listopada 12, 2018

Czy witamina E jest konserwantem?

Czy witamina E jest konserwantem?
Ten post musiał powstać, bo już któryś raz z rzędu odpowiadam na pytania pt. "ile witaminy E dodać, żeby mój krem/tonik/serum się nie zepsuły. Zerknęłam z ciekawości na kilka blogów, żeby sprawdzić czy już przestały powielać mity o działaniu konserwującym witaminy E. Niestety się zawiodłam - nadal możemy znaleźć tam takie informacje.

czy witamina e jest konserwantem?


Zacznijmy więc od początku - od tego, po co właściwie jest konserwant i konserwowanie. Otóż ma on służyć zapobieganiu rozwojowi drobnoustrojów w produkcie. Każdy kosmetyk, który będzie w sobie zawierał wodę, musi zostać zakonserwowany, bo takie środowisko jest wylęgarnią bakterii. Przez wodę, mam na myśli nie tylko czystą wodę, ale wszystkie płyny (a więc także różne hydrolaty, napary itp.) oraz inne półprodukty, zawierające w sobie wodę. A więc konserwowanie jest po to, żeby produkt nie został kolonią drobnoustrojów.

Witamina E nie zapobiega rozwojowi bakterii. Mylnie uznaje się ją jako naturalny konserwant z innego powodu - ponieważ jako antyoksydant ma zdolność zapobiegania/spowalniania jełczenia tłuszczów. Jełczenie nie jest jednak wywołane przez bakterie - to wynik między innymi utleniania się kwasów tłuszczowych lub hydrolizy wiązań estrowych. Efektem tego może być to, że olej zmienia smak i zapach, a także traci większość swoich właściwości. Psucie się oleju poprzez jełczenie, nie jest tym samym co psucie się kosmetyku poprzez rozwój bakterii, natomiast przeciwutleniacz taki jak witamina E, może spowolnić sam proces jełczenia, a nie powstawania nowej cywilizacji.

Podsumowując - witamina E NIE jest konserwantem i nie chroni przed rozwojem bakterii (nie konserwuje). Nie poradzi sobie z przedłużeniem życia kosmetyku, który ma w sobie wodę. Nie zmienia to jednak faktu, że warto wzbogacać nią kosmetyki, albo używać jej jako środka przedłużającego żywotność kosmetyków złożonych jedynie z olejów (maceratów, masełek itp) lub samych olejów.

Mam nadzieje, że sprawa już jest jasna - możecie tą notkę podesłać komuś, kto chciał wykorzystać witaminę E do konserwowania mazideł. Może uratujemy trochę surowców przez koszem na śmieci! :D

Najnowsze wpisy:

- orientalny puder do mycia twarzy

- obecna pielęgnacja skóry i włosów

listopada 07, 2018

Obecna pielęgnacja twarzy i włosów

Obecna pielęgnacja twarzy i włosów
Mam wrażenie, że moja pielęgnacja z posta na post jest coraz bardziej uboga. Mam tyle na głowie, że czasami nawet zapominam o kremie, albo zmyciu tapety. Ciągle sobie obiecuje, że w końcu czas dowalić jakąś konkretną pielęgnacyjną rutynę pokroju mycie/olejek/esencja/serum/krem/kupa jednorożca/olej, ale coś mi się wydaje, że nie wydobędę z siebie takiej dozy cierpliwości, by to dobrze rozegrać. Tak więc dziś będzie minimalistycznie, zapraszam :D



Demakijaż Vianek odżywczy - uwielbiam go i nie chce mi się nawet szukać lepszej alternatywy. Używam co kilka dni - bo co kilka dni robię makijaż (tylko jak nagrywam xD). Pięknie pachnie, nie potrzeba żadnych wacików, wystarczy go wmasować w skórę i zmyć.

Puder orientalny do mycia - prawie codziennie, bo czasami mi się nie chce. Używam go jako pierwszy albo drugi krok mycia (czasami myję twarz olejem, ale jak się domyślacie, nie chce mi się). Uwielbiam go totalnie! Mam wrażenie, że zmywa trochę bardziej agresywnie niż zwykły puder myjący - ale to "agresywnie" bierzcie z przymrużeniem oka, bo to nie ten poziom agresji co w przypadku silnego detergentu :D Przepis wstawiłam na bloga dwa dni temu.

Tonik hibiskusowy z Sylveco - bardzo specyficzna rzecz. To pierwszy tonik w formie luźnego gluta, a nie płynu. Może trochę przesadziłam - nie wyobrażajcie sobie tego jako gęstej zawiesiny, jest płynny ale ma lekko żelową formę. Staram się o nim nie zapominać, szczególnie wieczorem gdy mam więcej czasu. Nakładam tonik, i na taką wilgotną skórę lecą kosmetyki pielęgnacyjne.

Olejek Bielenda Botanic Spa Opuncja i Aloes - używam dopiero od kilku dni na noc, do kremu albo zamiast kremu. Nie mam jeszcze opinii na jego temat, na pewno pojawi się recenzja kiedy porządnie go przetestuje. Póki co - jest przyjemny i ma bardzo dobry skład.

Bepanthen Sensiderm - już kiedyś o nim pisałam. Bardzo go lubię i ciągle do niego wracam. Jak na tą markę, skład dobry i świetnie mi się sprawdza. Używam rano i wieczorem, ale bardzo często zapominam. Nie wiem ja te baby to robio, że są w stanie codziennie odwalić pielęgnacje i o niczym nie zapomnieć.

Maski - aktualnie moją ulubioną maseczką do twarzy, jest maska z powietrza. Świetnie działa i dotlenia skórę. Taką maskę noszę na sobie cały dzień i całą noc, cudownie mi się sprawdza. A w dodatku jest zupełnie darmowa. A tak na poważnie - nie używam teraz żadnej maski z braku czasu i ochoty. Kusi mnie maska z Botanic Spa, ale boję się teraz kupić, bo pewnie będzie tylko leżeć i kisnąć.

Odrosty - powinnam robić go co dwa tygodnie, w praktyce robię dopiero gdy widzę szaro - zielonego odrosta giganta. Aktualnie używam henny Miksologii, ale już mi się kończy, więc będę zużywać pół kilo Indyjskiej, którą dostałam od jednej grupowiczki (nie pamiętam kompletnie co to była za marka).

Wcierka - nadal zużywam ostatnią buteleczkę alkoholowo - ziołowej wcierki, którą zrobiłam kilka miesięcy temu. Miałam długą wcierkę, ale uznałam, że w końcu czas ją wykorzystać. Moja oczywiście jest już rozcieńczona wodą. Używam jej codziennie wieczorem od tygodnia. Przepis oczywiście znajdziecie w czeluściach bloga.


To koniec na dzisiaj. Przypominam tez o konkursie fotograficznym, który trwa jeszcze 3 dni! Szczegóły znajdziecie na moim INSTAGRAMIE, szybciutko!

listopada 05, 2018

Orientalne dwa w jednym - puder do mycia skóry i baza do masek

Orientalne dwa w jednym - puder do mycia skóry i baza do masek
Ciągle pytacie, czy do myjącego pudru można dodać to, albo tamto. Ten post ma Wam pokazać, że można do niego dodać praktycznie wszystko. Takie pudry/suche bazy maseczkowe można robić na wiele sposobów i dziś pokaże Wam wersję orientalną z rubią. Jest świetna, myje troszkę mocniej niż zwykły puder, dlatego jeśli chcecie wykorzystać ją jako maskę, polecam dodawać do niej sporo nawilżaczy oraz olejów.



Składniki:

- czerwona glinka (30g)
- mąka z ciecierzycy (30g)
- manjistha (10g)
- kurkuma (10g)
- amla (5g)
- kapoor kachli (5g)


Przygotowanie:

Jak zwykle, to bardzo proste. Wszystkie składniki odmierzamy, łączymy w jakimś pojemniku i mieszamy. Żadnego konserwowania - nic się tu nie zepsuje.


Jak używać?



  • Jako maseczka - Około łyżkę proszku rozrabiamy z płynami (woda, napary, hydrolaty, ekstrakty) i olejami, tak by konsystencja nam odpowiadała. Trzymamy na twarzy 10-20 minut, możemy w trakcie pryskać twarz wodą, by maska nie zaschła. Należy jednak uważać, zawsze polecam dodawać tu oleje, gdyż maska bardzo mocno barwi skórę i później może być problem z domyciem. W razie czego zróbcie ją, gdy macie wolny dzień, a nie na chwilę przed ważnym wyjściem, żeby nie zaliczyć wtopy.

  • Jako puder myjący - niewielką ilość pudru rozrabiamy z wodą lub hydrolatem i wmasowujemy w twarz. Najlepiej potrzymać go na twarzy około minutę lub dwie. Puder zmywamy wodą i możemy przejść do kolejnego kroku pielęgnacji. Nadaje się do samodzielnego mycia, ale może stanowić także drugi krok mycia (jako pierwszy krok, stosujemy coś na bazie oleju). 



Miłego korzystania!


Moje social media:

INSTAGRAM

YOUTUBE

FACEBOOK



listopada 02, 2018

Artefakty życia - rzeczy, które są ze mną od kilku lat

Artefakty życia - rzeczy, które są ze mną od kilku lat
Seria "Artefakty" na moim blogu, nie dotyczy jedynie ulubieńców, ale przede wszystkim nowości jakie się u mnie pojawiają. Nie ograniczam się do rzeczy materialnych, ale również do muzyki czy kina. Dziś jednak, wpis specjalny - poświęcony jedynie Artefaktom, które są e mną od wielu wielu lat i bez których byłoby mi bardzo smutno. Zapraszam!



"Władca Pierścieni"

Zaraził mnie tym tata. Pamiętam, że puszczał mi to jak byłam małym gówniakiem, a ja kompletnie tego nie rozumiałam, ba, myślałam nawet, że to kolejna część Harry'ego Pottera! Pamiętam też sceny z Szelobą, strasznie się ich wtedy bałam. Kiedyś poprosiłam, żeby tata puścił mi "tą część ze słoniami", i oglądałam to nadal nic nie rozumiejąc. Doceniłam te filmy dopiero w gimnazjum, kiedy akurat na tvnie leciały " Dwie wieże". Tata jak zwykle oglądał, choć pewnie znał już na pamięć, a ja chciałam tylko wykorzystać okazję, żeby nie musieć iść spać. Normalnie tata wygoniłby mnie na górę, bo przecież z rana trzeba wstać na pszyrkę, ale w takich okolicznościach oczywiście ucieszył się, że pierworodna postanowiła oglądać z nim ten film. No i coś w mojej głowie wybuchło. Na drugi dzień obejrzałam wszystkie trzy części, a później od nowa i od nowa. I wreszcie miałam możliwość je zrozumieć, bo wreszcie chciałam zrozumieć. I tak przez następne kilka miesięcy CODZIENNIE oglądałam je wszystkie od nowa. Kiedy już nimi rzygałam, przerzuciłam się na gify, filmiki z neta i fanfiki i byłam totalną psychofanką Lotru. Aha, w międzyczasie przeczytałam tez książki,"Silmarillion", "Hobbita" i " Dzieci Hurina". Tak zaczęła się moja przygoda z fantastyką. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy to wszystko mnie wzruszało i jak bardzo idealne mi się wydawało. Zaraziłam tym później przyjaciółki i kolejne miesiące spędzałyśmy na dogłębnym obgadywaniu wszystkich scen. Nie ma nic lepszego niż LOTR i film Petera Jacksona. Nawet jak o tym piszę, to aż mi się płakać zachciało. Podobno w listopadzie na Netflixa wchodzą reżyserskie wersje wszystkich części (te, w których możecie posłuchać pierdów Pippina po tym jak nażarł się lembasów xD).


"League of Legends"

Zaczęłam w to grać chyba ze 4 lata temu i tak zostało do dzisiaj. Nie gram już tak dużo jak kiedyś, ale to w zasadzie jedna z niewielu gier, która nie znudziła mi się po paru dniach. Oczywiście głównie supportuje, bo nie chce mi się farmić :D


Platformy

Mam na myśli oczywiście buty, które mają wysoki gruby obcas, ale są także podwyższane z przodu, dzięki czemu masz te 10 cm więcej, ale nie musisz cierpieć przy każdym kroku. Są turbo wygodne i pięknie wyglądają. Można w nich chodzić przez cały rok. No uwielbiam!


"Okienka"

Kojarzycie Przysmak Świętokrzyski? Ja nazywam to okienkami. To takie dziwne, przypominające suchy makaron kwadraciki, które wrzuca się na gorący ogień, a one rosną i powstają takie smażone chrupki. Jem to od dzieciństwa i po prostu uwielbiam. Zaraz po napisaniu tego posta lecę do jakiegoś spożywczaka ich poszukać, bo sobie narobiłam smaku.


Zielona herbata z Big Active  z pomarańczą

Zielona herbata to mój wielki nałóg od wielu lat. Jeśli jednak miałabym polecić jakąś konkretną, to zdecydowanie będzie właśnie ta. Kocham połączenie zielonej herbaty i cytrusów, zarówno w formie mrożonej, ze świeżymi limonkami i pomarańczami, jak i wersji suszonej. Big Active to jedna z ulubionych wersji (lubię też piramidki Liptona z mandarynkami). Jest liściasta, więc dobrze widać suszone owocki. Totalnie polecam, jest pyszna!

"Gotye"

Pamiętacie "Now yor're just somebody that i used to know"? Jakże by inaczej, epidemią tej piosenki zaraziłam się po zwiastunie Lotru jakos w 2011 roku. To jest taki rodzaj muzyki, do którego wracam zawsze i nigdy się nie znudzi. W ogóle jestem w szoku jakim trzeba być geniuszem, żeby stworzyć coś takiego ;V

Wardruna

Doskonale wiecie jakiego mam pierdolca na punkcie tego zespołu i nie mogłam o tym nie napisać. Moja przygoda z Wardruną zaczęła się po pierwszym sezonie "Wikingów" od utworu "Helvegen". Później poleciało jak domino, nałogowo słuchałam wszystkiego co z nimi związane. To póki co najlepszy zespół folkowy jaki przychodzi mi do głowy, nic co znam, nie wzbudza we mnie tego rodzaju uczuć. Einarowi udało się wyczarować tak niesamowity klimat, że na nawet nie...


Badyle

Dobra, wiem że już tym rzygacie, ale nie mogłam o tym nie wspomnieć, jak wyżej. Badyle kocham mocno od kilku lat, i od kilku lat robię w domu badylowe złomowisko.


Ręcznie szyta torba z gór

Możecie takie kupić na samym końcu Krupówek. Strasznie podoba mi się to, że każda jest inna. Mam ją od kilku lat i choć trochę żałuje, że wybrałam sobie jakiegoś elfa zamiast zwierzaczków, ale nadal ją noszę i jest fajnie.



Masło shea

Używam go już chyba z 5 lat. Nie wyobrażam sobie bez niego życia. Głównie wykorzystuje masełko do olejowania włosów. Nie wiem co ten olej w sobie ma, ale niesamowicie zwiększa mi objętość. Masło dorobiło się też swojego własnego wpisu na blogu (tutaj), także zapraszam jeśli interesują Was bardziej szczegółowe informacje.


Jestem ciekawa czy coś z tej listy gości także u Was. A może macie inne Artefakty, bez których nie wyobrażacie sobie życia? :D

I na koniec małe ogłoszenie. Wkrótce prawdopodobnie będę organizować rozdanie na INSTAGRAMIE. Jeśli chcecie wziąć udział, koniecznie śledźcie mnie tam, żeby nie przegapić info!

października 31, 2018

"Chilling Adventures of Sabrina" - szybka Halloweenowa recenzja

"Chilling Adventures of Sabrina" - szybka Halloweenowa recenzja
Witajcie w Samhain. Jak je spędzacie? :D Ja niestety mam na dziś sporo pracy, ale jeśli nie świętujecie i zamierzacie się nudzić, to chciałabym polecić Wam pewien serial, o którym co nieco dzisiaj napisze "Chilling Adventures of Sabrina"! 

Chilling Adventures of Sabrina recenzja


Pochłonęłam go w dwa dni, i chyba zacznę od nowa. Serial opowiada historię nastoletniej czarownicy Sabriny, ale nieco różni się od znanego nam serialu z lat 90 tych. W tym serialu Sabrina również ma dwie ciotki i czarnego kota, ale w zasadzie na tym podobieństwa się kończą. Twórcy zaczerpnęli trochę satanizmu, okultyzmu i innych złych rzeczy, za które pójdziecie do piekła.


Dla kogo jest serial? 

Nie nazwałbym go horrorem, zdecydowanie nadaje się też dla młodszych widzów. Lekko trąca tematykę nastoletniej miłości i problemów młodzieży, nie jest jednak całkowicie infantylny, a niektóre sceny rzeczywiście mnie przestraszyły. Może nie na tyle, żebym potem bała się spać bez światła, jak to bywa po oglądaniu mocnych horrorów, ale troszkę dreszczyku było.

To co najbardziej mnie w nim urzekło, to klimat, wystrój i stylizacje. Sam design domu w którym mieszka Sabrina jest niesamowity, lekko kiczowaty, z dużą ilością starych nietypowych mebli. Stroje wiedźm, które przecież żyją wśród ludzi w 21 wieku również są bardzo nietypowe i totalnie trafiły w mój gust. To wszystko jest takie przyjemne i "przytulne". Myślę że dla takich smaczków byłabym w stanie oglądać to nawet, gdyby było nudne i beznadziejne, a na szczęście takie nie jest. Cieszę się, bo po przewałkowaniu większości dennych seriali na Netflixie, nareszcie trafiło się coś ciekawego i zrobionego dobrze. Żałuję tylko, że oglądałam z dubbingiem i przez to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że niektóre "głosy" starały się za bardzo, tak jakby jedyną widownią serialu były 5 letnie dzieci. Pamiętajcie, dubbing seriali i filmów to zło.

Bardzo Wam polecam ten serial, świetnie się oglądało i już mi smutno, że trzeba czekać na kolejny sezon. Na szczęście za kilka dni premiera "Outlandera", a 9 listopada "Król wyjęty spod prawa"

Strasznego Halloween! I zapraszam na mojego INSTAGRAMA.

października 29, 2018

Artefakty - październik 2018

Artefakty - październik 2018
Witajcie robaki, dziś kolejna porcja Artefaktów. Znowu mam plagę robali na chacie, tym razem przestałam się bawić i zrobiłam wszystkim roślinom komorę gazową. Bardzo podoba mi się brak słońca i wiatr, szczególnie kiedy nie muszę wychodzić spod koca. Mam dość sporo roboty i ciągle szykuje kolejne projekty. Za dużo pomysłów i za mało czasu, żeby je wszystkie ogarnąć. Ale do rzeczy, co nowego w październiku?



Stojak na wieszaki

Wreszcie kupiłam duuuży wieszak z Ikeły, bo moja szafa się wysypuje. Z przerażeniem odkryłam, że po obwieszeniu całego tego stojako-wieszaka, szafa nadal się wysypuje ;v Zmieszczę na niego jeszcze sporo szmat, ale teraz z kolei brakuje mi wieszaków i muszę dokupić. Strasznie chciałam mieć taką "wiszącą" garderobę. W szafie mam tylko niewielki drążek, który w całości zajmują nasze kurtki i płaszcze, a tak bardzo nienawidzę składać ubrań, że z tym koniec. Chcę, żeby wszystko oprócz gaci wisiało, a dzięki temu zwolnią mi się też dwie duże przegrody i będzie można tam wepchnąć jakieś bzdety porozwalane po domu.



Mikso henna

Dostałam od Justyny jej hennę, dokładny opis macie już w TYM poście. Dopiero ją poznaję, ale dobrze poradziła sobie z odrostem, więc się lubimy. Ciekawa jestem co zrobi na całej długości.

Lewa ręka Boga

W tamtym roku przeczytałam pierwszą część, a potem utknęłam na początku drugiej i tak mi się przypomniało dopiero ostatnio. Chciałam wrócić do czytania, bo tyle się działo, że nawet Sandersona nie chciało mi się nadrabiać. "Lewa ręka Boga" to taka dziwna historia inspirowana Kościołem - ale w innym znaczeniu. Kościół, choć oparty na podobnych zasadach jak u nas, jest okrutną, krwiożerczą organizacją, która źle zrozumiała Słowo Boże i zamiast miłości, szerzy śmierć, ból i wojnę. Serio, jeśli narzekacie na to, że "Kler" przedstawia Kościół w złym świetle, to przeczytajcie te książki, gdzie autor stworzył jeszcze bardziej okrutną wizję. Świat, niby fantasy, ale to zlepek istniejących miejsc i wydarzeń historycznych, tylko ułożonych inaczej niż w naszym prawdziwym świecie i groteskowo przeinaczonych.

Zdobycze z second handu

W tym miesiącu też zdobyłam kilka perełek z lumpa. To były wyjątkowo udane łowy, ale nie pokaże Wam zdjęć, bo spora część ubrań wymaga lekkich przeróbek, bo są za duże. Poza tym, chciałabym uszyć sobie kilka fancy torebek na zakupy z wielkich sztruksowych spódnic, bo wdziałam taką torbę u jakiejś dziewczyny w tramwaju i totalnie mnie urzekła ;v

Mata do yogi 

Wróciłam do ćwiczeń i kupiłam matę. Prawdopodobnie za 3 dni już mi się znudzi, ale chce się jeszcze chwile pooszukiwać, że będę fit dupą.


A teraz idę się zakopać pod trawą i oglądać Sabrinę na Netflixie :D Zapraszam Was na mój świeżo wypluty na świat KANAŁ NA YOUTUBE.

października 26, 2018

Kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły

Kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły
Ten uczuć, gdy masz już napisany cały wpis i nagle komputer chwilowo umiera zanim zdążysz wszystko zapisać. A zatem zaczynam od nowa - dziś co niego w temacie kosmetyków, które nie przypadły mi do gustu. Wszystkie mają dobre składy i oczywiście nie chcę ich demonizować - ale jeśli macie podobne wymagania/potrzeby jak ja, to być może zaoszczędzicie trochę cebulionów.


Alterra - dezodoranty

Próbowałam zarówno tych w kulce, jak i w sprayu. Ten drugi wygrywał pod kątem działania - dało się wytrzymać jakieś dwie godziny zanim zacznę capić jak maciora, natomiast kompletnie nie mogłam znieść tego dziwnego zapachu przypominające ziołowe cytrusy, a w dodatku był mało wydajny - po kilka użyciach zeszło pół butelki. Kulka natomiast - obie wersje - w ogóle nie poradziły sobie z utrzymaniem zapachu mojego ciała na dopuszczalnym poziomie. Pamiętajcie, że to nie są antyperspiranty i blokery - nie blokują wydzielania potu, a jedynie mogą zamaskować zapach. U mnie niestety to za mało. Zdecydowanie wolę dezodoranty od Schmidt's.


Maska do włosów Organic Shop Algae & Clay

Kupiona na jakiejś promocji, nie mam już opakowania. Zastanawiam się, czy to ja jestem jełopem i nie potrafiłam rozszyfrować jak działa jej aplikacja, ale jeśli w rzeczywistości nie istnieje w tej butelce żaden magiczny przycisk, którego zadaniem jest wydobycie porcji odżywki, to muszę powiedzieć, że straszna lipa. Odżywki z tej serii znajdują się w butelce z wąską szyjką - ale bez żadnej pompki, zatem zawartość trzeba wytrząsać na zewnątrz. To zupełnie niewygodne i irytujące. Pomijając jednak opakowanie, odżywka cuchnie jabłkowymi orbitkami i to również zapach, którego nie potrafię znieść. Jest lekko proteinowa. Nie nadawała się do mycia, a poza tym była zupełnie neutralna. Nie robiła mi ani krzywdy, ani nie urywała tyłka. Ot zwykła odżywka z nie najgorszym składem 7 zł.


Vianek normalizujący - wersja na dzień i noc

Z tego co wiem, te kremy idealnie sprawdzają się w przypadku cery tłustej. Ja, jako posiadaczka cery mieszanej w kierunku suchej, wspominam ich testowanie jako masakrę. Nie do końca wiedziałam wtedy czego moja cera potrzebuje i próbowałam różnych kosmetyków. Te Vianki wysuszały mi ją na wiór. Użycie tego kremu wiązało się z uczuciem takiego przesuszenia, jakbym przez rok nie nawilżała twarzy. Oprócz tego - znowu kwestia zapachu. Nie wiem, czy moja partia była jakaś stara, ale kremy capiły stęchlizną, choć data na opakowaniu była w porządku. Zdecydowanie bardziej do gustu przypadły mi kremy z serii pomarańczowej i niebieskiej.


Henna Erbe di Janas Rosso Caldo

Czyli moje największe rozczarowanie. Spodziewałam się po niej mocnego barwienia, tymczasem poradziła sobie gorzej niż zwykł tani Hesh! Kompletnie nie zabarwiła odrostu, nie było po niej śladu. Inni nie narzekają, a więc znowu wnioskuje, że trafiła mi się starsza partia ziółek, ale kurde, są henny które i po paru latach barwią jak wściekłe, a tu taka sytuacja.


Żegnam się i pragnę poinformować, że wreszcie pojawiłam się na Youtube. Idzie mi dość topornie, ale liczę na ewentualną wyrozumiałość, bo to trudniejsze niż się wydaje. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam na mój nowy film na kanale - czyli mała pogadanka na temat korzyści używania Senesu.

października 22, 2018

Proteinowy szampon na gotowanym ryżu

Proteinowy szampon na gotowanym ryżu
Dawno nie było myjadeł, czas to zmienić. Właśnie testuję sobie nowe receptury, tym razem zależało mi na tym, by jednocześnie dostarczyć włosom trochę protein. Dlatego gwoździem programu jest woda ryżowa!

jakzrobicdomowyszampon


Składniki:

  • 500 ml wody z gotowanego ryżu (bez soli, bez torebki)
  • 10 g białej glinki
  • 50 g mąki owsianej
  • 10 g siemienia lnianego 
  • 10g płynnego miodu
  • 20g kory mydłoki (jeśli jej nie macie, to może być mydlnica, shikakai albo inne ziółko saponinowe - patrz na post o saponinach )
  • 5 zblendowanych kasztanów
  • kilka kropel olejku eterycznego

Przygotowanie: 

- Kilka godzin wcześniej wrzucamy kasztany do miski z wodą, żeby się dobrze namoczyły. Gdy już zabieramy się za robienie szamponu, kasztany blendujemy lub ścieramy na drobne wiórki. Ale lepiej zmielić.
- 100 g ryżu i około łyżkę siemienia, gotuję w 2 litrach wody. Nie dodajemy soli. Taka ilość siemienia nie sprawi, że zrobi się gęsty glut, a lekko go zagęści i doda trochę substancji śluzowych. I teraz ważna sprawa - jak mojego ryżu nie będę jadła, bo powstanie z niego maska na twarz i łapki. Dlatego oprócz ryżu i siemienia, do gara leci także kora mydłoki. Jeśli jednak chcecie zjeść ryż, to nie psujcie jego smaku i ugotujcie korę w oddzielnym garnuszku - około 20 g kory w około 200 ml wody.
- Kiedy ryż zmięknie, odcedzam go od płynu i oba produkty studzę. Ryżem zajmę się później, natomiast wystudzony płyn już może wchodzić do akcji. Pobieram około 500 ml wody - zużyję tego mniej, bo to kwestia tego jaką wolicie konsystencję. Myślę że około 300 ml już powinno wystarczyć. Jeśli gotowaliście oddzielnie korę mydłoki, to też pobierzcie mniej wody ryżowej
- Do miseczki wsypuję pozostałe składniki - glinkę, miód i mąkę, rozrabiam z wodą ryżową i ziołami, dodaję też miodu, kasztany i olejki. Rozgniatam grudki, jeśli nie chcą się rozpuścić to odstawiam masę na godzinkę. Możemy dodać więcej płynu jeśli trzeba - z doświadczenia powiem, że zbyt gęsta papka jest mniej wygodna.
- Myjemy włosy tak samo jak zwykłym szamponem, odżywka po myciu nie jest konieczna, bo taki szampon też działa jak odżywka.

Szampon najlepiej serwować sobie raz w tygodniu, żeby nie przedawkować protein. W lodówce wytrzyma około 3 dni maksymalnie. Fajnie się u mnie sprawdził, jak wszystko co ma proteiny i nie ma detergentów. Włosy idealnie ułożone i objętość - czyli jak zwykle po saponinowych zabiegach. Polecam ;D

Na blogu jest też inna wersja domowego szamponu - ale nie jednorazowego użytku. 

października 19, 2018

Wywiad z Michałem z Darkwood Jewelry!

Wywiad z Michałem z Darkwood Jewelry!
Dzisiaj mam dla Was coś specjalnego - krótki internetowy "wywiadzik" z bardzo utalentowanym rękodzielnikiem, którego na pewno część z Was już zna. Jest nim Michał Pec z Darkwood Jewelry. Obserwuję twórczość Michała od bardzo dawna i uwielbiam styl jego prac. Biżuteria, którą tworzy przedstawia runiczne (i nie tylko) wzory ze srebra. Przypominają mi metalowe "patyczki" - kształty run mają specyficzną teksturę, która w pewnym sensie emituje drewno. Michał podzielił się ze mną kilkoma ciekawostkami dotyczącymi jego pracy. Zapraszamy!


Od jak dawna tworzysz i sprzedajesz swoje srebrne runy?

Darkwood powstał w styczniu 2017 r. Wcześniej trochę mi zajęło przygotowanie dwóch pierwszych wisiorków, obmyślenie, jak całość ma wyglądać, zrobienie pierwszych fotek, wymyślenie nazwy, logotypu, itd. 


A jak to się zaczęło? Co Cię skłoniło do takiej działalności?

1.     Pomysł siedział w głowie od jakiegoś czasu, ale zawsze przeważała myśl, że w dzisiejszych czasach biżuterię robią miliony ludzi. Wystarczy popatrzeć na Etsy. Żeby się przebić, trzeba mieć jakiś fajny pomysł. I mnie tego pomysłu brakowało J Tak więc plan pt. „robię biżuterię” trafił na jakiś czas do szuflady. A wrócił właśnie jakoś w drugiej połowie 2016 r. Zawsze lubiłem prace manualne, podobało mi się, to, jak do łask w ostatnich latach wraca rękodzieło. A fakt, że od kilkunastu lat pracuję na swoim,  daje łatwość w próbowaniu czegoś nowego. W pewnym momencie urodził się pomysł, co mogę tworzyć, jak ma to wyglądać, jak skorzystać z dobrodziejstw społeczności internetowych w celu promocji. Pozostało tylko zakasać rękawy i wziąć się do roboty J


Oprócz run i "patyczkowych"wzorów rzadko widzę u Ciebie inne "modele" biżuterii - o ile tak je w ogóle można określić. Skąd pomysł na tak oryginalne kształty? Co Cię inspiruje?



1.     Sam pomysł na wykorzystanie liter alfabetu runicznego wziął się chyba z poszukiwania tego czegoś, co mogłoby być inne niż standardowo dostępne wzory. Runy mają ciekawe kształty i dają pole do popisu przy tworzeniu czegoś nie do końca typowego. W pewnym momencie wydało mi się oczywiste połączyć runy i gałęzie. Może nie jest to zawsze widoczne, ale staram się, żeby każdy element miał choćby teksturę przypominającą drewno. Jeżeli chodzi o inspiracje, to na pewno krajobrazy, natura, muzyka, w pewnym stopniu fascynacja krajami Północy. Intryguje mnie mroczny element w przyrodzie, muzyce. I ten pierwiastek staram się ukazać w moich wisiorkach oraz w tym, jak są one przedstawione wizualnie. 


Ciężko się czegoś takiego nauczyć? Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tworzeniu biżuterii i widzę przed sobą ogrom pracy i całe mnóstwo narzędzi, które jeszcze muszę zdobyć. Jak Ty się tego nauczyłeś? Byłeś na kursie złotnictwa czy jesteś samoukiem?


Jestem typowym samoukiem. W pewnym momencie zastanawiałem się nad kursem, ale w końcu stwierdziłem, że Internet jest taką kopalnią wiedzy, że najlepiej najpierw przeczytać i obejrzeć, co się da, a potem, metodą prób i błędów, spróbować samemu. Do dzisiaj sam się śmieję, że dwa pierwsze modele wyszły najlepiej, dlatego, że były robione bardzo nieudolnie. No, może trochę przesadzam, bo niesłychanie mi się podoba ostatni wzór – alchemiczny symbol siarki (znany też jako Krzyż Lewiatana). Było mi bardzo trudno się z nim rozstać i w końcu zrobiłem jeden dla siebie.


Jak to się w ogóle robi? Ogarniam już podstawy lutowania i obróbki metalu, ale w jaki sposób formujesz "gałązki"? Wykorzystujesz zwykłe czyste srebro, czy jakieś plastyczne masy, które potem się wypala?

Korzystam ze srebra próby 925 oraz glinki Silver Clay – w zależności od wykonywanego modelu. Sama praca jest trudna do opisania, szczególnie gdy jest się samoukiem. Ogólnie dużo pracy wszelkiego rodzaju dłutami, pilnikami, szlifierkami, później łączenie elementów, znów szlifowanie, poprawianie, aż do uzyskania zadowalającego efektu J


Planujesz kiedyś trochę urozmaicić swoje prace, na przykład używać kamieni, kaboszonów i tym podobnych, czy zostajesz przy tworzeniu run i kształtów z metalu?



1.     Nie, pozostaję przy tej formie, którą założyłem sobie na początku. Chcę zachować nieco surowy wygląd moich rzeczy. Myślę, że kamienie, kaboszony po prostu niezbyt by do całości pasowały.

A kolczyki? Czemu nie widziałam u Ciebie na profilu żadnych kolczyków? :D



1.     Kolczyki są w planach od samego początku. Ale brakuje czasu, żeby je zrobić, przygotować do sprzedaży. Choć zdarzyło mi się zrobić kolczyki kosy pod specjalne zamówienie. 


No cóż, bardzo dziękuje Michałowi za rozmowę i trzymam kciuki za dalszy rozwój jego działalności. Ja sama już ponad rok noszę jedną z jego prac - runę Othala, i to chyba najbardziej porządna błyskotka jaką kiedykolwiek miałam.


Zachęcam do zaobserwowania INSTAGRAMA Michała - to właśnie tam możecie podziwiać jego wyroby :D










października 17, 2018

6 tekstów, które kojarzą mi się z grupami o naturalnym leczeniu

6 tekstów, które kojarzą mi się z grupami o naturalnym leczeniu
Dziś trochę kontrowersyjny temat, i poniekąd związany z moją ulubioną tematyką. Bardzo interesuje się naturą i ziołami. Tworzę domowe kosmetyki, szukam alternatyw dla leków i wiem, że nie wszystko trzeba zabijać antybiotykiem. Ale niestety przeraża mnie to, co czasami możemy przeczytać na grupach o naturalnym leczeniu i całkowicie tego nie popieram. Stworzę kiedyś o tym oddzielny post - w skrócie, czasem często mi uwierzyć, że ci ludzie mówią poważnie i przykro mi zarazem, że są całkowitymi, bez reszty pochłoniętymi wyznawcami Zięby i tym podobnych osobistości.

szkodliwyaltmed


Staram się nikogo nie urazić, ale czasami jest mi wstyd za tych ludzi. Ziołolecznictwo to też medycyna, a nie altmed - pod warunkiem, że nie stawiamy diagnozy przez Internet i nie leczymy wszystkiego wrotyczem. Ale nie o zioła tu chodzi, o nie. O tym kiedy indziej.

Przed śniadankiem szklanka wody z solą, po śniadanku szklanka z roztworem wody utlenionej, a przed obiadem lewatywa z witaminą c lewoskrętną, bo wiadomo, że prawoskrętna jest za słaba. A przed spaniem kieliszek srebra koloidalnego i inhalacja wodą magnezową. I tak właśnie możemy żyć w wiecznym zdrowiu. Bo jakiś szurystyczny prorok przekonał nas, że to działa. Bo soli już nie trzeba ograniczać, a już szczególnie tej himalajskiej. Wiadomo przecież, że himalajska to nie jest ta zwykła biała szkodliwa sól, a ma super moce, dzięki którym będziemy żyć dłużej! 2 tygodniowe głodówki, to także droga do wiecznej młodości.

Na tego typu grupach widzę cały czas podobne schematy. Cały czas takie same argumenty, cały czas te same mądrości. Już Wam je przedstawiam, a ta ironia wcale nie była zamierzona :D


"Moja babcia całe życie używała i miała 90 lat"

Czyli ulubiona anegdotka zaczynająca się słowami "A moja...<tu wstaw ciocię, sąsiadkę, kuzynkę czy panią Krysię ze sklepu>. Jeśli osoba A powie, że Pani Helenka dobrze się czuje po wypiciu szklanki oliwy magnezowej, to ja przecież mogę wyjść z kontrargumentem, że moja ciocia czuje się po niej źle. I mamy wtedy argumentację 1:1 - kto zatem wygrywa? Nauczcie się wreszcie, że dowód anegdotyczny nie jest wystarczającym źródłem, by stwierdzić, że coś działa, albo nie działa. To się tyczy wszystkiego. Czy jeśli mój dziadek żyje po 40 latach palenia, to możemy wywnioskować że palenie wcale nie jest szkodliwe?

"Moje dziecko ma 43 stopni gorączki. Kiedy syrop z cebuli zacznie działać?"

Grupy na fejsie to nie przychodnia. A mam wrażenie, że niektórym się tak wydaje. Ten przykład wcale nie jest skrajny, takie kwiatki często się zdarzają. Twój dziaciak zaraz będzie miał jajecznicę zamiast oczu, a Ty jeszcze pytasz o pomoc w internecie? Nie chodzi tylko o takie sytuacje, ale także o pytanie w necie "co mi dolega"?? Dlaczego ludziom się wydaje, że diagnozowanie i leczenie online ma sens? Na jakiej podstawie ktoś po objawach, mogących świadczyć o 40 różnych chorobach, zdiagnozuje u Ciebie tą konkretną?

"STOP CHEMIOTERAPII, ONA ZABIJA"

No tak, jakby sam nowotwór nie zabijał. Naprawdę chcecie brać odpowiedzialność, za czyjeś życie w tak poważnej sprawie? To się nie tyczy jedynie nowotworów. To się tyczy kategorycznego negowania leków i medycyny, na rzecz wody z solą i srebra koloidalnego. A przecież większość leków, to nie są syntetyczne substancje, tylko wyizolowane wyciągi z ziół.

"Przemysł farmaceutyczny fałszuje i sponsoruje badania"

A wiecie, że autor publikacji, który posądził szczepionki MMR o wywoływanie autyzmu był oparty na badaniu na 12 dzieciach, zawierał liczne przekłamania, a do tego wszystko było opłacone przez firmy przeciwne owej szczepionce? Pismo, w którym opublikowano artykuł przyznało się do błędu i wycofało publikację. Ale tak, to przemysł farmaceutyczny stoi za unieszkodliwieniem Wakefielda i stracenie przez niego prawa do wykonywania zawodu było sponsorowane przez szczepionkę MMR.
Nie chcę stawiać zarzutów w ciemno - nie jestem sądem. Nie wiem czy przemysł farmaceutyczny sponsoruje badania. Wiem za to, że gdyby nie rozwój medycyny, dalej tkwilibyśmy w średniowieczu i zbieralibyśmy z ulicy zadżumione trupy.

"Szczepionki zawierają mikrochipy, które kontrolują nasze życie, nagrywają i kradną dane osobowe"

Pewnie myślicie, że to wymyśliłam, i też bym tak pomyślała. Ale spotkałam się z tym już kilka (!) razy i teraz już nic mnie nie zdziwi. Tak moi drodzy - szczepienie to przykrywka. Tak naprawdę idziecie się zachipować niczym krowa w hodowli, a państwo widzi Was nawet na kiblu. O teoriach spiskowych z grup altmedowych można by napisać książkę.


"Lekarze nie mają leczyć, tylko zarabiać"

Tu trochę inaczej się wypowiem, bo sama nie mam prawie żadnych dobrych wspomnień po wizytach u lekarza. Niestety odnoszę wrażenie - przynajmniej po moich doświadczeniach - że lekarze zwykle nie zadają sobie trudu, żeby człowieka dokładnie przebadać, a wolą w ciemno przepisać leki. Jeśli zależało mi na konkretnych badaniach, sama musiałam się ubiegać o skierowania, bo lekarz na to nie wpadł. Nie neguje tu medycyny, a podejście lekarzy do pacjenta. Ja w takich zwykłych codziennych przypadkach przestałam chodzić do przychodni w innym celu niż po badania krwi czy antybiotyk (konieczny, gdy rozwinie mi się kaszel, bo nic go nie pokona). Bo po co? Żeby stracić czas na dojazd na 3 minutową wizytę, po której dowiem się, że muszę kupić tabletki na gardło bez recepty? Nie będę jednak wrzucać wszystkich do jednego wora i wierzę, że gdzieś są jeszcze lekarze z powołania. Co się natomiast tyczy grup zielarskich - niepokojące jest całkowite przestrzeganie przed lekarzami, lekami i co najważniejsze - badaniami, w sytuacjach poważniejszych niż zwykłe przeziębienie.


A jakie mądrości Wy wynieśliście z grup o alternatywnym leczeniu? :D

Zapraszam też do postu o "ZABÓJCZEJ CHEMII" W KOSMETYKACH.

października 15, 2018

Mleko z kartonu, mleko bez laktozy i mleko jednorożców - dlaczego Twój kot wcale NIE chce pić mleka?

Mleko z kartonu, mleko bez laktozy i mleko jednorożców - dlaczego Twój kot wcale NIE chce pić mleka?
Odkąd pamiętam uczono mnie, że kotki lubią mleczko. Mleko wydaje się wręcz niezbędnym pokarmem dla każdego kota. Te mądrości, które wynieśliśmy z dzieciństwa, są niestety niesamowicie szkodliwe dla naszych zwierzaków i czuje się w obowiązku z tym walczyć.

Kiedy próbuje jakoś logicznie wytłumaczyć, jak to się stało, że ludzie zaczęli podawać mleko kotom, nie znajduje żadnego sensownego wyjaśnienia. Dlaczego to właśnie koty zapamiętaliśmy jako zwierzęta, które koniecznie muszą dostawać mleko, a nie na przykład psy?

Można powiedzieć, że przecież mleko kotom smakuje - czy już ten fakt nie wystarcza, by sądzić że mleko jest im potrzebne? A czy niemowlak, któremu smakują klocki, śmieci zebrane z podłogi i psia kupa, też ich pilnie potrzebuje w diecie?


"Kiedyś koty piły mleko i żyły"

No żyły. Bo mleko nie jest trucizną o natychmiastowym działaniu uśmiercającym. Pamiętamy jednak, jak żyły? Żyły głównie na dworze. Nie załatwiały się do kuwety, tylko za stodołą - a właściciel nie widział biegunki, którą miały po wypiciu mleczka. Zwykle zdychały, mając jedynie kilka lat, o czym też już się nie pamięta. I naprawdę, pojedyncze przypadki kota, który przeżył 15 lat na mleku niosą taką samą wartość badawczą jak brak zgonu u nałogowego palacza.

Dlaczego koty NIE mogą pić mleka?

  • Żaden dorosły ssak w naturze nie pije mleka - trąbie o tym na okrągło, ale czy widzieliście kiedyś wilka, rysia czy inne zwierze, które doi krowy? Bo ja nigdy. Żaden dorosły ssak, poza człowiekiem, nie pije mleka, tym bardziej innego gatunku!
  • Dorosłe koty nie trawią laktozy - Koty tracą zdolność trawienia laktozy, gdy zaczynają powoli przyjmować pokarm stały - więc już w wieku około 4-6 tygodni.
  • Mleko zawiera też kazeinę - śluzotwórcza, ciężkostrawna, upośledzająca zdolność wchłaniania substancji odżywczych - prosta droga do wzdęć, bólów brzucha i na przykład marskości wątroby, za sprawą obciążenia jej przez amoniak i inne uboczne produkty powstałe podczas trawienia kazeiny.
  • Mleko nie ma dla kota żadnych wartości odżywczych - żaden wapń i białko z mleka nie są kotu potrzebne do prawidłowego rozwoju.

Czy kocięta mogą pić mleko?

Mogą. Mleko kociej matki, albo specjalne mleko zastępcze. Nie krowie, kozie czy inne. Po pierwsze, takie mleko nie jest wystarczająco tłuste, po drugie nadal ma kazeinę, po trzecie, jeśli będziecie mieć pecha i kociak dostanie biegunki, to może nawet nie przeżyć. Zamiast mleka, gdy liczy się czas, bezpieczniej jest podać chociażby tłustą śmietanę, albo najlepiej - papkę z surowego żółtka i smalcu.


A może mleko bez laktozy?

Nie! To mleko nadal ma kazeinę i nadal jest bezwartościowe. Nawet jeśli nie spowoduje biegunki, to nadal niesie ryzyko bólów brzucha, i poważniejszych chorób - otyłości, alergii, niewydolności organów.

Uświadamiajmy ludzi, że kot to nie śmietnik w który można wlewać mleko, resztki z obiadu i suche chrupki. To zwierze, które ma konkretne potrzeby żywieniowe - mięso. A do picia wystarczy mu w zupełności czysta woda. Zapraszam też do innych kocich wpisów na moim blogu:

- Czego nie powinien jeść kot?

- Dlaczego nie wypuszczam kota samopas?
Copyright © 2016 gnome household , Blogger