Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Jak zapuściłam włosy i zagęściłam na długości - moja dwuletnia metamorfoza

Dzisiaj trochę powspominam moją kilkuletnią walkę o długie i gęste włosy (która jeszcze nie jest wygrana). Teraz jest już o niebo lepiej odkąd zaczęłam senesować i cysteinować kudły, ale o aktualnej pielęgnacji będzie oddzielny post. Przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło, co z resztą widać na zdjęciach. Są co prawda robione w innym świetle, więc kolor wygląda zdecydowanie inaczej, a nie był niczym zmieniany. Udało mi się jednak zagęścić włosy na długości, przez co nie wyglądają na takie strzępy jak na pierwszym zdjęciu w sklejce. Wciąż jest nad czym pracować - nadał jest spora różnica między grubością moich końcówek, a włosami przy skalpie, ale uratowałam je od najgorszego.


Żeby nie było - od wielu lat jestem włosomaniakiem, nigdy nie traktowałam moich włosów wysoką temperaturą, rozjaśniaczami, farbami chemicznymi. Dlatego nie będę Wam dawać rad typu: "przestań używać suszarki". Prawda jest taka, że gdy ktoś ma grube włosy i dobrze dobraną pielęgnację, to nawet wysoka t…

Gdy masz za dużo czasu wolnego

Większym zainteresowaniem cieszyłby się chyba post pod tytułem "jak mieć więcej czasu" i pewnie jeszcze będzie okazja, żebym wcisnęła tutaj swoje 3 grosze. 

Ale dzisiaj będę się zmagać z innym problemem. No bo co kurde zrobić, kiedy czasu masz tyle, że całymi dniami leżysz plackiem na kanapie i nie wiesz co ze sobą począć? Napisałam ten tekst kilka tygodni temu i teraz przyszedł czas by go wstawić.

Od jakiegoś czasu zaczęłam praktykować (czytaj:zmusiłam się) jakiekolwiek czynności, które sprawią, że chociaż przez chwile będę miała jakieś zajęcie. Nie mówię tu o graniu albo czytaniu, bo tego mam po dziurki w nosie. Musiałam sobie znaleźć coś innego do roboty, bo czułam, że od tej nudy dostane raka prostaty (wiem, że kobiety nie mogą, ok?).

Pierwszą czynnością, która była na wyciągnięcie ręki, był...

SPACER

Zmusiłam się, z ogromnym wysiłkiem zwlec tyłek z łóżka, nogi mi krwawiły, a oczy same płakały kiedy się ubierałam o godzinie 14 i wyruszyłam w podróż do najbliższego parku. Postawiłam sobie za cel spędzić tam aż dwie godziny, obłażąc wzdłuż i wszerz. Zaczęłam żałować, że nie mam psa - wtedy być może nie miałabym wyjścia i takie spacery byłyby absolutną koniecznością. Czułam że każdy gołąb, który latał mi nad głową, patrzył na mnie z nienawiścią i niemal mówił: "Ić stont!". Ale ja jestem silną kobietą i nie dałam się zastraszyć. Wiatr smagał mi twarz, w dodatku zaraz po wyjściu z mieszkania zaczęło lekko kropić. Każdy krok był dla mnie męczarnią i wywoływał bolesne drgawki. Czułam, że mój koniec jest bliski, ale ostatkiem sił zmusiłam się do przejścia na pasach na teren parku. Taki spacer to niewyobrażalne wyzwanie, ale wierzę, że i wy znajdziecie w sobie siłę, która pozwoli wam to osiągnąć. Być może. Trwało to tyle ile sobie zaplanowałam. 2 godziny snucia się i powolnego umierania w konwulsjach. 

Czułam się niesamowicie dumna z mojego osiągnięcia i nie chciałam spocząć na laurach, zatem wdrożyłam kolejną opcję walki z nudą. 


SPRZĄTANIE

Tak, drogi czytelniku. Jeśli nie masz nic do roboty, to na bank oznacza, że masz brudno w mieszkaniu. W przeciwnym razie już byś spędził godziny na sprzątaniu, a teraz odczuwałbyś, że należy ci się zasłużony odpoczynek w postaci leniuchowania, który byłby zupełnie przyjemny, a nie przytłaczający. 

Postanowiłam sprzątnąć kurz, który zaczynał być coraz bardziej widoczny na białym parapecie i meblach. Kosztowało mnie to sporo wysiłku, ale jak wyżej wspomniałam, jestem człowiekiem silnym i ambitnym, a kiedy raz postawie sobie coś za cel, to moje plany zniweczyć może jedynie kubełek z KFC. Dumnie ścierałam kurz, pomimo że wpadał mi do moich delikatnych kobiecych płuc, drażniąc je niemiłosiernie. Następnie zabrałam się za zmywanie wczorajszych garów. Znów łzy leciały mi ciurkiem, kiedy walczyłam ze smrodem niedomytych naczyń, walczyłam dzielnie i myłam talerz po talerzu, aż cała kuchnia była prawie czysta. Zajęło mi to tylko godzinę, a czasu wciąż miałam za wiele. Dlatego...


SPOTKANIE Z CZŁOWIEKAMI

Jakiś czas temu pisałam, że jestem trollem cierpiącym na bardzo poważne i nieuleczalne zaburzenie jakim jest introwersja. Jednak nadal pozostaje stworzeniem stadnym, a mieszkanie z dala od członkiń mojego stada sprawia, że muszę szukać sobie osób zastępczych. Zmuszam się czasem do jakiegoś wyjścia na piwo albo żarcie. Mam potem satysfakcję, że udało mi się przetrwać i nikogo nie zamordować. Nie zdarza się to często, ale czasami mam taką potrzebę, bo męczy mnie kiszenie się w mieszkaniu. 


FACEBOOKOWE GRUPY I FORA

Na bank masz jakieś tematy, które cię szczególnie interesują. Każdy ma. A jeśli nie masz z kim na nie dyskutować, pomocne mogą się okazać grupy. Czasem dyskusje trwają dość długo, ale też sporo wnoszą. W niewielki stopniu mogą zrekompensować realny kontakt, w końcu rozmowa pozostaje rozmową. A istnieje szansa, że poszerzysz swoją wiedzę w temacie, który cię interesuje i będzie to odrobinkę lepiej wykorzystany czas niż bezmyślne scrollowanie fejsa.

PRACA

Zaczęłam sobie dorabiać na początku drugiego roku studiów, czyli we wrześniu. Musiałam coś wymyślić, żeby wykorzystać nadmiar czasu. A do tego mieć nadprogramowy hajs. 


Nuda jaka mnie trzyma jest o tyle ciekawym zjawiskiem, że kiedy już nadarza się okazja żeby gdzieś wyjść, to mi się nie chce. Nie wiem czy zależy to od mojego debilnego charakteru, organizmu czy po prostu od zbyt dużej wprawy w opierdalaniu się. Ale zebranie się do kupy wbrew pozorom nie jest łatwym zadaniem pomimo prostych rad typu "znajdź sobie hobby", "idź się przewietrzyć". Pisałam ten post z nadzieją, że są osoby, które mają podobnie i w pewnym sensie będę mogła zobrazować jak ciężko jest walczyć z lenistwem.

Jednak po zrobieniu tych kilku prostych kroków miałam poczucie, że udało mi się trochę lepiej wykorzystać czas, który zmarnowałabym na leżeniu i scrollowaniu facebooka. 

Od kilku dni stawiałam sobie zawsze za cel wyjście z domu, które będzie dłuższe niż zwykłe zakupy w spożywczaku pod blokiem. Zaczęłam snuć się trochę bez celu po mieście i wyżej wspomnianym parku, który swoją drogą jest całkiem ładny. Poza tym znalazłam sobie hobby w postaci wkurzania kaczek, maczających swoje odwłoki w niewielkim jeziorku na terenie parku. 

Wolałabym mimo wszystko robić coś bardziej sensownego niż zwykłe łażenie bez celu, bo to mimo wszystko niewielka aktywność. Kolejnym krokiem będzie basen, ale chyba się domyślacie, że do tego trzeba specjalnych przygotowań psychicznych? 

Dobrze jest sobie postawić za cel by na każdy tydzień przypadły określone czynności - chociaż jeden dzień staram się wykorzystać na dłuższy wysiłek (ojcze, jeśli to czytasz to wiedz, że przygotowuje nogi na Orlą Perć), chociaż jeden dzień na spotkanie z żywym człowiekiem, praca i nauka kilka razy w tygodniu.

Zwykle muszę się wspomóc jakąś rozpiską, planem - odhaczanie wykonanych czynności daje mi dużą satysfakcję i odrobinę motywacji. Ważne jest tylko to, żeby nie zaplanować sobie w ten sposób miliona czynności, bo najprawdopodobniej na tym się skończy i nie odhaczycie nic, nie mówiąc już o tym, że uznacie takie listy za gówno, bo nie udało się odhaczyć wszystkiego.

Komentarze

  1. Bardzo sensowne rady, przy czym nigdy nie zrozumiem stwierdzenia "za dużo czasu wolnego" ;) Dla mnie takie zjawisko nie istnieje, bo ten czas mogę sobie zorganizować na milion satysfakcjonujących mnie sposobów - przy czym oczywiście mogą być one mniej lub bardziej produktywne lub rozsądne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym mieć choć chwilę wolnego czasu tylko dla siebie w ciągu dnia - ale z moim dzieckiem to raczej mało prawdopodobne. Gdybym miała - to nie robiłabym absolutnie NIC - lezalabym do góry brzuchem i słuchałabym ciszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie się zamienię, czasami rzygać mi się chce od leżenia i oglądania powtórek seriali !

      Usuń
  3. Super napisany czas, hah ,skąd ja to znam, za dużo wolnego czasu a kurz zaczyna żyć własnym życiem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kurze mają własne marzenia i plany :D

      Usuń
  4. Znam to uczucie, gdy nie chce się ruszyć! Ale popieram, jak w końcu człowiek się zmusi zwlec te leniwe cztery litery, to od razu jest lepiej. Dobrze by było, aby więcej młodszych dzieciaków wylazło sprzed komputera i powdychało nieco powietrza. ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz, kiedy dzieci już podrosły, mam znacznie więcej czasu dla siebie, jak przyjemnie jest oddawać się czynnościom, o których do niedawna jeszcze mogłam tylko pomarzyć. Spokojne spacery, z nasycaniem wzroku przyrodą, spotkania z przyjaciółmi, czytelnicze przygody. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  6. Według mnie zawsze znajdzie się coś do roboty :)! Nawet dla takiego lenia.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tez zaczęłam praktykować codziennie spacery do lasu czy na polane. Każdego dnia dostrzegam nowe rzeczy i z duma liczę kroki jakie przebyłam. Już uzbierała się pokaźna sumka. Na początku tez targały mną konwulsje, stopy krwawiły, a płuca chciały wyjść przez gardło z braku kondycji i przyzwyczajenia tylka do miękkiej , wygodnej kanapy. Ale warto! Brawo i Ty !

    OdpowiedzUsuń
  8. "No bo co kurde zrobić, kiedy czasu masz tyle, że całymi dniami leżysz plackiem na kanapie i nie wiesz co ze sobą począć? "
    Ech, zapomniałem już jak to jest :) I nie powiem, trochę Ci zazdroszczę tego ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty