, to byłaby jedynie wstępem do tutorialu. Ktoś kto zna się na rzeczy pewnie czułby niedosyt, ale osobie, która nie ma pojęcia o samowystarczalnym gospodarstwie, taka ilość informacji jak najbardziej wystarczy. Książka porusza tematykę hodowli roślin jadalnych, warzyw i owoców, wspomina także o roślinach (chwastach) leczniczych lub jadalnych. Jest takim podręcznikiem początkującego farmera i oprócz uprawy roślin i hodowli zwierząt, porusza ogólną tematykę samowystarczalności - wykorzystywanie dostępnych surowców we własnym gospodarstwie, robienie domowych konfitur, kiszonek, piwa (choć tu nie jestem pewna czy 1 strona przepisu na domowe piwo z pominięciem tego całego bełkotu o enzymach, zacierach i tak dalej wystarczy, by to piwo rzeczywiście było jadalne ._.), życia zgodnego z rytmem natury, a nawet mini tutorial budowy własnego wychodka ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ostrzeżenie - nie dla wegan, bo znajdziecie tam także zdjęcia i instrukcje zabijania kury.

Z tych trzech najbardziej warta zakupu jest pozycja pierwsza - jest tam sporo pożytecznych informacji jak wykorzystać niechciane zielsko, tak by smakowało i wyglądało jadalnie.




maja 01, 2017

Introwersja, czyli jak żyją trolle

Introwersja, czyli jak żyją trolle
Cechą przeciętnego jaskiniowego trolla jest spędzanie większej części swojego czasu w jaskini. Troll nie chodzi na imprezy. Troll nie tańczy. Troll zaspokaja podstawowe potrzeby życiowe w swojej bezpiecznej jamie. I wreszcie - troll czuje się z tym dobrze.


Jedną z błędnych myśli przeciętnego introwertyka jest fakt, ze powinien stać się bardziej otwarty do ludzi kosztem swojego samopoczucia. Obwiniają się za swoje proste i nudne życie, a marzą o takim, które nie zaspokoi ich potrzeb we właściwy sposób. Zmuszają się do spotkań z ludźmi, z którymi nie chcą się spotykać. Planują, że kiedyś będą bardziej otwarci i mylą introwersje z nieśmiałością. 

Copyright © 2016 gnome household , Blogger